Splątanie Walc nocnych tramwajów

Widnospady

 Spływamy z burzowych, obłocznie łzą pluszcząc.

 Gdzieś niebo zostało zwichrzone i puste.

 Rozpięty przez krańce tęczobyl podświetlił

 sens łoża w skopanej, miłosnej pościeli.

 Więc pędzę po łuku, napinam nim usnę.

 Cięciwą drażniony wyczuwam przez usta.

 

 A dzionek kolejny słoneczną źrenicą

 oślepia usilnie, drań znowu zachwyca.

 Wszak przestrzeń, nad którą rozpuszczał promienie,

 rozstawia po kątach, na drobne rozmienia.

 Lecz zdarza się nagłe milczenie przelękłe,

 gdy czasem zanucisz przebrzmiałą piosenkę.

 

 O duszę potarga, zaboli przez ciało

 w ogniskach skaleczeń, stygmatów zastałych.

 Opuchłych, jątrzonych, krew z rany sączących.

 Gdzie północ, południe, gdzie chodzi spać słońce?

 Widnospad znów nabrzmiał, upadłych ożywia.

 Świetlistym do nieba uchyla pokrywę.

Liczba ocen: 0
50%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~Alchemik
Kategoria: poezja

Liczba wejść: 71

Opis:

Erotyk nieoczywisty

Dodano: 2020-07-05 04:16:35
Komentarze.
~JamCi 4 m.
Z każdym kolejnym wierszem cieszę się bardziej, że tu jesteś :-)
Odpowiedz
^Halmar 4 m.
Tu coś się dzieje. Ale nie wnikam zbyt głęboko w tę kwestię
Odpowiedz
Byłam, uraczyłam się, zmysły nakarmiłam
Odpowiedz

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin