Unalome Defiguracja

Defideizm

 tak wielu mijam. rozczapierzeni, wygięci

 w pałąk

 suche patyki. kostropaci

 węgle i niedopalone szczapy

 

 jest w nich coś brzydkiego

 miękka i naiwna wiara-wiskozowa chmurka

 wata cukrowa o smaku różanym

 (nie do zjedzenia!)

 

 nadzieja na mniej złe jutro

 (myśląc o tym wyobrażam sobie kamień

 nadziany gęstym farszem

 - istny rarytas dla prostaczków

 snobujących się na koneserów)

 

 tak wielu zbywam milczeniem, innych

 - próbuję nie dopuścić do głosu

 

 palę ich archiwa, czyszczę pamięci laptopów

 niektórym objawiam białą i czystą prawdę

 - momentalnie umierają na ciężkie rozczarowanie

 

 słyszycie? ciągle krzyczą

 że zbawienie, że Pan Bozia chce mnie poznać

 zakolegować się

 puka do serduszka, szuka kontaktu

 

 uśmiecham się. codziennie ich głos jest cichszy

 (teraz - jakby zza gór)

 

 mieszkam tam, gdzie zawsze

 w zasadzie nie ruszam się z miejsca

 jednak czuję, że dom się przesuwa

 dzień, po dniu, milimetr, za milimetrem

 (zaraz któryś powie

 że pewnie w przepaść!)

 

 

Liczba ocen: 0
50%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~FlorianKonrad
Kategoria: poezja
Opis:
Dodano: 2020-07-31 15:57:44
Komentarze.

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin