Bojąc się jutra 19

Bojąc się jutra 20

 – Odkładasz moją karę w czasie? – zapytałam.

 Wziął głęboki wdech i spojrzał.

 – Dziewczyno! Wiem, że to wszystko moja wina. Zrozum, żadnej pieprzonej kary nie będzie.

 Zdziwiłam się i kompletnie w to nie wierzyłam.

 – Bardzo cię boli? – zapytał już lekko opiekuńczym tonem.

 Ja, znów doszukiwałam się drwiącego tonu, dwuznaczności. Jednak niczego takiego nie uchwyciłam, więc odpowiedziałam.

 – Mniej niż ostatnio, wcześniejszy ból, na świeżo, był potworny. W życiu czegoś takiego nie czułam.

 Pokiwał głową w zrozumieniu.

 – Co ze mną będzie? – spytałam.

 – Myślę nad tym. Po prostu nie wiem jak rozwiązać naszą sytuację.

 – Wypuść mnie – wyrwało mi się niechcący, jednak zrezygnowana kiwnęłam przecząco głową. – Wiem, że jesteś temu przeciwny, ale choć pomyśl nad tym. Naprawdę, jeśli komuś miałabym opowiedzieć o tym wszystkim, co tu miało miejsce… Chyba umarłabym ze wstydu. Nie wyobrażam sobie, byś oddał mnie jakiemuś… – Żaden epitet nie chciał wydostać się przez moje ściśnięte gardło.

 – Chodźmy spać, to był kolejny ciężki dzień – odpowiedział zwięźle, ucinając temat.

 Znów byłam przegrana, zbierało mi się na płacz. Tyle łez tu wypłakałam. Cholera! Więcej nie będę! Zagryzłam zęby, mimo bólu i wewnętrznego cierpienia, trzymałam tak, póki powieki nie opadły.

 ****

 

 Nad ranem, Dawid siedział na fotelu i wpatrywał się w jeden punkt. Był naprawdę przystojnym mężczyzną. Nic dziwnego, że na początku mnie zauroczył. Jak wyglądałyby sprawy między nami, gdyby nie Matej? Nie powinnam zaprzątać sobie głowy domysłami, muszę przetrwać tu i teraz.

 – Która godzina? – zapytałam lekko zachrypniętym jeszcze głosem.

 Wstał. Napięłam swoje ciało jak struna. Mimo tego, iż nie zrobił mi nic za ucieczkę, wręcz zajął się mną, opatrzył, nadal bałam się tego, co może zrobić.

 Bez problemu zauważał reakcje mojego ciała, widziałam to po nim. Przysiadł na skraju materaca. Wzdrygnęłam się, nie mogłam powstrzymać odruchów.

 – Dopiero ósma, ale ciężko sypiam ostatnio. Przyniosłem ci już śniadanie. Załatwiłem kilka biznesowych spraw. Wziąłem wolne do końca dnia.

 – To nie jest konieczne, muszę po prostu poleżeć. Nie musisz tu warować – odpowiedziałam.

 Zignorował zupełnie tę lekko uszczypliwą wypowiedź i kontynuował.

 – Byłem jeszcze wczoraj na zakupach i mam parę drobiazgów, ubrań dla ciebie. Tam są w torbie. – Wskazał głową stojącą, dużą papierową torbę przy łóżku.

 Marzyłam o własnych ciuchach. Ostatnie noce sypiałam w jego koszulkach, ten zapach nie dawał mi spokoju. Taki męski, specyficzny, choć najbardziej przeszkadzało mi, że był jego...

 – Dziękuję. Czy mogę o coś zapytać?

 – Słucham?

 – Co z Borysem? – W moim głosie słychać było wahanie, ale chciałam wiedzieć.

 – Nie ma go. Powiedzmy, że został przeniesiony – odpowiedział tajemniczo.

 – Pamiętam go, z tej nocy, kiedy zostałam siłą zabrana z domu. On był jednym z tych gangsterów twojego brata. – Zebrałam się na odwagę i powiedziałam mu to w twarz, nie byłam pewna czy w ogóle mi uwierzy.

 – Co ty mówisz? To był on? – Tylko nie znacznie drgnęła mu jedna brew.

 – Tak – odparłam pewniej.

 – Jesteś przekonana? – dociekał.

 – Nie mieli na sobie żadnych masek, później w pokoju hotelowym też ich doskonale widziałam.

 – Jasne. Dobrze, że to mówisz. – Jego wyraz twarzy był nieodgadniony. Zupełnie nie wiedziałam, czy faktycznie dobrze, że wyjawiłam te szczegóły.

 – Jak się czujesz? – zapytał, zmieniając temat. – Zawroty głowy?

 – Wszystko dobrze. Kiedy dostaję przeciwbólowe, jest naprawdę w porządku.

 – Od dziś już koniec z nasennymi. Nie potrzebujemy jeszcze jakiegoś pieprzonego uzależnienia.

 Miał rację, nie chciałam popadać w taką skrajność.

 – Pojadę załatwić kilka spraw. Jeśli nie wrócę przed kolacją, zajrzy do ciebie Hektor – dodał po chwili.

 – Nie będziesz dziś tu spać? – zapytałam zaskoczona.

 – Nie chcesz mnie obok. – stwierdził ponuro.

 Nie wiedziałam, co odpowiedzieć. Przez te kilka nocy przywykłam, że po prostu był. Każde jego wejście do pokoju wzbudzało niepokój. Rozmyślałam czy za chwilę nie postanowi rzucić się na mnie, ale kiedy jego oddech się wyrównywał, zasypiałam jakby spokojniej.

 – Przyjdź, nie chce zostać sama. Boję się tych koszmarów… – Zawstydziłam się, byłam dorosłą kobietą, która nie potrafiła pozbierać tyłka do kupy.

 – Dobra. Nie wiem tylko, o której będę. Wiec nie czekaj – Roześmiał się lekko na to ostatnie zdanie. Przecież to takie absurdalne, ja miałabym czekać na swojego oprawcę… Wahał się przez chwilę, ale w końcu obrócił na pięcie i wyszedł.

 Powoli wstałam z łóżka, a raczej dokuśtykałam i zerknęłam do torby z ciuchami. Dostałam nawet przybory toaletowe, takie jak perfumy i balsamy. Zakodowałam, aby później, kiedy będzie łatwiej mi chodzić, wsadzić je do kolejnej szuflady w komodzie.

 Niebezpiecznie dużo, zaczynałam potrzebować miejsca, na swoje rzeczy. Powinnam dążyć do tego, by mój pobyt skracał się, a nic takiego nie przewidywałam.

 

 DAWID

 

 – Chciałeś się ze mną widzieć? – zapytał Hektor, wchodząc pewnym i szybkim krokiem do gabinetu. Stanął w lekkim rozkroku i napiął umięśnione barki.

 Kolejny raz przełożyłem papiery z jednej na drugą stronę biurka. Na niczym nie potrafiłem skupić myśli. Przelotnie spojrzałem na zegarek, było parę minut po pierwszej.

 – Napijesz się czegoś mocniejszego? – spytałem.

 – Jeśli potrzebowałeś zwykłego towarzystwa, wystarczyło powiedzieć.

 Okrążyłem biurko i z małego barku zabrałem szklanki i karafkę z bursztynowym płynem.

 – Siadaj, naleje. – Ręka pokazałem małą sofę, która stała na środku.

 Chwile sączyliśmy whisky i napawaliśmy się jej dymnym posmakiem. Mój kompan odezwał się pierwszy.

 – Mia nadal tu?

 – Yhm. Śpi na górze, a ja musiałem z kimś pogadać. – Pokiwałem głową i westchnąłem.

 – Gorączka?

 – Brak – obrzuciłam Hektora zmęczonym spojrzeniem. On sam nie wyglądał najlepiej, dołożyłem mu dziś kilka rzeczy, które ja, powinienem był ogarnąć. Pod jego wąskimi oczami pojawił się lekki cień, ale to jeszcze nie szczyt jego możliwości. Tego byłem pewien.

 – Co zamierzasz z tym zrobić?

 – Stary, kurwa. Nie mam pojęcia. Wszystko się pojebało.

 – To od początku było zagmatwane, ale teraz przynajmniej widzę prawdziwego ciebie. – Spojrzał na mnie z ukosa.

 Tak. Sam wiedziałem, że dałem dupy po całości. Przetarłem twarz ręką.

 – Ślepo wierzyłem Matejowi, ze względu na moją przeszłość bez cienia wątpliwości poszedłem za tym, co mi zasugerował.

 – Bierzesz wolne?

 – Jasna sprawa. Nie potrafiłbym w takim stanie negocjować nawet z przedszkolakiem. Poproszę Olka.

 – Znowu będzie szarpanie. Nie przypominam sobie, żeby coś kiedyś aż tak skomplikowało ci życie.

 – To fakt.

 – Może zawieź ją do domu? Wynajmij opiekunkę.

 – Ona jest tego wszystkiego warta, naprawdę.

 – Dawid, rozumiem, tylko czy będzie potrafiła wybaczyć ci aż tyle? Musisz ją wypuścić, ciężko powiedzieć, jakie będą konsekwencję, ale nie możesz jej przetrzymywać. To już zbyt wiele…

 – Wiem. Tylko jak to poukładać? Zbliżam się do niej i dostaje małpiego rozumu.

 – Co to znaczy? – zapytał zdziwiony.

 – Po prostu nie myślę trzeźwo. Owładnęło mną wyobrażenie, że muszę ją mieć za wszelką cenę. To chore, potrzebuję paru dni, żeby się zdystansować. Ponoć obiecała Alicji, że nie pójdzie na policje, ile w tym prawdy nie wiem.

 – Musimy liczyć na jej prawdomówność, chociaż w tych okolicznościach to nic dobrego. Wydaję się miłą dziewczyną, przez te ostanie kilkanaście dni spotkało ją nie mało. Może powinna z nami częściej przebywać, wspólne obiady?

 – Czy w czymś to pomoże? – Zamyśliłem się.

 – Dawid, gorzej chyba nie będzie. Nie oszukujmy się, musisz jej zaufać i dać trochę swobody. Może, gdy zobaczy, jaki jesteś naprawdę, nie zgłosi nic psom.

 – Może masz rację. Zresztą nie mam wyjścia. Jutro z nią porozmawiam. – Upiłem potężny łyk.

 – Dasz radę. – Stuknęliśmy się szklankami na zgodę. Milcząc, dobrnęliśmy do grubego dna szklanek i każdy udał się w swoją stronę.

 

 Wróciłem do niej, jak prosiła. Wchodząc, po cichu zamknąłem drzwi. Lampka nocna była jeszcze zapalona, rzucała delikatne światło na łóżko. Mia spała, zatopiona w granatowej pościeli, chociaż oddech miała nierówny. Co jakiś czas na jej twarzy pojawiał się grymas. Chwilkę stałem i przyglądałem się, jak odpoczywa. Była wtedy całkiem inna, nie do końca spokojna, ale nie widziałem tego strachu w jej oczach. Potępienia za to, co zrobiłem. Znów miałem na nią ochotę, była z typu kobiet, które silnie działają na mężczyzn, posiadają jakiś magnetyzm, cholerne feromony czy inny shit. Nie wiem, ile czasu będę w stanie to znieść. Brałem pod uwagę, żeby odesłać ją do Mikołaja. Z tym jest właściwie problem, bo kiedy pomyślę, że za jakiś czas będzie oczekiwał od niej seksu, krew gotuję mi się w żyłach. Jego łapy na tej delikatnej skórze, jego fiut w ciasnym wnętrzu... Nie dam rady, za cholerę nie odeślę jej do kogoś innego. Musimy znaleźć jakieś rozwiązanie i to szybko, zanim moje spuchnięte jaja eksplodują.

 Położyłem się obok, czułem kwiatowy zapach szamponu do włosów. Chwyciłem małą szczupłą dłoń. Namiastka normalnego kontaktu.

 

© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~SylviaWyka
Kategoria: romans
Opis:
Dodano: 2020-05-18 15:40:07
Komentarze.
*Ritha 13 d.
A mogło być tak pięknie No cóż! Śledzę dalsze losy tej popieprzonej relacji Coraz bardziej szkoda mi Dawida, bidocyna
Odpowiedz
~SylviaWyka 12 d.
Ritha Dzięki, dzięki. Tak... też czasem myślę, że nie są normalni ahahaha
Odpowiedz
*Ritha 12 d.
SylviaWyka ciekawa jestem, co by zrobiła, fdyby wróciła do chałupka... Pewnie by tęskniła, ha!
ho ho ho!
Odpowiedz

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin