Zacne knowania Kołysanka dla niewidzialnych - blues

Z mroku

 Onegdaj lubowałem się w przechadzkach,

 zwłaszcza w księżycowe noce, nawiedzałem

 mroczne zaułki z dala od latarni,

 rozpraszających poświatę srebrnej tarczy,

 którą brałem za dobrą monetę, a tych akurat,

 nie miałem zbyt wiele w kieszeni.

 

 Siedział skurczony, dziecko niemal, zlewając się

 z szarością odrapanej, czynszowej

 kamienicy, wciśnięty głęboko w załomek muru.

 Jego ramionami wstrząsał szloch.

 

 Kiedy wyciągnąłem rękę, przyłączył się do mnie i

 do mojego równie milczącego towarzysza.

 Od tej pory milczeliśmy we trójkę,

 przechadzając się po ulicach śniącego miasta.

 

 Po pewnym czasie zauważyłem,

 że zmieniły się moje nawyki i ścieżki moje

 na dotąd niewydeptane. Coraz częściej

 odwiedzałem dzielnice, gdzie uliczki

 oświetlone pojedynczymi latarniami,

 

 rzucały cienie bezwstydnych dziewek,

 zaś myśli stawały się pogmatwane i mroczne.

 A on rósł, jakby karmiąc się tą ciemnością.

 Pierwszą udusiłem gołymi rękami,

 zwiotczałą porzucając w studni podwórka.

 

 Na kolejny spacer wybrałem się z nożem

 owiniętym w gazetę, długo ostrzonym

 na osełce, skrytej dotąd na dnie szuflady,

 usprawiedliwiany myślą o krajaniu chleba

 i mięs, których przecież nie gościłem w spiżarce.

 

 Tym razem zostawiłem po sobie krwawe

 piętna, w blasku księżyca przemienione

 w smugi głębokiej czerni. Coraz częściej

 przechodnie oglądali się za mną, z niepokojem

 spoglądając na mój podwójny cień.

 

 I coraz trudniej było mi kryć się z odmiennością

 uświadomioną, nie dzieloną z nikim.

 A wszystko krzyczało we mnie – patrzcie,

 to ja zostawiam te ślady.

 Mogłem wyrugować z siebie ową część duszy,

 kierując nóż we własną pierś.

 

 Na to byłem jednak zbyt tchórzliwy i

 o dziwo, zbyt zadowolony z siebie.

 Zacząłem zostawiać podpisy,

 w interwałach kryjąc się w domowym zaciszu,

 gdzie płakałem, przeklinając znajdę.

 

 Na koniec zrozumiałem, że mogę pozbyć się cienia,

 jedynie stając się nim. Uwolniony, wcisnąłem się

 w załomek muru odrapanej kamienicy, moimi ramionami

 wstrząsał szloch, kiedy osuwałem się w głęboki mrok.

Liczba ocen: 0
50%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~Alchemik
Kategoria: proza_poetycka

Liczba wejść: 26

Opis:

Proza poetycka ujęta w karby wersów i zwrotek. Może być więc czytana, również, jako wiersz.

Dodano: 2020-07-23 23:13:55
Komentarze.
Czytałem parę razy, ale z komentarzem wstrzymywałem się. Wciąga ta opowieść. Bardzo mi się, jakby co.
Odpowiedz
~oko 4 m.
ponoć złego kościół nie naprawi, a dobrego nie zepsuje i burdel. noc potrafi odrzeć z iluzji i pokazać całe zło, od którego trudno uciekać (szczególnie przed sobą).
Odpowiedz

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin