mgła most

TW#12 Księżycowy pies - Manta&Adelajda

 Postać: Nastolatka z nerwicą

 Zdarzenie: Walka z postaciami z własnych koszmarów

 Efekt: Dobieracie się w pary. Tekst wymaga par. Działa na Ciebie i tą osobę, która będzie wybierana po Tobie.

 

 

 

 

  Wypożyczalnia Skór świadczyła usługi całodobowo, umiejscowiona w górnej części miasta ściągała najgorszą klientelę. Barnaba siedział za ladą jak każdej nocy. Czerwone neony rozświetlały obskurne pomieszczenie, każda drobina kurzu, najmniejszy defekt, a nawet bakteria lśniły szkarłatem. Wielkolud już miał chęć na szczocha, gdy dzwoneczek obwieścił przybycie konsumenta. Zasrany dzwoneczek — pomyślał. Tylko ten pedał Ciel mógł wpaść na pomysł, aby go tu zamontować.

  Do środka weszła młoda dziewczyna, w zasadzie dziecko. Barnaba spojrzał badawczo na przybyszkę, chwilowo milczał. Sklep posiadał jedną politykę, jeśli ktoś płacił z góry, nie pytali o nic.

  Minęła jednak dłuższa chwila, a gówniara analizowała jedynie płytki w podłodze.

  — Lizaki sprzedają przecznicę dalej. Jeśli zamierasz tak stać, to spierdalaj.

  — Potrzebuję skóry — oznajmiła nieśmiało.

  — Jak każdy, złotko. Musisz sprecyzować, co cię interesuje. Z czego? Z kogo? Rozmiar? Jakość? Stan rozkładu? Ukrwienie? Certyfikat?

  — Certyfikat?

  — Taki wiesz, papierek potwierdzający jakość. Więc jak? Czego potrzebujesz?

  — Skóry z psa.

  — Z psa? Chyba żartujesz. Przecież wiesz, że dwieście lat temu zarżnięto wszystkie psy. Jak żyje, to żadnego nie widziałem na oczy. A uwierz mi mała, widziałem wiele. Nie może być kot? Koty bardzo dobrze schodzą i tanio. Dla ciebie będzie ze zniżką. — Barnaba puścił oczko i zarechotał. — To jak będzie? Dogadamy się?

  — Potrzebuję skóry psa.

 

 ***

  Zacisnęłam pięści, próbując opanować złość. Nie dość, że ten osiłek miał czelność mówić o mnie per „mała”, to jeszcze próbował mi wcisnąć żałosny koci substytut! Szklane butelki stojące na półce za barem zaczęły drgać.

  — Co jest? Trzęsienie? Tutaj? — Przerażony barman przytrzymywał obijające się o siebie kufle.

  Bacznie śledziłam jego ruchy i czerpałam satysfakcję, obserwując jego panikę. Moje mięśnie zaczęły się rozluźniać, sztywność karku ustąpiła, włożyłam ręce do kieszeni dżinsów.

  — Potrzebuję skóry psa — powtórzyłam. Gość wreszcie na mnie spojrzał. Oddychał ciężko. Wyglądało na to, że napędzałam mu niezłego stracha. Chyba połknął własny język z tej paniki, bo nic więcej nie zdążył wydukać. W jednym momencie przypisał swemu istnieniu etykietkę „bezużyteczny”. Nigdy nie lubiłam czekać. Czasami błahe rzeczy budziły złość i agresję. To trwało sekundę, gdy szyja Barnaby wykręcona w nienaturalnym kierunku, chrupnęła. Kruchość życia bywała fascynująca. Decydowałam o dalszych losach zupełnie obcych mi ludzi. Błogosławieństwo i przekleństwo w ciele przeciętnej dziewczyny.

  Zarzuciłam kaptur na głowę. Musiałam zniknąć. Zabiłam człowieka, bo mnie zniecierpliwił. Znowu zawiodłam. Upragniona skóra psa oddaliła się o neony świetlne. Na zewnątrz panował mrok. Zimne powietrze penetrowało płuca, pobudzało krew do intensywniejszego krążenia w organizmie. Nadchodziła zima. Najcięższa pora roku w opustoszałym mieście. Mnóstwo ludzi ginęło z wychłodzenia, jeszcze więcej z głodu. Coś nadchodziło, czułam to w kościach.

  Squat, w którym mieszkałam od trzech lat, dziś bardziej zionął obcością, niż zazwyczaj. Nie mogłam wejść do środka. Czułam pustkę, przegryzała istotę białą i szarą, wiła gniazdo w centrum mózgu. Ich zapach niósł wiatr z góry, aż do miejsca gdzie właśnie stałam. Wiedziałam, że wrócą. Zawsze wracali głodni, źli, spragnieni skór.

  Jeżeli nie dostaną tego, na czym im zależy, zacznie się jatka. Krwawa rzeź. Choć miałam gdzieś ludzi i nie obchodziło mnie kto i jak zostanie pozbawiony życia, ponad wszystko ceniłam sobie spokój. Wiedziałam, że łowcy skór zaczną polowanie. Będą szukać psów, by pozbawić ich skóry, a kiedy okaże się to niemożliwe, głównym celem będzie marny substytut. Człowiek. Mnie ominą szerokim łukiem, najprawdopodobniej wyjdę z tego bez szwanku. Jednak życie się zmieni. Stracę wolność. Wizja szczurzego bytowania w ukryciu przyprawiała o ból głowy. Zejść do podziemia, zostać tam do czasu kiedy te wygłodniałe hieny napełnią bezkresne trzewia i zrozumieją, że psów tutaj nie ma. Zostały wybite ponad dwieście lat temu, kiedy byli tu ostatni raz. Skąd to wszystko wiem? Bo to przeżyłam. Miesiącami mieszkałam w kanałach, po ulicach grasowały hordy tych koszmarnych stworzeń, zabijały każdego, kogo spotkały na drodze, wydając z siebie ogłuszające wrzaski. Codziennie spałam w innym miejscu. Nie tyle z powodu łowców, co ludzi o głodnych, przerażonych spojrzeniach, gotowych pozbawić mnie ręki czy nogi, by przeżyć. Codziennie słyszałam jęki konających ze strachu i pragnienia. Wtedy też rozwinęłam osobliwe zdolności. Nauczyłam się skracać im cierpienie, by choć na chwilę uzyskać spokój. To, że miałam dar, wiedziałam chyba od zawsze, teraz zaczęłam go jednak kontrolować i wykorzystywać do osobistych celów. Uświęconym celem był spokój. Miałam dość nerwicy, zabijała mnie od środka przez lata. Teraz wyglądało na to, że wszystko miało wrócić.

  Miałam wybór. Mogłam nie robić nic, a jedynie przygotować się na to, co miało nastąpić. Poprzedni najazd łowców skór coś mi dał. Poznałam siebie lepiej, każdego dnia trenowałam umiejętności, które zawsze sprawiały, że czułam się inna. Co miałabym zyskać, przeżywając kolejną inwazję? Czy w ogóle miałam szansę jej zapobiec?

 

 ***

  Siedzieli w pięciu przy dogasającym ognisku. Nieco podpici i podchmieleni zapomnieli o wyczekiwanej przesyłce. Otto, kompletny szaleniec tańczył, śpiewając dziwaczne pieśni.

 

 A kiedy spotkam diabła, wydłubię mu oczy

 i cieszyć się będę aż do północy.

 A kiedy spotkam matkę, odetnę jej piękne dłonie,

 nie będzie już nigdy modlić się za stracone konie.

 A kiedy spotkam brata, to spalę mu język,

 aby świat ujrzał przekleństwa nocy bezgwiezdnej.

 A kiedy spotkam Boga siostro i bracie,

 kiedy go spotkam...

 

 Zesracie się w gacie.

 

  Śmiechom nie było końca. Salomon, największy z całej gromady rzygał w kącie. Alkohol zrobiony przez ludzi oddziaływał na łowców z podwójną siłą. Kwaśna woń wymiocin zmieszana z różanym winem zawisła w powietrzu niczym szatański znak. Z zachowań tak bardzo przypominali człowieka, gdyby nie wygląd, można by przykleić im łatkę zwyczajnych biesiadników. Gdyby nie wygląd. Dwumetrowe cielska porośnięte gdzieniegdzie białą sierścią, oczy koloru zgniłej żółci przecięte pionowymi źrenicami, rekinie zęby oraz mięśnie doskonałe w każdym minimetrze. Ewolucja obdarzyła ich niesamowicie szybką regeneracją, uszkodzone komórki wracały do stanu świetności w zaledwie kilka sekund. Niemal nie odczuwali bólu i zimna. Bliżej im było do zwierząt. Drapieżników doskonałych, moszczących sobie wygodne posłanie na samiutkim początku łańcucha pokarmowego.

  — A co jeśli ona nie przyniesie nam skóry psa? Co z nią zrobimy, jeśli nas oszuka? — spytał siedzący najbliżej okna, a właściwie czegoś, co w latach swej świetności mogło być oknem.

  — Ludzie też są smaczni. Bardzo smaczni. Mają takie słodkawe mięso i galaretowate oczka. Pamiętacie cyganeczkę spod mostu Czerwonych Dróg. Pamiętacie? Pewnie, że pamiętacie. — Podekscytowany Otto zaczął się ślinić. — Miała taką piękną karnację, przypominała palony karmel. Głowę okalały kruczoczarne włosy. Przez moment zapragnąłem ją zatrzymać na dłużej. Wiecie, tak robili nasi pradziadowie. Zatrzymywali czasami cenne łupy. Ach... Miała w tych oczach coś takiego, coś, czego moja prostacka dusza nie mogła pojąć. Ale wtedy zaburczało mi w brzuchu i powróciła gorzka rzeczywistość. Nie jedliśmy chyba od dziesięciu dni, to zadecydowało najbardziej. Pamiętam. Pierwszą zdjąłem z niej skórę. Nie krzyczała, wciąż przeszywała mnie wzrokiem.

  — Pierłolisz Łotto.

  — Sam pierdolisz, w dodatku jesteś pijany Sal. — Zdenerwowany Otto wyszedł do sąsiedniego pomieszczenia.

  Chyba sam Bóg pokarał Ottona tymi czterema amebami. Zawsze tylko pytania i pytania. Dlaczego tak, a nie inaczej. Czemu w prawo, a nie w lewo. Choć udawał przy nich głupszego, w głębi serca wiedział swoje. Jeszcze ta durna skóra z psa. Kto chciałby to jeść? Chyba tylko półmózgi, czy też ćwierćmózgi. Byli razem odkąd pamiętał, w zasadzie to od wojny na północy los związał ich na długie lata. Takich rzeczy nie zapomina się nigdy. Utrwalone w pamięci toczą bitwy z rzeczywistością, z postaciami z własnych koszmarów.

  Otto spojrzał na dłonie pokryte bliznami. Zaczął płakać po cichu. Przecież nie chciał zabić tej pięknej cyganeczki. Choć usta mówiły jedno, umysł myślał drugie. Co noc mu się śniła. Co noc siedziała pod mostem i przeszywała wielkimi, kocimi oczami.

 

 ***

 

  Czemu się w to wplątałam? Byłam bliska kapitulacji. Mogłam zniknąć, zejść im z oczu, być obojętną na rzeź. Jednak w spojrzeniu szefa tej całej bandy było coś dziwnego. Niepokojącego, a jednak dającego nadzieję.

  — Przyniosę wam tę skórę, rozumiecie? Potrzebuję tylko trochę więcej czasu. Zaszyjcie się gdzieś. Jeżeli usłyszę o jakiejkolwiek burdzie z waszym udziałem, pożałujecie. — mówiłam cicho, nie wychylając głowy spod kaptura.

  — Panienko, a nie da się grzeczniej?

  W moją stronę ruszył jeden z nich. Ten z ogromną białą łatą sierści na brzuchu. Zatrzymał go Otto i popchnął do tyłu.

  — Zaczekamy — powiedział tylko. Zanim dał sygnał do odwrotu, patrzył mi w oczy, a ja mogłam dokładnie przyjrzeć się jego bursztynowym tęczówkom.

 

  Kiedy zostałam sama i mogłam na powrót zacząć normalnie oddychać, zrozumiałam. Wszystko zaczęło nabierać sensu. Łowcy skór nie szukali psów ze względu na ich walory smakowe. To instynkt kazał im szukać swoich braci.

  To spojrzenie... Te oczy... Widziałam je już kiedyś. Należały do Księżycowego Psa. Co miały jednak wspólnego te dobre istoty, nieustraszeni wojownicy, księżycowe psy gotowe zawsze stanąć do walki ze złem, z bandą osiłków siejących zniszczenie, gnanych przed siebie rządzą napełnienia wiecznie pustego brzucha?

 

 ***

 

 

  Dziewczyna wyglądała na przerażoną. Jednak nastolatka obgryzająca nerwowo paznokcie stwarzała dobre pozory. W jej ciele mieszkał chowaniec. Podobno nawet nie zdawała sobie z tego sprawy, bo kilkukrotnie straciła pamięć, a niejasne obrazy z przeszłości zastąpiły rzeczywistość. Potrafiła zabijać, wszyscy doskonale o tym wiedzieli, Otto też. Gdy ujrzał ją ponownie, rozbudzony instynkt natychmiast zapragnął mięsa, nie byle jakiego. Z ledwością powstrzymał napastliwy głosik w głowie mówiący „zabij, zjedz". Przypominała cyganeczkę. Była w podobnym wieku, gdy...

 

  Noc spędzili w kanałach Mojżeszowych. To tędy niegdyś płynęła krew suk i ludzi. Zresztą całe to miasto zostało naznaczone szkarłatem, nigdy nie miało prawa zmartwychwstać. Gdzie wzrok sięgnął pustostany, śmieci, martwe drzewa, martwe zwierzątka, flaki kociąt, głód, marazm, ludzie jadzący ludzi. Każdy, kto tu żył chciał zapomnieć. Każdy, kto tu żył, w pewien sposób chciał umrzeć. Otto już dawno popełnił samobójstwo. W zasadzie to ukrył głęboko zbędną duszę, która tonęła w studni grzechów.

  Rebeka miała czekać pod wiaduktem. Otto ugadał towarzyszy, że po odbiór przesyłki pofatyguje się sam. Wszystkim to pasowało, zero sprzeciwów, żadnych kłótni. Poranna mgła spowijała ulice w sennym splocie. Wszystko, co ludzkie jest mi obce — pomyślał wielkolud. Nie pojmował zachowania istot pragnących za wszelką cenę zbawić świat pełen zła. Nie można wskrzesić martwego psa. Nie można tchnąć życia w kamień.

  Z zamyślenia wyrwał go fakt dotarcia na miejsce spotkania. Dziewczyna stała dziesięć metrów od niego z pustymi rękami. Wiedział, co to oznacza. Tak bardzo pragnął tego nie robić. Czemu nie mogła przynieść czegokolwiek? Jakiejkolwiek skóry? A może chciała umrzeć? Może właśnie tego pragnęła?

  Wszystko wyglądało tak, jakby ktoś przewinął film do przodu. W jednym momencie Rebeka ruszyła, próbując użyć mocy. Nie wiedziała jednego. Nieświadomość ją zgubiła. Otto odporny na działanie wszelkich magicznych sztuczek, złapał dziewczynę w dłonie, dosłownie. Żebra pękały pod potężnym naciskiem. Gdyby prześwietlić płuca przypominałyby pewnie rozdeptaną wiewiórkę.

  Kolos trzymał jej ciało na rękach, patrzył na wpółżywą duszę. Próbowała coś powiedzieć, jednak zmiażdżona klatka piersiowa uniemożliwiała zaczerpnięcie oddechu potrzebnego do sklecenia słów. Mógłby jednak przysiąc, że jej drobne, czerwone usta układały i powtarzały jedno zdanie.

 

  Pytała — czemu milczysz razem ze mną księżycowy psie?

Liczba ocen: 1
62%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~Adelajda
Kategoria: trening-wyobrazni

Liczba wejść: 1

Opis:
Dodano: 2020-07-21 18:19:24
Komentarze.
~oko 19 d.
nie potrafię wykryć bohatera tego opowiadania. Rebeka nieśmiało pyta Barnabę (wypożyczającego skóry), a po negatywnej odpowiedzi zabija Barnabę (barmana). poza tym nie robi nic, tylko daje się zabić łowcy pokornie przychodząc na miejsce kaźni.
bardzo interesujący pomysł, który chyba został nadmiernie skomplikowany efektem.
Odpowiedz
~Adelajda 19 d.
oko nie wiem, trudno mi cokolwiek teraz napisać, bo jak zawsze chciałam jak najlepiej, a widzę, że coś poszło nie tak, może następnym razem
Odpowiedz
~Manta 18 d.
oko, ja to widzę tak: przyszła, jak to określiłeś "pokornie", bo wcześniej dostrzegła coś w Otto z Księżycowego Psa. Może myślała, że uda jej się przekonać dobrą cząstkę, która niewątpliwie była w tym barbarzyńcy i nie dopuścić do najazdu i rzezi. Jednak okazało się, ze zło wygrało.
A ostatnie pytanie (które moim zdaniem rozwala system, brawo Ad, mnie zachwyciło) myślę, że pozostanie w Otto na długie, długie lata, jak wspomniana cyganeczka
Odpowiedz
!sensol 19 d.
niestety też nie zrozumiałem tej historii.
Odpowiedz
~Adelajda 19 d.
sensol jak wyżej, może przedobrzyłam dzięki za szczery komentarz
Odpowiedz
Witamy nowy tekst TW
Odpowiedz
~SylviaWyka 17 d.
Faktycznie coś jest pokręcone, aleee świat, który przedstawiony jest genialnie wciąga, sporo fajnych kawałków. Drobna dziewczyn a z dużą mocą fajnie tutaj to gra
Odpowiedz
~Adelajda 9 d.
SylviaWyka dziękuję bardzo
Odpowiedz
^Halmar 14 d.
Zakręcony tekst, ale chyba zbyt zawiły.
Wg mnie największym problemem tego opowiadania jest protagonista bez jaj - mając moce i w dodatku chowańca, czemu tak łatwo się poddaje i daje się zabić?
Odpowiedz
~Adelajda 9 d.
Halmar Dzięki za przeczytanie, może i masz rację.
Odpowiedz
^Halmar 8 d.
Adelajda, no i już mam wyrzuty
Odpowiedz
~alka666 13 d.
z wykopem
Wydaje mi się, że tu chodziło o to, by pokazać, że nie zawsze bohater z super mocami wygrywa, bo może trafić na innego, silniejszego. Dziewczyna ewidentnie nie była przygotowana do starcia z kimś silniejszym od siebie, ale pokazała, że nie jest tchórzem i jeśli nawet nie potrafiła sprostać niemożliwemu w realizacji zadaniu, nie okazała się oszustką (nie przyniosła innej skóry), ani mięczakiem. To dziewczyna wielkiego ducha, do samego końca. To czyni ją autentyczną.

Tylko tandetne amerykańskie historie kończą się zwycięstwem słabszych, a Król Artur jest czarnoskórym oszustem.

Uważam, że opowiadanie jest bardzo ciekawie zbudowane. W końcu pisały je dwie osoby. Zgranie się w takiej sytuacji jest, w moim mniemaniu, bardzo trudne, ale nie niemożliwe

Pioseneczka soczyście cudowna!
Odpowiedz
~Adelajda 9 d.
alka666 dziękuję za podbudowanie Bardzo dziękuję Ci za te słowa.
Odpowiedz
~alka666 9 d.
Adelajda piszę co myślę 😊
Podobało mu się.
Odpowiedz
~Anette 12 d.
A mnie się podoba🙂
Odpowiedz
~Adelajda 9 d.
Anette dziękuję
Odpowiedz
~Aja 11 d.
Opowiadanie pisane przez dwie osoby to wyższa szkoła jazdy. Obie historie składające się na całość bardzo dobrze się czyta, ale troszkę zabrakło między nimi połączenia.
Niemniej jednak chylę czoła - bo zadanie było karkołomne, a koncept całego tekstu świetny.
Odpowiedz
~Adelajda 9 d.
Aja dziękuję za opinię i przeczytanie
Odpowiedz
~alfonsyna 7 d.
Na początek pierdółki:
"Jak żyje, to żadnego nie widziałem na oczy" - żyję;
No i w całym tekście brakuje przecinków przed bezpośrednimi zwrotami do adresata, tylko parę przykładów dam:
"A uwierz mi(,) mała"
"— Pierłolisz(,) Łotto.
— Sam pierdolisz, w dodatku jesteś pijany(,) Sal"
Generalnie przed każdym takim zwrotem bezpośrednim, nieważne czy z imienia, przezwiska czy czegokolwiek innego, przecinki być powinny.
"rządzą napełnienia wiecznie pustego brzucha" - żądzą, bo taka żądza jest przez "ż", "rządzą" to od rządzenia
Ale tak już zupełnie porzucając sprawy techniczne, to nie jest tak, przynajmniej dla mnie, że ten tekst jest jakoś niejasny albo niezrozumiały. Sam pomysł i koncepcja całości, utworzone wokół historii uniwersum - to wszystko jest bardzo w moim guście i z miłą chęcią czytałabym w większych ilościach taką prozę. I właśnie - wydaje mi się, że swego rodzaju problemem może być właśnie to, że jest tu tak naprawdę sporo rzeczy do przyswojenia na zbyt krótkim metrażu. Nie zdążyli się należycie rozwinąć bohaterowie - a zarówno dziewczyna, jak i Otto mieli ogromny potencjał. Mają znamiona bohaterów w pewnym sensie idealnych, bo nieidealnych - mam tu na myśli to, że bardzo często "punkt widzenia zależy od punktu siedzenia". Przykładowo, możemy znienawidzić bohatera, który dokona morderstwa lub innego negatywnego czynu, ale jednocześnie z czasem nasze uczucia mogą ulec zmianie, gdy zaczniemy poznawać "zaplecze" czyli jego motywację - możemy nawet dojść wówczas do wniosku, że sami postąpilibyśmy podobnie. I ja widzę ten potencjał w bohaterach tego opowiadania - być może na dłuższą metę nawet byłoby mi ciężko wybrać, z kim bardziej sympatyzować, bo układ sił jest niejednoznaczny. Oboje mają dużą siłę, determinację i własny kodeks moralny - to daje duże pole do popisu.
Druga rzecz jest taka, jak wspomniałam, że dużo informacji do przetworzenia, nagromadzonych na tyle gęsto, że czytelnik może czuć się zagubiony. Przykładowo: "Co miały jednak wspólnego te dobre istoty, nieustraszeni wojownicy, księżycowe psy gotowe zawsze stanąć do walki ze złem, z bandą osiłków siejących zniszczenie, gnanych przed siebie rządzą napełnienia wiecznie pustego brzucha?" - samo to jedno zdanie niesie ogrom informacji - Autorka wie, co miała na myśli i co chodziło jej po głowie - wie, bo zna swoje uniwersum od podszewki, czytelnik jeszcze nie, więc zacznie się zastanawiać, ale co to za księżycowe psy i co mają wspólnego z Ottonem? I przypuszczalnie będzie oczekiwał wyjaśnienia, które ostatecznie nie nadeszło. Przy historiach szerzej zakrojonych jak najbardziej można wstawiać takie niedopowiedzenia, zagadki, zagwozdki, z założeniem, że historia będzie płynęła dalej i w końcu dopłynie do momentu, w którym naturalnie się to wszystko ułoży w całość. Tutaj jednak wiele rzeczy pozostało niedopowiedzianych i chyba nie podziałało to na korzyść opowiadania, patrząc choćby po komentarzach.
Niemniej - jak mówiłam - uniwersum i bohaterowie są świetni, tylko chyba było ich za mało, by rozwinęli skrzydła i przekonali do siebie czytelników. Choć mnie do pewnego stopnia przekonali, bo rozłożyłam ich sobie na czynniki pierwsze. Rozbudza ciekawość, więc przeczytałabym z przyjemnością coś więcej w zakresie tego uniwersum.
Odpowiedz
~Adelajda 1 d.
alfonsyna o patrz ile jeszcze byczków... dzięki za wyłapanie

Zapewne masz dużo racji Dzięki bardzo za bogaty i treściwy komentarz, będzie nad czym pracować
Odpowiedz

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin