Sto lat dla Angeli!
Haiku List do Miasta

TW#9 - Misja

 Postać: Pijany Mag.

 Zdarzenie: Zatkany puzon.

 Efekt: W tekście Twym musi zaistnieć żywiołowa kłótnia na jeden z dwóch tematów wybranych przez tego, co ci przydzielił zestaw.

 Tematy od Euzena: puzon czy altówka, sens życia czy życie z sensem.

 

 Do efektu wybrałam kłótnię na temat: puzon czy altówka

 

 

  Poruszał się z dużą prędkością. Odkąd poznał i zrozumiał prawa rządzące wszechświatem przemieszczał się nie tylko w czasie. Umiejętności pozwoliły także na podróże w przestworzach międzyplanetarnych. Znał wiele zakątków Ziemi, jak i innych planet, zamieszkałych przez byty inteligentne. Nie sposób wymienić wszystkich nazw miejsc niezwykłych , więc niech te kilka wystarczy wyobraźni, by oddać ich osobliwość: Zarak, Hiperta, Felle, Undotum, Berlusa, Załuda, Valbinada. Zarak jest świadectwem niepodzielnego istnienia, gdzie każde miejsce służy różnym czynnościom i przeznaczeniu. Biblioteka może stać się w jednej chwili rzeźnią, a stajnia – salą tronową lub grotą solną. Hiperta to miejsce sprzeczności, gdzie w stajniach grają jazz z popem. Na cmentarz należy się wybrać w celu spożycia ciepłego posiłku, a jeśli chce się udać w podróż, należy wspiąć się na drzewo i czekać aż zjawi się latający autobus. Felle jest w połowie widzialna, w połowie niewidzialna. Oczy nie widzą tego, co chcą odnaleźć, a dostrzegają to, co niewidzialne. Undotum jest wrysowane w latający obrus. Wystarczy na niego spojrzeć, by dojrzeć ulice i budynki, usłyszeć szczekanie psów i zapach ryb. Berlusa ma swoje lustrzane odbicia w niebie i pod ziemią. Nadziemna Berlusa skupia wiecznie niezadowolonych mieszkańców i rzeczy niestosowne, podziemna – cnotliwych i ich wzniosłe uczucia. Załuda jest miejscem depresyjnym, gdzie ulice i budynki pokryte są szarym popiołem. To zły humor dnia poprzedniego. Valbinadę wzniesiono na brzegach jeziora. Jej odbicie nosi nazwę Valbinady. Żyją jedna dla drugiej, ale się nienawidzą.

  Tyle dziwów zobaczył podróżnik i tylko on wiedział w jakim kierunku może się udać, by ujrzeć to, co zwykłemu śmiertelnikowi zabronione. Kiedyś wybrał się za daleko w czasie i doświadczył zjawiska przeraźliwego, mianowicie wyłączył się reaktor fuzyjny wewnątrz Słońca. Zmniejszyło się przyciąganie względem Ziemi, co spowodowało wystrzelenie planety w przestrzeń kosmiczną. Nie wszyscy Ziemianie zdążyli odlecieć na powierzchnię Trytonu, gdzie klimat zbliżony do warunków panujących w Himalajach pozwolił przetrwać nielicznym, bardziej agresywnym rozbitkom. Koniec cywilizacji, czy początek nowej epoki? Więcej nie zapuszczał się w tak odległą przyszłość.

  Wędrowiec zatrzymał się przed budynkiem z napisem BAR. Rozejrzał się wokół i dostrzegł w górze szare, wzburzone fale. Na dnie przepastnych wąwozów latały milczące ptaki porośnięte długą, niczym futro, łuską. Od srebrzystych koron drzew, spowitych licznymi wstęgami tęczy, odbijały się promienie słoneczne. Wszedł do wnętrza i ujrzał kiwającego się nad opróżnionymi butelkami Maga. Dopijał napój przypominający rtęć z zatopionymi w nim kawałkami kolorowych żelków i pianek.

  – Gdzie masz talię? – zapytał przybysz.

  – Tu jest – Mag wskazał na okrągły brzuch – gdzieś tu była, yp! ale chyba ją spasłem. Powinienem być, yp! merynosem, ale zgubiłem, tą no... wełnę i teraz , yp! rzeka mnie opływa. A taliii niii maaa... – pijany Mag nie był w stanie rozpoznać podróżnika.

  – Zabieram cię stąd, tylko daj mi talię, bym mógł jej użyć.

  – A Lukrecja? Idzie, yp! z nami? Powinienem ją całować i kochać, yp! zanim zerżnął ją Minotaur, yp! Była taka słodka, yp! I do lizania, yp! Jak laska lukrecji. Błeeee... – kolorowa zawartość żołądka wydostała się na stół, zalewając butelki mieszanką specyfików, wcześniej pochłoniętych przez Maga.

  Przybysz dostrzegł kieszeń w szacie podobnej do worka pokutnego, przewiązanego szarym sznurem wisielców. Wydostał z niej talię kart, na których narysowane były różne miejsca. Wyszukał obrazek z jamą w skale i szybko objął pijaczynę w pasie, unosząc się nad wybranym kartonikiem. Po chwili podtrzymywał Maga, stojąc przed solidnymi dębowymi wrotami, zakrywającymi otwór w skale. W pobliżu rósł las srebrnych drzew i złotych krzewów. Nieopodal płynęła biała rzeka. Podróżnik zauważył, że czarna droga zmieniła swoje położenie i teraz prowadziła ze wschodu na zachód, a nie jak niegdyś z zachodu na północ. Na obu jej brzegach wyrastały różowe zęby. Pamiętał, by się do nich nie zbliżać. Wszedł do wnętrza jamy. Niewiele się tu zmieniło od jego ostatniej wizyty. Mag wpadł w ciąg uzależnień od eliksirów, gier i zakładów. Utył i zdziadział. Wypadły mu włosy i zęby. Był niepodobny do siebie. W tej chwili wędrowiec nie mógł sobie wybaczyć, że przed laty wpadł na tak szalony pomysł, gdy na długie tygodnie zamknął się w jaskini, by znaleźć sposób na eliksir rozszczepiający osobowość. Kiedy tego dokonał, zabrał się za klonowanie materii ożywionej, z zachowaniem indywidualnych, niezależnych cech dla powstałych z macierzy osobników. Pierwsze próby dokonane na roślinach i zwierzętach nie dały zadowalających rezultatów. Wtedy postanowił przeprowadzić eksperyment na sobie. Najpierw rozszczepił swoją osobowość i omal na tym nie ukończył doświadczenia, bo zaraz pokłócił się sam ze sobą. Klonowanie nie było łatwe zwłaszcza, że obie osobowości nie potrafiły się porozumieć co do kwestii pozostania w macierzy, czy w klonie. W końcu dokonało się. Powstał klon Mag, który był wyodrębnioną cząstką z cechami hulaszczego zakonnika i pewnymi umiejętnościami czarnoksięskimi. Gam stał się zdolnym naukowcem, potrafiącym odbywać podróże w czasie i przestrzeni, przez co stał się również wieszczem. Zdobył zaufanie władców planet i nieograniczone możliwości na przemieszczanie się we Wszechświecie.

  Położył Maga do łóżka, a sam sięgnął po karty, by przyjrzeć się miejscom, które zostały w talii. Ten ochlapus stracił już prawie połowę kartoników. Na tej przeklętej planecie można się przemieszczać tylko za pomocą pakietu obrazków. Kiedy Mag wytrzeźwieje, wędrowiec powróci w to miejsce i zajmie się sprawą, która go tu sprowadziła. Dwa dni wystarczą. Zostawił śpiącemu wiadro na fekalia, beczkę czystej wody i blaszany kubek, znalazł klucz z zaklęciem i wyszedł z jamy, nie pozostawiając gospodarzowi możliwości opuszczenia swojego gniazdka. Dla pewności zabrał ze sobą talię.

 

  *

 

  Gam użył karty, by dostać się do klubu JAZZ NIGHT. Wnętrze było spowite gęstym dymem cygar, fajek i papierosów, wypełnione spokojnymi tonami saksofonu, fortepianu, kontrabasu i perkusji. Leniwe rytmy rozpływały się w atmosferze przyciszonych rozmów, dyskretnego brzęku szkła i przygaszonych świateł. Okrągłe, drewniane stoliki i krzesła zapełnione były przez ludzi różnorodnych profesji. Niektórych można było rozpoznać po ubraniu, inni zlewali się z wnętrzem i atmosferą. Głowy otoczone dymem, poruszały się w rytm wypowiadanych przez usta słów. Muzycy grali w ten sposób, jakby wkładali w to tyle wysiłku, ile uważali za niezbędne. Leniwe dźwięki rozchodziły się nienachalnie, ledwo docierając do najdalszych zakątków pomieszczenia. Wzrok nie był tu potrzebny, by poddać w wątpliwość ruch i zmianę jako mierniki czasu. Ewidentne nieuporządkowanie, które prowadzi do utraty pamięci. Poukładać, zaplanować, usystematyzować i zapomnieć. Czas działa na niekorzyść, burzy wszelkie założenia, jest niepokorny i nieugięty w swym posuwistym dążeniu do przyszłości.

  W kącie siedział Red Redski. Zaczął posługiwać się wyłącznie pseudonimem artystycznym, odkąd pewna fanka próbowała pociąć mu twarz kawałkiem szkła z wybitej szyby. Potem tłumaczyła, że zrobiła to z zazdrości, bo podobał się wielu kobietom, a ona chciała mieć muzyka tylko dla siebie. Powiesiła się na pasku od sukienki, przywiązując go do kraty celi w areszcie, bo w jego życiu była już kobieta. Zawsze jakaś była. Zawsze były problemy. Zawsze wszystko się kończyło, prędzej czy później. Red przysłuchiwał się melodii, trzymając dłoń na leżącym obok puzonie.

  – Nie grasz dzisiaj? – Red podniósł wzrok na zbliżającego się międzyplanetarnego wędrowca. – Ta speluna nie chce zapłacić, czy akustyka nieodpowiednia?

  – Stary, kopę lat świetlnych! – muzyk wyraźnie ucieszył się na widok starego przyjaciela. – Gdzie się podziewałeś przez te wszystkie eony? Nadal ścigasz magiczne, podejrzane typy?

  – Poszerzyłem pole rażenia – Gam uśmiechnął się blado. – Nie grasz. To do ciebie niepodobne.

  Red spojrzał na puzon i pogładził pieszczotliwie czarę, jakby to była pierś kobiety. Bawił się przez chwilę, delikatnie muskając metal opuszkami palców. Uniósł głowę i wędrowiec dostrzegł, że czas nadał szlachetności rysom twarzy muzyka.

  – To było u MAKSYMA, na Fobosie. Pieprzony Księżyc – skrzywił się na samo wspomnienie. – Graliśmy dla wysublimowanych uszu emerytowanych perkusistów. Potem okazało się, że z nudów zaczęli bawić się w gangi. Przestali zwracać uwagę na obsługę i muzykę. Wdali się w karczemną kłótnię i nie wiadomo kto pierwszy zaczął, ale po chwili strzelali do siebie z pistoletów na gumowe kule. Jeden zbłąkany pocisk odbił się od ściany i trafił prosto do wnętrza czary mojego puzonu. Kulka na dobre utknęła w suwaku. Od tamtej pory nie gram.

  – Masz zatkany puzon? Nikt nie dał rady go naprawić?

  – Niestety. Próbowano wyjąć kulę, ale bez uszkodzenia instrumentu nie dało by rady.

  – Znam kogoś, kto może spróbować.

  Muzycy przestali grać. Zeszli ze sceny, by napić się przy barze. Słuchacze siedzący przy stolikach nie przerywali rozmów, jakby w ich otoczeniu nic się nie zmieniło. Red cały czas trzymał lewą rękę na puzonie, jakby obawiał się, że nagle zniknie.

  – Nie zostawię go. Naprawa musi się odbyć w mojej obecności. Nikomu nie ufam.

  – Jasne i zrozumiałe. Możemy to załatwić od ręki. Jednak pewne okoliczności... Nie będziesz mógł patrzeć.

  – Wykluczone!

  – Dobra. Proponowałem po przyjacielsku – Gam chciał wstać, jednak powstrzymał się na widok muzyków powracających na scenę. Zaczekał aż zaczną grać kolejny utwór. Odwrócił się w stronę Reda, zmrużył oczy i szepnął:

  – Puzon świetnie pasowałby do tego towarzystwa.

  – Tej nocy już nie zagram.

  – Ani każdej innej, póki twój instrument leży zatkany. Niczym nie ryzykujesz.

  Red opuścił głowę. Chwilę się zastanawiał. Sięgnął prawą ręką pod stolik, wyjmując spod niego niewielki plecak.

  – Dokąd się udajemy? – lewą ręka uniósł puzon, przewieszając pasek plecaka przez prawe ramię. Gam wyjął kartę z kieszeni spodni.

 

  *

 

  Stali pod dębowymi wrotami. Czarna droga zbliżyła się niebezpiecznie blisko rzeki, będąc w ciągłym ruchu, skręcała się i wiła wężowymi ruchami. Różowe zęby na jej brzegach mocno zgrzytały, ocierając się o siebie. Nurt białej rzeki zamarł w oczekiwaniu na czarną katastrofę.

  Gam otworzył wrota. Z wnętrza uderzył odór przetrawionego alkoholu. Mag siedział skulony na ziemi, wciśnięty pomiędzy szafę i łóżko. Zasłaniał twarz, mamrocząc coś pod nosem i zanosząc się chwilami szlochem.

  – Co mu jest? – Red zapalił papierosa, by nie czuć smrodu.

  – Zaaplikowałem mu kurację odwykową – Gam w duchu przeklinał swój pomysł. Potrzebował Maga do swojego planu. Trzeba działać, nim muzyk połapie się i zwieje.

  – Dobrze mu idzie, za cztery dni znów odzyska świadomość. Czekamy na kogoś, czy lecimy dalej?

  – Nigdzie nie lecimy – wskazał na mężczyznę wstrząsanego drgawkami. – On naprawi puzon.

  – Żarty sobie stroisz? Nie dam mu instrumentu! Jest obłąkany!

  – Nie masz wyjścia. On, albo nikt. Najpierw naprawimy czarodzieja, a on potem naprawi puzon.

  – Jak chcesz naprawić człowieka w delirium? Skopiesz mu tyłek, czy wykąpiesz w rzece pełnej mleka, trzymając dziada za piętę? – Red zaczynał panikować.

  – Masz alkohol?

  – Co? Po co ci?

  – Pytam, czy masz butelkę czegoś mocnego, co daje porządnego kopa? – podróżnik zaczynał tracić cierpliwość. Potrząsnął plecakiem muzyka i usłyszał słaby odgłos chlupania. Wyjął z plecaka niewielką butelkę z fioletową zawiesiną, w której pływały seledynowe rozbłyski.

  – Pierwsza klasa! Może wystarczy? – Gam był wyraźnie zadowolony, gdy stan Maga znacznie poprawił się już po pierwszych łykach trunku. Opowiedział co ich sprowadza.

  – Pokażcie altówkę – jeszcze lekko zamroczony Mag próbował zebrać myśli.

  – To puzon! – oburzył się Red. Spojrzał na Gama. – Jak to naprawi, skoro nie zna się na instrumentach?!

  – Spokojnie, zaraz dojdzie do siebie. Masz jeszcze coś do picia? – spojrzał przenikliwym wzrokiem an muzyka.

  – Źródło wyschło. – Nic więcej nie zdążył powiedzieć, bo Mag resztkę fioletowej zawiesiny powiększył do pełnej butelki. Napił się znów, kilkakrotnie powtarzając procedurę, po czym zatoczył się, beknął i dostał czkawki.

  – Teraz mi lepiej – westchnął z ulgą i poklepał się po brzuchu. – Czego ode mnie chcecie? A! Altówki, yp! nie naprawię!

  – Nosz kurwa mać! To puzon! Jebany puzon, a nie pierdolona altówka! Dociera pijaku?! P-U-Z-O-N! – Czerwona twarz i nabrzmiałe żyły na szyi muzyka wskazywały na wysoki stopień rozjuszenia.

  – Nie wrzeszcz Red, bo sobie struny naciągniesz. Wszystko pod kontrolą – Gam próbował panować nad emocjami, ale opary unoszącego się w powietrzu napięcia i wysokiego poziomu testosteronu, wskazywały na bliską katastrofę. Coś w rodzaju trzęsienia ziemi.

  – Jaką kontrolą? Ten kutas nie umie policzyć swoich rąk, nie wspomnę o palcach! On ma brać w swoje łapy mój instrument? Chyba was pojebało?!

  – O! Nie policzę, yp! ale pokażę i sam sobie policzysz – Mag z pełnym zadowoleniem na obliczu podniósł w górę obie ręce i zaczął dłońmi z rozcapierzonymi palcami pokazywać słoneczka. – A instrument naprawię, ale dotykać, yp! i bawić się nim nie zamierzam. Gdyby to był, yp! instrument Lukrecji... – rozmarzył się i odpłynął wyobraźnią.

  Muzyk zaczął zbierać swoje rzeczy, wykrzykując co chwilę swoje niezadowolenie, przeplatane licznymi przekleństwami pod adresem Maga i Gama. Nie wiedział, że kłóci się z mutantami, tworami straszliwego eksperymentu, którego jedna z części stworzona została do usuwania pomyłek i niepożądanych zdarzeń w przyszłości. Gam dyskretnie przygotował bransolety z obezwładniającym impulsem elektromagnetycznym. Zanim je założył muzykowi, trafił go lewym sierpowym w szczękę. Red padł jak długi, po czym oberwał kopnięciem w nerkę. Za kilka miesięcy miał zniszczyć większość planet nadających się do kolonizacji. W przyszłości tłumaczył się, że nie chciał, by czynnik ludzki zasiedlił kolejne terytoria, narażając tamtejszych tubylców na ludzką pogardę wobec odmienności. Kapituła Karnych Likwidatorów zleciła Gamowi dostarczenie Reda Redskiego do kolonii karnej na Saturnie celem unicestwienia wiązką rozszczepionego promienia laserowego.

Liczba ocen: 0
50%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~alka666
Kategoria: trening-wyobrazni

Liczba wejść: 8

Opis:

Dodano: 2020-06-13 20:46:04
Komentarze.
Oo jest i Mag!
Odpowiedz
~alka666 3 m.
SylviaWyka hej, jest
Udało się rozszczepić i jest
Odpowiedz
HIPERTA - byłaby tam świetna zabawa!
Słodki pijany Mag! Tego się nie spodziewałam, ale jestem mega mega na tak!
Super to wyszło, Mag świetnie, realistycznie opisany. Dobrze poczytać czasem coś innego.
Odpowiedz
~alka666 3 m.
SylviaWyka pięknie dziękuję
Cieszy mnie podobanie się
Odpowiedz
Witamy nowy tekst!
Odpowiedz
~alka666 3 m.
TreningWyobrazni dzięki
Odpowiedz
*Ritha 3 m.
"Wtedy postanowił przeprowadzić eksperyment na sobie. Najpierw rozszczepił swoją osobowość i omal na tym nie ukończył doświadczenia, bo zaraz pokłócił się sam ze sobą. Klonowanie nie było łatwe zwłaszcza, że obie osobowości nie potrafiły się porozumieć co do kwestii pozostania w macierzy, czy w klonie" - hahaha, boskie

Czytam dalej.
Odpowiedz
*Ritha 3 m.
Sylvia ma rację, super wyszło, bardzo mi się podoba i pomysł (!!!), i wykonanie, żywa narracja, bardzo fajny tekst, Alka. Technicznie tak samo, tam gdzieś literka przestawiona, ale tak się zaczytałam, że zgubiłam. Bardzo na tak.
Odpowiedz
~alka666 3 m.
Ritha pięknie dziękuję
A pomysł? Jakoś tak sam urósł w trakcie pisania
Właściwie miało być tylko o Magu i Gamie bez Reda, ale jak nie wystarczyło mi cierpliwości na: "sens życia, czy życie z sensem", musiałam pociągnąć wątek muzyczny z puzonem i altówką
Odpowiedz
*Ritha 3 m.
alka666 pomysły rosnące w trakcie pisania są mi znane 😀 super to pociagnełaś, masz dużego lajka
Odpowiedz
~alka666 3 m.
Ritha dzięki wielkie
Odpowiedz
^Halmar 3 m.
Ojej, ależ gejzer kreatywności! Gratuluję wyobraźni
Jestem pod dużym wrażeniem opisanej historii, jest spleciona z tyłu ciekawych wątków i postaci, kolorowa i fantastyczna jak czarodziejski latający dywan, jak cudowna podróż do krainy dziwnych planet. Momentami myśl wodziła mnie na manowce, ale nie to, że za dużo tych placzacych się narracyjnych nitek, tylko to ja już starawa jestem, mózg zdegenerowany używkami
Odpowiedz
~alka666 3 m.
Halmar
Pięknie dziękuję!

Czasami tak się dzieje pod czerepem, niekiedy - posępnym

Odpowiedz
~hens 3 m.
Masz rozmach z tym światem przedstawionym! I dużo wyobraźni. Narracja pędzi i opisuje coraz to nowe elementy fantastyczne.
Odpowiedz
~alka666 3 m.
hens dzięki

Gdyby mieć więcej wolnego czasu... To i tak pewnie nie pisałabym więcej. Lenistwo zawsze wygrywa, więc toporek nad głową (czyt. ustalony, nieprzekraczalny termin) jest w moim wypadku uzasadniony
Odpowiedz
~Adelajda 3 m.
Świetnie skomponowane opowiadanie i te wszystkie nazwy Velbundia, Berlusa itd. bardzo kreatywne. Solidnie zbudowana fabuła, również jestem pod wrażeniem.
Pozdrówki 😁
Odpowiedz
~Agnieszka 3 m.
Witam,

"reaktor fuzyjny" - wewnątrz Słońca? czy to nie za duże uproszczenie? Zresztą, może się mylę, i tak można...
Nie rozumiem tego:
"Zmniejszyło się przyciąganie względem Ziemi..." przyciąganie względem?

Nie rozumiem również, dlaczego wyłączenie reaktora fuzyjnego miałoby spowodować:

"...co spowodowało wystrzelenie planety w przestrzeń kosmiczną."

Za "przyciąganie" odpowiedzialna jest grawitacja, która jest ściśle związana z masą.
Czy zatrzymanie (w opowiadaniu jest "wyłączenie" procesów termojądrowych (bo pewnie o to chodzi z tym reaktorem fuzyjnym) może spowodować nagłe zmniejszenie przyciągania? Hm, raczej spowoduje to kolaps - czyli kurczenie się materii gwiazdy pod wpływem przewagi siły grawitacji (która normalnie, w sytuacji reakcji termojądrowych byłaby równoważona).
W teorii tej nie ma nic na temat zmiany masy gwiazdy, a co za tym idzie siły grawitacji. Choc moge sie mylić, Tu trzebaby było sie zastanawoić.
Odpowiedz
~alka666 3 m.
Agnieszka chodzi o przyciąganie Słońca względem Ziemi. Nie jestem pewna, czy poprawnie to chciałam zapisać? Zabrakło "Słońca", bo by było powtórzone dwa razy słowo.

Wystrzelenie w przestrzeń kosmiczną - nie ma co dochodzić, to czysta fantazja Reszta też
W opowiadaniu pozwalam sobie na daleko idące rozluźnienie myślowe. Popłynęłam, bo nie jest to praca naukowa, a moja wyobraźnia
Odpowiedz
~Agnieszka 3 m.
będę pisać na raty bo to ciekawy tekst .... czytam dalej
Odpowiedz
~Agnieszka 3 m.
"Najpierw rozszczepił swoją osobowość i omal na tym nie ukończył doświadczenia, bo zaraz pokłócił się sam ze sobą." - hahaha to dobre, przełamałaś tym zdaniem dłużyznę opowieści To dobry zabieg


"Muzyk zaczął zbierać swoje rzeczy, wykrzykując co chwilę swoje niezadowolenie,' - 2x swoje za blisko... A nie wygląda, że to zabieg celowy


Odpowiedz
~alka666 3 m.
Agnieszka tutaj miała być kłótnia na temat: "sens życia, czy życie z sensem", ale zabrakło mi cierpliwości

"swoje" potem zredukuję, dziękuję
Odpowiedz
~Agnieszka 3 m.
Ok, doczytałam do końca.

Mam kilka refleksji, poza tymi powyżej.
opowiadanie napisanie jest sprawnie, z dbałością o szczegóły, miejscami mi się jednak dłużyło. Przełamanie humorystycznym zdaniem (powyżej wynotowałam) robi świetna robotę. Było potrzebne, choć to chyba troszeczkę za mało.
Brak mi też na końcu klamry zamykającej jakoś to opko. Spodziewałam się jakiegoś "kopa" czy coś
Niemniej jako całość jest ok.
Pozdrawiam
Odpowiedz
~alka666 3 m.
Agnieszka dziękuję za cenne uwagi
Odpowiedz
~alka666 3 m.
Agnieszka może kiedyś pociągnę ciąg dalszy? Ileż różnych, dziwnych miejsc do odwiedzenia i złapania przestępców przyszłości w przeszłości
Odpowiedz
Wow, bardzo ciekawe opowiadanie! Super świat i postacie (zwłaszcza pijany Mag). Świetnie wyszło Pozdrawiam
Odpowiedz
~alka666 3 m.
Aniamarzycielka pięknie dziękuję
Odpowiedz
~JamCi 3 m.
eeee jakos tak niespodziewanie się skonczyło jak na tak rozbudowany wstęp. Proporcje by mi raczej wskazywały, że powinien to być początek dłuższej historii. Inaczej tego nie kupuję, nie masz wyjścia, trza kontynuaację pisać.
Odpowiedz
~alka666 3 m.
JamCi masz rację! Myślę nad kontynuacją. Te dwa tygodnie to dla mnie za mało czasu.
Odpowiedz
~alfonsyna 3 m.
"niezwykłych , więc niech" - zbędna spacja przed przecinkiem Ci się wkradła;
"Czarna droga zbliżyła się niebezpiecznie blisko rzeki" - można się pozbyć tego "blisko", bo już samo "zbliżyła" wystarczy w zupełności do oddania sensu - "Czarna droga zbliżyła się niebezpiecznie do rzeki" - i nie ma się wrażenia, że jest powtórzenie;
Kurde, trochę się tak jakby urwało, ja to widzę jako wstęp do pełnokrwistej serii! Bardzo mi się spodobał pomysł i polubiłam bohaterów na tyle, że naprawdę chętnie bym zajrzała do jakiejś ewentualnej kontynuacji. Bardzo kreatywny pomysł na ten zestaw, bardzo miło spędziło mi się czas na tej lekturze!
Odpowiedz
~alka666 3 m.
alfonsyna dziękuję
Poprawki naniosę w najbliższym możliwym czasie.

Tak, pociągnę dalej. Dwa tygodnie to widoczne dla mnie za mało czasu. Rozpisuję początek jak do powieści, a potem nagle muszę biec szybko, by zmieścić się w wyznaczony, terminie.
Z obecnym zestawem (Dżin z Tonikiem...) chciałabym wrócić do "Cmentarnej opowieści" i ją również pociągnąć dalej.
Tylko czas..., ten czas nieposkromiony, galopujący niczym stado koni na prerii
Odpowiedz
~alfonsyna 3 m.
alka666 po trochu znam ten problem, też tak zrobiłam przy którymś tekście.
Powrót do "Cmentarnej opowieści" popieram, Dżin z tonikiem brzmi obiecująco w tym kontekście. Dwa tygodnie to w istocie niewiele, jak ktoś się lubi rozpisać, ale mam nadzieję, że dasz radę!
Odpowiedz
~alka666 3 m.
alfonsyna oby
Odpowiedz
~Pkropka 3 m.
Łooo. ZAJEBISTE!
Końcówka ciut szybka, ale to zrozumiałe i nawet pasuje. Poza tym budowa świata pierwsza klasa.
Nie pasuje mi tylko jedna rzecz, ale to może być moje niezrozumienie. Skoro potrafił przemieszczać się w czasie o przestrzeni, to czemu akurat na tej planecie musiał używać kart? Jakoś też musiał dostać się na planetę w pierwszym miejscu. Myślę, że przydałoby się jakieś wyjaśnienie, ale i tak jest super.
Odpowiedz
~alka666 3 m.
Pkropka dzięki za cenne uwagi

No tak. Każde miejsce, każda planeta ma swoje niespodzianki. Podróże w czasie i przestrzeni niosą za sobą ryzyko pewnego marginesu błędu. Jeśli miał talię, łatwiej było jej użyć, niż tracić energię na magię. Poza tym karty mają pewien urok

Odpowiedz
~Pkropka 3 m.
alka666 o, to bardzo fajne wyjaśnienie. Wrzuć je w tekst i ciągnij serię
Urok mają, przyznaję. Od razu mi się spodobały.
Odpowiedz
~alka666 3 m.
Pkropka dziękuję, postaram się w wolnej chwili pociągnąć historię Maga i Gama
Może będzie okazja w następnych TW?
Odpowiedz

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin