Zwykła opowieść o wojnie, której nie warto przegrać Historia Samanthy — część II

Monter

 Cykl: Stare Jednostzrały Grozy

 

 W końcu. Po piętnastu długich minutach się dodzwoniła.

 — Cholera jasna — rozpoczął gość z drugiej strony. — Wie pani, która godzina?

 Wiedziała doskonale. Pozwoliła mu jednak się wyszumieć.

 — Jest wpół do ósmej, paniusiu — ciągnął tamten, najwidoczniej coraz bardziej rozbudzony. — Niedziela rano. O tej porze normalni ludzie jeszcze śpią.

 Słuchała tych biadoleń jeszcze chwilę, a kiedy mężczyzna się zasapał, przejęła stery, odcinając mu głowę, jak kurczakowi. Gdy skończyła, w tle wciąż było słychać jego zderzające się o siebie zęby. Fakt. Mógł właśnie stać na bosaka na zimnych kaflach łazienki, ale... Nie. Raczej chodziło o strach.

 Nie lubiła się opierać na nazwiskach. Na tym, kim jest ani jak się nazywają jej rodzice. Nie lubiła wspominać o pracy męża ani piastowanej funkcji swej starszej, przyrodniej siostry. Nieraz tak jednak robiła, bo zawsze to upraszczało sytuację. Pozwalało na darowanie sobie zbędnych konwenansów i bardzo skracało czas. A zwłaszcza ten ostatni był dla niej cenny. Ludzie, którzy żyją pełną piersią, nie mogą go trwonić ot tak.

 I facet też to zrozumiał. Przeprosił ją uroczyście i obiecał niezwłocznie się sprawą zająć.

 ...i mówił, że w mniej niż godzinę wyśle do niej człowieka i... że mu głupio... niech spróbuje zrozumieć... Przecież wszyscy miewają gorsze dni.

 Rozłączyła się. Monter się pojawił po kwadransie.

 Chociaż, POJAWIŁ SIĘ, nieprecyzyjnie oddaje istotę rzeczy.

 Z rozbawieniem obserwowała na kamerach, jak biedny głupek krzątał się pod bramą, nie do końca wiedząc, jak ma się dostać. Tylko łaził i łaził niczym cyrkowy koń. Nawet wideofonem nie zadzwonił.

 Pewnie pierwszy raz miał do czynienia z domem takiej wielkości – pomyślała, wychodząc mu na spotkanie. – Nic dziwnego. Mieszkam w najprawdziwszej rezydencji.

 Podeszła pod bramę, zamykając po drodze specjalnie szkolone psy, za które ojciec zapłacił, jak za samochód. Następnie otworzyła furtkę i z przesadnym, wręcz kuriozalnym gestem, zaprosiła.

 — Zupełnie jak dinozaury — powiedziała, gdy zrozumiała, że nieznajomy ma tylko przy sobie młotek. Żadnej torby z narzędziami mogącej mu zwisać z ramienia. Żadnego kompletu śrubokrętów zdobiącego jego opasły brzuch. Nic.

 Mimo tego zaprosiła go do domu.

 — Dekoder jest w tamtym pokoju — wskazała ręką, sądząc, że facet dokona jedynie wstępnych oględzin, a następnie wróci po narzędzia do samochodu. Sama zaś zaczęła się szykować.

 Po dwudziestu minutach coś ją tchnęło i postanowiła sprawdzić, jak monter sobie radzi. Nie zastała go jednak w pokoju.

 Pewnie poszedł po graty – pomyślała, ale zaraz obaliła tę tezę. – Przecież gość nie znał kodu, więc nie mógł sam się wydostać

 Obejrzała z bliska dekoder. Był nietknięty.

 — Pieprzony złodziej — syknęła półgłosem do siebie. — Cholerny, durny obibok i jego przygłupi szef. Koniec z nimi. Od jutra są bezrobotni.

 Złapała w złości telefon, przyrzekając sobie, że tym razem nie da mu szans na wykręty i zadzwoniła. Odebrał po drugim sygnale.

 — Pan to sobie, kurwa, wyrabia jaja — zaczęła bez zbędnych wstępów. — Ale ja sobie z takimi daję radę.

 — O co chodzi? — zapytał.

 — O to, buraku cukrowy, że jak już z tobą skończę, nie będzie cię kurwa stać nawet na bilet do metra. Odechce ci się zatrudniania złodziei.

 — Proszę się uspokoić i powiedzieć, o co tak naprawdę pani chodzi? Jakich złodziei?

 — Twój człowiek — wydyszała w słuchawkę — jest niekompetentny. Chyba wyraziłam się dokładnie? Chyba mówiłam wyraźnie, że nie mam czasu! Że przed jedenastą muszę wyjść! Tymczasem on tak po prostu...

 Wtedy mężczyzna jej przerwał.

 — To musi być jakaś pomyłka. Człowieka, który do pani przyjedzie, dziesięć minut temu obudziłem. Sama pani wie, że jest niedziela. On oczywiście będzie, ale... za jakiś czas.

 Chciała coś odpowiedzieć, ale połączenie zostało nagle przerwane. Poczuła gorący oddech na skórze i zanim odważyła się spojrzeć, wiedziała, że za nią stoi. Miała rację. Stał z uniesionym młotkiem. Nie zdążyła nawet pomyśleć o ucieczce.

 Kiedy się w końcu ocknęła, było ciemno, a z głowy ściekała jej krew. Była rozłożona na jakimś blacie i skuta. On zaś stał nad nią, ociekając najprawdziwszym szaleństwem. W jednej z rąk trzymał skórzaną torbę. Wtedy zrozumiała, że w jednym się na pewno pomyliła.

 Miał inne ciekawe narzędzia.

 

 

Liczba ocen: 0
50%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: *Canulas
Kategoria: horror

Liczba wejść: 19

Opis:

Dodano: 2019-08-26 13:09:00
Komentarze.
Bardzo fajnie się zapowiada. Urwane w dobrym momencie, tekstu w sam raz objętościowo. Bardzo ok.
Odpowiedz
(teraz doczytałam że jednostrzał)
Odpowiedz
*Canulas 1 r.
Ano
Odpowiedz
~JamCi 1 r.
zanim odważyła spojrzeć - "się" uciekło.
Ciekawe. Dobrego dnia.
Odpowiedz
*Canulas 1 r.
Ano przejrzałem i faktycznie. Dziękuję za wyłapanie i ogólnie, że też tu jesteś.
Odpowiedz
~Adelajda 1 r.
I jaki z tego wniosek? Lepiej pospać do późna w niedzielę, niż hasać od rana i wkurzać ludzi (:
Odpowiedz
*Canulas 1 r.
Ano miałem kiedyś taki układ, sam se sobą. 23 jednistrzały w 23 dni. Tu się nie ma co metafor doszukiwać
Odpowiedz
~JamCi 1 r.
A to miło. Pozdrówki. Stęskniłam się trochę :-)
Odpowiedz
^Halmar 1 r.
Uwielbiam takie krótkie, intensywne formy bez ozdobników, pierdoletów - kawa na ławę, pif-paf. Jest klimat, jest moc. Bohaterka namalowana kilkoma mocnymi krechami, od początku budzi antypatię, a kara, która ją spotyka budzi radość ) Yesss!!!
Odpowiedz
*Canulas 1 r.
Taaa, napierdzielam na razie starocie. Takie Fał-ha-e-siaki. (VHS). Na mundrowanie się i piętrowanie metaforami przyjdzie czas.
Odpowiedz
!Szudracz 1 r.
Załatwiona zbiegiem okoliczności.
Odpowiedz
*Canulas 1 r.
Yeeee, odwiedziny miss Szu )) Jaćka, ściungaj cerata ze stołu i obrusa kłać, a ja pyndzę po okolicznościowo nalewajku.
Dziękuję za odwiedzinix, miss SZU.
Odpowiedz
*Ritha 1 r.
Cykl: Stare Jednostzrały Grozy – znajdź błąd

Monter – coś mi ten tytuł mówi, ale może mylnie.

„Monter się pojawił po kwadransie” – to ‘się’ nie może zostać w tym miejscu, ono… aż… boli…

„— To musi być jakaś pomyłka. Człowieka, który do pani przyjedzie, dziesięć minut temu obudziłem. Sama pani wie, że jest niedziela. On oczywiście będzie, ale... za jakiś czas” – łał, zaskoczyłeś mła, myk dobry, pół-kalkowy, ale dobry

„ociekając najprawdziwszym szaleństwem” – to fajne, lepkie, kleiste

To pigułowanie też na plus, umiałeś domknąć historię wówczas dość sprawnie, ale to już gdzieś wspominałam. Opko jest bardzo dobre, ale… ale musiałabym nie przeczytać dziesiątek Twoich lepszych, by się tutaj rozdrabniać. Kolejny odcinek drogi, gdyby były gwiazdy, dostał być komplet.
Pozdróweczki ślę ofkors

Odpowiedz
*Ritha 1 r.
pssst "Rurę w ziemi" bys zarzucił kiedys tutaj, chetnie bym sobie odswieżyła (:
Odpowiedz
*Canulas 1 r.
O rurze myślałem, ale jeszcze nie. Błędy oczywiście usunę, ale tera bardzo chce mnie się spać.
Dziękować i tu
Odpowiedz
*Ritha 1 r.
Dobranoc zatem. Wyśpiulkaj się. Na Rurę będę więc czekać w przyszłości. Mięcho!
Odpowiedz
~alka666 1 m.
Mrozi krew w żyłach! Te inne narzędzia... Nie! stop! Nie chcę tego widzieć.
Chłodno prowadzone opowiadanie, jak gdyby nigdy nic. I nagle przeczucie, telefon i wiadomo, że będzie bolało.
Przeszło przez wyobraźnię jak film.
Odpowiedz
*Canulas 1 m.
alka666 jessu, ja wstawiłem ten tekst 😳
Kurde-blaszka, wygrzebałaś jak z dna pojemnika 🙃
Odpowiedz
~alka666 1 m.
Canulas czasami lubię pogrzebać w archiwum
Na dnie znajduje się perełki

Na serie nastawię się innym razem.
Odpowiedz

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin