Liatris Spicata Odbicia

TW#12 Władca os

 Postać: Diler szczęścia

 Zdarzenie: Umysł zaklęty w miecz

 Efekt: W Twym tekście muszą zaistnieć minimum dwa nowe przysłowia. Mogą być budowane na obecnych.

 

 

 – Ależ świat jest wielki! – myślał mały Per, wychylając się z okna.

 To był Dzień Pierwszych Razów: podróż poza rodzinną wieś, jazda pociągiem, tumult miasta, sam bez mamy i taty. Po prostu: pierwszy dzień w Trollhättan. Nowe życie.

 – Ależ świat jest wielki! – wykrzyknął mały Per – Patrz, wujku!

 Ale wujek Mats nie podzielał entuzjazmu chłopca.

 – Złaź natychmiast z okna! – zakomenderował – i idź umyć ręce.

 

 

 Mały Per był grzecznym chłopcem. Kiedy wujek Mats przejął nad nim opiekę, Per postanowił, że będzie starał się ze wszystkich sił, żeby wujek się na niego nie gniewał.

 – Od teraz jestem twoim tatusiem i mamusią – oświadczył wujek, zabierając Pera na stację kolejową zaraz po pogrzebie – więc masz mnie słuchać i robić wszystko, co ci każę. Bo inaczej będę musiał oddać cię do sierocińca.

 

 

 Wujek często wspominał o sierocińcu, szczególnie, kiedy Per zapomniał przed snem umyć uszy i szyję, nasikał w łóżko albo przewrócił się i zrobił dziurę w spodenkach. Za każdym razem wujek bardzo się denerwował i mówił, że będzie musiał go oddać. Per bardzo wtedy przepraszał, płakał, klękał przed wujkiem i solennie obiecywał, że już nigdy, przenigdy, nie zrobi nic złego. Jednak, jak na złość, Per był niezdarą. Ciągle coś mu wypadało z rąk, potykał się o wszystko i bezustannie wpadał na meble albo spadał ze schodów. Wujek musiał więc często go karcić, co robił z niechęcią, bo z natury był człowiekiem łagodnym. ”Kto chce zbierać miód, musi najpierw zbudować pasiekę” – twierdził sentencjonalnie.

 

 

 Per najbardziej na świecie bał się trafić do sierocińca. Nawet różne dziwne, nieprzyjemne rzeczy, które robił mu wujek, nie były tak straszne, jak sierociniec. W jego opowieściach było to miejsce gorsze od więzienia, w którego ciemnych piwnicach przetrzymywano o głodzie i chłodzie krnąbrne dzieci.

 

 

 – Święty ten nasz Mats... – szeptały między sobą kobiety, kiedy po niedzielnym nabożeństwie wychodził, prowadząc chłopca pod ramię – Cudzym bachorem się zaopiekował, poświęcając własne szczęście. Taki piękny mężczyzna i bez kobiety! – wzdychały, spoglądając ukradkiem na szerokie, muskularne plecy wujka Matsa. Ale wujek Mats nie zwracał na nie uwagi. Całą swoją energię poświęcał na wychowanie małego chłopca, nad którym opiekę mu powierzono.

 

 

 Mimo że wujek spędzał z nim dużo czasu, Per czuł się samotny. Tęsknił za rówieśnikami, ale Mats nie pozwalał mu bawić się z chłopcami z sąsiedztwa, twierdząc, że nauczyliby go złych nawyków.

 Per z utęsknieniem czekał, aż skończą się wakacje i pójdzie do szkoły. Niestety, nadzieje na zawarcie szkolnych znajomości okazały się płonne. Nikt nie chciał zadawać się z nowym. Stronili od niego, a nawet po cichu drwili, że jest sierotą.

 Jego jedynym kolegą był Niels, który także w tym roku dołączył do klasy.

 

 

 Pewnego dnia chłopcy siedzieli na boisku w czasie długiej przerwy, przeżuwając przygotowaną przez mamę Nielsa zapiekankę ziemniaczaną z cebulą i sardelą. Niespodziewanie Niels przerwał ciszę.

 – Zdradzę ci swój sekret, jeśli przysięgniesz, że nigdy, ale to nigdy, nikomu na świecie go nie zdradzisz.

 Kiedy Per skwapliwie przysiągł, powołując się na najwyższe wartości, Niels zaprowadził go do starego kasztanowca rosnącego przy parkanie.

 – Patrz teraz – powiedział, a następnie zbliżył twarz do drzewa i coś wyszeptał. Potem przyłożył dłoń do pnia. Zdumiony Per zobaczył, jak rękę przyjaciela zaczyna pokrywać czarna, falująca substancja. Kiedy się dobrze przyjrzał, zobaczył wielkie, leśne mrówki. Całe mrowie!

 – Jeny... – Aż jęknął z podziwu. – Nie boisz się?

 – Nie. Jestem władcą mrówek.

 Per parsknął śmiechem.

 – Jak to: "władcą mrówek" Co to znaczy?

 Niels opowiedział Perowi, jak spotkał Czarodzieja o Umyśle Zaklętym w Miecz i otrzymał od niego Dar. Per słuchał z zapartym tchem, a kiedy opowieść przyjaciela dobiegła końca, zaczął go błagać, by go zaprowadził do Czarodzieja.

 Z początku Niels nie chciał nawet o tym słyszeć. W końcu jednak się zgodził.

 Po lekcjach, zamiast iść prosto do domu, chłopcy poszli na rynek. W jednej z bram na schodkach siedział skrzypek. Jego gra była przejmująca, smutna i niepokojąca zarazem. Miała w sobie coś, co zarazem przyciągało i odpychało.

 Na widok chłopców mężczyzna przerwał grę. Podniósł kaptur, odsłaniając twarz. W przeraźliwie bladej twarzy jarzyły się czerwone oczy. Per aż sapnął ze zdumienia. Albinos zmarszczył surowo brwi, ale po chwili uśmiechnął się.

 Wstał i odłożył skrzypce. Był to osobnik niezwykle wysoki i chudy, ubrany w długi, luźny czarny płaszcz.

 – Witaj Niels – powiedział Czarodziej. – Widzę, że przyprowadziłeś przyjaciela. Co was sprowadza, chłopcy?

 – Ja... ja... Przyszedłem, bo bardzo, bardzo chcę otrzymać Dar Zaklętego Miecza! – odważył się Per. – Ja bardzo proszę... Ja chcę być władcą tak jak Niels... Bardzo proszę... Panie Czarodzieju...

 Mężczyzna podszedł bliżej i patrząc chłopcu prosto w oczy, zapytał:

 – Daję ludziom szczęście. Ale czy ty, Per, naprawdę tego właśnie chcesz? Chłopcze, taki dar to nie tylko przywilej, ale głównie obowiązek. Jesteś gotów na przyjęcie takiej odpowiedzialności?

 – Tak, tak, tak! Chcę być władcą!

 – Wydaje mi się jednak, że nie jesteś na to gotowy.

 – Jestem, panie Czarodzieju, naprawdę, naprawdę!

 – Dobrze. W takim razie ofiaruję ci Dar. Ale jeśli nie będziesz o niego dbać, stanie się coś bardzo, bardzo strasznego. I pamiętaj, że nie wolno ci nikomu o tym mówić. Rozumiesz?

 – Nie powiem nikomu, Panie Czarodzieju. I przysięgam dbać o Dar...

 Mężczyzna położył dłonie na głowie chłopca. Per w jednej strasznej chwili zrozumiał, co znaczy przydomek Czarodzieja. To było tak, jakby jego mózg ktoś szatkował na plasterki. Poczuł się nieswojo i bardzo źle, jak wtedy, gdy wujek Mats brał go na kolana po powrocie z wieczornych spotkań z kolegami w gospodzie.

 Uczucie było obrzydliwe, ale wkrótce minęło. Czarodziej powiedział uroczyście: Per, od teraz jesteś władcą os. Pamiętaj, że to jest dar na całe życie. Jeśli sprzeniewierzysz się swoim obowiązkom, zapłacisz najwyższą cenę. Umrzesz, chłopcze.

 Mróz przeszedł Perowi po plecach, ale zuchwale spojrzał Czarodziejowi w oczy.

 – Nigdy nie umrę – powiedział, wytrzymując straszne spojrzenie.

 – Dobrze, w takim razie, władco os. Jak to mawiają: "bacz, by twoim rabom nic się nie stało, a one odpłacą ci tym samym".

 

 

 Od tamtej pory życie Pera zmieniło się na lepsze. Stał się pewny siebie i towarzyski. Każdą wolną chwilę spędzał w parkach, ogródkach sąsiadów, sadach. Szukał gniazd os, doglądał ich, ratował, jeśli były zagrożone. Odpłacały mu oddaniem i lojalnością. Wskazywały drogę do najsłodszych malin i najokazalszych winogron, wszczynały alarm, gdy ktoś chciał go skrzywdzić, a kiedy był smutny, bzyczały serenady i kołysanki do snu. Lubił, gdy siadały mu na odkrytych ramionach, gdy opalał się nad strumieniem, łagodnie pieszcząc go czułkami. A kiedy tworzyły zabawne powietrzne girlandy, wirując z dzikim bzyczeniem, śmiał się do rozpuku.

 

 

 Przyszły jesienne słoty, chłód i wilgoć zaczęły mocno dokuczać. Per przygotował na poddaszu wygodne lokum dla os, by mogły w cieple przezimować. Pewnego dnia zachorował i przez kilka dni nie chodził do szkoły. Osy zlatywały do jego pokoju i dokazywały, tak jak letnią porą, ciesząc chłopca swoimi beztroskimi figlami. Pewnego dnia Per zasnął mocno i nie usłyszał, jak do domu wrócił wujek Mats. Tego dnia Mats pokłócił się z brygadzistą i rzucił robotę. Był mocno nabuzowany i szukał pretekstu do wyładowania emocji.

 Kiedy zobaczył osy, tworzące szemrzący kobierzec na pościeli siostrzeńca, biurku i dywaniku koło łóżka, wpadł w szał.

 – Ty bezmyślny, niewdzięczny gówniarzu! Ty pasożycie! – Krzyczał, okładając osy zwiniętą w rulon gazetą "Svenska Dagblet". – Ty tu się byczysz, kiedy ja ciężko pracuję, a osy nam się w domu lęgną?

 Nim Per rozbudził się na dobre, wujek Mats wybił ponad połowę os, które jeszcze niedawno bzyczały dla chłopca kołysanki. I kontynuował hekatombę.

 Per, osłabiony gorączką, nie był w stanie nic zrobić. Krzyczał tylko i prosił. Bez skutku. W końcu już tylko płakał, zakrywając oczy.

 Kiedy wreszcie wujek Mats się zmęczył i zaległ na podłodze, wśród owadzich truchełek, Per odważył się wstać z łóżka. Trawiony gorączką nie od razu zrozumiał, co właśnie się stało.

 Dookoła leżały zmasakrowane odwłoki jego rabów. Na biurku dostrzegł osę większą od innych, wyglądała jak królowa. Jeszcze żyła, poruszając konwulsyjnie odnóżami.

 Przybliżył do niej twarz i spojrzał w jej oczy.

 Były czerwone.

 Resztką sił, która tliła się w jej owadzim ciele, wysunęła żądło i wbiła je prosto we wpatrującą się w nią gałkę oczną.

 

 

 

 

 

Liczba ocen: 1
62%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ^Halmar
Kategoria: trening-wyobrazni

Liczba wejść: 13

Opis:

Dodano: 2020-07-26 10:53:09
Komentarze.
!sensol 1 m.
z wykopem
smutna historia. a najbardziej koniec. miałem nadzieję, że osy zażądlą na śmierć pedofila. a one przegrały. ostatnie zdanie aż boli! DOBRA ROBOTA
Odpowiedz
^Halmar 1 m.
sensol
Odpowiedz
Witamy nowy tekst TW
Odpowiedz
~oko 1 m.
również miałem nadzieję, że historia wyprostuje splątane ścieżki. nawet czarodziejom i władcom zdarzają się choroby. gdyby za to karać głową, nie zostałoby wielu chętnych do rządzenia. opowiadanie bardzo ciekawe.
Odpowiedz
^Halmar 1 m.
oko, dzięki.
Odpowiedz
~alka666 1 m.
Podobał mi się pomysł z władcą os, które zwykle są tępione jako szkodniki. A tu mały chłopiec ma się nimi opiekować.
W świecie dzieci dorośli to palancie, niczego nie są w stanie zrozumieć.
Odpowiedz
^Halmar 1 m.
alka666, tak... Światy dzieci i dorosłych to zupełnie inne uniwersum.
Odpowiedz
~alka666 1 m.
Halmar zakończenie smutne, ale pasuje do całości. Była przestroga, więc musiała się dopełnić.
Odpowiedz
~Agnieszka 1 m.
Kurcze, ale finisz
Mea opko
Los ( o ile coś takiego wogóle istnieje) nigdy nie był sprawiedliwy. Nie był. Nie jest. I nie będzie.
Pozdrowionka
Odpowiedz
^Halmar 1 m.
Agnieszka - o to, to.
Odpowiedz
*Ritha 1 m.
”Kto chce zbierać miód, musi najpierw zbudować pasiekę” - trafne

Kurde... szkoda mi chłopca, bardzo poruszająca historia, zabrakło mi tylko happy endu, tak bardzo chciałam happy end
Odpowiedz
^Halmar 1 m.
Ritha, takie historie nie mają ma happy endów...
Odpowiedz
Ojej jakie życiowe i smutne. Dobrze się czyta, ciekawe. Szkoda chłopaka, przyjaciółki osy, a koniec taki nie fajny
Odpowiedz
^Halmar 1 m.
SylviaWyka
Odpowiedz
~Anette 1 m.
Szkoda,że bez happy endu. Ale ogólnie niezłe.
Odpowiedz
^Halmar 1 m.
Anette, mały Per dostał z żądła - zgodnie z pokrętną logiką świata, należało mu się
Odpowiedz
~Anette 1 m.
Halmar tak,cały nasz świat dziwny i pokręcony😉
Odpowiedz
~Aja 1 m.
Podobało mi się bardzo - zwłaszcza za zakończenie chapeau bas. Bardzo lubię, kiedy jest inne niż życzyłby sobie czytelnik. Masz świetny styl i czyta się płynnie, przeżywając z głównym bohaterem.
Dziękuję za dobrze spędzony czas przy czytaniu.
Odpowiedz
^Halmar 1 m.
Aja, dzięki. Jestem tego samego zdania.
Odpowiedz

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin