Wycieczka Wieczorny spacer z Diuną

TW#12 Manuskrypt cz.3

 Postać: Załoga drani

 Zdarzenie: Podróż w nieznane

 Efekt: W Twym tekście muszą zaistnieć minimum dwa nowe przysłowia. Mogą być budowane na obecnych.

 

 Przysłowia: „Komu w drogę, temu czas”

 „Śmierć i żona od Boga przeznaczona”

 

 

 Link - część 2: https://t3kstura.eu/pokaz_tekst.php?id_txt=3471

 

 

  *

  

  „Trzeba żyć bez względu na to,

 ile razy runęło niebo”

 David Herbert Lawrence

 

  Siedział na podłodze, wciśnięty między szafkę i zlew kuchenny. Nogi zgięte w kolanach podtrzymywały strzelbę gładkolufową Winchester 1300 Defender. Sprawdził zawartość magazynka, zapas naboi i szybko policzył, że na każdego z drani ma po trzy naboje. To wszystko, co znalazł w tym domu na pustkowiu. Kiedy zrobi się zbyt gorąco, może to nie wystarczyć. Miał jeszcze Glocka z niepełnym magazynkiem i nóż szturmowy.

  Ścigali go od kilku dni, deptali po piętach, węszyli jak psy. Banda łowców nagród. Uciekał przez lasy, rzeki, łąki, jeziora. Kierował się na północ, w stronę wysokich gór, których jeszcze nikt nie zbadał. Dotarł na tereny pofałdowane licznymi pagórkami, za nimi rozciągały się wysokie pasma górskie, których śnieżne wierzchołki chowały się w chmurach. Choćby miał tam zostać na wieki, za wszelką cenę musiał umknąć, ścigającej go załodze drani. Nie wiadomo kim są, skąd się wzięli, ale zawsze i wszędzie potrafili wytropić swoją ofiarę. Najpierw niespiesznie, jakby od niechcenia, zbliżali się, by nastraszyć i pozwolić na ucieczkę, dającą złudę osiągnięcia chwili bezpieczeństwa, potem znów się pojawiali, wykurzali z kryjówki, niczym dzikiego królika z nory. Często ranili i pozwalali odpocząć, nabrać sił, by znów się zabawić nierówną gonitwą, aż do zmęczenia i błagań o szybką śmierć. Nigdy nie było szybko. Sześciu drani, niczym demony z najgłębszych czeluści piekieł, znęcało się nad złapanym. Każdy na swój sposób i tylko koniec był zawsze taki sam. Umęczonego nieszczęśnika, a raczej to, co z niego zostało, przywiązywano do drzewca i podpalano, nie pozwalając, by dym zadusił i płomień zbyt szybko pozbawił życia męczennika piekielnej Załogi Drani, jak ich nazywano tam, gdzie się pojawili.

  Zdawało mu się, że chwilę spał. Nie wiedział jak długo to trwało, więc zerwał się na równe nogi, obszedł kuchnię i salon, wyjrzał ostrożnie przez okna, ale nic niepokojącego na zewnątrz nie dostrzegł. Przez moment miał odruch, by napalić w kominku, rozgrzać zmęczone ciało i w cieple zasnąć. Wiedział, że to niemożliwe, a jeśli to zrobi, obudzi się, przy odrobinie szczęścia, na płonącym pod nim stosie, nie rozpoznając tego, co zostanie z jego ciała. Chwilę odpocznie i ruszy w dalszą drogę, zanim demony zjawią się na linii horyzontu, albo szczycie któregoś z okolicznych pagórków.

  W niewielkiej szafie znalazł starą, myśliwską kurtkę i skórzany pas. Ciepła, gruba, przyda się w górach. Buty miał solidne, wysokie, wiązane, na grubej podeszwie. Spodnie przetarte w kilku miejscach, więc z kożucha, który wisiał na gwoździu przy wejściu do domu, wyciął nożem skrawki i obwiązał znalezionymi w starej skrzyni rzemieniami wokół pasa, ud i łydek. Głowę owinął szalem, niedbale porzuconym przez kogoś na starej kanapie przy kominku. Już miał się zbierać w dalszą drogę, gdy w oczy rzucił się ciemny kawałek skóry wystający zza okapu kominka. W tym samym momencie usłyszał szepty, jakby za ścianami domu znajdował się tłum ludzi i każdy szeptał własną modlitwę. Kiedy chwycił księgę, ta zadrżała i szepty umilkły. Otworzył ją i przebiegł wzrokiem po nieznanych mu literach. Nie mógł zrozumieć znaczenia słów. Przeczytał zaledwie dwie linijki:

  

  „Ukumus umafi nimfindus saram.

  Dums safi kam afarus”.

  

  Rozległ się potężny grzmot wśród wierzchołków gór. Coś pękło, rozsadziło masyw od środka i zapadło się w sobie. Rozległ się ryk jakby wszystkich, połączonych wspólnymi siłami, żywiołów. Zerwał się wicher, przywołując potworny, mglisty pysk bestii, który rozpłynął się po chwili w powietrzu.

  Mężczyzna schował księgę za połę kurtki, chwycił strzelbę, Glocka i nóż wcisnął za pas. Zgarnął jeszcze przeterminowane suchary z blatu kuchennego. Pomyślał: „Komu w drogę, temu suchar z demonami” i ruszył w stronę gór.

  

  *

  

  Botis, Halfas, Sajr, Zagan i Orias to demony Załogi Drani, którym przewodzi Eligos, książę piekła. Upatrzyli sobie ofiarę, którą będą ścigali po kres jej życia, a potem jeszcze duszę uprowadzą do piekielnego świata podziemi, by pastwić się i rozkoszować mękami zebranej gromady potępionych. Wszystkie biblijne demony, jak Ezekiel, Asmodeusz, Belial, Samael i inni, nie mogą się równać z demonami szóstki, które nie potrzebują ciała, by nim zawładnąć i męczyć od wewnątrz, gdyż posiadają swoją własną emanację materializującą się, kiedy tylko zapragną komuś zadać fizyczny ból.

  Eligos zatrzymał towarzyszy. Wyczuł zapach ofiary, niczym drapieżnik podążający śladami zranionej łani. Strach, zmęczenie, zagubienie, determinacja... I jeszcze coś. Czegoś podobnego nie czuł już od kilku tysięcy lat. Myślał, że przepadło i więcej nie poczuje tego na Ziemi. Zajęty uganianiem się za marnymi duszami pijanych chłystków spod barów, nie docenił tego jednego, nie dość pijanego, by zmęczyć i szybko dopaść. Bawił się nim dość długo, ale wciąż miał siły i uciekał przed potwornymi zabawami demonów. Nikt nie był zdolny pokonać ich. Ten chłystek też nie da rady. Trzeba najpierw poznać tajemnicę unicestwienia każdego z osobna, by posłać wszystkich do jednego kotła w królestwie podziemi. Każdemu z nich należy się pieczęć odsyłająca do piekieł. Pieczęci powinny być wykonane z różnych stopów metali. Oriasowi należy się srebro, Zaganowi złoto i rtęć, Sajrowi cyna, Halfasowi srebro i miedź, Botisowi rtęć lub miedź i srebro. Kiedy już zostaną odesłani pieczęciami do świata podziemi, Eligos podąży za nimi, gdyż stanowią oni wielką część mocy księcia piekieł. Bez towarzyszy będzie słaby i nie odeprze najsłabszego ze wszystkich możliwych egzorcyzmów. Eligos poczuł moc pradawną, której początki nawet jemu nie są znane. Mierzył się z nimi, ale musiał ustąpić pola. Potem działy się na Ziemi rzeczy przerażające. Za każdym razem ktoś tę moc wskrzeszał. Demoniczna szóstka nie miała mocy, by odeprzeć atak potwornym siłom zamieszkałym w jaskiniach i głębinach oceanicznych.

  

  *

  

  Mężczyzna uciekał w stronę gór. Wiedział, że depczą mu po piętach, czują jego strach i zmęczenie. Właściwie nie miał nic do stracenia, wszystko pozostało daleko za nim, kiedy uciekał przez kilka dni, żywiąc się tym, co popadło. Czasami ukradł coś na targowisku, ze sklepu. Innym razem wygrzebywał resztki ze śmietników przy barach i restauracjach, przepędzał szczury i koty, które broniły zdobyczy zębami i pazurami. Skręcał im karki bez chwili wahania. Nie bał się być złodziejem, znał ten fach od dziecka, zanim trafił do sierocińca. Wiedział co znaczy ucieczka, dlatego oszczędzał siły, kiedy tylko mógł sobie na to pozwolić. Zdawał sobie sprawę, że uciekając w góry, pozbawia się jakiejkolwiek możliwości przeżycia. Liczył na to, że mróz skutecznie odstraszy Załogę Drani skutkiem czego zrezygnuje z dalszego pościgu. Nie wiedział, że demony nie zamarzają.

  Wspinaczka była trudna. Musiał zostawić strzelbę. Skały wyrastały ostrymi zboczami, pięły się stromo w górę, jakby chciały zniechęcić intruzów do wspinaczki. Mężczyzna nie poddawał się. Kiedy dotarł do drugiego uskoku, ujrzał w oddali zbliżającą się szóstkę demonów. Nie spieszyli się, raczej obserwowali jego wędrówkę wśród śniegu, lodu i śnieżnych zamieci. „Czekają, aż się zmęczę, wtedy dopadną mnie i zawloką w dół”. Ale oni nie zamierzali opóźniać marszu. Ruszyli skocznie pokonując odległość dzielącą ich od mężczyzny. Dystans zmniejszał się, a ofiara bliska rozpaczy zaczęła gorączkowo szukać schronienia wśród ośnieżonych skał, gdy lód pękł pod stopami i człowiek runął w dół krzycząc przeraźliwie. Upadając na dno jaskini, złamał kości w kilku miejscach. Glock i nóż ześliznęły się w głęboką rozpadlinę. Mimo bólu pomyślał: „Trzeba żyć bez względu na to, ile razy runęło się w przepaść”. Światło dnia docierało do wnętrza i oświetliło część groty. Na ścianach były rysunki, przedstawiające przerażające potwory i ludzi rozrywanych na strzępy. Kolor ochry dominował w przedstawionych epizodach, których nie sposób było zliczyć. Mężczyzna poczuł dziwny zapach, właściwie był to odór rozkładających się szczątków czegoś nieznanego. Nie mógł się ruszyć, więc miał ograniczone pole widzenia. Na lewo dostrzegł głowę z olbrzymimi mackami i zęby w paszczy, która nie przypominała żadnego stworzenia żyjącego na Ziemi. Tułów z monstrualnymi żebrami, obciągniętymi zieloną, lepką mazią, długie, szponiaste kończyny i ogon zakończony kolcem. U góry pojawiły się sylwetki demonów. Przyglądały się wnętrzu jaskini, zanim zdecydowały się zejść.

  Mężczyzna przypomniał sobie o manuskrypcie. Sięgnął za połę kurtki i niezgrabnie próbował otworzyć księgę, by odczytać jej treść. Po kilku próbach udało się i nie znając słów, zaczął recytować zaklęcia w nieznanym dialekcie. Demony zatrzymały się w pewnej odległości, jakby czary nie pozwalały im na zbliżenie się do ofiary. Leżące niedaleko zielone monstrum poruszyło się, wydając przy tym syk, świst, groźne pomruki, warczenie i w końcu przeraźliwy ryk oszalałego ze złości zwierzęcia. Spojrzało w kierunku nieruchomych demonów i znów wściekle zaryczało, rzuciło się w ich stronę i wchłonęło w siebie sześć nieruchomych postaci, które wydały z siebie przeraźliwe zawodzenia. Monstrum spojrzało w stronę leżącego człowieka. Jego przekrwione oczy, pozbawione tęczówek, o czarnych jak noc pionowych źrenicach chwilę przyglądały się nie wyrażając żadnych emocji. Stwór podszedł do czytającego manuskrypt i pochylił się, dotykając nozdrzami czoła człowieka. Mężczyzna jak w transie czytał kolejne linie tekstu, ale nie stracił świadomości. Czuł bliskość i odór bestii. Przypomniał sobie przysłowie: „Śmierć i żona od potwora przeznaczona”, czy jakoś tak szło. Zdążył jeszcze pomyśleć, że uniknął niewyobrażalnych demonicznych tortur, gdy ogromny, ostry pazur bestii rozszarpał jego ciało na strzępy. Upuszczony manuskrypt wpadł w płytką szczelinę i tylko fragment skórzanej okładki wystawał, ledwie widoczny. Zielone monstrum chwilę zlizywało ciepłą krew. Nie zaspokoiwszy pragnienia, węszyło w powietrzu i czując, że poza jaskinią może zaspokoić głód, rozpostarło błoniaste skrzydła i wzbiło się w stronę, z której przybyli intruzi.

Liczba ocen: 0
50%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~alka666
Kategoria: trening-wyobrazni

Liczba wejść: 7

Opis:
Dodano: 2020-07-26 22:54:15
Komentarze.
~oko 19 d.
Twoje zamiłowanie do szóstek objawiło się w treści - sześciu łowców...
intrygujące opowiadanie. wciągnęło i zostawiło z niedosytem.
Odpowiedz
~alka666 19 d.
oko dzięki.
Czy czegoś brakuje mojemu opowiadaniu, poza wielowątkowością, której mi mi też zabrakło?
Szóstki to brzemię dzieciństwa. Dobra była zabawa w straszenie opowiadaniami o diabelskich znakach, duchach itp.
Manuskrypt rozwija się.
Odpowiedz
~oko 18 d.
alka666
bardzo mi się podoba. i nic mu nie brakuje. poza ciągiem dalszym... ale ja lubię marudzić - nie przejmuj się jakoś specjalnie.
Odpowiedz
~alka666 18 d.
oko to trzecia część. Zakładam, że napiszę dalsze przygody Manuskryptu. Może każda następna opowieść będzie miała innego bohatera? Zobaczymy.
Odpowiedz
~oko 18 d.
alka666
podziwiam, że udało się wpleść zestaw do czegoś większego. nie jest to wcale takie łatwe, kiedy ma się troszkę historii za sobą - trzecia część, to już niezły zalążek. można powiedzieć, ze niedojrzały owocek. może wzorem Rithy pójdziesz jak pociąg pancerny i zamieciesz do końca wakacji pierwszy tom?
Odpowiedz
~alka666 18 d.
oko chyba nie dam rady...
Obawiam się, że za dużo mam na głowie.
Cieszę się na miesiąc przerwy, bo dla mnie to mała przerwa, a muszę napisać reckę z antologii na 50-lecie istnienia naszego klubu literackiego. Nie jestem w nastroju chyba, że wszystkich bohaterów antologii (ze mną włącznie) pozabijam z pomocą Przedwiecznych
Odpowiedz
~oko 18 d.
alka666
nie szkodzi. nie ma obowiązku. pisanie powinno być przyjemnością. pisz w swoim tempie, grunt, żebyś czuła radość.
Odpowiedz
Witamy nowy tekst!
Odpowiedz
~alka666 19 d.
TreningWyobrazni dzięki i pozdrawiam
Odpowiedz
^Halmar 18 d.
Kawał dobrej, żmudnej, pieczołowitej pisarskiej roboty. Trochę zabrakło mi tu lekkości z poprzedniej części, choć i tutaj można zauważyć elementy humorystyczne. A może to tylko ja tak odbieram, jestem znana ze specyficznego postrzegania świata.
Plus dużo ciekawych imion, jak to u Ciebie
Odpowiedz
~alka666 18 d.
Halmar dzięki. Może w następnych częściach, jeśli powstaną, wycisnę więcej poczucia humoru? 😉
Odpowiedz
~Agnieszka 18 d.
Hej,
Bardzo pomysłowe opowiadanie - raczej cześć większej całości Cieszy mnie ta seria
Czytałam z zapartym tchem - tyle sie tu działo.
Technicznie - sporo wymaga dopracowania, powtórzenia, szyk wyrazów w zdaniach itd., na szczęście te potknięcia nie zaburzają jakoś szczególnie mocno odbioru.
Dobra cześć
Pozdrowionka
Odpowiedz
~alka666 18 d.
Agnieszka dziękuję 😊
Może uda się pociągnąć dalej opowiadania o manuskrypcie. Planuję powrót Ciula i Astronauty w kolejnych epizodach. Dla efektu lekkości. Taki łącznik z tu i teraz, bo Przedwieczni są dla mnie odległą przeszłością, gdy oceany wzburzone kryły olbrzymy, masywy górskie pękały, rozpadały się, wybuchały i pluły ogniem. Początek też postaram się opisać. Mocno we mnie siedzi...
Odpowiedz
~Agnieszka 17 d.
alka666 super! Wyobraźnia to potęga - a w twojej widzę masz całe to uniwersum, o którym piszesz dokładnie nakreślone Uwielbiam śledzić rozwój akcji, powiązania itd w takim "żyjącym" świecie.

Pisuje tu czasami Szu, która też pisze opowiadania umiejscowione w takim "swoistym" universum.

To świetna sprawa taki świat wewnętrzny, w którym człowiek się obraca.

Dopisuje Cię do listy i od dziś bede "śledzić" rozwój twojego świata
Pozdrowionka
Odpowiedz
~alka666 17 d.
Agnieszka pięknie dziękuję 😘
Zajrzę do Szu.
Odpowiedz
~Agnieszka 17 d.
alka666 Niestety Szudracz wstawia tu głównie foty w zasadzie (zacne foty

Może kiedyś powróci że swoimi opowieściami... Mam taką szczerą nadzieję.
Odpowiedz
~alka666 17 d.
Agnieszka a głębiej, pod fotami? Znajdę coś, jak pogrzebię?
Odpowiedz
~Agnieszka 17 d.
alka666 nie wiem, ale myślę, że warto spróbować
Odpowiedz
~alfonsyna 17 d.
Muszę sobie to w całości nadrobić, bo ciekawa jestem, jak Ci się udaje wplatanie różnych zestawów w jedną historię. Jeszcze nie wiem kiedy, ale nadrobię zatem.
Odpowiedz
~alka666 17 d.
alfonsyna jasne! Dzięki 😊
Odpowiedz
*Ritha 16 d.
„Śmierć i żona od Boga przeznaczona” - nie zgadzam się kompletnie z tym przysłowiem, jestem realistką, wierzę w budowanie relacji na takiej samej zasadzie, na jakiej buduje się wszystko inne, żadne czary-mary, a patrząc na wiele małżeństw (zwłaszcza w pokoleniach wstecz) to musiałby być strasznie ślepy Bóg Wierzę w magię między dwoma osobami, owszem, oraz w to, że wszystko można naprawić i wszystko można spieprzyć, a Bóg to sobie pali fajkę i pyka kółeczka z dymu

„Trzeba żyć bez względu na to,
ile razy runęło niebo”
David Herbert Lawrence - o tak, to bardzo tak, "Każdy dzień, to nowe życie" - Dale Carnegie, zawsze gdy zasypiałam w podłym nastroju, myślałam tylko o tym, że każdy dzień, to nowe życie, więc jutrzejszy może być zupełnie inny, polecam, otwiera przed człowiekiem nowe drogi

Ok, a teraz może przeczytam opowiadanie
Odpowiedz
~alka666 16 d.
Ritha mam podobne zapatrywania, jeśli chodzi o ingerencję w życie człowiecze. Każdy sobie ma to, na co zapracował, co stworzył i co schrzanił. Wiem coś o tym, bo z MenŻulem jesteśmy ponad trzydzieści lat i nie wymieniłabym go na żadnego innego. Chociaż czasami łeb bym mu ukręciła! 😆

Siła i moc w nas, myśl unosi słabego i łamie silnego.
Odpowiedz
*Ritha 15 d.
alka666 "myśl unosi słabego i łamie silnego" - cudne
Odpowiedz
~alka666 15 d.
Ritha dziękuję, że zauważyłaś. Od nikogo nie ściągnęłam tego, więc jeśli jeszcze nikt tego nie zaklepał - to moja myśl
Odpowiedz
*Ritha 15 d.
alka666
Odpowiedz
*Ritha 16 d.
Kurde, bardzo przygodowo, żałuję, że z nadmiaru obowiązków nie czytałam poprzednich części, tutaj jest intrygująco
Odpowiedz
~alka666 16 d.
Ritha pięknie dziękuję 😘
Nie usuwam, można zajrzeć za jakiś czas.
Odpowiedz
*Ritha 15 d.
alka666 fajno
Odpowiedz
~SylviaWyka 16 d.
No i będę musiała się cofnąć i przeczytać poprzednie...
Ciekawi i pozostawiłaś otwarte zakończenie, tak wnioskuję bo widocznym kawałku skórzanej okładki
Odpowiedz
~alka666 16 d.
SylviaWyka dziękuję
Koniecznie, chcę ciągnąć dalej, jeśli tylko warunki na to pozwolą
W tajemnicy zdradzę Ci, że manuskrypt pojawia się zawsze tam, gdzie jest najbardziej potrzebny. Zatem porzucony w jaskini, wcale nie musi czekać tam na następną ofiarę. Może pojawić się w zasięgu ręki, niespodziewanie To nie magia, a przeznaczenie
Odpowiedz
~Anette 16 d.
Super,bardzo mi się podobało.🙂👏👏👏
Odpowiedz
~alka666 16 d.
Anette dziękuję
Miło, że wpadłaś
Odpowiedz
~Anette 12 d.
alka666 🙂🙂🙂
Odpowiedz
~Aja 16 d.
Bardzo dobrze opowiedziana historia. Z wątkami demonicznymi - interesujesz się okultyzmem chyba (sądząc po Twoim nicku ), bo siedzisz w znajomości tematu. Podobało mi się i nawet nie zauważyłam, kiedy nastał koniec tej części. Pewnie zajrzę do reszty, bo mnie zachęciłaś.
Odpowiedz
~alka666 16 d.
Aja
Pięknie dziękuję
Nie zajmuję się okultyzmem, ale od dawna interesuję się różnymi niewyjaśnionymi sprawami i trochę miałam przygód...

Ale wszystko zaczęło się od "Manitou" Grahama Mastertona ze 30 lat temu! Dużo czytałam strasznych opowieści Poe, makabresek różnych autorów, Kinga, horrorów i fantastyki. Potem zbieraliśmy się paczką w jednym miejscu i opowiadałam (hipnotyzowałam). I tak mi zostało do dzisiaj Kiedyś na obozie w namiocie dziewczyny tak zaczęły krzyczeć po moim opowiadaniu, że druhowie zrobili nam w nocy karny apel
Lubię straszne opowieści
Odpowiedz
~Aja 16 d.
alka666 a widzisz - dobra w tym jesteś. Bo ja się nieco w temacie orientuję i byłam pod wrażeniem demonów i ich opisów - tak przedstawia się ten świat, gdy coś się o nim wie. Straszne opowieści to podstawa - choć horrorów nie znoszę. G. Mastertona też nie lubię, bo on z reguły się pławił w krwi. Ale E,A,Poe czy S. King to mistrzowie są.
Poczytam Cię jeszcze z pewnością.
Odpowiedz
~alka666 16 d.
Aja pięknie dziękuję
Odpowiedz
~alfonsyna 16 d.
Świetnie się w tym rozwijasz, każda kolejna część jest bardziej dynamiczna i wszystko zdaje się zmierzać do nieuniknionego końca, chociaż... kto to może wiedzieć, co się jeszcze wydarzy? Mam nadzieję, że kolejny zestaw pozwoli Ci na kontynuację, jak dotąd widzę, że świetnie sobie radziłaś z utrzymaniem głównej osi opowieści, pomimo bardzo zróżnicowanych zestawów.
Odpowiedz
~alka666 16 d.
alfonsyna dziękuję, staram się jak tylko potrafię.
Zobaczymy co przyniosą kolejne zestawy
Odpowiedz

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin