Diabelskie igraszki Ćma
Praca Wyróżniona

TW#12 Mantra

 TW#12 Mantra

 

 Bohater – człowiek, który siedzi na drzewie i nie chce zejść

 Zdarzenie – Tylko jeden przeżyje

 Efekt: Zjadłem 23 ketonale i umiem czytać w myślach. Opisać spostrzeżenia.

 

 

 Dwadzieścia trzy ketonale… A może było ich trzydzieści dwa? Wszystko mi się miesza w głowie. Chaos. Gdzieś na peryferiach pojmowania brzęczy telefon.

 

 - Udław się! – warczę w nieokreślonym kierunku – Piątek jest. Popołudnie. Nie będziesz mi zawracał…

 

  Sam nie wiem skąd, ale miałem przekonanie sięgające pewności, że to telefon służbowy i znowu ktoś chce mnie wyciągnąć z domu, i zepsuć weekend jakimś oszołomem, który siedzi na gruszy, i żre owoce jak maszyna… Jak larwa jakaś, robal, bo maszyny, to chyba nie jedzą gruszek. Niepokojąca myśl. Nie zamierzałem pozwolić, żeby ktokolwiek zepsuł mi weekend. No i te tabletki. Dwadzieścia trzy, czy trzydzieści dwa? Czeski błąd, ale głowa aż huczy od natłoku wrażeń. Próbuję zogniskować wzrok i sięgnąć nim czegokolwiek, jednak jako pierwszy zaczyna działać słuch.

 

 Słuch? Nie jestem pewien, bo nigdy dotąd nie zdarzało się, żebym słyszał głosy. Pewnie lek spowodował jakieś omamy. Z premedytacją zamykam oczy i skupiam się na treści dobiegającej z mieszkania piętro niżej. Podsłuchuję i nie zamierzam się wstydzić. Próbuję zorientować się, jak daleko sięgam zmysłami. Gówniarz. Poznaję go po głosie. Nadstawiam ucha z nieżyczliwą ciekawością…

 

 - Śmieją się. Wszystkie chłopaki w klasie już widzieli. Tylko ja nie… A może… Może pójdę do mamy? Wsunę się pod kołdrę i będę udawał, że bardzo chcę się przytulić. A potem schowam się cały pod spód i wciąż udając zajrzę jej pod nocną koszulę. Dlaczego nie mam siostry? Z nią byłoby łatwiej… Z mamą będzie trudniej, ale może się uda… Tylko co powiem w szkole? Że mamę podglądałem? Znowu będą się śmiać. Wiem! Powiem, że zaprosiła mnie do siebie Magda, studentka germanistyki i... Mama ma na imię Magda i skończyła studia już dawno, ale tego przecież nie trzeba im mówić. Takie drobne kłamstewko. Chyba ksiądz da mi rozgrzeszenie. Ja… muszę zobaczyć, jak naprawdę wyglądają dziewczyny…

 

 - Ohyda! – pomyślałem i wolałem nawet myślami odsunąć się od gówniarza. - Niech sobie kombinuje z matką, co zechce, ale beze mnie. Nie zamierzam brać w tym udziału.

 

 Przesunąłem środek ciężkości zainteresowania gdzieś niżej. Może nawet o trzy piętra. Zewsząd słyszałem głosy. Teraz, kiedy już wiedziałem jak, mogłem je wyplątać z szumu i przesłuchać selektywnie, jakbym dostrajał się do konkretnej częstotliwości. Tym razem kobieta. Może będzie łatwiej. To chyba ta, z krótkimi włosami w mysim kolorze, co zawsze chodzi, jakby była naćpana. Ale chyba nie ćpa, bo ma dzieciaka, który jeszcze pierwszej świeczki na torcie nie dmuchał.

 

 - Spać… Boże, jak bardzo chce mi się spać. Gdybym wiedziała… Co za potwór! Nie daje ani chwili odpocząć, budzi się co dwie godziny i drze mordę bez końca. Nie mam już sił nawet płakać. Snuję się i tylko patrzeć, kiedy się przewrócę. Gdybym mogła odwrócić bieg zdarzeń, wyrzekłabym się seksu do końca świata, żeby nie przechodzić tej męczarni. Jeśli jest piekło na ziemi, to właśnie tkwię w nim po uszy! Po uszy w gównie i wrzasku… Spać… Jedną, cholerną noc…

 

 Uciekłem. Wycofałem się, czując na skórze krople potu. Niesmak i współczucie. Ale zrozumiałem, czemu tak wygląda. Po dwóch godzinach spania nawet cyborg oszalałby, a co dopiero drobna babeczka. Einstein, żeby działać, potrzebował cztery i pół godziny snu. Kiedy skracał ten czas do czterech, o genialnych pomysłach musiał zapomnieć, bo organizm dopominał się odpoczynku.

 

 - Do kogo ona gadała? – zaintrygowany, wróciłem słuchem do pomieszczenia, ale w nim mieszkały tylko mleczno-gówniane sny niemowlaka pokrojone na cieniutkie plasterki nieartykułowanym wrzaskiem i modlitwy kobiety o nagłą śmierć. Jej, albo szczeniaka.

 

 Nie było tam nikogo więcej, może papużki faliste w klatce, ale te spały i raczej nieskore były do rozmów. Więc jak się to stało, że słyszę kobietę? Powoli oswajałem się z myślą, że odbieram nie tyle głosy, co myśli. Ależ haj! Dwadzieścia trzy ketonale i taki odlot! A może to były trzydzieści dwa? Puste opakowanie turla się wesoło gdzieś pod nogami. Telefon wreszcie umilkł. Dobrze. Bardzo dobrze. Nie zamierzałem wychodzić z domu i przekonywać jakiegoś wariata, że powinien wrócić na łono społeczeństwa, zamiast uprawiać ekstrawagancje. Na gruszy? To jakiś kretyn. I ja miałbym z takim gadać? W piątkowy wieczór? Żeby szlag trafił mój haj i tabletki? Nic z tego! Uśmiecham się do wariatów niemal każdego dnia. Przemawiam miękkim, świętojebliwym głosem, a oni mają mnie w dupach. Gadam i gadam, aż czasem zapominam się, że są na świecie normalni, z którymi można porozmawiać bez stresu i gugania, jak do osesków.

 

 - Na ryby – przedarł się do świadomości kolejny głos – niech idzie na ryby. Choćby na tydzień, z tym degeneratem Zenkiem. Niech jadą i niech ich zeżrą komary. Byle pojechali. Tydzień… Marzenie. Niech pojadą choć na dwie noce. Dwie noce z Konstantym, to więcej, niż rok z moim. Coś wymyślę. On przecież bez ryb miesiąca nie wysiedzi, ale teraz, jak po złości siedzi i pilnuje chałupy. Domator się znalazł. Trzeba mu pomóc podjąć decyzję. Niech jedzie i nie wraca zbyt szybko. Póki Konstanty ma jeszcze parę dni urlopu.

 

 Dzwonek do drzwi niemal zwala mnie z nóg. Wiedziałem. Ruda spod szesnastki przyprawia rogi sąsiadowi. I to z kim? Z Konstantym! Znam drania, mieszka blok dalej. I nie przepuści żadnej, a ta... Ech, co takiego ma w sobie Konstanty, że wszystkie baby lecą jak ćmy do latarni? Zatoczyłem się i poniosło mnie do przedpokoju. Ktoś dobijał się miarowo, jakby rąbał drzwi młotem pneumatycznym.

 

 - Otwórz Stefan! – usłyszałem – Wiemy, że tam jesteś. Musisz nam pomóc. Sprawa poważna, a nikt poza tobą nie da rady. Bądź człowiek i pojedź z nami, bo facet zepsuje nam weekend do cna!

 

 Wiedziałem, że nie odpuszczą szuje. Będą tarabanić, aż wyjdę. I szlag trafi dwadzieścia trzy ketonale… Diabli ich zesłali. I tego gnojka, co siedzi na gruszy. Wzruszyłem ramionami, bo absurd powalił mnie i straciłem w sobie argumenty przeciw. Wszystko to zdało się być jakąś farsą, groteskowym, przerysowanym grubo hajem. Może tak miało być? Może dzisiejszy kop miał mnie poprowadzić nowymi, dotąd niezwiedzanymi ścieżkami? Dwadzieścia trzy, czy trzydzieści dwa? Otworzyłem i zawisłem na klamce.

 

 - Świniopas. Bydlę – usłyszałem w głowie – I takiego lewusa musimy prosić o wsparcie. Chętnie do dupy nakopałbym zasrańcowi. Wygląda jak szmata, którą ktoś wypolerował do czysta pluton wojska wracający z nocnej awantury. Zachlany po same uszy. Albo naćpany. Szkoda gadać, szykuje się nam niezła nocka. Ależ trafiła się zmiana. Żeby tylko z tym gnojkiem nie było dodatkowych kłopotów.

 

 - Kapitan prosił, żeby pan podjechał i porozmawiał – oficjalny głos dochodził spomiędzy państwowych zębów i ociekał fałszywą słodyczą, niczym miody za komuny. – Proszę się ubrać, po drodze opowiemy wszystko, a jak dobrze pójdzie, to dokończy pan wieczór w domu, bo niedaleko stąd na miejsce zdarzenia.

 

 Skąd ja wiedziałem o gruszy i gościu na niej? Czyżby wystarczył mi dźwięk telefonu, żeby dotrzeć do myśli tego fałszywego skurczybyka? Oj, pogmerałbym mu we łbie, gdyby nie fakt, że tabletki rozkołysały mnie wewnętrznie i byłem teraz ciepło i przyjaźnie nastawiony do całego świata. Schodząc po schodach powiedziałem nawet: dobry wieczór - rudej spod szesnastki. Dziwka! Ale, rasowa i trzyma fason. Może warto spróbować wykopać Konstantego z jej łóżka? Na razie szedłem między dwoma funkcjonariuszami w cywilnych ubraniach i im spieszyło się bardziej, niż się przyznawali. Ten drugi gotów był mnie nawet zanieść, żeby szybciej skończyć. On też umówił się na wieczorne cudzołóstwo i nie w smak mu całkiem ta dzisiejsza afera. Uśmiech miałem coraz większy. Trzydzieści dwa… a może dwadzieścia trzy ketonale zrobiły grę. Na cały piątkowy wieczór. Kto wie, czy nie na weekend.

 

 Na miejscu byli nawet strażacy. Gość siedział na gruszy i bez gorączki, metodycznie żarł gruszki. Strażacy potrafią ściągnąć z drzewa kotka, który się zawieruszy starszej pani, ale z gościem mieli kłopot większy, bo człowiek nie współpracował, a nawet wręcz przeciwnie. Obrzucał gruszkami, kopał, strącał ochotników z drabiny, aż dali spokój. Teraz siedzieli i mruczeli te swoje strażackie przekleństwa. Gość mi zaimponował. Wygrał z zastępem zbrojnym i zdeterminowanym. Teraz moja kolej. Czas wkroczyć do akcji.

 

 - Stefan – kapitan przeszedł od razu do konkretów – gość siedzi na drzewie i nie chce zejść. Szarpiemy się z nim już pięć godzin. Coś bełkocze, ale ciężko zrozumieć, a wszelkie próby zdjęcia go z drzewa kończą się kontuzjami strażaków. Wezwali nas i musimy gościa zdjąć, albo stać tu i czekać, aż sam dojrzeje i spadnie. A byłem umówiony na brydża z sędziną i prokuratorem, więc sam rozumiesz. Trzeba działać. I to szybko. Wymyśl coś, strąć go, cokolwiek! Zapakujemy go w kaftan i do domu, bo wódeczka się grzeje! Jak się wyrobisz do dwudziestej trzeciej, to stawiam Jasia Wędrowniczka w bardzo ciemnej wersji.

 

 - Dwadzieścia trzy, dwadzieścia trzy… - szumiało w głowie echami, jakby liczba obijała się o wnętrze czaszki i nawracała kolejnymi echami – Dwadzieścia trzy kapsułki, które mieszkają właśnie we mnie i sprawiają, że słyszę kapitańskie przekleństwa i krzywo tłumioną wściekłość na świat, gościa i na mnie. Żaden Johnnie Walker nigdy ich nie dogoni. Nie ma takiego koloru, który dałby radę. A może to były trzydzieści dwie tabletki?

 

 Podszedłem do drzewa. Ostrożnie. Pamiętałem, że strażaków spotkała powitalna salwa z ogryzków. Wolałem nie narażać własnego jestestwa na kontakt z owocami ciskanymi z pasją przez szaleńca. Na gruszy? Babcia na jabłoni była mu inspiracją, czy jaka inna cholera? Niezły świr.

 

 - Jesteś Mesjaszem? – usłyszałem w głowie głos. Schrypnięty nie wiedzieć czemu.

 

 - Tak! – zaczepnie odpowiedziałem uśmiechając się. A co! Niech wie, że łatwo nie będzie. Skubaniec czytał mi w myślach. Może też zeżarł fiolkę tabletek?

 

 - Wreszcie ktoś sensowny, bo z tamtymi debilami ciężko się gada. Nic nie rozumieją. Ty zrozumiesz. Kiedy?

 

 - Co kiedy? – zaskoczył mnie szybkością, z jaką nawiązał kontakt i przeszedł do konkretów. Musiałem się pilnować, żeby mnie nie zdemaskował.

 

 - Kiedy potop, to chyba oczywiste pytanie – szczęśliwie gość nie był złośliwy, tylko niecierpliwość pchała go do wiedzy.

 

 - Jeszcze nie wiem – mruknąłem wymijająco, żeby zyskać na czasie i oswoić się z myślą, że dziś będę uprawiał grządkę Boga – A co? Sraczki dostałeś już od owoców? Sraj śmiało, do góry nie poleci.

 

 Trafiłem! Tu go bolało. Wyraźnie skrzywił się. Nie tylko mentalnie. Na pysk wyszły mu bruzdy jak u shar peia. To dlatego był rozkojarzony i nie gmerał w mojej głowie równie zaciekle, jak ja w jego. Ciekawe, czym się raczył, zanim usiadł na gałęzi. Trzeba się temu przyjrzeć, bo może na następny weekend spróbowałbym tego specyfiku? Trzydzieści dwa ketonale…

 

 - Ketonal? – prychnął gość – Myślałem, że Mesjasz nie musi się wspierać farmakologicznie. Ależ degrengolada. Nawet w niebie ćpuny?

 

 Uraził mnie. Momentalnie mnie szlag jasny trafił. Teraz naprawdę poczułem się Mesjaszem. Zupełnie bez udziału świadomości schyliłem się, podniosłem jakiś kamień i cisnąłem. Celnie! Rękę szaleńców zawsze los poprowadzi. Trafiłem, a gość jeszcze kończył myśli obelżywe, kiedy pikował ku ziemi.

 

 - Dobry jesteś Stefan! – kapitan sapał z zachwytem, kiedy jego przydupasy pakowały już gościa w kaftan – Nie spodziewałem się, że tak szybko się uwiniesz. Masz u mnie flaszkę!

 

 Wzruszyłem ramionami. Gość w pozycji horyzontalnej przemierzał właśnie szlak w stronę karetki. Będzie miał zapewniony apartament na koszt państwa na długo. Dłużej, niż będzie schodził siniak z czoła, które dopiero teraz ocknęło się z zaskoczenia i rozpoczęło barwić skórę.

 

 - Tylko jeden… – dobiegł mnie jeszcze głos skrępowanego – Tylko jeden przeżyje. Potop będzie. Musi być. I to lada chwila. Gniew Boga będzie straszny. Wiem, rozmawialiśmy. Głupcze! Przez ciebie umrę. Utonę. Każdy utonie… Tylko jeden…

 

 Karetka wesoło mrugając światłami oddalała się, strażacy pakowali sprzęt, niebieska gwardia fetowała sukces i równie szybko oddalali się w stronę komisariatów, żeby spisać tony raportów i wniosków o nagrody za sprawność i tempo akcji. Pod gruszą zrobiło się cicho.

 

 - Dwadzieścia trzy ketonale – mruczałem jak mantrę – a może trzydzieści dwa?

 

 Nie wiedząc co robię, zwinnie jak małpa wspiąłem się na drzewo. Udawałem, że to z ciekawości, że chcę sprawdzić, co czuł ten czubek, kiedy siedział na gałęzi i terroryzował otoczenie swoją toksyczną obecnością i ostrzałem z niedojedzonych owoców. Ostatnie samochody rozjeżdżały się już i powoli zapadał zmierzch.

 

 - Noc, to najlepszy czas na potop. Panika, skuteczność i potępieńcze jęki – Gałąź uwierała mnie w tyłek. Powinienem zejść, jednak coś mnie trzymało w miejscu – Nie wiem, czym się naszprycował, ale, skoro rozmawiał z Bogiem, to chyba wie? Może lepiej poczekać? Zostać tu, w bezpiecznym miejscu i przeczekać nawałnicę? Wielką Wodę?

 

 Sięgnąłem po owoc i ugryzłem. Smaczny. Jutro będzie całkiem dojrzały, ale już dziś smakuje jak ambrozja. Boski pokarm. Rozsiadłem się. Głodem mnie nie wezmą. Grusza obrodziła, a mój poprzednik za wiele nie zdążył zjeść.

 

 - Głupcy! – pomyślałem ze złośliwą satysfakcją – Nie mają pojęcia, co ich czeka! A ja, bezpiecznie, posiedzę na gruszy i przeżyję. Dwadzieścia trzy… Dzięki ci Boże… A może to były trzydzieści dwa…? Tylko jeden…

 

Liczba ocen: 3
75%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~oko
Kategoria: trening-wyobrazni

Liczba wejść: 36

Opis:

Dodano: 2020-07-15 06:41:33
Komentarze.
~alka666 2 m.
z wykopem

Dowcipnie!
Odpowiedz
~oko 2 m.
alka666
ale na temat.
Odpowiedz
~alka666 2 m.
oko jak najbardziej!

Odpowiedz
~oko 2 m.
alka666
z ulgą oddycham. pisałem wczoraj około 22.00 i kończyłem dzisiaj około szóstej rano. coś mogło umknąć.
Odpowiedz
~alka666 2 m.
oko oj, zarwana nocka? Jak żyjesz?
Odpowiedz
~oko 2 m.
alka666
absolutnie nie - przerwałem i dokończyłem rano.
w poniedziałek poukładałem w głowie fabułę i teksty, a potem, to już tylko pisałem. i mogłem przerwać w dowolnym momencie.
Odpowiedz
~alka666 2 m.
oko gdyby nie obóz pracy, pisałbym tylko nocami
Odpowiedz
~oko 2 m.
alka666
ja bardzo lubię pisać rano. bardzo wcześnie- szósta-siódma. w nocy wolę spać.
Odpowiedz
Witamy nowy tekst TW
Odpowiedz
Przypominamy o wklejeniu linku w odpowiednie miejsce
Odpowiedz
~oko 2 m.
TreningWyobrazni
zaginął? wklejałem...
Odpowiedz
Odpowiedz
~oko 2 m.
TreningWyobrazni
super. już się poprawiłem i jest gdzie trzeba
Odpowiedz
!sensol 2 m.
ale jazda! niezwykły haj. dobrze zakręciłes bohaterem i akcją. Podobała mi się prostota z jaką rozwiązał problem gościa na drzewie i to ,ze problem tylko pozornie się rozwiązał, bo przeciez na wierzbie nadal ktoś siedział i gruszki pochłaniał...

A byłem umówiony na brydża (z) sędziną i prokuratorem, więc sam rozumiesz.

dobre robota. zdravia
Odpowiedz
~oko 2 m.
sensol
za flaszkę nie takie problemy się rozwiązywało...
dzięki za dobre słowo.
Odpowiedz
~hens 2 m.
z wykopem
Super! Dośc ciekawy zestaw.... i jeszcze ciekawszy tekst.
Odpowiedz
~oko 2 m.
hens
jakoś trzeba zagospodarować przydział. radzę, jak potrafię. dzięki za zauważenie (powtarzam za Kłapouchym, który miał może filozoficzne podejście do życia, ale uwagi rzucał celne, jeśli już w ogóle gadał).
przydział podobał mi się od początku, a efekt nadał kolorów i praktycznie spowodował, że treść jest taka, a nie inna. trzeba było wykorzystać to, co daje nadzwyczajna umiejętność pod wpływem wspomagaczy.
Odpowiedz
~hens 2 m.
oko Dlatego nazywa się to Trening Wyobraźni. Stosunkowo ławo jest pisać na "swoje tematy", ale pisać coś sensownego do mało sensownego zestawu - tu wymagana jest wyobraźnia!
Odpowiedz
~oko 2 m.
hens
bawiłem się w coś podobnego poza siecią - nazywałem to "opowiadanie za słowo" - ktoś dawał słowo, które rozbudowywałem do opowiadania na trzy strony. dodatkowym utrudnieniem było, ze miałem zakaz poprawiania tekstu i szlifowania. nawet literówek nie wolno było zmienić. dopiero po wszystkim można było działać na tej surowiźnie. znakomita zabawa - napisałem tak ze 150 opowiadań. w TW uwielbiam tę niepewność i rozpiętość możliwości. i trafiają się. hurrra!
Odpowiedz
~hens 2 m.
oko Super. 150 opowiadań!!?? Nieźle. Ja wszystkich łącznie mam 15.
Odpowiedz
~oko 2 m.
hens
wiem, że zabrzmi niezbyt skromnie, ale 150 napisałem jako zadanie domowe, korzystając z jednego słowa. w blogu mam ich (może niedopracowanych) sześćset. a wszystkich razem tysiąc.

Odpowiedz
!sensol 2 m.
Alieksij Stachanow 1500% normy
Odpowiedz
~oko 2 m.
sensol
naprawdę piszę, bo lubię. i porzucam napisane, bo co miałbym z nimi robić? szczęściem jest blog i można je tam zostawiać, to jakiś czas pożyją.
Odpowiedz
!sensol 2 m.
oko ale 1000 to BARDZO dużo. chyba nie znam nikogo, znanego, czy nieznanego, kto by tyle napisał. wychodzi jedno opowiadanie na dzień przez trzy lata prawie, no więc czadzik jednak!
Odpowiedz
~oko 2 m.
sensol
blog prowadziłem od 2002 roku.
różnie bywało, ale w szczycie potrafiłem napisać pięć kawałków w jeden dzień. oby co dziesiąte miało wartość., wtedy dorobek byłby niewąski. niemniej jednak czegoś (może) się nauczyłem.
Odpowiedz
~Adelajda 2 m.
Ciekawie, zabawnie, szybko napisałeś Dobrze wykorzystałeś zestaw, wszystko dobrze przemyślane, poukładane I mantra ma tu fajny wydźwięk.
Odpowiedz
~oko 2 m.
Adelajda
efekt zrobił grę i podrzucił pomysł, żeby te tabletki stały się powtarzaną w nieskończoność mantrą. jak się ma nośny zestaw, to pisanie nie sprawia kłopotu.mam nadzieję, że Twój zestaw jest równie nośny.
Odpowiedz
^Halmar 1 m.
Boszszsz... Ależ popuściłeś wodzy fantazji Ekstraklasa.
Zestaw + efekt rewelacyjnie wykorzystane, w ogóle bardzo dobre pisanie.
Odpowiedz
~oko 1 m.
zestaw trafił mi się znakomity, a efekt... cóż - powtarzałem go w myślach ileś razy i w zasadzie sam zrobił grę, bo wplatał mi się co jakaś sensowniejsza myśl i życzył sobie być na wierzchu. mantra nietypowa, bo zamiast modłów dziękczynnych, wspomnienie dawki leków - kto wie, czynie śmiertelnej (z leków znam aspirynę i ze dwie witaminy).
Odpowiedz
*Ritha 1 m.
"Na miejscu byli nawet strażacy. Gość siedział na gruszy i bez gorączki, metodycznie żarł gruszki. Strażacy potrafią ściągnąć z drzewa kotka, który się zawieruszy starszej pani, ale z gościem mieli kłopot większy, bo człowiek nie współpracował, a nawet wręcz przeciwnie. Obrzucał gruszkami, kopał, strącał ochotników z drabiny, aż dali spokój. Teraz siedzieli i mruczeli te swoje strażackie przekleństwa. Gość mi zaimponował. Wygrał z zastępem zbrojnym i zdeterminowanym. Teraz moja kolej. Czas wkroczyć do akcji" hahaha, złoto

No niezła faza, rzut okiem na różne problemy przy okazji (macierzyństwo opisane dokładnie tak, jak je postrzegam - jako niekończący się koszmar, którego nie można cofnąć), urzekł mnie natomiast chłopiec chcący podglądnąć matkę, ach słodki Jezu, czego nie zrobią faceci w pewnym wieku, żeby zaimponować kolegom

"Pamiętałem, że strażaków spotkała powitalna salwa z ogryzków"
"Trafiłem, a gość jeszcze kończył myśli obelżywe, kiedy pikował ku ziemi"

Świetne opowiadanie, oko. Luźne, wesołe i szalone. Zestaw wykorzystany solidnie!
Odpowiedz
~oko 1 m.
Ritha
robiłem, co mogłem, żeby było śmiesznie. a myśli wplotłem takie więcej pomijane, choć chyba prawdą mocno podszyte. ludziska wstydzą się brudnych myśli, ale chyba każdy je ma. dzięki za dobre słowo.
Odpowiedz
*Ritha 1 m.
oko oczywiście, odarte z masek myśli, lubię, wyszło bardzo dobrze całościowo
Odpowiedz
~oko 1 m.
Ritha
cóż to byłby za czytacz w myślach, gdyby takich oczywistych myśli nie wypatrzył w tłumie myślących (ponoć)
Odpowiedz
~Agnieszka 1 m.
No, powiem Ci, żeś mnie kupił tym tekstem.
Przeczytałam na jednym oddechu.
Wszystko mi tu pasi. Absolutnie wszystko.
Świetne opowiadanie, świetnie poprowadzone. Jestem pod wrazeniem.
Pozdrowionka
Odpowiedz
~oko 1 m.
Agnieszka
kurcze - tyle dobrych słów, to tylko od rodziny... dziękuję. mile połechtany nadstawiam drugi policzek...
Odpowiedz
Fajne opowiadanie, wszystko się klei. Dobry motyw z sąsiadami z przyjemnością się czytało. Świetna abstrakcyjna końcówka.
Odpowiedz
~oko 1 m.
SylviaWyka
tylko jeden przeżyje... tak miało być...
Odpowiedz
~Anette 1 m.
Spoko tekst.
Odpowiedz
~oko 1 m.
Anette
dziękuję - też sądzę, że zachowuje się całkiem przyzwoicie.
Odpowiedz
~Aja 1 m.
Znakomite opowiadanie. Nie wiem czy po takiej ilości ketonalu ktokolwiek by przeżył, ale haj przez Ciebie opisany kusi, by wypróbować.
Jak zawsze u Ciebie świetnie napisane, z dużą wyobraźnią i cudnym finałem.
Dziękuję za dobrze wypełniony czas przy czytaniu.
Odpowiedz
~oko 1 m.
Aja
kiedy pojawia się czytelnik, opowiadanie nabiera wartości. albo ją traci bezpowrotnie. dzięki.
Odpowiedz
~marok 1 m.
z dużym wykopem
W połowie jakoś tak miałem wrażenie że nic nie zrozumiałem, cofnąłem się i zacząłem jeszcze raz i dotarło do mnie, że przeoczyłem dość sporą część tekstu. Niby po dwunastej, a ja czytam jakbym sam te 23 ketonale wziął, a może 32? Bardzo dobry tekst
Odpowiedz
~oko 1 m.
marok
spójrz w lusterko - jeśli masz oczy Twojego Avatara, to pewnie z tymi ketonalami przesadziłeś. dzięki za widzenie.
Odpowiedz

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin