Odcienie Szczelina

Viola

 Nim pozwolono jej polecieć

 kazano zdjąć struny -

 obawiano się, że chwyci za gardło.

 

 W powietrzu zabrakło brzmienia,

 spadło napięcie, które utrzymywało w całości

 tektonikę rezonujących płyt.

 Obchodzono się z nią nieostrożnie,

 jak ze zwykłą rzeczą,

 manipulowano, przestawiano z kąta w kąt.

 

 Aż upadła dusza.

 Nie napełniała się już tak jak trzeba muzyką,

 choć dotarła do brzegów Itaki

 nie była już sobą.

 

 Może lepiej by nigdy nie wyruszała?

© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~Zaciekawiony
Kategoria: poezja
Opis:
Dodano: 2020-05-16 23:29:45
Komentarze.
~alka666 14 d.
Całe życie to próby i upadki, więc niech się nie zniechęca. Niech się podniesie i rusza znów, i znów, i znów...
Odpowiedz
*Ritha 13 d.
Piękne...
Odpowiedz
*Canulas 11 d.
Jedno (abstrahując od treści) trzeba Ci oddać. Konstruujesz twory tak, że interpunkcja w czytaniu nie przeszkadza. Wiem - dziwny komentarz - ale teoretyczna frywolność w zapisie poetyckim tak potrafi udziwnić odbiór, że... No cóż. Ty na szczęście nie podążasz drogą tych krepinowych ozdobników.
Odpowiedz
Główną inspiracją był wywiad z muzykami kwartetu smyczkowego, opowiadających o problemach z podróżą. O ile małą altówkę można jeszcze przewieźć w dobrze wyłożonej skrzynce w luku bagażowym, o tyle większe i droższe instrumenty jak kontrabas czy wiolonczela lepiej wieźć ze sobą, wykupując zresztą bilet jakby się jechało z drugą osobą. W luku mogą się pognieść i połamać. No i w niektórych krajach i na niektórych lotniskach pojawiają się dodatkowe obostrzenia. Muzyk ma zdjąć struny i przewozić je osobno, bo mogłyby służyć za garotę. Jest to duży problem, bo napięte struny naciskają na mostek a ten na przednią płytę pudła rezonansowego.

Między obiema płytami instrumentu, wewnątrz pudła, znajduje się poprzeczka, zwykle drewniany lub stalowy kołeczek, która przenosi drgania na tylną płytę i wpływa na naciąg strun. Kołeczek ten tradycyjnie nazywa się Duszą. Jej położenie w instrumencie musi być dobrze dobrane, bo przesunięcie w jedną lub drugą stronę zmienia ogólne brzmienie, zaś sama dusza jest zwykle tylko przyciśnięta płytami a nie przytwierdzona na stałe (podczas wymiany elementów lub odnowy instrumentu trzeba ją czasem przesunąć). Dlatego po zdjęciu strun płyty rezonansowe zaczynają się powoli odginać i jeśli potem przy odprawie będzie się manipulowało wiolonczelą bez zbytniej ostrożności, może dojść do "upadku duszy".
No i to już jest trochę problemów. Duszę wstawia się do środka skrzypiec podczas budowy. Potem dostęp do środka możliwy jest tylko przez wąskie otwory. Należy posiadać odpowiednio wygiętą pensetę aby od zewnątrz złapać duszę i postawić ją w nienapiętym instrumencie, a potem wsunąć we właściwe miejsce. Muzyk może to zrobić sam ale często wolą aby zajął się tym lutnik, który wie jak to powinno w środku siedzieć.

Bez duszy skrzypce są dużo luźniejsze - podczas napinania strun płyta przednia jest wciskana do środka, w sumie jest luźniejsza, co obniża ton. Dobrze ustawiona dusza uwydatniała też dźwięk pewnych strun, można było tak poprawić brzmienie instrumentu, który nie był najlepszej budowy. Taki wypadek w drodze na koncert mający się odbyć niedługo po przylocie to niepotrzebny kłopot.

Tak że widzicie. Jak tylko usłyszałem jaka jest terminologia i na czym polega przewóz wiolonczeli samolotem, od razu skojarzyłem, że to doskonała metafora.
Odpowiedz

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin