Żona Schrödingera Gargulcowy grajdoł cz.1

Gargulcowy grajdoł cz. 2

  Upiorna chata

 

  Najpierw szła drogą asfaltową wśród wymarłych domów. Jednak wciąż wydawało jej się, że wieś jest zamieszkała, czuła na sobie spojrzenia, mimo iż nikogo nie zauważyła. Kiedy minęła ostatnie domy, asfalt skończył się i dalej była tylko piaszczysta droga wśród łąk i pól. Zadziwiająca cisza, żadnych ptasich śpiewów. Nawet jesienią i zimą trafiają się chociaż gawrony a tu nic, żadnego dźwięku prócz wiatru i szumu lasu. Im bliżej podchodziła, tym las wydawał się bardziej hałaśliwy, jakby groził jej z oddali. Nie były to już zwykłe odgłosy szumu, stukotu i szelestu lecz jakby jęki, groźne pomruki i ostrzegawcze trzaski dobywały się z głębi.

  Chatka stała przy ścianie drzew, pod wielkim dębem, którego gałęzie rozłożyły się nad dachem, chroniąc go od deszczu. Korzenie drzewa sięgają lustra leśnego stawu. Jeden z narożników chatki niknie w wodach stawu. Ściany budowli są z kamienia, tylko dach z drewnianych belek, na które nałożono trzcinę, trawę, słomę, mech i ciężkie deski. Dziwnie niedbała konstrukcja otula wysoki, kamienny komin. Stąpa po kamieniach, które obmywa strumyk. Przez chwilę zdawało jej się, że mgła otula okolicę. Podeszła bliżej nasłuchując dźwięków dochodzących z wnętrza domu. Jedyne co usłyszała, to ciche pomruki, gardłowe chrząknięcia i mamrotania zmienną modulacją głosu. Nim zapukała do drzwi, zmroził ją okrzyk, niczym triumfalny zew indiański po udanych łowach lub walce z pokonanym wrogiem. Upuściła koszyk, który sturlał się do stawu. Zawahała się ale w tej chwili drzwi otwarły się na oścież. Stanęła w nich drobna, zgarbiona staruszka w chustce na głowie i wieloma spódnicami, jedna na drugiej. Na ramionach ma rozwleczony sweter i narzuconą na niego wełnianą chustę z frędzlami.

  – Wchodź skarbeńku, nie stój na progu.

 Staruszka spodziewała się gościa, ktoś ją powiadomił. Może ma telefon komórkowy albo i komputer?

  – Co ci tam skarbeńko po głowie chodzi? Właź bo zara zatrzasne dźwi jak ten Sękacz, co cie tu odprawił do mnie. No dali, dali.

  Weszła wprost do drewnianej izby, która jest ciepłą i pachnącą kuchnią. Pęki ziół zwisają z belek sufitu, naręcza suszonych grzybów przymocowano do ogromnego pieca, na którym rozścielone jest miejsce do spania. Wielki dębowy stół i dwie ławy zajmują większą część pomieszczenia. Pod oknem stoi fotel na biegunach z kilkoma kocami i ciepłymi, olbrzymimi skarpetkami z wełny. Pomieszczenie z innej epoki. Kredens dębowy zajmuje prawie całą jedną ścianę kuchni. Usiadła przy ławie, staruszka tymczasem podreptała do pieca. Stoi tam wielki, bulgoczący kocioł, z którego wydobywają się pyszne zapachy.

  – Głodnaś pewno? Dam ci miskę gęstego, to zara mowę w gębie odzyskasz. No, dali, dali, jedz.

  Kobieta posłusznie zaczęła jeść zawartość z pokaźnych rozmiarów miski. Poczuła ciepło rozchodzące się po całym ciele, ociężałość i zmęczenie. Jeszcze tylko poczuła mocny chwyt drobnej postaci i odpłynęła w nieświadomość.

  Ocknęła się na ciepłym piecu. Staruszki nigdzie nie było. Po chwili usłyszała jej chrapliwy głos dochodzący zza okna.

  – … i powiedz im, że przygotowałam ją do obrzędu nocnego. Niebawem będzie całkiem gotowa. No dali, dali, leć już!

  Weszła do izby, hałaśliwie trzaskając drzwiami. Kobieta uniosła się na swoim posłaniu:

  – Dziękuję za posiłek i przepraszam za kłopot. Chyba jestem zmęczona.

  – E, gdzie tam! Wsypałam ci skarbeńko proszku nasennego do jedzenia. Musisz wypocząć, bo jesteś nam potrzebna. Tylko nie uciekaj, bo to i tak nic nie da.

  – Co to jest nocny obrzęd?

  – Podsłuchałaś skarbeńko? I po co ci to było? Teraz będziesz się martwić, kombinować a oni i tak cię nie puszczą.

  – Jacy „oni”? Kim są?

  Staruszka odwróciła się plecami, pochyliła nad paleniskiem i przez chwilę rysy jej twarzy odmłodniały. Nagle uniosła głowę w górę, spojrzała przybyłej w oczy i zmieniając się w upiora uniosła się pod sufit krzycząc przeraźliwie. W izbie zrobiło się ciemno i tylko para czerwonych oczu przeraźliwie żarzy się w górze. Wszystkie spódnice i sweter zamieniły się w czarną płachtę, falującą i ulotną jak dym.

  – Jesteś Luna! – krzyknął upiór oskarżycielsko – Bestia z wnętrza ziemi! Zgładzimy cię albo ty nas unicestwisz!

  Nim zdążyła ochłonąć, staruszka znów pochylała się przy otwartych drzwiczkach pieca, od których migotliwy płomień rozchodził się po całej izbie, siejąc ciepło i blask.

  – Nie chcę być niegrzeczna, ale już sobie pójdę.

  Staruszka ze zrozumieniem pokiwała głową.

  – Idź do domu, skarbeńko. O nic się nie martw, jedzenia już naznosili, a Cedrwinę możesz zawsze odwiedzić.

  – Myślałam, że pani jest Cedrwiną.

  – Zbłądziłaś skarbeńko. Na nasze szczęście zbłądziłaś. A teraz idź już, dali, dali.

  Wychodząc odwróciła się jeszcze i powiedziała:

  – Mam na imię...

  – Wiem jakie jest imię twej ludzkiej powłoki. Szkaradniejszego nie mogli ci dać, skarbeńko. Wyzwolimy cię od niego. Dali, dali....

 Machnęła pogrzebaczem w stronę drzwi, jakby opędzała się od natrętnej muchy.

 

  *

 

  Kim właściwie była i co robiła w tym miejscu przeklętym i opuszczonym? Co za diabli ją tu przysłali? Ruszyła w stronę domu, w którym nocowała. Miła ochotę zostawić rzeczy, wsiąść do samochodu i pędzić przed siebie jak najdalej od tego miejsca. Zaczęło się ściemniać, więc przyspieszyła. Cisza dzwoniła w uszach, w żadnym z domów nie świeciło światło. Wpadła pędem na podwórko, wsiadła do samochodu i odpaliła silnik. Z piskiem opon wyjechała tyłem, zakręciła kołami i ruszyła w kierunku, z którego przyjechała. Jechała drogą wśród pól, potem przez las, szybko i nieuważnie. Chwilami wydawało się, że traci panowanie nad kierownicą, ale to tylko złudzenie. Wiedziała co robi i w jakim kierunku ma jechać. Pamiętała każdy zakręt. Z dala ujrzała postać na środku drogi. Nie było miejsca na jej wyminięcie. Zaczęła hamować ostro ale koła ślizgały się na suchej leśnej drodze. Zatrzymała się tuż przed postacią. To był Sękacz, groził jej pokrzywionym palcem, złośliwie przy tym uśmiechając się. Rozchylił wargi ukazując dziąsła bez zębów i język obrośnięty brodawkami.

  – Lepiej niech wraca z powrotem.

 Znikł, rozpłynął się w powietrzu pozostawiając na chwilę mglisty obłok w kształcie pokrzywionego palucha.

  Ruszyła przed siebie za nic sobie mając pogróżki. Jechała bardzo długo, nie mogąc wyjechać z lasu na wąską drogę wśród pól, prowadzącą do szosy i autostrady. Zmęczona, zawróciła w kierunku wsi, by po paru minutach wjechać na znajome podwórko.

  Tym razem coś było nie tak. W ciemności wydawało jej się, że na sąsiedniej działce, gdzie budowano dom, słyszy krzątaninę i głosy ludzi. Miała ochotę krzyczeć, wołać o pomoc, jednak przeczucie zdławiło jej głos. Podeszła bliżej ogrodzenia i zobaczyła ukończoną budowlę, a właściwie wielki pałac. Cały ganek wokół domu przykryty jest dachem wspartym na wielu masywnych kolumnach. Drzwi, a raczej metalowe wrota, dwuskrzydłowe były uchylone, jakby zapraszały do wnętrza, skąd dochodził gwar, zabawa i muzyka, pomieszane z dźwiękami tłuczonego szkła i śmiechów. Bal noworoczny – takie skojarzenie ją naszło. Spojrzała jeszcze raz na całą budowlę i teraz wyglądała niczym katedra. Na narożnych cokołach usadowiły się gargulce. Jeden z nich poruszył się i spojrzał w jej stronę. Zamarła ze strachu. Wtedy ujrzała, że cały ogromny dach płonie. Gargulce ogrzewały się w jego płomieniach. Kiedy ogień przygasał, ktoś uwalniał feniksa, by dach mógł dalej płonąć.

Liczba ocen: 0
50%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~alka666
Kategoria: fantastyka

Liczba wejść: 3

Opis:

Opowiadanie dla młodzieży

Dodano: 2020-08-03 16:45:32
Komentarze.
~oko 1 m.
Kiedy minęła ostatnie domy, asfalt skończył się i dalej była tylko piaszczysta droga wśród łąk i pól. gdyby użyć prowadziła, zamiast była, wyglądałoby ładniej.
Chatka stała przy ścianie drzew, - a potem cały akapit ma kłopoty z decyzją, czy czas przeszły, czy teraźniejszy.
zapowiada się interesująco. ma wystarczyć tylko na opowiadanie? chyba będzie dłuuuugie. ja przeczytam.

Odpowiedz
~alka666 1 m.
oko dzięki
Dużo mnie pracy czeka z tym tekstem. Ale najpierw muszę zakończyć ją. Są następne rozdziały, ale na razie nie wrzucam. Miałam wątpliwości co do braku imienia bohaterki.
Odpowiedz
~oko 1 m.
alka666
brak imienia jest intrygujący. zaczyna się polowanie na tajemnicę. a to trzyma czytelnika, który chce odkryć. pisz. odniosłem wrażenie, że to, co jest napisane w czasie teraźniejszym, to niema streszczenie tego, co chcesz zawrzeć w wersji ostatecznej i spieszyłaś się, żeby pomysł nie umknął z pamięci.
Odpowiedz
~alka666 1 m.
oko dokładnie tak. Czasy mieszam jak się spieszę. Potem wracam i poprawiam. Nie wszystko jestem w stanie wyłapać.
Odpowiedz
~Aja 1 m.
A widzisz - jednak skrót myślowy z tym czasem. To dobrze - bo to przeszkadza w odbiorze. Brak imienia bohaterki jest intrygujący, a poza tym to taki bohater-każdy, można się utożsamić.
Wciągnęło mnie - lubię takie opowieści, a Ty bardzo dobrze potrafisz je pisać. Mam nadzieję, że będą tu kolejne części.
Odpowiedz
~alka666 1 m.
Aja dziękuję
Jeśli będę dalej pisać, to raczej w rękopisie. Gdy już skończę, poprawię, rozbuduję - wtedy będę mogła w całości tutaj pokazać.

Odpowiedz
~Aja 1 m.
alka666 zatem trzymam kciuki i poczekam na wersję gotową.
Odpowiedz
~alka666 1 m.
Aja dziękuję
Odpowiedz

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin