jasno nowy wygląd
Po alpejsku #1
<
Rankor — część 4
>

Rankor — część 5

 Poprzednia część: https://t3kstura.eu/pokaz_tekst.php

 

 Saskatoon, prowincja Saskatchewan, Kanada

 

 Gdy budzik wybrzmiał swoją codzienną melodię, nie spała już dawno. Siedziała kompletnie ubrana na skraju łóżka, przyglądając się armii kasztanowych ludzików ułożonych w trzech rzędach na dębowej podłodze. W spoconej dłoni miętoliła krawędź spódnicy.

 Kiedyś to był piękny dom. Kiedyś my byliśmy piękni. Może nadal jesteśmy? Ty nadal żyjesz, a ja jestem szczęśliwa. Tam. Muszę się tam dostać z powrotem. Do tamtej mnie, tamtego ciebie. Jackie wyjechał. Jackie już się nie liczy.

 Wstała i przez kilka minut krzątała się po pokoju, korytarzu, kuchni. Jeśli wyrzuciło się rośliny, akwarium, nie otwierało okien na noc i skrywało w czasie deszczu, to w domu wszystko było normalnie. W domu nie czuło się tych zmian. Dopiero głód przypominał o pewnych kwestiach. Była jeszcze druga strona medalu – duży dom z samotną kobietą w środku to łatwy i kuszący łup. Dlatego miała strzelbę pod łóżkiem. Dlatego miała kij baseballowy w stojaku na parasolki przy wejściu. Dlatego miała dwie szuflady noży w kuchni i jeden zawsze przy pasie. Świat próbował ją oszukać, zmylić, przytemperować czujność.

 Sophia Johnson nie pozwoli się zaskoczyć.

 Sophia Johnson wie, co się stało i gdzie jest.

 Sophia Johnson wróci.

 Z szafki pod zlewem wyciągnęła reklamówkę z logiem Walmart Supercenter, w której zwykła trzymać cebulę, odkąd jednak ostatnie zgniły, zdobycie nowych okazało się nie być takie proste. Po co jej cebula? Surowej nie zje, a komu miałaby gotować bardziej złożone posiłki? Od miesięcy nie robiła też zakupów w Walmart. Tęskniła za tym, tęskniła za normalnością, za zwyczajnym dniem. A najbardziej tęskniła za Johnem. Wróciła do pokoju i w trzech sprawnych ruchach zgarnęła kasztanowe ludziki do torby. Wszystkie miały oczy. Wyryła je igłą do cerowania. Wyryła też nosy, kontur ust. Przerzuciła pakunek przez ramię i wyszła na zewnątrz. Wokół preria. Zawsze chcieli mieszkać z dala od wszystkich – od tętniących miast, tłumów ludzi, gwarnych rozmów. Zawsze chcieli żyć po swojemu. Drzwi szopy zaskrzypiały, wyciągnęła z niej łopatę. Od kilku dni przetaczały się ulewy, więc ziemia była dobrze spulchniona.

 Pójdzie łatwo.

 Reklamówkę rzuciła niedbale obok, wyturlało się z niej kilka ludzików, jednemu odpadła głowa. W ciągu kwadransa Sophia wykopała staranną grządkę, a potem w równych odstępach wkładała kolejne kasztanowe postaci, jeden obok drugiego, jeden obok drugiego, jeden obok drugiego.

 Jeden obok drugiego.

 Gdy skończyła, zabrała z szopy konewkę, podlała sadzonki, uklękła obok i rozpłakała się na dobre. Płakała długo i rzewnie, a łzy nie przynosiły ulgi, zadawały ból niczym współczesny deszcz. Uspokoiła się w końcu, wróciła do domu, spod łóżka wyciągnęła strzelbę i dobiła ostatniego, zdychającego kota. A potem usiadła przed toaletką. W samotnym tańcu własnego spojrzenia skanowała kolejne bruzdy zarysowane grą świateł i cieni na płaskiej powierzchni lustra, gubiąc myśl raz po raz.

 Uważaj, zobaczysz tam diabła. Uśmiechnie się do ciebie. Powie ci: „Cześć”.

 Wypatrywała poszlak przemijania. W bezruchu najłatwiej przepuścić czas. Przesiać go przez palce, objąć nimi pustkę, zacisnąć w pięść. A potem wypełnić równie niematerialną energią. Naprodukować jej sporo. Naprodukować fest. Zupełnie niepotrzebnie... Miała wrażenie, że blaknie. Ulatnia się niczym dym dawno zgaszonego papierosa. Blakła cała konstrukcja wokół, hodowlana klatka ze świata, na którym przyszło żyć. Tak inna niż wcześniejszy świat. Usiłowała odtworzyć w myślach, jak było „tam”. Zbyt daleko w czasie, by poczuć w pełni ten stan, zbyt blisko, by zapomnieć, jak to jest.

 

 *

 

 Gdzieś w Oklahomie, USA

 

 Ruszyli piechotą. Jackie chciał zahaczyć o obrzeża Tulsy i stamtąd gwizdnąć wóz. Pini milczała przez większość drogi, a potem wróciła ni stąd, ni zowąd do tematu, który zwykła wałkować nieustannie.

 – To musiał być mój ojciec.

 – Nie wiesz tego – burknął i splunął.

 – Chcę się dowiedzieć.

 Doskonale zdawał sobie sprawę, co właśnie poczęła obracać w głowie, natrętne myśli prześladowały ją przez całe życie. Nieustannie powracały, atakując na przemian faktami i przypuszczeniami. Faktem było to, że mnóstwo ludzi takich jak ona – albinosów – nie mogło się czuć bezpiecznie nawet we własnych rodzinach. Rzadkość tego zjawiska w okrutny i bestialski sposób generowała dochód. Odcięte kończyny ludzi obdarzonych bielactwem przynosiły krocie. Wystarczyło je upchnąć na czarnym rynku, według wierzeń zapewniały bowiem szczęście.

 – „Ludzie ludziom zgotowali ten los” – zacytowała coś, co krążyło gdzieś w odmętach jej pamięci – i robią to nadal, na wielu płaszczyznach.

 Akuszerka, która ją uratowała, powiedziała tylko, że tamten człowiek okaleczył dziewczynkę z zimną krwią. I że to było złe miejsce. Bardzo, bardzo złe. Pini przez wiele lat zasypiała, wyobrażając sobie korpusy dzieci bez rąk, kaleki o jednej nodze podpierające się na kijach, którym nikt nie zapewnił rehabilitacji, którym ktoś ukradł cześć ich ciał, które padły ofiarą napaści przez ubijające brudny interes grupy bestialców. Wyobrażała sobie dzieci, trzymane przez pół tuzina mężczyzn, z których dwóch przecinało im skórę, kości, ścięgna. Krzyk wydobywający się z bezbronnych gardeł urywał się dopiero, gdy zemdlały.

 Monety.

 Coś, co ma wartość na tym świecie.

 A potem żyły ze zgwałconą psychiką, ze złamaną osobowości i z uszkodzonym ciałem, kalekie wyrzutki. Matka zmarła przy porodzie, a ojciec zapewne nie miał ochoty samotnie opiekować się takim dzieckiem. Dzieckiem przynoszącym pecha. Morderczym płodem. Płodem, z którego zrobiono łup, nim zdążył je porzucić. Co byłoby, gdyby tamten facet wyłupił jej drugie oko? A potem uciął ręce i nogi? I być może nie zabił, bo tułów też miałby wartość. Kim byłaby? Kadłubkiem?

 Dlatego chciała poszukać.

 – Wiem, Pini. Obiecałem i dotrzymam słowa. Trzymajmy się jednak planu. Najpierw Saskatoon. Zemsta nie jest priorytetem.

 – Dla mnie jest.

 – To źle.

 Zacisnęła usta w poziomą kreskę. Zmierzali do kłótni jak zawsze przy rozmowie na ten temat. Wybrała więc milczenie, Jackie natomiast kontynuował:

 – Rozumiem, kotku, co tobą kieruje, co tobą miota i tak dalej. Rozumiem, że nie jest ci łatwo żyć z tym wszystkim i nie myśl, że bagatelizuję, ale… Prześladowania to szerszy problem. Zobacz, jesteśmy już na przedmieściach Tulsy. Słyszałaś o masakrze „Black Wall Street”?

 – Oczywiście! – odparła oburzona. – Czytałam o tym. Masakra czarnoskórych, tysiąc dziewięćset dwudziesty pierwszy rok. Tulsa.

 – Tulsa. Tutaj. No właśnie.

 – Co właśnie? To byli bogaci czarnoskórzy! Największe skupisko nadzianych czarnuchów w Stanach! – warknęła.

 – Nie ma znaczenia. To też ludzie.

 – Ma! Mogli się bronić. To była walka, starcie, uliczna wojna, a nie krojenie własnych dzieci w zaciszu domowym. Po co mi to mówisz?! – Jedną z uliczek przedmieścia Tulsy wypełnił krzyk jednookiej albinoski. – Żebym się poczuła lepiej z myślą, że świat jest i był pełen zła i krwi? Wojna, nawet lokalna, to co innego.

 – Po prostu znajdźmy ten pieprzony wóz.

 – Zawsze zmieniasz temat!

 – Możemy bez końca rozmawiać o twoich rozterkach, jeśli chcesz. Bez końca wałkować jedno i to samo, tylko dlatego, że ty jesteś żądna zemsty. Każda wojna zaczyna się od jednostek. Ta zaczęła się od Dicka Rowlanda, czarnoskórego obuwnika oskarżonego o napaść na białą kobietę. Dick miał dziewiętnaście lat, a kobieta, którą napadł, Sarah Page, siedemnaście. Dzieciaki. Ponoć się potknął i na nią wpadł, a jakiś białas zgłosił to jako napad. Gdy siedział w areszcie, grupa białych postanowiła dzieciaka zlinczować. Tłum spęczniał do setek, zabrali się wokół więzienia, szeryf udawał, że panuje nad sytuacją, padł jednak jeden strzał, a od niego rozpętało się piekło. A na końcu prywatnymi samolotami zbombardował ich Ku Klux Klan. Zawsze tak jest. Ciąg zdarzeń. Wierzę, że chcesz walczyć w ważnej sprawie. Tutaj, w Tulsie, zaczęło się natomiast od zwykłego pomówienia. A potem jeden strzał i piekło.

 – W takim razie ja chcę, Jackie, w mojej sprawie rozpętać piekło.

 

 Kolejna część: https://t3kstura.eu/pokaz_tekst.php

 

8201 zzs

Liczba ocen: 3
93%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: *Ritha
Kategoria: fantastyka

Liczba wejść: 69

Opis:

Dodano: 2020-07-28 10:35:04
Komentarze.
Zaległości mi się robią, ale wezmę się za nadrabianie niedługo!
Odpowiedz
*Ritha 8 m.
alfonsyna nie przejmuj się, ja mam tyle zaległości wszędzie, że większości i tak nie dam rady nadrobić, buu także na spokojnie
Odpowiedz
Zofia Nałkowska "Medaliony". Cytat co miesiąc, niczym mantra, powtarzany przez przełożoną kilka dni przed VAT-em 😆
Rozpętać piekło - to brzmi obiecująco!
Ludziki z kasztanów kojarzą mi się z zerwaniem z przeszłością, z dzieciństwem zakopanym pod pyłem próby zapomnienia.
Odpowiedz
*Ritha 8 m.
alka666 haha, taa, do VATu pasuje
Dzięki za wizytę
Odpowiedz
Na urlopie przyjdę na spokojnie od jedynki, bo tak wpizdu-gwizdu, przez okienko wpadać, to trochę szkoda.
Odpowiedz
*Ritha 8 m.
Tak jest, panie Canie, na spokojnie
Odpowiedz
Coś się zaczyna wyjaśniać, ale i zapętlać. Spowodowałaś, że nie zastanawiam się nad ich relacją, czy będą razem czy nie. Przeważnie moje myśli krążyły przy tej kwestii. Tutaj intryguje mnóstwo innych rzeczy. Sympatyzuje z obojgiem. Osobno ciekawią jak i wspólnie.
Odpowiedz
*Ritha 8 m.
SylviaWyka oj dopiero zaczynam się rozkręcać w zapętlaniu. Wątki miłosne będą, ale... ale sama ocenisz komu i kiedy kibicować. Jestem ciekawa Twojej reakcji! dzięki za cwałowanie po Rankorze
Odpowiedz
Ritha noo sama jestem ciekawa, jakiś rozbudowany wątek miłosny w twoim wydaniu bardzo chętnie.
Chciałam też napisać ( bez wazeliny) dlaczego kurwa Twoje pisanie nie stoi gdzie w empiku na półce? Ja tego nie rozumiem? Boże jak bym sięgnęła po coś tak dobrego na papierze. Odciąć się od świata i chłonąć...
Odpowiedz
*Ritha 8 m.
SylviaWyka
może kiedyś, może tak, może nie, któż to wie!
Odpowiedz
Ritha no lepiej tak, tak!
Odpowiedz
*Ritha 8 m.
SylviaWyka
Odpowiedz
"ktoś ukradł cześć ich ciał" - nie wiem, czy nie miała być "część", ale w sumie "cześć" też bardzo pasuje, może nawet bardziej;
"ze złamaną osobowości" - osobowością;
Poniekąd rozumiem tę chęć rozpętania piekła - ale medal ma zawsze dwie strony, i to jest w tym najlepsze. I jeżeli to się w ten sposób, nie całkiem czarno-biały, będzie rozwijało, to myślę, że powinnam być dalece usatysfakcjonowana. Jak dotąd jestem.
Odpowiedz
*Ritha 8 m.
alfonsyna hello, część* miała być, nareperuję za kilka dni, dzięki za wizytę i czujne oko Tak, starałam sie dalej też nie w czarno-biały Cieszę się, że póki co pasi :3
Odpowiedz
z dużym wykopem
" Gdy budzik wybrzmiał swoją codzienną melodię, nie spała już dawno. Siedziała kompletnie ubrana na skraju łóżka, przyglądając się armii kasztanowych ludzików ułożonych w trzech rzędach na dębowej podłodze. W spoconej dłoni miętoliła krawędź spódnicy.

Kiedyś to był piękny dom. Kiedyś my byliśmy piękni. Może nadal jesteśmy? Ty nadal żyjesz, a ja jestem szczęśliwa. Tam. Muszę się tam dostać z powrotem. Do tamtej mnie, tamtego ciebie. Jackie wyjechał. Jackie już się nie liczy.

Wstała i przez kilka minut krzątała się po pokoju, korytarzu, kuchni. Jeśli wyrzuciło się rośliny, akwarium, nie otwierało okien na noc i skrywało w czasie deszczu, to w domu wszystko było normalnie." - ten początek BOSKI

Całość równie wciągająca. Pięknie.
Odpowiedz
*Ritha 8 m.
Dziękuję, madam
Odpowiedz
"Drzwi szopy zaskrzypiały, wyciągnęła z nich łopatę." - wygląda, jakby wyjęła łopatę z drzwi szopy. Nie gra mi to zdanie.
"Zobacz, jesteśmy już na przedmieściach Tulsy. Słyszałeś o masakrze „Black Wall Street”?" - Słyszałaś

Zaczynam lubić Pini...
Odpowiedz
*Ritha 7 m.
pkropka i tutaj też nareperowane
Dziękuję za cudny maraton
Odpowiedz
z dużym wykopem
Przyszedłem z zamiarem, że będę ograniczał wyciąganie tekstu, ale to jedno muszę: "W samotnym tańcu własnego spojrzenia skanowała kolejne bruzdy zarysowane grą świateł i cieni na płaskiej powierzchni lustra, gubiąc myśl raz po raz." - kapitalne.

Wiadomo, że mi się podobało, podoba, no i zakaldam, że będzie.
Opowiadanie drogi, jeszcze w takim klimacie, w takich terenach. Wszystkie składowe na miejscu.


Lubię takie refleksje, jak masz na końcu. O tej masakrze czarnoskórych. To niby ciekawoski, ale kształtują opko. Nadaja mu trzeci wymiar. Również to, że bohaterownie nie zawsze się ze sobą zgadzają.

Widzę też, że padł jeden dobity kot, więc przynajmnie jedno z wydawnictw możesz sobie odpuścić. Wiadomo jakie

Zapewne pierwsze skojarzenie, to troszkę WD, ale dla mnie też trąca lekko KILL-BILLEM.

Świetna historia się rysuje.
Świetna podróż.
Odpowiedz
*Ritha 6 m.
Can, dziękować
Kill Bill to też boskie, chełpiące porównanie :3
A no taka ciekawostka, stwierdziłam, że pasuje, być może nawet wzbogaca. Oczywiście najpierw wybrałam miejsca - palcem na mapie - a potem natknęłam się na tak pasującą do motywu historię. I jak tu nie lubić reaserchu?

Co do kota, hahaha, taaaa
Cieszę się, że nadal git, bo jak wiadomo, im dalej w las, tym ciężej utrzymać orientację.
Kłaniam się
Odpowiedz
Ritha git, git. Skoro na 9 odcinku mówiłaś, że to około połowa, to już niezły kawałek tekstu masz
Odpowiedz
*Ritha 6 m.
Niby tak
Odpowiedz
z dużym wykopem
Dobrze ukazana relacja Pini i Jackiego. Te ich kłótnie mogą spowodować kiedyś poważny kryzys, a wtedy Charles...wkroczy do akcji Choć to tylko moja wyobraźnia, a jak na razie obu panów lubię. Zobaczymy co będzie dalej
Odpowiedz
*Ritha 6 m.
aniamarzycielka no że tak powiem, ekhm, dużo się może zdarzyć 🎃
Dziękuję i tutaj! :3
Odpowiedz
No, wreszcie dotarłem. Posuwam się dalej w tempie iście żółwim, wiem, ale jestem i niechybnie pójdę dalej.
Pini daje się poznać coraz lepiej. Dobrze, bo zaciekawiła mnie i z zainteresowaniem będę śledzić jej losy. Tak jak i Jackiego.
A ciekawostka z masakrą czarnoskórych naprawdę interesująca i, tak jak napisał Can, buduje klimat i dodaje dużo smaku całości.
Odpowiedz
*Ritha 5 d.
CptUgluk hello! To nic, ze w żółwim, cieszę się z każdej wizyty pod Rankorem. Dziękuję pięknie, pamiętam jak pisałam o tej masakrze, miałam wtedy narzucone szaleńcze tempo pisania, ale nie mogłam się przy okazji oprzeć lekkiemu researchowi. Skoro dodaje smaku, to fajnie.
Kłaniam się
Odpowiedz
fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.