Tsundere Dehydratacja - Bordo konkurs

TW #10 - Przesłuchanie

 Postać: Widmo bez oczu

 Zdarzenie: Noc w domu na skraju lasu

 

  Weekend w samotności okazał się być wielce nietrafionym pomysłem. Co, niech pan się nie śmieje, panie oficerze. Wracając… Tak naprawdę chciałem tylko odetchnąć. Odciąć się trochę od świata, od żony, od denerwujących dzieciaków, zapomnieć zwyczajnie na te dwa cholerne dni o swoim życiu. Nie wyszło. No, dlatego mnie teraz przesłuchujecie, prawda? A, to jest nagrywane? Ok, skupić się na historii, jak najmniej odzywać się do was? Dobrze, dobrze niech wam będzie. Znaczy, ten, i tak nie mam wyboru. Eee, tak, bardzo ładna spluwa, panie oficerze, bardzo ładna… Sedno? Tak, tak, zaraz. Dajcie mi od początku. Puścicie to w radiu, co nie? Jest takie pasmo paranormalne, chyba po drugiej w nocy na stacji szóstej, myślę, że pasowało by w sam raz i w ogóle… A, przepraszam. Nie marnuję już pana czasu.

  A więc decyzję o wyjeździe podjąłem w piątek. Znaczy sam pomysł łaził za mną od dobrych paru miesięcy, ale ostateczna decyzja zapadła niecałą dobę przed wcieleniem planu w życie. Żona nie protestowała, dzieciaki oczywiście chciały, by wziąć ze sobą, ale wytłumaczyłem pokrótce, że to samotna, męska przygoda, zdecydowanie nie dla brzdąców, a nawet jeśli to i Suzie i Jack mają przecież szkołę w poniedziałek, więc takie wyczerpujące wycieczki są po prostu niewskazane. Lokalizacja? Tak, dobrze pan wie panie oficerze gdzie, ale jeśli takie są wymogi, to wspomnę. Samotna chata leśniczego po środku lasu przy Astonville w… Tak dokładnie aż nie? Rozumiem, rozumiem. Chodzi o zabezpieczenie miejsca zdarzenia i takie tam… Oglądałem to w telewizji, właśnie tak się robi przy sprawach z duchami i… Dobrze, dobrze, wracam do tematu. Może pan już zdjąć palec i eee, odłożyć broń. Ach, dziękuję. Wzajemne zaufanie to podstawa.

  Wracając – wyjechałem w sobotę rano, koło ósmej, dojechałem na miejsce trzy godziny później. Zatrzymały mnie głównie korki i jeleń wskakujący przed maskę, ale jak wnoszę po spojrzeniu pana oficera, nie jest to zbyt ważne. Samochód zostawiłem na parkingu, około sto metrów w dół od domu. Właśnie, chata była dla mnie tak zachęcająca głównie ze względu na swoje położenie. Las, dosyć wysoko, piękny widok na rozciągającą się dolinę. Nic tylko korzystać z bliskości natury, prawda? Ech, oczywiście nie mogło być tak łatwo. Wbrew zapewnieniom właściciela chata była w dużo gorszym stanie niż być powinna. Pierwsze więc co musiałem zrobić to dokładnie wszystko wytrzeć z kurzu (w ramach męskiego obozu przetrwania odkurzacza nie było), nazbierać drewna, przynieść z samochodu zapasy jedzenia, które na wszelki wypadek wziąłem ze sobą. Resztę dnia spędziłem z zimnym piwem w ręku (lodówka z napojami na szczęście okazała się być prawdą) i czytając książki, aż w końcu nastała noc.

  Właśnie – niewiele ze mnie wyciągnęliście na początku, prawda? No, niedziwne, że po tym wszystkim co zobaczyłem, nie byłem w stanie wypowiedzieć choćby składnego zdania. Mówię panu, panie oficerze, była to najgorsza noc w moim życiu, dużo gorsza od tych wszystkich nieprzespanych nocy, gdy gruba ciotka chrapała jak zarzynany wieloryb, śpiąc na kanapie piętro niżej. O, ten koleś przy drzwiach wie o co chodzi, uśmiechnął się, widział pan? Ach, oczywiście panie oficerze, mówię już dalej. Więc poszedłem spać koło dziesiątej. Lubię drzemać przy świetle, wiec rozpaliłem jeszcze w piecu, by grzało i jarzyło się w tym całym mroku. Minęło nieco czasu, już powoli przysypiałem, oczy się kleiły i tu nagle ogień zgasł! Wstaję, myślę co mogło się stać, podchodzę do paleniska, a tam nadal coś się pali. Tyle że jakieś takie czarne, bez światła, jakaś dziwna, ciemna, nienaturalna masa. Przełknąłem ślinę, sięgnąłem po pogrzebacz i szturchnąłem to draństwo, by zobaczyć co się stanie, co to w ogóle jest. Już wtedy bałem się nie na żarty, choć był to raczej niepokój i pot na karku, a nie takie prawdziwe przerażenie. Tak czy owak końcówka pogrzebacza zatopiła się w tym czymś i utknęła. Próbowałem wyciągnąć, szarpałem, robiłem krok do tyłu, zaplątywałem się o własne nogi, ale nic nie pomagało. Głupi jednak byłem, więc nie przestawałem aż w końcu metal wyślizgnął się z rąk i upadłem z hukiem na podłogę. Ogień ponownie się rozpalił, ta masa, zdaje się, momentalnie zniknęła, lecz chwilę potem, dosłownie centymetry przed moimi oczami pojawił się dziwaczny cień. Widmo bez oczu, rozumie pan, panie oficerze? Całe ciemne, nieludzkie, lecz jakbym mógł zobaczyć rysy twarzy, wykrzywiony uśmiech ociekający krwią i dłonie sięgające w moją stronę. Pierwszy był szok, obserwacja. Z wywalonymi gałami patrzyłem przez moment, pot mi ściekał z twarzy, nogi drgały tak, że myślałem już, że nie wstanę, ale opamiętałem się, podniosłem się tak szybko jak mogłem i rzuciłem się do drzwi.

  Nie myślałem zbyt wiele, chciałem jedynie uciec jak najdalej, uspokoić się w jakimś cichym zaułku i uświadomić sobie, że to tylko jakieś głupie omamy. Miałem zamiar wrócić, rozumie pan? Wszystko tam zostało. Moje auto, rzeczy, jedzenie… Telefon na szczęście miałem przy sobie, w kieszeni od piżam i Bogu dzięki, bo mogłem zadzwonić. Tak czy owak przebiegłem chyba ze dwa kilometry nim zatrzymałem się gdzieś w środku lasu, na polanie. Głupio tak w nocy biegać po lesie, ale po tym, co zobaczyłem w chacie uparcie wierzyłem, że puszcza jest bezpieczniejsza niż tamte przeklęte miejsce. Oj nie, nie, nie. Nie mogło być tak łatwo, nie mogło. Zjawa pojawiła się dosłownie metr ode mnie. Wyciągała ręce, ale nie po to, by mnie łapać, lecz ułożyła dłonie tak, jakby o coś prosiła, jakbym miał jej coś wręczyć. Zahipnotyzowała mnie tą pustą w swoich oczodołach, w świetle księżyca wydawała się nawet wyraźniejsza, bardziej ludzka, pomimo tej mrocznej, tajemniczej poświaty. Nie miałem nawet zamiaru krzyczeć. Z jakiegoś powodu wiedziałem, że nie odpuści, że nie mogę tak po prostu przebiec następnych kilometrów, licząc, że już mnie nie znajdzie, że będę bezpieczny. W pewnym momencie, gdy tak stałem bez ruchu, zastanowiłem się nawet, czy mam się czego bać. Przecież niż jeszcze nie zrobiła, nawet wtedy, gdy miała mnie na wyciągnięcie szponów, czy co ona tam miała, nic nie zrobiła. Dałem się owładnąć tej neutralnej wizji paranormalnego zjawiska i nieśmiało podszedłem, zbliżyłem się. Telefonu nie mogłem jej wręczyć, więc w przypływie niewyjaśnionej, głupkowatej odwagi zbiłem z nią pionę. O dziwo była bardzo materialna, szorstka w dotyku i moje dłonie zatrzymały się na tej czarnej masie. To był błąd, cholerny błąd. Widział pan już to, prawda? Mam zabandażowane dłonie, zmasakrowane, wszystkie paznokcie jeden po drugim mi powypadały. Nie pamiętam tego, zwyczajnie ból pozbawił mnie przytomności, albo ta zjawa w jakiś sposób na mnie wtedy oddziaływała. Mówiłem to policjantom, którzy pierwsi przybyli na miejsce – zadzwoniłem od razu po tym jak się zbudziłem. Dałem radę dojść do chaty i prowizorycznie zabandażować rany, ale mówię panu – te dwa kilometry z powrotem były jak piekło. Nie wiem ile krwi straciłem. Cały czas coś ze mnie ciekło, zupełnie tak jakbym był fontanną krwistej posoki. Cud, że języka sobie nie przegryzłem. Zaciskałem zęby, by powstrzymać się od krzyku. Niewyobrażalnie bolało, a i tak szedłem dosyć szybko – nogi miałem sprawne, choć miałem wrażenie, że przez ten cały szok układ nerwowy działał dużo wolniej niż zazwyczaj.

  Ok, koniec. Zjawa? Nie, nie widziałem już jej potem. Nie, nikt inny też nie. Tłumaczyłem jak wygląda, przeszukali dom, ale nic nie było. To już wszystko, co chcieliście, prawda? Dobrze, dobrze, mogę podpisać wszystkie dokumenty. Eee, wypuścicie mnie niedługo, prawda? Ach, panie oficerze, po co ta broń? Kajdanki? Co pan sugeruje? Przecież nic nie zrobiłem. Ej, gdzie jest ten koleś, co stał przy drzwiach? Kończymy nagrywanie? Nie, proszę tego nie robić, mogę jeszcze mówić, mam jeszcze dużo historii o duchach do opowiedzenia. Mogę się zobaczyć z żoną? Dacie mi chociaż przedzwonić? Co z nią? Przecież jest zdrowa, razem z dziećmi, w domu… Nie, nie, nie, przecież to była zjawa, proszę spojrzeć na moje dłonie, mogę odwinąć bandaże, pokazać. Nie, niech pan nie kończy nagrania! Proszę, nie! Nie wyłączaj! Ja… Zjawa… To nie tak!

 .

 

Liczba ocen: 0
  50%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~zsrrknight
Kategoria: trening-wyobrazni
Opis:
Dodano: 2020-06-28 19:50:23
Komentarze.
~pkropka 16 d.
Dobre. Lubię takie nie wprost, tym bardziej że wszystko ładnie pokazałeś.
Odpowiedz
Witamy nowy tekst TW
Odpowiedz
~Anette 15 d.
No,super.
Odpowiedz
^Halmar 14 d.
Nie rozumiem, czemu tak mało tu komentarzy...
Tekst jest świetny, jak dla mnie utrzymany w klimacie found footage, trochę jak "Paranormal Activity", "Blair Witch Project" albo "Project Monster". Tutaj fabuła opiera się o wydarzenia, które być może są fikcją, ale tego nie wiemy - zakończenie świetne.
Całość okraszona humorem - coś, co lubię najbardziej. Nic dodać, nic ująć. Dla mnie najlepszy tekst 10. serii.
Odpowiedz
~zsrrknight 14 d.
dziękuję serdecznie za wszystkie komentarze
Odpowiedz
+fanthomas 14 d.
Dobre, horrorzaste, choć za takim sposobem narracji nie przepadam. Pamiętam, w jednej książce Kinga taki byl i mam złe. wspomnienia
Odpowiedz
+fanthomas 14 d.
Dolores claiborne dokładnie
Odpowiedz
Najbardziej spodobało mi się zakończenie. Tekst ogólnie ciekawy i momentami lekko niepokojący. Fajna narracja z dozą humoru
Odpowiedz
~Manta 13 d.
Bardzo lubię taką narrację. Super tekst, bardzo mi się podobał
Odpowiedz
~SylviaWyka 13 d.
Dobry tekst, gdzieś kiedyś widziałam parę filmów w podobnym stylu, zjawy w lesie. Zagubienie i totalna dezorientacja, fajna sprawa, świetny pomysł. Siadło
Odpowiedz
~JamCi 13 d.
Faaajne, podobało mi się. Bardzo.
Odpowiedz
~jagodolas 13 d.
Całkiem przyjemnie się czytało, choć sama historia taka jakaś... Podoba mi się, nie wiem co, ale podoba.
Odpowiedz
~Agnieszka 12 d.
Hej,
Tekst fajny, napisany lekkim piórem, dopracowany w szczegółach tak bardzo, że nie ma się do czego przyczepić (żadnej literówki, braku kropki, no nic
Jest ok
Pozdrowionka
Odpowiedz
~alka666 12 d.
Piątka ze zjawą Sama bym spróbowała
Odpowiedz

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin