Wspinaczka Prostytutka

Siła woli

 Stała tyłem do mnie. Z ogoloną głową, na której miast włosów pełno było tatuaży, w skórzanej kurtce nabijanej ćwiekami dodatkowo ozdobionej łańcuchami. Nie patrzyła na mnie, ale wiedziała że jestem i nigdzie nie pójdę. Sama mnie przypięła do haka, żebym stał z rękami podciągniętymi wysoko nad głową.

 

 Bałem się. Na razie tylko się bałem. Doszły mnie słuchy, co stało się z poprzednikiem, który wisiał na tym haku. One… zrobiły z niego psa. Dalmatyńczyka. Chłop był uczciwie wychudzony, jak na charta przystało, a Łysa końcem bata malowała mu na ciele plamki. Indiana Jones pozazdrościłby precyzji, gdyby widział z jaką maestrią posługiwała się batem. Potrafiła nim włączyć światło, albo rozpiąć suwak spódnicy, jeśli tylko główka zamka była choć trochę widoczna. Mojemu poprzednikowi wycinała w ciele plamki. Tydzień. Potrafiła uderzyć tak precyzyjnie, że nie przecięła skóry, a siniaki ze strachu pojawiały się dopiero dobę, czy dwie później. Wisiał tu każdego wieczora, aż całe ciało miał w ciemnych cętkach. Obroży nie ściągała mu nawet do posiłków. Jadł z miski wybierając ustami wszystko, co mu rzucono pośród pogardliwych, złośliwych komentarzy. Nawet potrzeby fizjologiczne załatwiać musiał na scenie i zbierał za to kopniaki od fałszywie oburzonej publiki. Wreszcie go sprzedali po długiej licytacji do jakiejś podmiejskiej, starzejącej się madonny, żeby jej służył.

 

 A teraz ja stoję przypięty do haka, słuchając jak Łysa anonsuje mnie na scenie. Reflektory odzierają mnie z resztek intymności, a rozbawione kobiety podchodzą, żeby mnie poklepać lub uszczypnąć. Zapłaciły w końcu za tę możliwość wcale niemałe pieniądze. Klub szczyci się elitarnością, ale nie rodowodową, lecz finansową. Tu naparstek alkoholu kosztuje więcej niż tydzień wakacji w ekskluzywnym kurorcie. Za to wolno im wszystko. Gdyby która zapragnęła zjeść moją wątrobę wprost ze mnie, natychmiast znalazłyby się narzędzia i patrzyłbym, jak w głodnych szczękach znika przełykana pośród wycia zachwyconego tłumu. Mężczyzna w klubie? Jest nawet mile widziany, jednak wyłącznie na scenie. Jak ja… Poza nią wolno przebywać wyłącznie bogatym paniom.

 

 Oficjalna prezentacja trwała dość długo, bo niemal każda klubowiczka miała kaprys podejść od razu, zmierzyć mnie własnymi zmysłami i wykazać się jakąś drobną złośliwością. Chociaż rysę paznokciem namalować gdziekolwiek, albo kąśliwą uwagą odebrać mi nadzieję. Tu nie ma co liczyć na łagodność i zrozumienie. Na życzliwość. Tu się zaspokaja cudze perwersje, tylko nie wiadomo, jak długo potrwa agonia.

 

 Łysa wskazała mnie zwiniętym biczem nie odwracając się do mnie i pytała rozgrzewającą się publikę o pomysł na wykorzystanie mojej wystraszonej, przymusowej obecności. Pośród wulgaryzmów przeplatały się propozycje, od których ciało zaczęło mi się rozsypywać z przerażenia i nie utrzymałem moczu. Tłum zawył, bo igrzyska się zaczęły. Zebrałem na początek sporą serię ciosów otwartymi dłońmi, kuksańców i kopniaków. Dotkliwych, ale jeszcze nie kaleczących mnie trwale i nie łamiących kości. Z żeliwnej misy ktoś uniósł rozpaloną do czerwoności cechę z jednoznacznym napisem MÓJ. Pośród harmidru zapadła decyzja o naznaczeniu nią piersi, a nie czoła, ramienia, czy pośladka. Ocknąłem się w smrodzie spalonego ciała – nigdy w życiu tak nie cuchnąłem, a w skołatanej głowie zadźwięczały słowa piętnujące moją przyszłość:

 

 - Pies już był. Nie będziemy się powtarzać. Ten zostanie gadem.

 

 W klubie zaszumiało, bo gady nie wzbudzają nawet cienia sympatii, a domniemanych krzywd każda zaznała od gadów tak wiele, że wreszcie będą mogły się zbiorowo odegrać. Nie wiem nawet o co się modliłem, ani do kogo. Z sali dobiegały sugestie, żebym został krokodylem, bo torebka gustowna, albo buty… niechby materiał na abażur, żeby pamiątka została. Inna wspomniała swojego nieodżałowanego żółwika, który zdechł gdzieś za kanapą i proponowała wepchnąć mnie w metalowe skorupy na miesiąc i zobaczyć, jak będę później wyglądał, kiedy się z niej wynurzę. Najgłośniej jednak tokowała pani, której przypomniało się, że padalec, to beznoga jaszczurka i chętnie zobaczyłaby mój występ w tej roli na klubowej scenie. Stanęło na żmii, bo tej nienawidzi chyba każdy i wreszcie ów strach będzie można odreagować.

 

 - Gad nie może być owłosiony. Ma być gładki jak lustro. Do czysta trzeba ogolić i wydepilować, unicestwić wszystko do najdrobniejszego włoska, łącznie z brwiami i rzęsami. Na żywca. Brzytwą i plastrami.

 

 Patrzyłem jak w stadzie samic rośnie nienawistna satysfakcja, jakbym to ja był wrogiem publicznym, wcieleniem każdego zła, a pomocnice Łysej już niosły przybory, którymi zamierzały ze mnie drzeć pierze. Od samych myśli zagotowałem się w sobie, a potem było już tylko gorzej. Kiedy krzyczałem tak głośno, że psułem zabawę wtykały mi w usta szmaty, a gdy udało się wreszcie przytomność stracić, to mnie ocuciły, zanim zaczęły ciąg dalszy. Najbardziej zawzięte stawały przede mną i patrząc mi w oczy rwały powoli rozkoszując się widokiem łez. Nie podejrzewałem, że potrafię ich tyle mieć w sobie, a one wydobywały ze mnie pokłady ukryte przed moją świadomością do tej chwili.

 

 Wieczór rozciągnął się w bólu po wieczność, a chłód poranka minął zanim zdążyłem oddech wyprostować. Znów wisiałem na klubowym haku, a Łysa okrążała mnie sprawdzając jak bardzo nie przypominam jeszcze gada. Ktoś zaproponował, żeby mi zygzak na plecach wyciąć, albo chociaż wytatuować i propozycja spotkała się z gorącym przyjęciem. Inna znów wspomniała padalca, że to takie zwierzątko, którego się trochę brzydzi w naturze, więc wolałaby w klubie przyjrzeć mu się pod czujnym okiem personelu, ale tu zaprotestowała Łysa – nie dlatego, że wzięło ją na litość – takiego kadłubka nie potrafiłaby już sprzedać, a przecież na zabawie musi zarabiać. Gładziutki, z pięknym tatuażem pójdę na licytacji i dostanę dożywotnie terrarium gdzieś u jednej z tych żądnych krwi samic. A jeśli będzie mnie chciała wykończyć nowa właścicielka, to niech za to zapłaci klubowi.

 

 Ból we mnie zamieszkał na stałe, bo jak tu gada nie kopnąć. Depilacja wciąż mało doskonała wymagała następnej powtórki, tatuaż od karku po dno pośladków, i kolejne, sukcesywnie obejmujące ciało epoksydowanym obrazem łusek. Łysa uczyła mnie pełzać. Batem uczyła, więc szybko stałem się pojętnym uczniem. Czołgałem się między stolikami, deptany i lżony, a kiedy zbyt długo trwałem w jednym miejscu zwinięty w kłębek jak prawdziwa żmijka bicz wyciągał mnie na scenę. Nie wiem ile to trwało, bo czas przestał mieć znaczenie. Przegrał z bólem i upokorzeniem. Przetrwać. Ostatnia myśl we mnie, która miała dostęp do świadomości. Jakkolwiek, ale żyć. Oddychać, jeść, zasnąć na moment, uciec od ciosów i skryć się w dowolnie krótkim azylu. Stałem się klubową maskotką, którą każdy mógł bezkarnie nadepnąć, opluć, czy zelżyć.

 

 Ale czas zniknął tylko dla mnie. Dla nich nie. I przyszedł dzień, w którym znów ręce miałem spętane nad głową, i obrożę na szyi. Szemranie licytacji dochodziło z sali, a ja cieszyłem się chwilami bez cierpienia. Niedługo się cieszyłem. Licytacja skończyła się zanim się na dobre zaczęła. Ktoś krzyknął cenę, która zmroziła pozostałe uczestniczki i młotek odklepał potwierdzenie transakcji. Sprzedany! Ja sprzedany. Łysa niemal mi pogratulowała osiągniętej ceny, gdy ze złośliwym uśmiechem moja nowa właścicielka wynurzyła się spośród tłumu.

 

 Kiedy Łysa zamierzała mnie odpiąć z haka, aby mnie oddać kupującej, ta powstrzymała ją ruchem ręki. Odwróciła się do sali i powiedziała:

 

 - Chciałam, żeby był padalcem. I będzie. Tu i teraz. Najpierw ręce…

 

Liczba ocen: 0
50%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~oko
Kategoria: horror

Liczba wejść: 16

Opis:

raz na jakiś czas trzeba spróbować wejść w jakieś ramy. nie wiem, czy w takim ubraniu jest mi bardziej twarzowo.

Dodano: 2020-07-24 07:24:49
Komentarze.
"Z ogoloną głową pełną tatuaży" - tak się tylko zastanawiam, czy by tego jakoś inaczej nie ująć - bo "głowa pełna tatuaży" to brzmi, jakby miała je w głowie (w myślach), a chyba nie o to chodziło - ot, taka tylko moja jedna wątpliwość.
I znowu wychodzi na to, że te baby to samo ZUO! Być może coś w tym jest...
Odpowiedz
~oko 4 m.
alfonsyna
głowa, która miast włosów, pełna była tatuaży?
dla mnie kobiety są dobrem, które powinno podlegać ochronie, ale, kiedy dopadnie je degeneracja, wtedy każdy facet się schowa. Kobiety potrafią być bardziej okrutne i mściwe. choć na ogół są łagodniejsze od samczyków.
Odpowiedz
oko no być może można by to było jakoś tak ująć właśnie.
Ale prawda jest chyba też taka, że kobiety zazwyczaj są bardziej pamiętliwe i faktycznie potrafią się mścić jak mało kto. A facet z facetem to dadzą sobie po gębie, wypiją flaszkę i już wszystko gra i buczy!
Odpowiedz
~oko 4 m.
alfonsyna
kurcze! może jesteś facetem i tylko nick masz żeński? coś za dobrze rozumiesz "te sprawy"...
Odpowiedz
oko raczej sporo do czynienia mam z babami w robocie i wiem jak to jest (całe lata się niektóre żrą i zeżreć nie mogą), a może w innym życiu byłam facetem? Kto wie?
Odpowiedz
~oko 4 m.
alfonsyna
dla mnie za trudne. te ciągi dalsze, dygresje i niedopowiedzenia. do mnie trzeba prosto, bez (ż)aluzji..
Odpowiedz

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin