Zjazd po burzowym froncie Upadek

Ciemna materia

 po raz kolejny przestaję oddychać pod ciężarem zgęstków cienia.

 brak zasięgu, brak zasięgu, okna, szpary w ciemności.

 napieram palcami na elastyczną tkankę, odcinającą mnie od świata.

 

 czas zapętla wokół szyi garotę z twojego włosa, niechby to był światłowód

 do słońca, pojedynczej gwiazdy, dwojga dłoni, chociaż

 znajduję inną drogę, zapadając pod drgające powieki.

 

 idę ścieżką po dnie rozstępującego się morza, ściany znów rosną wzwyż,

 gwiazdy nikną , jeszcze tylko przywołujesz sylwetką w szarość poranka.

 przebudzony, głęboko wciągam powietrze i spędzam kota przycupniętego na piersi.

 

 J.E.S.

Liczba ocen: 0
50%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~Alchemik
Kategoria: poezja

Liczba wejść: 10

Opis:

Wiersz biały. W przeciwieństwie do moich ulubionych wolnych i czasem rymowanych w określonej formie.

Dodano: 2020-07-30 17:03:36
Komentarze.
Szczęście, że to nie zmora. 😉

Odpowiedz
Bo to zmora.
Wszyscy mamy takie koleżanki przynależne.
Odpowiedz

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin