Wierzchowiec czarownicy Zjazd po burzowym froncie

Piąta pora roku

 Ze wschodu, polatując, nadpełzały prząśle.

 Dreszcze się wybudzały od piersi po piersi.

 Alarmowały gęsi, ustawiając włosści.

 Dłoń rozpieszczała skórę na rozkaz proszący.

 

 Przez porę zakwitnienia jedynego kwiatu,

 w oceanie herbaty, rozlanym po czterech

 literach, lgnę przez plecy, wynurzam z pościeli,

 wiersze, kręgi przeliczam mocno głodnym wzrokiem,

 

 rozmaślonym po błoniach na przyrody łonie,

 przyglądając się gwieździe w żarze z papierosa,

 oraz tym dwóm odbitym, które w oczach płoną.

 

 Do tej pory to sekret, nie miałem nikomu

 opowiadać o prząślach, nie chciałem roztrząsać,

 aż do tej pory roku, bo przecież kradziona.

 

Liczba ocen: 0
50%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~Alchemik
Kategoria: poezja

Liczba wejść: 13

Opis:

Dodano: 2020-07-02 19:22:38
Komentarze.
A może by tak trochę węgla, Jerzy?
Odpowiedz
Czegoś na rozpałkę do pieca, czy czegoś na biegunkę?
Odpowiedz

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin