Na końcu drogi TW #10 — Powrót do domu

TW #11 — Odliczanie

 Postać: android

 Zdarzenie: inwazja mrówek

 

 

  10

 

  Andrej już dawno przestał liczyć kroki, całkowicie skupił się na tu i teraz. Wyrwanie stopy z paszczy skrzypiącego puchu. Ostrożne postawienie jej przed ciałem; powoli, by odwlec kolejny krok. Przeniesienie ciężaru ciała i ponowne zapadnięcie po kolana. Kształt nadgarstku Cyby w skostniałej dłoni. Wycie wiatru szarpiącego ubranie. Drobne igiełki kujące w twarz, kiedy mocniejszy podmuch porywał wierzchnią warstwę śniegu.

  Szli z zamkniętymi oczami, chroniąc wzrok przed oślepiającą bielą.

 

  Trzy dni wcześniej oddał bratu ostatni pasek suszonej wołowiny. Przynajmniej o wodę nie musieli się martwić – pod pazuchą ściskał butelkę, w której topili śnieg.

  — Andro, jesteś pewien, że idziemy w dobrym kierunku? — Z zamyślenia wyrwał go cichutki, zachrypnięty głosik.

  — Już nie, lecz nie możemy się zatrzymać.

  — Trzeba było zostać z mamą i tatą.

  — Ich już nie ma. Chciałbyś siedzieć w chacie z trupami? — podniósł głos. Szybko się zreflektował, nie chciał rozładowywać frustracji na młodym. — Mamy tylko siebie. Jako głowa rodziny nie mogę pozwolić, by coś ci się stało.

  — Nie ma to jak trzynastoletnia głowa rodziny. To żeś mnie uspokoił — zakpił.

  Andrej zacisnął spękane usta i bez słowa kontynuował mozolną wędrówkę. Cyba miał rację, że nie wie gdzie idą. Byli sami, zdani na łaskę żywiołu, odkąd zaraza zabrała wszystkich we wsi.

  Ogarniało go coraz większe zmęczenie.

 

  Łupanie w głowie przybierało na sile. Zaczęły się zawroty głowy i nudności, do tego nie czuł już ręki brata w odmrożonej dłoni.

  — Cyba, jesteś? — chciał upewnić się, że go nie zgubił.

  Odpowiedziało jedynie wycie wiatru.

  Z ciężko bijącym sercem otworzył oczy i obrócił się. Przeczesywał wzrokiem okolicę, wciąż wołając brata. Urywany oddech zamarł w piersi, kiedy dostrzegł czapkę leżącą nieopodal. Chciał czym prędzej ruszyć w jej kierunku, lecz stracił przytomność, nim wykonał pierwszy krok.

 

 

  9

 

  Andrej uwielbiał czas, kiedy jezioro zamarzało, cała wioska wybierała się wtedy jeździć na łyżwach. Rodzice czekali przy brzegu z termosami pełnymi gorącej, słodkiej herbaty, a młodzież bawiła się w najlepsze. Andro delektował się prędkością, grą mięśni i śmiechem przyjaciół tylko czasem przerywanym przez płacz młodszych dzieci.

  Miał sześć lat, kiedy ostatni raz jeździł. Pamiętał uśmiech mamy. Na rękach trzymała małego Cybę, obserwowała jak Noi ściga się z innymi chłopcami. Andro zawsze podziwiał starszego brata.

  Noi zostawił rywali w tyle, lecz zapędził się zbyt blisko środka jeziora. Trzask pękającego lodu wrył się Andrejowi w pamięć. W jednej chwili jezioro opustoszało. Wśród krzyków usłyszał głos mamy. Posadziła Cybę na śniegu i wbiegła na lód. Andrej chciał ruszyć bratu z pomocą, lecz zanim zdążył się ruszyć, chwyciła go za kołnierz kurtki i wyciągnęła na brzeg, po czym wróciła na jezioro. Doczołgała się do przerębla, następnie wrzuciła do wody swoją kurtkę. W tym czasie dołączyło do niej dwóch mężczyzn. Asekurowali kobietę, kiedy zanurzała się w lodowatej wodzie, odebrali od niej bezwładne ciało i pomogli samej wydostać się na brzeg.

  Mimo szybko udzielonej pomocy, Noi nie przeżył. Od tamtej pory Andro nienawidził zimy.

 

 

  8

 

  Andrej z trudem otworzył sklejone powieki. W pierwszej chwili myślał, że znajduje się w rodzinnym domu – sufit zdobiły takie same dębowe belki, a od kominka biło przyjemne ciepło. Dopiero po chwili przypomniał sobie, że domu już nie ma.

  Zaniepokojony rozejrzał się ukradkiem na boki w poszukiwaniu Cyby. Dostrzegł zamknięte drzwi i blask płomieni tańczących w palenisku. Po prawej słyszał bębnienie okiennic atakowanych przez wiatr. Pod zaciemniony oknem dostrzegł metalowy wózek z szufladami, obok znajdowała się porcelanowa umywalka. Poza tym pokój był pusty.

  Pragnienie paliło gardło chłopca. Chciał oblizać wargi, lecz czuł, jakby zamiast języka miał w buzi kołek. Zawroty głowy zelżały, lecz wciąż musiał się wysilać, żeby pokój nie wirował. Chciał usiąść lecz nie pozwoliły mu na to grube, skórzane pasy, którymi przypięty był do łóżka. Panika przejęła kontrolę, zaczął krzyczeć i szarpać się niczym zwierzę złapane w sidła. Wtedy drzwi otworzyły się z hukiem. Do pokoju wpadł niski mężczyzna w białym fartuchu. Staruszek pochylił się nad Andrejem i chwilę obserwował go wąskimi oczami, ukrytymi za grubymi szkłami. Chłopiec przestał krzyczeć.

  — Kim jesteś? — wychrypiał.

  Staruszek podreptał do wózka pod oknem, przeszukał górną szufladę, po czym wrócił ze strzykawką.

  — Nie dotykaj mnie! — Andro chciał zabrzmieć groźnie, lecz z jego ust wydobyły się błagalne jęki.

  Nie poczuł ukłucia. Dopiero lekkie pieczenie zdradziło rozprzestrzeniający się środek. Wystarczyły trzy uderzenia serca, żeby czerń zasnuła wzrok chłopca. Odpłynął w niebyt.

 

 

  7

 

  Obudził go atak mrówek. Tuż nad lewym łokciem grasowało tysiące insektów odgryzających ciało. Bał się otworzyć oczy.

  Zacisnął mocno zęby, walcząc z nieprzyjemnym uczuciem. Najchętniej wydrapałby wszystkie mrówki, lecz pasy wciąż uniemożliwiały ruch.

  Po chwili umysł Andreja zalała oślepiająca fala bólu, która zmyła wszystko. Chłopiec ponownie stracił przytomność.

 

 

  6

 

  — To nie twoja wina — powtarzała uspokajająco mama.

  — Przeze mnie straciłaś czas.

  — I tak byłoby za późno.

  Nigdy nie uwierzył w jej zapewnienia. Nigdy też nie pozwolił, żeby Cyba wyszedł na lód.

 

  — Jeszcze tylko tu podłączyć, tam nasmarować... — głos dobiegał z bardzo daleka.

  — Co się dzieje? — chciał zapytać, lecz lepka czerń wypełniła całe jego gardło.

  — Tak, będzie zdecydowanie lepsza. Zamarznięta kupa mięcha może posmakuje psom, młodemu mężczyźnie na nic by się nie zdała.

 

  — Puściłeś mnie.

  — Cyba? Gdzie jesteś braciszku? — Nic nie widział, nie był też pewien skąd dochodzi głos brata.

  — To wszystko przez ciebie. Żyłbym, gdybyś mnie prowadził. Żyłbym, gdybyś nie uparł się, że nie możemy zostać w domu.

  — W domu nie było już jedzenia.

  Ciemność ponownie pochłonęła pozostałe zmysły.

 

 

  5

 

  Kolejnemu przebudzeniu Andreja towarzyszyło tępe pulsowanie pod czaszką, mrowienie nad łokciem i nieustające nudności.

  W pokoju panował lekki półmrok. Przywitał go z ulgą, już i tak zmęczone zmysły nie zniosłyby ostrego światła. Powoli obrócił głowę na bok. Tam, gdzie atakowały mrówki, zobaczył brudne bandaże. Poniżej zaczynało się drewno, metalowe zębatki, tłoki i przewody przytwierdzone do żywej części ramienia.

  Krzyk uwiązł w gardle. Czoło chłopca zrosił perlisty pot, serce pognało galopem. Odwrócił wzrok i skupił się na liczeniu od stu w tył. Po śmierci Noi miał problemy z zasypianiem, więc mama nauczyła go tej sztuczki.

 

 

  4

 

  Kiedy wystarczająco się uspokoił, ponownie spojrzał na protezę. Wcześniej nie zwrócił uwagi, że krępujący ją pas znajduje się powyżej bandaży. Wiedział, że nie dosięgnie do żadnego z pozostałych pasów, mimo to spróbował poruszyć nową ręką. Zaskoczyło go, z jaką łatwością zmusił ją do uniesienia się. Gdyby nie ogłupiające swędzenie, mógłby przysiąc, że nie stracił kończyny, a proteza jest tylko niesmacznym żartem.

  — Widzę, że przyzwyczajasz się do nowej dłoni. — Andro zaaferowany sytuacją nie zauważył staruszka stojącego przy kominku.

  — Co mi zrobiłeś? — zapytał z wyrzutem.

  — Musiałem amputować twoją rękę, zamarzła całkowicie. Czemu zdjąłeś rękawiczkę?

  — Oddałem ją bratu, po tym jak zgubił swoją.

  — Przykro mi z powodu twojego brata. — Staruszek odwrócił się na chwilę w kierunku płomieni, dając chłopcu czas na przyswojenie wiadomości.

  Andrej nie pozwolił łzom płynąć. Wzrok wbił w sufit, oddychał głęboko i liczył. Do dziesięciu, potem dwudziestu, a w końcu do pięćdziesięciu. Dopiero wtedy był pewien, że głos nie będzie mu drżał.

  — Rozwiąż mnie, proszę.

  — Nie mogę.

  — Dlaczego?

  — Jeszcze z tobą nie skończyłem. Byłeś zbyt słaby, ale wygląda na to, że mogę już wrócić do pracy. — Paskudny uśmiech wykrzywił pomarszczoną twarz, ukazując zgniłe zęby.

  Starzec podszedł do umywalki, dokładnie wyszorował ręce aż do łokci, po czym osuszył je i założył gumowe rękawiczki. Z dolnej szuflady wyjął ręczną piłę.

 

 

  3

 

  — Nie zbliżaj się do mnie! — krzyczał przerażony.

  — To dla twojego dobra. Będziesz lepszy niż kiedykolwiek śniłeś.

  Andrej próbował szamotać się, lecz pasy skutecznie uniemożliwiały wszelki ruch. Kiedy staruszek stanął przy łóżku, chłopiec postanowił uderzyć go protezą, lecz ten zwinnie odpiął przewody od ramienia i kończyna opadła bezwładnie. Następnie z zaskakującą siła złapał prawe udo pacjenta i zaczął ciąć. Początkowo Andro poczuł jedynie pękającą skórę i pieczenie, lecz po chwili ból nasilił się i wbił szpilą w umysł. Poczuł, że ponownie zapada w lepką ciemność, wtedy usłyszał suche trzaski towarzyszące piłowaniu kości. Zwymiotował, zanim stracił przytomność.

 

 

  2

 

  Nie wiedział ile czasu upłynęło, odkąd wraz z Cybą wyruszyli z rodzinnej wioski. Nie wiedział też jak długo tkwił przytwierdzony do łóżka. Dni Andreja wypełnione były bólem, swędzeniem nie do wytrzymania i ciemnością. Kiedy był pewien, że jest w domu sam, szamotał się na łóżku. Liczył, że w końcu uda mu się wyrwać pasy i uciec.

  Polubił uczucie niebytu, kiedy nic nie bolało, nie docierały do niego dźwięki wiatru, palonych szczap drewna, ani piłowania. Cieszył się, że nie czuje zapachu gnijącego mięsa dolatującego z rany na lewej nodze, która nie chciała się goić. Znikał też głód, który odczuwał bez przerwy, nawet po skromnych posiłkach, którymi raczył go gospodarz.

  Poza ręką doktorek wymienił mu obie nogi, wszczepił implant ślimakowy i zainstalował procesor mowy, dzięki któremu zaczął słyszeć psy ujadające na dworze, gdakanie kur, a w nocy podkradające się lisy. Często łowił też strzępki rozmów, czy raczej monologów. Jedyny głos, który rozbrzmiewał w domu, należał do doktora. Na tej podstawie Andro wywnioskował, że starzec gada sam ze sobą.

 

  — Gotów, mój drogi? — Widocznie podekscytowany mężczyzna zacierał ręce. — Z nowym kręgosłupem będziesz nie do zdarcia.

  Andrej wątpił, żeby w ogóle udało mu się przeżyć kolejną operację, nie mówiąc o korzystaniu z „ulepszeń”. „Teraz, albo nigdy” – pomyślał. Starzec był już przy jego łóżku.

 

 

  1

 

  Naprężył całe ciało i zaczął kopać bez opamiętania. Naderwane pasy puściły z głośnym trzaskiem. Zaskoczony staruszek zamarł w miejscu. Jego oczka rozszerzyły się do nienaturalnych rozmiarów, kiedy chłopcu udało się wyswobodzić mechaniczną rękę.

  Andro szybko odpiął pas krępujący prawą dłoń, po czym rzucił się w kierunku doktorka. Ten nie zdążył nawet pomyśleć o ucieczce, kiedy metalowe palce zacisnęły się z niebywałą siłą na jego krtani. Bezskutecznie walczył o oddech, aż w końcu zwiotczał całkowicie. Chłopiec rozluźnił uścisk. Bezwładne ciało upadło z łoskotem na podłogę, zaś ciężko oddychający Andrej opadł z powrotem na przepocone poduszki.

 

  Z trudem wyrwał się mackom ciemności.

  — Przede wszystkim muszę znaleźć jedzenie — wyszeptał pod nosem. — Co robić dalej będę się martwił z pełnym żołądkiem.

  Dźwignął się z poduszek. Stopy opuścił na podłogę, odepchnął się od łóżka, żeby wstać i upadł obok oprawcy. Mimo że protezy działały bez zarzutu, nie miał okazji nauczyć się z nich korzystać. Samo ciało było też zbyt słabe, żeby utrzymać się w pionie.

  Powoli doczołgał się do drzwi. Otworzyły się z cichym skrzypnięciem.

Liczba ocen: 3
71%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~pkropka
Kategoria: trening-wyobrazni

Liczba wejść: 1

Opis:
Dodano: 2020-07-12 11:21:35
Komentarze.
Witamy nowy tekst!
Odpowiedz
~pkropka 26 d.
TreningWyobrazni Witam
Odpowiedz
~oko 26 d.
ciekawy pomysł. wątpliwość budzi jedno - skoro kręgosłup wymagał wymiany, to przed zabiegiem chyba trudno wykonywać skomplikowane manewry związane z duszeniem i spacerami. najwyraźniej adrenalina potrafi to, czego ciało nie. i Cyba zniknął tak niespodziewanie. gdyby doktorek zamiast "naprawiać kręgosłup Andrejowi powiedział coś na temat defragmentacji Cyby, reakcja Andreja byłaby o wiele wiarygodniejsza.

Odpowiedz
~pkropka 26 d.
oko pytanie czy kręgosłup wymagał wymiany
Pomysł z defragmentacją Cyby fajny, ale na takie zmiany już za późno.
Odpowiedz
~oko 26 d.
pkropka
nie wiem - nie jestem lekarzem.
Odpowiedz
~Adelajda 26 d.
"Mimo szybkiemu udzieleniu pomocy, Noi nie przeżył." - zapisałabym :Mimo szybko udzielonej pomocy", ale to tylko tak pod rozwagę

"Chciał usiąść lecz nie pozwoliły ma na to grube, skórzane pasy, którymi przypięty był do łóżka." - mu

Zimowa sceneria nadała temu opowiadaniu jakąś magię. Dobrze, lekko i przyjemnie się czytało. Bardzo mi się podoba. Nie rozumiem tylko dlaczego tak nerwowo zareagował na doktorka, może miał niecne zamiary, ale jakoś próbował mu pomóc, ale ja jako czytelnik mogę tylko sobie o.

Pozdrówki
Odpowiedz
~pkropka 26 d.
Adelajda poprawki wprowadzone, dziękuję
Aż mam wątpliwości, czy może za bardzo zamotałam, że doktorek eksperymentował i poza ręką, resztę wymienił mu zupełnie niepotrzebnie... Pomyślę jeszcze.

Dzięki i też pozdrawiam
Odpowiedz
~alka666 26 d.
z wykopem
I co dalej, co dalej?
Odpowiedz
~pkropka 26 d.
alka666 nic, ewentualnie 0
Odpowiedz
~alka666 26 d.
pkropka szkoda. Ciekawe. Wciągnęło mnie.
Odpowiedz
*Canulas 26 d.
z wykopem
Mam zagwostkę czy: " — Ich już nie ma. Chciałbyś siedzieć w chacie z trupami? — Podniósł głos." - "Podniósł głos" jednak nie potraktować jako wstrącenia podialogowego i dać z małej. Nie wiem, zardzewiałem. Daję tylko pod rozwagę.

"Łupanie w głowie zaczęło przybierać na sile. Zaczęły się zawroty głowy i nudności, do tego nie czuł już ręki brata w odmrożonej dłoni." - tutaj jeszcze - sorry, że się czepaim - spróbowałbym wyeliminować jedno zaczeło. Może w myśl: Łupanie w głowie przybierało na sile. Zaczęły się zawroty głowy i nudności, do tego nie czuł już ręki brata w odmrożonej dłoni.

No dobra.
Opko baśniowe, horrorowe trochę. Połączenie Frankensteina z Pinokiem, oblade sosem zagubionego Jasia, tym razem bez Małgośki w duecie.
Podobało mi się w skali przeodstaniej najlepszej skali "podobania".

Pozdrox
Odpowiedz
~pkropka 25 d.
Canulas szczerze ci powiem, że nie wiem jak z tym "podniósł głos". Zmieniłam, jakoś niby ładniej wygląda, ale nie wiem.
Drugie to nie czepianie Dzięki za wyłapanie powtórzenia, wstrętne się przekradło.

Niby zardzewiałeś, ale komentarze dalej w formie Dzięki wielkie, doceniam przedostatnią, choć lepiej celować w środek.
Pozdrawiam też
Odpowiedz
~hens 24 d.
Fajna sekwencja scen, która rzeczywiści buduje odliczanie.
Odpowiedz
~pkropka 22 d.
hens Dzięki
Odpowiedz
~Agnieszka 23 d.
z wykopem
Hej,

Zaczynam seans czytelniczy:

"Drobne igiełki kujące w twarz," - chyba "kłujące"

A poza tym, no sztos! Mega pomysł, wykonanie, kurcze, przeczytałam z zapartym tchem. Wryłaś się tym opkiem w jakieś głębiny mojej psychiki na maksa

Doceniam też staranność w doborze słownictwa.
Występuje tu kilka mało istotnych powtórzeń, ale nie zaburzają znacząco odbioru.
Fajne, dopracowane opowiadanie
Pozdrowionka



Odpowiedz
~pkropka 22 d.
Agnieszka przysięgam, że chciałam napisać kłujące i program mi to podkreślił. Jak odpalę komputer, to aż sprawdzę
Niepotrzebnie mu zaufałam, trzeba było pytać google

Dziękuję, bardzo się cieszę
Odpowiedz
~JamCi 23 d.
Kształt nadgarstku - nadgarstka
Drobne igiełki kujące - kłujące
pod pazuchą - za pazuchą
Reszta potem


Odpowiedz
~pkropka 22 d.
JamCi łooo... Poprawię babolki. Aż wstyd
Dziękuję
Odpowiedz
~JamCi 22 d.
Bardzo dobre opko. Trochę błedów masz, ale to kosmetyka. Jest klimat, jest horror, są emocje.
Odpowiedz
^Halmar 22 d.
Przerażające... Choć bardziej byłoby, gdyby El Dottore nie był staruszkiem. Ale może to i lepiej... Naprawdę mocna rzecz.
Odpowiedz
~pkropka 21 d.
Halmar dziękuję
Jakoś sam chciał być staruszkiem
Odpowiedz
~Alchemik 22 d.
Niesamowite.
Ale musiałbym opowiedzieć Tobie, co przeżywałem w śpiączce po obcięciu mi nogi przez pociąg.
Były też mrówki. Na suficie. Metaliczne, a ja wyobrażałem sobie, że to takie większe nanity, które umożliwiały mi pisanie esemesów na ścianie i kontakt ze światem zewnętrznym, gdy ja spoczywałem w śpiączce.
Niesamowite, bo poza treścią porusza głębię moich uczuć na OIOMIE, po amputacji.
Kiedyś napiszę w końcu to opowiadanie o sobie po śmierci klinicznej i śpiączce., ale to wciąż zbyt bolesne dla mnie.
Odpowiedz
~pkropka 21 d.
Alchemik Napisz, myślę że warto pisać to, co boimy się przelać na papier. Kto wie, może da to też ujście uczuciom, które cię trawią?
Dziękuję że wizytę
Odpowiedz
~Alchemik 22 d.
No tak, właściwie tylko Halmar wie, że zamiast lewego podudzia mam protezę. Cholernie niewygodną.
Odpowiedz

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin