Przetwory TW#12 Mantra

Diabelskie igraszki

 Anioł Stróż chyba mi blaknie. Zrobił się podejrzanie przeźroczysty i wygląda jak własny cień. To chyba jego ostatnie chwile… Czas pomyśleć o nowym. I wykorzystać obecnego do cna. Nie znoszę marnotrawstwa, więc wyssam z tego, ile fabryka dała, a dopiero później załaduję świeżego. Mam. Przezornie kupiłem zapasowego. Trzymam go w szufladzie, bo nigdy nie wiadomo, kiedy poprzedni się zużyje, a lepiej nie ryzykować życia bez ochrony.

 

 Przeglądam tę właśnie szufladę; w tym czasie Anioł dłubie w zębach i przygląda mi się raczej ponuro. Udaję, że nie widzę, chociaż on i tak WIE. I słusznie – ma wiedzieć. Wiedzieć i zapobiegać. Pomagać, ratować i leczyć. Lizać rany, żeby brzydkie blizny nie zostawały. Chronić bezgranicznie, choćby kosztem własnych piór. Nie darmo jest w końcu Stróżem. W szufladzie leżą małe, metalowe puszki z zawleczkami. Różnobarwne konserwy zabezpieczone przed przypadkowym otwarciem. W środku… mieszkają cienie.

 

 Z Aniołem było bezpiecznie. Nudno, ale bezpiecznie. Spowszedniała mi codzienność i zacząłem eksperymentować. „Głupie numery” – Anioł nazywał rzeczy po imieniu. Pchałem się pod koła, prosiłem o kłopoty w ciemnych zaułkach, usiłowałem wypić stężone toksyny – oczywiście absolutnym przypadkiem… Był. Zawsze był. I zdążył wsadzić palucha, którym teraz wierci w zębach. Działał znakomicie. Może nawet zbyt doskonałym był narzędziem, bo przecież takich szaleństw nie przeżyłby największy szczęściarz. W najlepszym razie byłby dożywotnim kaleką pozbawionym pokus i przykutym do łóżka na wieki. Anioła oskubałem z piór, a teraz, jak weteran wielu wojen liże rany liniejący, jak zwierzę sezonowo zmieniające sierść. Przed nim… ostatnia batalia. Ostatni raz zostanie bohaterem. Wyciągam puszkę z nowym Aniołem i stawiam na blacie biurka. Anioł i tak już wie… Otworzę dzisiaj puszkę… Dwie puszki. Tę drugą z nowym Aniołem Stróżem. Świeżym, mocnym i odpornym na ciosy. Z gwarancją trwałości na minimum dekadę. Ale najpierw…

 

 Co wybrać? Którą puszkę otworzyć? Mam dość nudy pod skrzydełkami Anioła. Potrzebne mi emocje. Duże! Twarde, żebym poczuł w mosznie szarpnięcie, a żołądek skulił się w kąciku pod nerkami… Rzuciłem okiem na Anioła – pobladł jeszcze bardziej. Nie. Nie mogę pozwolić sobie na nic ekstremalnego… On nie wytrwa wystarczająco długo. To musi być lżejszy kaliber. Popatrzyłem na niego z politowaniem. Odbiera mi szansę na wypróbowanie czegoś naprawdę mocnego. Zerkam na puszkę w kolorze zielonego groszku – jestem laikiem, ostra jazda jest mi obca. Nie skosztowałem nawet tych puszek dla początkujących. Demon? Wersja dla niedoświadczonych? Krótkotrwała, łatwa do anihilacji? Czas działania, w zależności od intensywności może zamknąć się w pojedynczych godzinach?

 

 Biorę! Anioł zbladł jeszcze bardziej i usiłował… Kiwał głową na „nie, absolutnie nie”, ale go zlekceważyłem. Cóż może mi powiedzieć. Wiem, że to go zabije ostatecznie i bez najmniejszej wątpliwości. Odda życie za mnie. Taki jego los. Powinien się spodziewać, że nadejdzie chwila próby ostatecznej. I właśnie dziś ona nastąpi. Mam ochotę na puszkę z Demonem. Otworzę ją, by pośród strachu obejrzeć walkę Demona z Aniołem. O mnie. Szczęściem Anioł jest z wyższej półki, więc nawet w tym stanie powinien bez kłopotów uporać się z Demonem dla amatorów. Najwyżej polegnie. A jeśli będą kłopoty, to świeżego Anioła odbezpieczę w okamgnieniu.

 

 Rzuciłem okiem na blat. Tak zrobię – otwierając puszkę z Demonem, na wszelki wypadek będę miał w ręku drugą, żeby ją odbezpieczyć, gdy tylko złe okaże się silniejsze od gasnącego Anioła, albo strach zacznie wyrywać mi serce. Sprawdziłem etykietę. Termin ważności odległy, a jakość gwarantowana. Firma, to firma. Nie fuszeruje. W środku na pewno jest egzemplarz okazowy. Komandos pośród Aniołów Stróżów. Taki ukręci kark watasze Demonów, a co dopiero jednemu. Da radę. Obroni, kiedy przyjdzie czas próby. Lepszej okazji trudno wypatrywać. Zużyję starego Anioła do końca, a później nadejdzie odsiecz! Zmiażdży lęki już wstępnie pokąsane przez tego tu… zmęczonego… Równie komfortowej próby mogę już nie mieć. Chyba nic złego stać się nie może? Wzruszyłem ramionami – a niby co ma się stać? Szarpnąłem zawleczkę; psyknęła tracąc hermetyzację…

 

 Anioł wrzasnął dość anemicznie i zdawał się być spocony. Czyżbym go przecenił? Dobrze, że puszkę z nowym trzymałem w drugiej ręce – wypuszczę Demona i rzucając puszkę uwolnię rękę, aby zerwać drugą zawleczkę. Cholera! Za długo patrzyłem na więdnącego Anioła! Z puszki wynurzyły się kosmate szpony. Błyskawicznie schwytały Anioła za gardło i skręciły mu kark. Nie zdążył nawet krzyknąć. Ja też, ale zacząłem drzeć się chwilę później, bo Demon ugryzł mnie w ręce. OBIE NARAZ! Koszmar! Puściłem wszystko, co trzymałem w rękach. Bolało. Na podłogę poleciała wpół otwarta puszka z Demonem i zamknięta szczelnie z nowym Aniołem.

 

 Demon rechotał obrzydliwie i usiłował wydostać się z puszki. Nim ta opadła na ziemię był już na zewnątrz i zdążył jeszcze chwycić puszkę z Aniołem… Demonstracyjnie wolno zaczął ją otwierać gapiąc się na mnie i rechocząc bez ustanku. Głupiec! Wpatrywałem się w puszkę z nadzieją, że nie przestanie i uwolni mojego Anioła na własną zgubę – widać, że Demon dla początkujących. Pewnie taki zaawansowany nie popełniłby samobójstwa w podobny sposób. Nie wiem, co nim kierowało, jednak zawleczka nieskończenie wolno podnosiła się, aż posłyszałem znajome psyknięcie. Odetchnąłem głośno. Dość swawoli. Ten początek był wystarczająco emocjonujący. Bałem się. Nie chciałem więcej. Chciałem się nudzić pod skrzydłami solidnego Anioła, który wie i ochroni. Demon ryczał swoją ohydną radość nadal otwierając puszkę. Zerwał wieczko zdecydowanym ruchem i rzucił na podłogę. Zabrzęczała blacha kołysząc się na parkiecie. Anioł gramolił się, jakby zastały mu się kości od długiego pobytu w puszce.

 

 Dziwne… Demon rechotał, a Anioł niespiesznie wyłaził ze środka, jak dziecko usiłujące przekroczyć parkan. Wreszcie wylazł! Miałem go skląć, że taki ślamazarny, ale on… rozprostował skrzydła machając nimi bez przekonania, a potem… powoli i niechętnie stanął za plecami… Demona…

Liczba ocen: 0
50%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~oko
Kategoria: fantastyka

Liczba wejść: 16

Opis:

żebym nie stał sie monotonny i jednobrzmiący. "inne" zostawię na następną okazję.

Dodano: 2020-07-16 07:16:35
Komentarze.
~Aja 4 m.
Piękna, plastyczna i zaskakująca opowieść.
Pomysł puszek - bardzo mi się podoba. No i jak zawsze napisane świetnie. Wprawiłeś mnie w dobry humor tym tekstem - dziękuję.
Odpowiedz
~oko 4 m.
Aja
anioł w konserwie nie brzmi szczególnie dobrze.
cieszy, że tekst tak zabrzmiał Tobie.
Odpowiedz
~Aja 4 m.
oko Anioł w konserwie to znakomity wynalazek - pomyśl, można go w torebce nosić i użyć kiedy konieczność wezwie (coś na kształt gazu pieprzowego, tylko trzeba uważać na demonicznych złodziei.
Odpowiedz
~oko 4 m.
Aja
wszystko na głowie. to ja mam pilnować Anioła Stróża? nie on mnie?
Odpowiedz
~Aja 4 m.
oko Hmmm... no on, ale przecież anioł też człowiek, więc żeby się nie pogubił trzeba mu pomóc. Wszak błądzić rzecz ludzka.
Odpowiedz
~oko 4 m.
Aja
taaaa... tylko demon wiecznie czujny. czyha na okazję i siedzi w zasadzce jak jakiś pająk.
Odpowiedz
~Aja 4 m.
oko No taka rola. Bez demonów nie byłoby aniołów.
Odpowiedz
~Pasja 4 m.
Ciekawa kombinacja z puszkami... coś z Pandory. Zakonserwowany Anioł w zbroi niczym cieć pilnuje nas. Złe i dobre Demony wyłażą z nas i chichot losu. Pozdrawiam
Odpowiedz
~oko 4 m.
Pasja
jakoś trzeba mięsko przechowywać, żeby się nie zepsuło.
Odpowiedz

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin