..::syzyf::.. siebie dotykam najczulej

TW#10 Gdzie te dusze, co porwał je wiatr?

 Postać: Ciało

 Zdarzenie: Zarastanie mchem

 Efekt: Jedna osoba podaje Ci pierwsze zdanie, druga ostatnie. Co pomiędzy to już Twoja broszka.

 Zdania:

 Traktor zmarł na nowotwór.

 Szybko opuściła korytarz, spadając do szybu windowego.

 

 

 Traktor zmarł na nowotwór. Stara Soszkina obnosiła tę wieść po całej wsi jak sztandar chwały.

 – Należało się kułakowi! Pazerny tak, że gówno by spod siebie zeżarł... A synowi na wracza pożałował! – urągała nienawidzonemu przez wszystkich Kupowowi – Szkoda młodego: był chłop, i nie ma chłopa... Ale sprawiedliwość dosięga każdego, kto chce mieć więcej od innych!

 – Zawrzyjcie się, głupia babo! Bójcie się Boga, takie rzeczy wygadywać! – niewielu było odważnych, by takimi słowami przemówić do złośliwej ropuchy, ale akurat najmłodszy z pięciorga dzieci Kupowa, Urgawnieb (nazwany na cześć pierwszego człowieka w Kosmosie “Ura! Gagarin w niebie!“) miał niewyparzoną gębę, po matce nieboszczce. Po prawdzie, nie bardzo mu było żal Traktora, ale nie pozwoliłby nikomu obcemu pluć na swoją rodzinę.

 Nigdy nie był z bratem blisko. Dzieliła ich różnica wieku, poglądów, a przede wszystkim – miłość ojca. Gdyby można było przedstawić ojcowską miłość jako zbiór podzielny, Urgawniebowi przypadłaby najmniejsza część. Co przekładało się także na wielkość spuścizny, którą dla niego przeznaczono. Ludziska dziwowali się, czemu Urgawnieb, najporządniejszy z synów Kupowa, nie ma u ojca poważania. Zawsze stał z boku, jakby nie należał do rodziny. Nie wywyższał się, zawsze stał w cieniu, nie rywalizował z nikim, nie pił, nawet fajki nie kurzył, jak to było w powszechnym zwyczaju. Co poniektórzy utrzymywali, że był podrzutkiem albo niedojdą. A jednak swoją robotę wykonywał należycie, nikt się na niego nie mógł uskarżać.

 

 Aleksander Kupow kochał jedynie Traktora. Był kutwą, ale nieprawdą było, co rozgłaszała Soszkina: nigdy nie skąpił na leczenie pierworodnego. Traktor lekceważył jednak lekarskie zalecenia i terapie, i nawet w zaawansowanym stadium choroby, beztrosko folgował sobie z samogonem. Nawet, gdy rak przerzucił się z pęcherza na płuca, a potem do mózgu, pożerając wszystko po drodze. Nawet leżąc na łożu śmierci i wydalając pod siebie własne wnętrzności, nie jadł nic i nie pił, tylko wódką kazał się poić i papierosy odpalać. Oporny na wszelkie kuracje organizm poddał się wreszcie bez większej walki, pozbawiony najmniejszej nadziei na wyleczenie.

 Był chłop, i po chłopie.

 

 Czuwanie zorganizowano w największej, najbardziej okazałej izbie, którą bogato przyozdobiono kwiatami i obstawiono grobnicznymi świcami. Na ścianach pyszniły się obramowane w złoto portrety Wodzów Rewolucji, wycinki z "Mechanizacji Rolnictwa": „Na zdjęciu: ZMP-owiec Aleksander Kupow, syn małorolnego chłopa został przeszkolony na ciągniku Zetor w POM nr 44 i jest obecnie jednym z wielu przodowników pracy" oraz plakaty opatrzone dumnymi hasłami: „Liczniejszy tabor, lepsze kadry zwiększają plony", "Więcej, lepiej i taniej produkować – oto wytyczne naszego rolnictwa", "Nowoczesny ogławiacz buraków cukrowych daje 15 tysięcy zł oszczędności z ha.".

 Na honorowym miejscu, tuż obok ikony świętego Izydora, wisiał dyplom za zajęcie pierwszego miejsca w Krajowym Konkursie na Najlepszą Orkę zorganizowanym 17.XI.1957 roku w Ośrodku Postępu Technicznego PGR w Jurkiszkach.

 

 Wokół śmiertelnego łoża Traktora zebrała się cała rodzina. W nogach klęczał trzymający świecę ulubiony brat i kumpel Traktora od kielicha, młodszy od niego o rok Mels (w jego imieniu zaszyfrowano nazwiska święte dla starego Kupowa: Marks, Engels, Lenin i Stalin), a z obu stron podtrzymywały go siostry: Winuna (od: Władimir Iljicz Nie Umrze Nigdy) i Lennora (od: Lenin – nasze orużje, czyli nasza broń).

 Traktor leżał na marach elegancki jak nigdy za życia. W obrzędowym stroju, z gładko przyczesanymi włosami wyglądał, jakby się szykował na wesele. Tylko nieznośna woń unosząca się w powietrzu, rozwiewała wszelkie wątpliwości: Traktor był już tylko rozkładającym się ciałem.

 Pod ścianami ustawiono krzesła i stoły zastawione suto jadłem i napitkiem, co także przywodziło na myśl radosne wydarzenie. Baby wiejskie z chęcią pomogły Kupowowi w organizacji czuwania przy zmarłym. Nie mogło zabraknąć nie tylko wody i chleba, ale także smalcu ze skwarkami, strucli drożdżowej, oranżady, no i przede wszystkim samogonu. Największą sensację wzbudził jednak podawany na zakąskę kaczy balut. Nie było dla nikogo tajemnicą, że Kupow jako wyjątkowy amator tego przysmaku, nie dzielił się nim nawet z najbliższymi. A tu takie cuda-dziwy! No ale w końcu tylko raz w życiu wyprawia się pogrzeb pierworodnemu.

 Zebrani na zewnątrz niecierpliwie oczekiwali zaproszenia. W otwarte drzwi chałupy co i rusz zaglądała czyjaś ciekawska gęba. Pogrzeb gospodarskiego syna to nie byle jaka okazja!

 Urgawnieb wciśnięty w najciemniejszy kąt izby obserwował to wszystko jak występy wędrownego cyrku, które widział w poprzednie dożynki w pobliskiej Gołdapi.

 

 W dniu pogrzebu chłopy wynieśli trumnę z chałupy, nie zapominając o tradycyjnym stuknięciu nią trzy razy o próg i wymówieniu formuły: Zostawaj sie zdrowi, zostawaj sie zdrowi, zostawaj sie zdrowi.

 Długa droga na cmentarz, obowiązkowo ceremonialnie noga za nogą, potem już tylko ksiądz-batiuszka odprawił modły, trumna z Traktorem została opuszczona ceremonialnie do grobu i zakopana. I tyle. Był chłop, i nie ma chłopa.

 

 Droga powrotna przebiegła żwawiej, każdy już tylko żył stypą.

 Cała wieś, nawet ropucha Soszkina, została zaproszona.

 I znów jadło: gołąbki, rosół, ryba, kiełbasa, ser, ziemniaczana babka, kibiny, na deser pszeniczki. I morze samogonu.

 Popiwszy, chłopy zapomnieli o smutnej przyczynie spotkania. Niektórzy już przed pogrzebem mieli trochę w czubie. Krew zawrzała w żyłach temu i owemu, na tańce im się zebrało. I dalej, baby na parkiet ciągnąć, piruety kręcić. Stypa zamieniła się w regularną potańcówkę; baby zakasawszy kiecki, wywijały zapamiętale, pozwalając się obmacywać i nawet co więcej.

 Soszkina ręce załamywała, chustkę co i rusz ściągała z głowy, to znów zakładała, biadoląc wniebogłosy:

 – Łolaboga! Na pocątku to płacom, lamentujom... biadali nad nim, ze po co umar, jesce by mógł zyć, takom śmierć mioł... my tys musimy umrzeć... tak se ten zol rozbijali. A potym to sie jus popili i śmiali sie...

 W tym całym zamieszaniu nikt nie zauważył, że Urgawnieb gdzieś się ulotnił.

 

 Istnieją różne rodzaje śmierci. Czasem zdarza się, że dusza umiera, a ciało pozostaje krzepkie jeszcze przez wiele lat.

 

 Aleksander Kupow nie wierzył w istnienie duszy. Nie był wrogiem religii, potrafił nawet śmiało porównywać ją z komunizmem. Twierdził, że obie ideologie są totalitarne, obie zakładają absolutną władzę Wodza, obie są dogmatyczne, nietolerancyjne i anachroniczne oraz obiecują świetlaną przyszłość, z tą różnicą, że komunizm nie mami ludzi bajkami o życiu po śmierci. Dusza nie istnieje, to pewnik! – twierdził Kupow z całą stanowczością i gotów był bronić swojej prawdy do upadłego.

 Po śmierci Traktora popadł w otępienie, które zalewał dodatkowo litrami samogonu. Nie złorzeczył, nie rozpaczał, tylko siedział całymi dniami na przyzbie i pił. Winuna i Lennora codziennie przynosiły ojcu jedzenie, myły go i sprzątały obejście, jednak on tego nie zauważał. Czuł się tak, jakby coś w nim umarło wraz ze śmiercią syna.

 Soszkina, po początkowym triumfie, odczuwała już tylko litość. W gruncie rzeczy, od wielu lat kręciła się wokół zamożnego wdowca, ale czym mogła go skusić, nie oferując ni młodości, ni urody, ni majątku?

 – Aleksandrze, nie siedźcie tak, zbierzcie się do kupy! Chłopy pola bronują, a wy siedzicie... Wstyd!

 – A idź babo... Swoich spraw pilnować! – warknął wreszcie, kiedy znów przylazła biadolić. Powoli budził się z odrętwienia; życie wzywało do działania, nie można było przeciągać żałoby ponad miarę.

 Postanowił ostatni raz dać upust rozpaczy, którą przez te kilka tygodni po śmierci syna kisił w sobie, nie uroniwszy ani jednej łzy.

 Zebrał się w sobie, umył i ogolił. A potem poszedł na cmentarz.

 Nie zauważył, że ktoś skrada się za nim krok w krok.

 

 Istnieją różne rodzaje śmierci. Niekiedy ciało pozostaje, innym razem znika całkowicie wraz z duszą. To zdarza się zwykle w miejscach odludnych, wtedy mówi się, że człowiek przepadł albo udał się w długą podróż.

 

 Aleksander Kupow nie wierzył w istnienie duszy. Dlatego to, co zastał na miejscu pochówku Traktora, uznał za chuligański wybryk lub zemstę jednego z wrogo nastawionych do niego sąsiadów. Zawsze zazdrościli mu bogactwa, sarkali, że się wywyższa, że podkręca tempo pracy, by potem dzierżyć odznaczenia za przodownictwo, a przecież on zawsze po prostu ciężko pracował i nigdy nikomu niczego nie ukradł ani nie zazdrościł. Kupow wiedział, że ci ludzie zdolni są do wszelkich podłości, ale zupełnie nie był przygotowany na to, co zobaczył.

 Nagrobek był roztrzaskany, grób zionął pustką. Nieopodal, pokryte mchem, prawie niewidoczne na tle darni, spoczywało ciało.

 Aleksander Kupow zawył.

 

 Całe zajście obserwowała Soszkina, ukryta w starej, nieużywanej od czasów wielkiej wojny kaplicy. Od lat nie odprawiano w niej nabożeństw, wioskowi niechętnie tu zaglądali; gadano niestworzone rzeczy o nadnaturalnych zjawiskach, które rzekomo miały miejsce w podpiwniczeniach, gdzie znajdowały się krypty ze szczątkami zakonników z pobliskiego klasztoru. Soszkina nigdy nie dawała w to wiary, gromiła bajających, wyśmiewała i łajała.

 Naraz zauważyła jakiś ruch na granicy lasu, z którym graniczył cmentarz. Włosy stanęły jej dęba, a chociaż wieczór był ciepły, przez ciało przeszedł mróz. Pośpiesznie półgłosem zaczęła klepać pacierze. Jakaś postać pełzła w trawie, skradała się niczym drapieżnik, szykujący się do skoku.

 W jednej chwili pociemniało i z nieba lunął rzęsisty deszcz. Zagrzmiało i huknęło, aż ziemia się zatrzęsła.

 

 Istnieją różne rodzaje śmierci. Bywa że dusza umiera wraz z ciałem, by po pewnym czasie odrodzić się w tym samym miejscu, gdzie ciało uległo rozkładowi.

 

 – To nie jest zwykła burza – zamamrotała do siebie Soszkina i wycofała się w głąb korytarza.

 Chwilę później poczuła, że nie jest sama.

 – Kupow? Aleksandrze... To wy? Odezwijcie się...

 W serii rozbłysków błyskawicy wnętrze na moment pojaśniało jak w dzień.

 Soszkina odruchowo spojrzała w dół. U jej stóp stał na czworakach Urgawnieb, z wyszczerzonymi straszliwie zębami i szalonym spojrzeniem.

 – Urgawnieb? Na Boga, co wy... – zdążyła jeszcze powiedzieć, nim postać rzuciła się na nią.

 

 Szybko opuściła korytarz, spadając do szybu windowego.

Liczba ocen: 0
50%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ^Halmar
Kategoria: trening-wyobrazni

Liczba wejść: 13

Opis:

Dodano: 2020-06-28 00:49:37
Komentarze.
!sensol 3 m.
jaki wspaniały pogrzeb i stypa. też bym tak chciał! po zasypaniu mnie ziemią niech się bawią do upadłego. fajnie się czytało. tylko ten koniec. pogubiłem się troszkę.
Odpowiedz
^Halmar 3 m.
sensol dzię
Co do zakończenia, musiałam jakoś wybrnąć z efektu. O ile pierwsze zdanie mi podpasowało, ostatnie było odczepione
Odpowiedz
Witamy nowy tekst TW
Odpowiedz
~pkropka 3 m.
Całość napisana bardzo sprawnie, wciągnęła mnie od razu.
Zaś koniec szalony. Chyba też nie zrozumiałam.
Odpowiedz
^Halmar 3 m.
pkropka dzię
Końcówkę musiałam jakoś wydziergać pod efekt
Odpowiedz
~pkropka 3 m.
Halmar rozumiem
Zapomniałam dodać: świetne imiona
Odpowiedz
^Halmar 3 m.
pkropka
Odpowiedz
~Anette 3 m.
Świetne👏
Odpowiedz
^Halmar 3 m.
Anette ❤️
Odpowiedz
~JamCi 3 m.
Doooobreeee... Trochę w stylu Refluksowym w najlepszym tego słowa znaczeniu.
Bardzo mi podeszło. Jest myśl, jest klimat, jest warsztat. Wszystko jest.
Odpowiedz
^Halmar 3 m.
JamCi dziękuję
Odpowiedz
~alka666 3 m.
Sielanka
Imiona są mistrzowsko wymyślone.
Cmentarz, las, nieboszczyk, upiór - to moje klimaty
Aż mi się cieplutko na serduszku zrobiło
Odpowiedz
^Halmar 3 m.
alka666 super!
Odpowiedz
~Agnieszka 3 m.
Hej,
Hm... No, przeczytałam. Zastrzeżeń nie mam, ani do fabuły (choć chwilami traciłam obraz sprzed oczu), ani odnośnie strony technicznej. No, tekst ok, ale raczej przeszedł rykoszetem.
Myślę, że to kwestia gustu, bo opowiadanie jest porządnie napisane.
Pozdrowionka
Odpowiedz
^Halmar 3 m.
Agnieszka, brak talentu rekompensuję sobie poczuciem humoru 😂
Odpowiedz
~jagodolas 3 m.
Kolejne opko w tej edycji, przy czytaniu którego przyszedł mi na myśl film. Tu konkretnie - Ładunek 200. Podoba mi się tło i szczególy właściwe dla epoki. Fajne zakończenie, horrorzaste. (A i imiona super!)
Odpowiedz
Byłam bardzo ciekawa tego zestawu. Super wybrnęłaś! Stypa świetna! Końcówka zakręcona, ale wielki podziw za wepchanie tutaj tego narzuconego zdania!!
Odpowiedz
~hens 3 m.
Zestaw trudny, a tekst wyszedł ci ciekawy.
Masz sporo powtórzeń, np traktor.
Odpowiedz
~alfonsyna 3 m.
Zdałam sobie właśnie sprawę, że Ty to chyba zawsze masz zajebiste zestawy - już taki zestaw sam w sobie jest super, a i wykonanie mi się podoba. Po prawdzie czytałam to jakieś kilka dni temu o 5 rano, ale widać taka pora była sprzyjająca, bo całkiem nieźle zapamiętałam i uważam, że o ile całość oryginalna i z klimatem, to przy końcówce aż ciary przechodzą i to dobry objaw.
Odpowiedz

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin