Przepowiednia
Praca Wyróżniona

TW#11 By zwyciężyć

 TW#11 By zwyciężyć

 

 Bohater – królewna z drewna

 Zdarzenie - walka z pleśnią

 Efekt (brak) – unikać w tekście spójników

 

 

  Bała się. Pierwszy raz w życiu bała się. Nie pamiętała już tego uczucia. W szkole… przezywali ją „królewną z drewna”. Nie tylko dlatego, że była twarda. Urodziła się z defektem. Nie potrafiła okazywać emocji. Jej twarz była mimicznie martwa. To dlatego dzieciaki krzyczały za nią „królewna z drewna”, skandując okrzyki tak długo, jak starczyło im odwagi. Chociaż twarz miała martwą, to kipiały w niej uczucia gwałtowne. Rzucała się na wszystkich, nie patrząc jak wielki i silny przeciwnik kpił z jej kalectwa. Była zawzięta i pamiętliwa. Po kilku incydentach, gdy wróciła do domu posiniaczona, rozbitymi wargami uprosiła rodziców o lekcje samoobrony, w których osiągnęła mistrzostwo szybciej, niż się spodziewał instruktor. W szkole nikt nie śmiał już skandować za nią, ale szepty niosły przezwisko jak mantrę.

 

  Zawzięła się, nie ustawała w treningach, wybierając wojskowy profil kolejnej szkoły. Przezwisko, jak cień, powędrowało za nią, więc i tam musiała kadetom wybijać z głowy szyderstwa. Skutecznie. Owszem, wieczorami, przy kieliszku wódki mawiali tak nadal, jednak nigdy przy niej. Nigdy otwarcie. Pierwsze misje w kosmicznym zwiadzie pokazały jej wartość, oddanie i wytrwałość w dążeniu do celu. Każdy rozkaz traktowała jak świętość i realizowała co do joty. Bezwzględnie, brutalnie jeśli trzeba. Nie trzeba było wielu lat, żeby jej zalety dostrzegł sztab i awansował, przydzielając niewielki oddział. Misje, które jej podlegały święciły niekończące się pasmo sukcesów. Była dowódcą szwadronu, do którego garnęli się wszyscy ciekawi przygody. Wreszcie Królewna Z Drewna stała się ksywą wymawianą z szacunkiem. Jej prawdziwego imienia nie pamiętał już nikt.

 

  Nie dopuszczała bliżej nikogo, poza adiutantem w stopniu sierżanta. Małomówny, z protezą lewej nogi był jak studnia, do której mogła wrzucić wszystko bez obawy, że wypłynie. Stał się powiernikiem i przyjacielem, przed którym uchylała czasami brzeg kołdry, kiedy potrzebowała chwil odprężenia. Potrafił utrzymać ich sekret w tajemnicy, nikt z podwładnych nawet nie podejrzewał, że między nimi zdarzają się zupełnie niezawodowe kontakty. Dziś… Boże, jak bardzo przydałby się jej dziś. Gdyby mogła wtulić się w jego ramiona, wykrzyczeć swój strach, poczekać, aż ukoi ją swoim niewzruszonym spokojem i sprowadzi każdy problem do pary alternatywnych rozwiązań, pomiędzy którymi wybierze ciąg dalszy mający zwiększyć efektywność działań i doprowadzić misję do sukcesu. Jednak dziś sierżant jej nie pomoże. Nigdy już jej nie pomoże, a ona nawet nie ma możliwości pożegnać starego przyjaciela, ani nawet pogrzebać jego zwłok. One… Je również pożarła…

 

 ***

 

  Planeta nie była specjalnie duża. Odkryto ją ledwie pięćset lat temu, ale zdawała się posiadać idealne warunki do osadnictwa. Powietrze łudząco podobne do ziemskiej atmosfery, mnóstwo wody, świat roślinny i zwierzęcy, który zachowywał się przewidywalnie i nie odbiegał rażąco od fauny i flory, do jakiej nawykli ludzie. Druga Ziemia. Nawet tak ją nazwali pierwsi osadnicy. Planeta, po dokładniejszym zbadaniu okazała się pełna minerałów, których nie eksploatowano nadmiernie – jej lokalizacja w centrum galaktyki stanowiła wystarczającą zaletę, jako baza dla wszystkich kosmicznych wędrowców. Można było tu odpocząć przed długim lotem, albo odbyć kwarantannę po powrocie. Słodkie morza leniwie ogrzewane dwoma pomarańczowymi słońcami, gęste, niekończące się lasy, góry i stepy okryte falującymi łanami miękkich traw były pokusą trudną do przezwyciężenia. Raj na Ziemi. Kurort wart najprzedniejszych, niezapomnianych wakacji. Kosmiczni wędrowcy wybierali tę planetę jako dom później starości. Żyli tu wtapiając się w społeczność osadników, a pośród licznych, steranych czasem mundurów połyskiwały wszelkie możliwe dystynkcje i odznaczenia. Z weteranów można byłoby zebrać armię, która nadal mogłaby być postrachem obcych, wrogich cywilizacji z krawędzi zbadanego wszechświata.

 

  To dlatego po pierwszych sygnałach, że na Drugiej Ziemi dzieją się dziwne rzeczy nikt nie zareagował wystarczająco zdecydowanie. Wszyscy myśleli, że stara gwardia sama rozwiąże lokalny problem. Dopiero, kiedy straty pośród weteranów zaczęły rosnąć, a monity o wsparcie nabrały rozpaczliwych tonów, sztab generalny zaczął wysyłać misje mające siłą zaprowadzić porządek, jednocześnie ewakuując ludność na bezpieczne, choć nie tak wygodne księżyce. Szczęściem nikt nie wpadł na pomysł, żeby sprowadzić ich na Ziemię. Przezorność i wrodzona podejrzliwość wojskowych skazała ludzi z Drugiej Ziemi na roczną kwarantannę, obecnie wydłużoną już do pięciu lat. Przeciwnik potrafił niepostrzeżenie osiedlić się na żywych organizmach i nawet skrupulatna dezynfekcja nie dawała pewności, że nosiciel będzie aseptycznie czysty i wolny od zarodników. Pięć lat kwarantanny, to jak zsyłka. Obóz karny. Klątwa faraonów w nowej, dotąd nieznanej formie.

 

 ***

 

  Wróg był podstępny. Niewidzialny. Nie miał centralnego ośrodka nerwowego, ani kończyn, z którymi mógłby sobie poradzić zdeterminowany oddział komandosów. Oni… Przysłano tutaj kilka oddziałów, ale nie pozostał po nich nawet ślad. Nie oddali jednego strzału, ani nie weszli w bezpośrednie starcie. Chyba… Wróg pożarł ich, jakby zaatakował we śnie, mijając warty i elektroniczne zabezpieczenia. Wybrał ich wszystkich, co do jednego, jak szop pracz jaja z gniazda, a na koniec zawładnął całym uzbrojeniem i sprzętem, z jakim wyruszyli na odsiecz planecie. Potem byli następni i kolejni. Kiedy zdawało się, że nie ma już żadnych możliwości sztab zdecydował się przysłać tu Królewnę z Drewna. Pośród starych admirałów panowało przekonanie, że ona jest bronią ostateczną i jeśli nie da rady, to nikt z żyjących nie jest w stanie zrobić choćby pół kroku więcej.

 

  Drewniana monarchini, w ciągu wieloletniej służby zebrała oddział, jakiego żaden sztab nie chciałby oglądać w swoim pobliżu. Kiedy nie prowadzili pacyfikacji odległych zakątków wszechświata stacjonowali na tyle daleko od sztabu, żeby ryzyko odwiedzin było wyłącznie histerią, sennym koszmarem, czy iluzją. Tak. W czas pokoju oddział stawał się zgrają korsarzy, lumpów, zagrożeniem dla każdej świętości i każdego autorytetu. Za to, gdy wyruszał, smród spalonej ziemi i hymn mruczany pomiędzy niekompletnymi zębami niemal fizycznie unosił się za okrętem przemierzającym próżnię wszechświata. Pośród ludzi potrafili uśmierzyć zamieszki tylko swoją obecnością. Dla obcych byli jeszcze mniej pobłażliwi. Wchodzili, a kiedy wracali teren za nimi stawał się jałowy i gotowy na kolonizację i przyjęcie konstytucji cywilizacji ludzkiej.

 

  Tu wylądowali ledwie tydzień temu. Rozłożyli się obozem w miejscu, gdzie wysoki klif i niegościnne wybrzeże miały dać bezpieczną flankę. Obóz zamieniony w warownię wyrósł bezszelestnie i okolica zaroiła się od zwiadu powietrznego prowadzonego z jednoosobowych, szybkich myśliwców na co dzień zadokowanych w zaciszu statku-matki, który obecnie monitorował otoczenie bezpiecznie zawieszony nad obozowiskiem. Nikt nie miał informacji jak dokładnie wygląda wróg, a hipotezy i domniemania przerażonych uchodźców brzmiały absurdalnie. Pleśń? Inwazja grzybów? Na skalę planety? Bzdura totalna! Nie śmiała się, bo Królewna śmiać się nie umiała, ale jej ludzie rechotali do płaczu. Stado płaczących piratów stanowiło obrazek trudny do zapomnienia. Jednak ledwie tydzień wystarczył, żeby ci, którym udało się przetrwać przestali się śmiać, a oddział skurczył się niepokojąco. Wszystko, choć nieprawdopodobne, okazało się prawdą. Pleśń niosła się przez planetę jak zaraza pchana wiatrem. Wędrowała lądem i wodą, jej zarodniki unosiły się na wietrze i pacyfikowały przestrzenie skuteczniej niż wataha Drewnianej Królewny. Wróg rzucał się do gardeł, nozdrzy, porami skóry wdzierał się do wnętrza organizmów i znajdował oazy. Karmił się wilgocią i rósł bez końca. Nie miał dowództwa, ani króla. Nie miał organów, które mogli sperforować wielkokalibrową bronią.

 

  Sierżant, dotąd tak zrównoważony i ostrożny w sądach okazał się wystarczająco nierozważny, żeby dopadł go grzyb. Czego szukał tam, skąd nadszedł wróg? Czemu uważał, że znajdzie odpowiedź i ujdzie z życiem wkraczając na teren zajęty przez ten nienawistny, toksyczny osad? Musieli wygrać. Wygrać, albo zginąć. Królewna miała świadomość, że pięć lat kwarantanny na tutejszym księżycu stanie się dla jej ludzi grobem. A na żadne inne misje nikt ich stąd nie wypuści. Prędzej unicestwi. Musieli znaleźć rozwiązanie i dać czas nauce na znalezienie skutecznego antidotum. Straceńcy, którym wciąż nie powiedziała, że nie mają dokąd wracać i zostaną tu, aż zwyciężą, bądź zdechną. Oni wszyscy są już zarażeni. Sierżant przecież miał na sobie skafander, który zapewniał mu doskonałą izolację, a przecież grzyb wygryzł mu twarz, co widziała na podglądzie z kamer, zanim te znieruchomiały toczone przez mikroskopijnego wroga. Z masochistyczną zawziętością analizowała ostatnie chwile z życia sierżanta, który nie mówiąc nikomu ani słowa wszedł na teren zajęty przez pleśń i kombinował coś na własną rękę. Zanim zorientowała się już było po nim. Klęła go za głupotę i siebie, że nie zdołała go powstrzymać. Po co tam polazł stary kuternoga? Nigdy nie był wyrywny.

 

  Wróg przyparł ich do brzegu klifu. Lądem posuwał się niespiesznie, lecz nieubłaganie. Wodą szło mu zdecydowanie szybciej, jednak przyczółki były wątłe i łatwiejsze do odparcia. Powietrzem grzyb przemieszczał się bez ograniczeń zarażając powierzchnię morza kożuchem falującej mazi, w jaką opadając zamieniał się rój mikroskopijnych zarodników. Drzewa uginały się pod ciężarem puchnącej od wody pleśni i padały z trzaskiem. Ekspansja zdawała się nie mieć końca i żadne chmary szarańczy nie czyniły takich szkód. Wróciła myślą do obrazu z kamery sierżanta. Coś niepokoiło ją, usiłowało przedrzeć się przez smutek Królewny i minęło sporo czasu zanim zrozumiała, że nie patrzy na tragedię sierżanta, tylko na rozwiązanie problemu. Ogień! Jedynym wrogiem pleśni był ogień. Tylko on sprawiał, że grzyb nie rozprzestrzeniał się bardziej. Zatrzymywał się i czekał, aż pożoga wygaśnie i dopiero wtedy ruszał naprzód. Sierżant w dziwnym szale zdjął rękawice ochronne i usiłował spalić pleśń podręcznym sprzętem. I udało mu się, chociaż kosztowało to życie bezmyślnego durnia! Królewna otrząsnęła się ze strachu. Sierżant ostatni raz pomógł jej rozstrzygnąć dylematy i poddał rozwiązanie. Teraz trzeba tylko wymyślić sposób wykorzystania tej wiedzy. Żeby uzyskać efekt musieliby spalić całą planetę. Jednocześnie. Spalić wszystko, co żyło w tej atmosferze. Wyjałowić powierzchnię i dotrzeć z żarem w głąb ziemi. W głąb ich własnych ciał…

 

  Mieli środki. Mogli to zrobić. Resztki oddziału czekały na rozkazy. Stąd nie mogli zabrać nic. Rozkazy były krótkie i zdecydowane. Siatkę geograficzną zasiedliły punkty zrzutu materiałów pirotechnicznych z opóźnionym zapłonem. Opóźnienie było niewielkie – zmasakrowana twarz sierżanta wciąż majaczyła Królewnie. Skoro grzyb przedarł się przez skafander… Pokręciła głową. Przeczucie mówiło jej, że wydarzy się coś, co sprawi, że nie uda się zrealizować planów. Pojazdy rozpierzchły się nabierając wysokości i z zewsząd zaczynały napływać meldunki o rozlokowaniu kolejnych diabelskich depozytów. Czas ruszył z miejsca pogrążając się w nieodwracalność. Każdy wykonał swoją część roboty i jednostki zbierały się wokół statku-matki. Nie było już powodu do pośpiechu. Czekali z uśmiechem, jakby spalenie planety miało przywrócić życie ich towarzyszom. Wybuchały kolejne ładunki, obraz zgęstniał od ognia i dymu. Kolejne płonące kręgi łączyły się ze sobą na granicach zasięgu – akcja została przygotowana perfekcyjnie.

 

  A jednak miała rację. Nie wszystko poszło dobrze. Na graficznym obrazie planety pojawił się fragment blisko bieguna wolny od ognia. Pleśń wygrała z ładunkiem? Nie zadziałały zapalniki? Pleśń zdążyła przegryźć się przez hermetyczne, metalowe opakowanie i rozłożyć ładunki? Jak bardzo była jadowita, że w tak krótkim czasie dała radę? Aby uzyskać efekt musieli zarazić płomieniem również ten ostatni bastion. Zrzucili resztę zapasów materiałów wybuchowych w jeden punkt. Czekali na ostatni wybuch, który nie nastąpił. Byli bezradni. Zużyli wszystko, czym dysponowali. Mogli tylko wycofać się i powtórzyć operację, kiedy pozyskają materiały. Królewna zacisnęła zęby. Pleśń wygrała. Zanim wrócą odrodzi się. Znów trzeba będzie spalić wszystko. Pierwszy raz miała przegrać, i to z kim? Z czym? Z małym, niepozornym grzybkiem? Nikomu dotąd nie pozwoliła na taki afront. I jeszcze sierżant, z twarzą wyżartą przez pleśń… Górna warga uniosła się odsłaniając zęby w czymś, co mogłoby być próbą uśmiechu. Pierwszego w życiu, nieporadnego, groźnego jak uśmiech czarnej pumy czającej się w konarach drzew, gdy nieświadomy łup zaczyna buszować pod nimi.

 

  Warknęła podwładnym rozkaz do odlotu. Flotylla karnie manewrowała, sterując w kierunku najbliższego księżyca. Na przymusową, pięcioletnią kwarantannę. Niektórzy zastanawiali się, czemu Królewna nie pozwala im lądować na pokładzie matki, ale żaden nie zadał pytania wprost. Odlot pokonanych nie wyglądał na zorganizowany odwrót. Raczej ucieczkę niedobitków. Na posterunku, ponad płonącą planetą został tylko statek dowodzony przez Królewnę. Wisiał jak wyrzut sumienia nad obszarem, na którym ponieśli klęskę. A potem runął w otchłań obszaru wciąż opanowanego przez pleśń. Reaktory wybuchły tuż nad ziemią. Drewniana Królewna nie chciała ryzykować, że pleśń okaże się szybsza. Reaktory były potężne. Biegun objął krąg rozpalonego do białości powietrza, w którym stopił się całkiem pancerz statku i wszystko, co znajdowało się w promieniu wielu kilometrów. Eter ponad pogorzeliskiem poniósł spóźnione, ostatnie słowa Królewny:

 

  - Niech cię szlag!

Liczba ocen: 3
87%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~oko
Kategoria: inne

Liczba wejść: 78

Opis:

Dodano: 2020-06-30 12:18:09
Komentarze.
Heloł, wrzuć jeszcze link do tekstu na forum do wątku z linkami: https://t3kstura.eu/Forum/nowy_w.php?id_watku=18#p-13813 żeby nie zaginął w akcji.
Odpowiedz
~oko 5 m.
alfonsyna
dzięki za pomoc. wydawało mi się, że tam na razie wkleja się linki do wcześniejszej edycji, a z bieżącą trzeba poczekać.
Odpowiedz
Witamy nowy tekst TW
Odpowiedz
~oko 5 m.
TreningWyobrazni
dzięki za zauważenie... (jak mawiał Kłapouchy)
Odpowiedz
^Halmar 5 m.
Czekałam na ten tekst, czuję się jego matka chrzestną, jako że obdarowałam Cię zestawem. I jestem dumna.
Narracja sprawnie napisana, ciekawie wykorzystany zestaw, myślę że efekt także, gdyż spójników jak na lekarstwo.
Mocny kandydat do laurów w finałowej edycji Ligi.
Pozdrawiam
Odpowiedz
~oko 5 m.
Halmar
dziękuję za dobre słowo.
zostałem trafiony w punkt. kiedy zobaczyłem dostępne tematy, to walka z pleśnią wydała mi się najciekawsza. i proszę - dzięki Tobie trafiła na mnie. teraz z ciekawością czekam, co Alka666 wymyśli, bo też trafiła na pleśń.
z efektem nie zamierzałem walczyć - uwielbiam długie, złożone zdania, które wymagają spójników. nie szukam punktów na siłę - wolę pisać w zgodzie z sobą. widziałem łatwiejsze do realizacji efekty
Odpowiedz
No, no, no! Wysoko postawiłeś poprzeczkę
Lubię rozwinięte opowiadania, kiedy w nich wszystko się lepi i układa.
Oddział wyrzutków z kompetentną szefową na czele przypomina mi jeden taki... Z "Obcy, ósmy pasażer Nostromo". I jeszcze z literatury "Toy Wars" Ziemiańskiego.
Bardzo mi się podoba

Pleśń w moim opowiadaniu będzie... Inna
Odpowiedz
~oko 5 m.
alka666
dzięki za dobre słowo - Toy, to zabawka dla bardzo niegrzecznych dzieci. będę zaglądał, jak sobie radzisz.
ale winę zwalam na JamCi - to ona stwierdziła, że masz gorzej, bo zamiast drewnianej królowej masz astronautę i musisz się wynieść z pleśnią w kosmos. mnie łatwo naciągnąć, więc też się tam wyniosłem. powodzenia, trzymam kciuki.
Odpowiedz
oko wyobraźnia pozwala mi zostać z astronautą na ziemi (ew.pod ziemią), wylecieć w kosmos, albo wylądować na dnie oceanu -
Coś wymyślę
A pleśń, jak to pleśń - jest upierdliwa. Wszędzie wylezie
Odpowiedz
~oko 5 m.
alka666
powodzenia. rywalizacja tylko wzmaga apetyt. ciekawy byłby konkurs, w którym WSZYSCY napisaliby na jeden zestaw.
Odpowiedz
oko
Nie cierpię konkursów! Żadnych!
Piszę, co mi przyjdzie do głowy, bez spinania się. Czasami na czymś mi zależy, ale żeby pisać pod presją, nieeeee!
Wyzwanie z pleśnią nie traktuję jak rywalizację, a raczej odmienne możliwości przedstawienia tematu.
Fakt, jeden temat dla wszystkich - mogłoby być ciekawie
Odpowiedz
~oko 5 m.
alka666
dla mnie pisanie jest wartością samą w sobie, ale wyzwanie przydaje się, bo mobilizuje. pisałem wcześniej prywatnie coś, co nazywałem opowiadanie za słowo - dostawałem jedno i rozwijałem je w tysiąc. mile wspominam. a piszę praktycznie każdego dnia.
Odpowiedz
Posiadasz lekkie pióro, przyjemnie się to czytało. Trochę miałam skojarzenia z filmem Anihilacja. Wszystko jest tu przemyślane i pięknie poprowadzone

Pozdrawiam.
Odpowiedz
~oko 4 m.
Adelajda
dzięki za dobre słowo, filmu nie znam, ale ja w ogóle mało oglądam.
Odpowiedz
z dużym wykopem
Wróciłam, bo teraz można oceniać.
Odpowiedz
~oko 4 m.
alka666
miło. oby z podobnym skutkiem...
Odpowiedz
Świetne! Debiut na T3 z przytupem
Bardzo podoba mi się jak wykreowałeś Królewnę. Naprawdę ją polubiłam.
A pleśń - dokładnie taka, jak być powinna
Odpowiedz
~oko 4 m.
pkropka
pleśni nie brakło. było jej do pełna.
Odpowiedz
~hens 4 m.
z wykopem
Podoba mi się jak w poważny i inteligentny sposób wybrnąłeś z otrzymanego zestawu. Myślałem, że będzie baśniowo, a tu proszę... moje klimaty, spójna historia.

"Warknęła rozkaz do odlotu" - tu czegoś brakuje
"A potem runął w dół." runąć można tylko w dół.

Kiepski jestem w wychwytywaniu błędów, bo jestem dyslektykiem....
Odpowiedz
~oko 4 m.
hens
wszyscy stosują podobne zabieg, kiedy trzeba ożywić coś. Królewna z Drewna, podobnie jak Sopel Lodu, to pojawiające się czasem epitety dla kobiet, którym daleko do matczynej miękkości. skorzystałem z tego, bo nie umiałem wybrnąć inaczej. kiedy coś jest trudne, najłatwiej zacząć od śniło mi się i wtedy pokonywanie tego, co fizyka zakazuje od razu jest prostsze.
runięcie w dół w kosmosie nie jest oczywistością, bo dół jest totalną abstrakcją. ale może powinno być, że runęła w wirujące szaleństwo pleśni. zerknę, poprawię.
Odpowiedz
~Aja 4 m.
z dużym wykopem
Jak zawsze - świetnie napisane. Wartka opowieść, lekkość stylu powoduje, że czyta się płynnie. Znam doskonale Twoją jakość, więc przyznaję, że jestem ogromnie zaskoczona, że przy bogactwie Twoich rozbudowanych zdań - jakie stanowią Twój znak firmowy - jesteś w stanie tak zapanować nad brakiem spójników. Nie wierzyłam, że Ci się uda to zrealizować, ale poradziłeś sobie świetnie.
Polubiłam tę drewnianą królewnę.
Odpowiedz
~oko 4 m.
Aja
Polubiłaś, bo byłaś daleko od niej. z bliska nie była zbyt miła dla towarzyszy.
Ze spójnikami kłopot - zadanie, które kaleczy twór. krzywdzi. dlatego wolałbym coś innego wylosować. w końcu tekst, to nie telegram.
Odpowiedz
~Aja 4 m.
oko Hmmm... rozbudowany ten telegram napisałeś.
Odpowiedz
~oko 4 m.
Aja
no właśnie - nie telegram, więc spójniki. ciężko jest bez nich napisać coś, co jest dłuższe od telegramu
Odpowiedz
~Aja 4 m.
oko Piszesz świetnie, ale okulary zmień. Bo spójników jest tyle co kot nakaszlał...
Odpowiedz
~oko 4 m.
Aja
grunt, że napisane. reszta, to tylko kokardki. skoro tekst jest dobry, to reszta staje się mniej istotna. niech wygrywa, przegrywa, albo i remisuje. ważne, żeby ktoś miał przyjemność z czytania. bo ja z pisania mam.
Odpowiedz
Witam,

Fajnie poprowadzony tekst, bardzo poprawnie.
Jak na problematykę jednak zbyt lekko potraktowany. Brak mi tu elementów grozy, jakiejś mrocznej żyłki, czegoś, co zrodzi we mnie emocje.
Niemniej pomysł ok, świetnie wybrnąłeś z zestawu TW
Pozdrawiam
Odpowiedz
~oko 4 m.
Agnieszka
dzięki za wizytę. wzbudzanie uczuć, to najtrudniejsza sprawa. nie udało się, trzeba ćwiczyć dalej. może następnym razem się uda.
Odpowiedz
~JamCi 4 m.
zmasakrowana twarz sierżanta wciąż majaczyła się Królewnie - bez się
Dobre. Ciekawe sposoby opisu nie pozwalają sie nudzić.
Odpowiedz
~oko 4 m.
JamCi
tak jest - melduję posłusznie głosem, że poprawiam ekstracugiem. znaczy - natychmiast!
Odpowiedz
~JamCi 4 m.
oko :-)
Odpowiedz
~oko 4 m.
JamCi
ja też Cię lubię.
Odpowiedz
~JamCi 4 m.
oko :-)
Odpowiedz
fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin