jasno ciemno
Rankor — część 8 Rankor — część 6

Rankor — część 7

 Poprzednia część: https://t3kstura.eu/pokaz_tekst.php?id_txt=3826

 

 Tulsa, Oklahoma, USA

 

 Obszerny parking obok pustostanu po McDonald’s wiał pustkami. Cztery samochody. Jackie otworzył pierwszy z brzegu, zanurkował wewnątrz i odpalił z kabli pod kierownicą. Był głody, dziewczyna także, choć oboje starali się nie skarżyć. Od zawsze człowiek jadał tylko produkty pochodzenia zwierzęcego lub roślinnego i nagle pewnego dnia coś zaczęło się zmieniać. Nikt nie potrafił ustalić, kiedy dokładnie, był to bowiem proces – najpierw powolny, następnie z każdym dniem nabierający tempa. W konsekwencji sto procent zwierząt zaczęło przejawiać agresję, nawet domowe pupile. To właśnie przez nie ludzie się zorientowali. Wszystkie domowe pieski, kotki, potem także zwierzęta hodowlane, każde z nich przestało być przyjazne i uległe. Zdziczały. Pierwsza społeczna reakcja wypełniła po brzegi gabinety weterynaryjne. W ruch poszły środki uspokajające dla zwierzaków. Bezskutecznie. Proces nasilał się z dnia na dzień. Dochodziło do starć, człowiek kontra zwierzę, do pierwszych mordów. A potem natura jakby zaczęła się łączyć, grupować, jakby puszcze przyciągały swoich mieszkańców, jakby fauna i flora stały się jednością, pełnoprawnym rezydentem tej planety, a ludzkość intruzem, pasożytem, wirusem. Ewoluowały też zjawiska pogodowe. Deszcz ciął skórę do krwi, burze niosły śmierć. Nawet niebo się zmieniło, niczym oczy drapieżcy przybrało bardziej żółty odcień, zastępując tak piękny, znany błękit. Nic nie było już takie piękne.

 

 W ciągu kilku tygodni pojawił się głód. Ludzie zjedli zapasy, plony i ruszyli na szaber. Plądrowano najpierw sklepy, potem hurtownie, magazyny. Wkroczyło wojsko, ale broń nie jest wystarczającym argumentem do uległości, gdy każdy przeciętny obywatel zdaje sobie sprawę, że ci ludzie tam, na każdym szczeblu władzy, tak samo, jak cywile nie mają zielonego pojęcia, co się do cholery dzieje. A cywili było więcej. Straciła sens walka między sobą w sytuacji, gdy niesprzyjający stał się cały otaczający świat. Zapanowała anarchia. Cóż pozostało w tej sytuacji? Jedyna słuszna droga – przystosować się. Tak właśnie uczyniła większość osób, wprawni myśliwi nadal polowali, spora część ludzi zaczęła prowadzić podróżniczy tryb życia, poszukiwali jedzenia, bezpiecznych miejsc. Nie funkcjonowała policja, więc bezpieczeństwo stało się pojęciem mglistym, odległym, nieistniejącym. Powstały noclegownie z karczmami, gdzie płacić należało mięsem, najlepiej przynieść świeżo ubitą zwierzynę, której cześć otrzymywało się jako posiłek, a za resztę można było spokojnie spędzić noc w miękkiej pościeli i jako tako strzeżonym miejscu. Atrakcyjna oferta, zwłaszcza gdy ktoś miał u boku zmęczoną ciągłą wędrówką kobietę lub dzieciaki.

 Czasami mężczyźni grupowali się i ruszali na większe wyprawy po zwierzęta, ale wtedy, bardzo często, las ich pochłaniał. Nie wracali lub gąszcz wypluwał jednego ocalałego szczęśliwca, zapewne ku przestrodze, bo relacja, jaką z siebie wydobywał, trącała o pomieszanie zmysłów. Postawiono więc na bezpieczniejsze rolnictwo. Niestety ziemia przestała wydawać plony – jakby zakończyła współpracę. Nic nie chciało rosnąć, a nawet jeśli, to psuło się, nim zaczęło dojrzewać.

 

 *

 

 Jackie i Pini postanowili zajrzeć do kilku domów. Plądrowanie sklepów wiązało się z większym ryzykiem. Oboje czuli, że nie mają na to sił. Zaparkowali na skraju cichej uliczki, posesje wydawały się opuszczone.

 – Żadnych płotów, spokojna dzielnica. – Chłopak wygrzebał z kieszeni skręconego z tytoniu i bibuły koślawego papierosa. – W Kanadzie żyliśmy w domku pośród pustkowia. Najbliższy sąsiad trzy mile dalej.

 Dziewczyna wyraźnie się zainteresowała, więc kontynuował:

 – Gdy pierwszy raz przyjechałem do USA, stopem… – Obydwoje uśmiechnęli się pod nosem. – Pamiętam, że najbardziej dziwiły mnie właśnie takie osiedla. Domek przy domku, przed każdym zadbany suv, wypielęgnowany angielski trawniczek, identyczna skrzynka na listy przed każdą posesją, domki z bliźniaczo podobnej cegły i atmosfera szczęśliwej sielanki. Dualistyczne uczucie, nie sądzisz?

 – To znaczy?

 – Z jednej strony piękna sprawa. Poczucie, że świat jest naprawdę fajnym miejscem, a ludzie żyją sobie w szczęśliwych rodzinach, otoczeni dobrami materialnymi, w udanych związkach i przyjaznych relacjach z sąsiadami. Że niczego im nie brakuje, każdy dzień zaczynają z poczuciem chęci do działania, a nad ich głowami słońce świeci otoczone bezkresnym, cudownym błękitem. A z drugiej, hm… Jakbym oglądał obrazek. Jakby ten widok, te posesje, ta perfekcja, ta zawiesina dobrobytu była czymś syntetycznym, sztuczną wizją, imagem. Jakby po przekroczeniu każdych drzwi, każdego z tych domów, na każdym z podwórek zaczynały się nowe historie. Historie naszpikowane emocjami od zewnętrznej sielanki, przez wewnętrzne problemy, aż po złożony w głowach tych ludzi świat. I jakby tylko z zewnątrz miało to wyglądać dobrze, przykryte powłoką ogólnie przyjętych, obowiązujących reguł. Rozumiesz?

 – Mniej więcej.

 – Bez znaczenia. Wszystko i tak się spierdoliło. Teraz już nic niczego nie udaje. Teraz jest wszystko takie, jakie jest.

 Weszli do pierwszego domu po prawej. W korytarzu leżał trup, a raczej to, co z niego zostało – do cna rozłożone szczątki. We wstępnych oględzinach z bezpiecznej odległości łatwo można było stwierdzić, że to kobieta. Albo facet w spódnicy.

 – Ciekawe co ją zabiło? – szepnęła Pini.

 – Zapewne ukochany Fafik. Albo obcy ludzie. Mogła nie zdążyć zjeść wszystkiego, poszukajmy żarcia.

 Zadbany dom, zdjęcia wnuków na kredensie, do połowy wydziergany sweter na drutach i stos krzyżówek. Na nocnej szafce w sypialni powieść Agathy Christie z zakładką na stronie czterdziestej siódmej. „Morderstwo w Orient Expresie”. Nie dowiedziała się, kto zabił. Dużo śladów chęci życia zgasłych przedwcześnie niczym martwy płód. Na kuchennej posadzce dwie miski, obok smycz i obroża z grawerem: Rasti.

 – Jebaniec ją pewnie zagryzł – zdiagnozował Jackie. Jego towarzyszka miała jednak inną koncepcję.

 – Albo ktoś ją zabił, skradł całe jedzenie i psa.

 – Albo przeczesał folwark po fakcie, tak, jak my teraz.

 – Może i tak.

 Przykryli szczątki prześcieradłem i ruszyli dalej. Zaczęło zmierzchać. Tylko w jednym domu przy całej ulicy świeciło się światło.

 

 *

 

 Saskatoon, prowincja Saskatchewan, Kanada

 

 Sophia Johnson szykowała się na wyprawę. Wiedziała, że to, co dzieje się w lasach, nie jest przypadkowe. Analizowała sytuację długo, dochodząc do wniosku, że właśnie tam powinna szukać przejść. Otwierają się, gdy wejdzie się dostatecznie w głąb. Miała plecak i nóż, bak pełen paliwa i list do wysłania w tafli Redberry Lake.

 

 Drogi Johnie,

 myślałam dziś o tym, że Jackie zostawił mnie właśnie przez te listy. Sceptycznie podchodził do tej korespondencji, nie wierzył, że możemy rozmawiać. Bardzo mnie zabolało, gdy wykrzyczał mi w twarz tę straszną teorię, ten stek kłamstw! Próbowałam porozmawiać z nim na spokojnie, jak wtedy, gdy był małym chłopcem i usiłowaliśmy wytłumaczyć mu świat. Ale już nie jest chłopcem, jest dorosłym mężczyzną i ja, jako matka, akceptuję to w pełni. Zmienił się, ma swój świat. Podobno dzieci tak właśnie mają, prawda? Starałam się zawsze akceptować w nim wszystko, ale mam takie małe marzenie, aby on akceptował też mnie. Aby akceptował nas.

 Wiesz, on chyba nie ma w sobie tej siły, którą mam ja. Łatwiej było mu założyć najprostszą z wersji, jego własną, wyssaną z palca, niemającą żadnego oparcia w rzeczywistości teorię. A tłumaczyłam setki razy, że… że nie ma zwłok. Gdyby tatuś umarł, zrobilibyśmy pogrzeb. Byłyby zwłoki i trumna, pożegnalna msza, cmentarz, ksiądz. U nas nie było ani zwłok, ani trumny, ani pogrzebu, mszy, cmentarza, księdza, wieńców, zniczy, u nas nie było nic!!!

 Trzasnął drzwiami i tyle go widziałam, zostawił matkę z takim problemem! Przecież wszyscy widzą, co się stało ze światem! Czy on tego nie widzi? Johnie, czy nasz syn jest aż tak ślepy?

 Tłumaczyłam mu spokojnie, mówiłam – Jackie, skarbie, posłuchaj mamy jeszcze raz. Twój ojciec przeszedł tam, ale wróci. A jeśli to się będzie przedłużało, to… to my sprawdzimy, to my pójdziemy, przecież musi istnieć jakiś sposób! Skoro nie było zwłok!

 Nie chciał wejść do tego jeziora ze mną. Poddał się. Nasz syn się poddał, Kochanie. Nasz syn, Jackie Jr Johnson, jest tchórzem.

 Wiesz, mogłabym o tym pisać i pisać. Chyba ciągłe brak mi rozmowy twarzą w twarz. List to nie to samo. Zawiozę go jutro tam gdzie zawsze. Tak jak ostatnio, tylko że teraz już nie wiem. Zgłupiałam, Kochanie. Ostatnio zanurzyłam się z nim, ale coś mnie sparaliżowało. Nie potrafiłam dalej wejść. Nogi odmówiły posłuszeństwa. I wtedy pomyślałam straszną rzecz. Pomyślałam sobie wtedy, Kochanie, że, och! Doprawdy nie wiem, jak mogłam tak pomyśleć. Przebiegło mi przez myśl, że mnie tam nie chcesz. Że się o mnie martwisz i troszczysz, i że mnie ostrzegasz albo… albo coś gorszego. Albo, że kogoś tam masz… Ha, ha! Tak, wiem, absurdalne. Sophia, Ty mała wariatko! Ha, ha, ha!

 I tak sobie pomyślałam, że pójdę do lasów. Tyle się mówi teraz o tych lasach. Z jedzeniem jest coraz gorzej, w niektórych regionach podobno bardzo źle. Wiesz… ciężko mi samej. Coraz bardziej tęsknię. Nie wiem, czy możesz już wrócić… Czy wiesz w ogóle jak... Trochę się to przedłuża, targają mną wątpliwości, staram się sobie radzić, zjadłam nasze koty, wiesz? No jakoś musiałam sobie poradzić i byłam dzielna. Hoduję kasztanowych ludzi, zapomniałam wspomnieć. To dość skomplikowany projekt, ale ma szanse powodzenia.

 Jak zwykle za bardzo się rozpisałam, ech… Smutno mi, Kochanie. Smutno mi, że wciąż nie ma Ciebie i że nasz syn… że w zasadzie nie mamy już syna. Za dużo przykrych słów. Zostawił mnie tu.

 Wracaj, marynarzu.

 Na zawsze Twoja

 S.

 

 Kolejna część: https://t3kstura.eu/pokaz_tekst.php?id_txt=3877

9829 zzs

Liczba ocen: 3
93%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: *Ritha
Kategoria: inne

Liczba wejść: 43

Opis:

Dodano: 2020-08-07 19:36:13
Komentarze.
~oko 5 m.
świat dla młodych i przebojowych. starość zdychająca po cichutku, tam, gdzie niewielu zagląda.
Odpowiedz
*Ritha 5 m.
oko bywam antyutopistą
Odpowiedz
Aż trudno uwierzyć w psa atakującego domowników. Dlatego to dobry pomysł. Koty są bardziej płochliwe, zachowały dziką naturę, w przeciwieństwie do ułożonych psów.
Lasy... Czy tam ludzie znajdą odpowiedź na to, co się stało z przyrodą?
Odpowiedz
*Ritha 5 m.
alka666 hm, raczej rzadko wyjaśniam do końca Dziękuję za wizyty
Odpowiedz
Ritha nie szkodzi, samo wyjdzie z kontekstu
Odpowiedz
z dużym wykopem
Powoli odkrywasz co się stało ze światem i jest to świetny zabieg. Dobre jak zawsze z chęcią przysiadłabym nad taką całą książką, odcinka od rzeczywistości, marzenie
Odpowiedz
*Ritha 5 m.
SylviaWyka dzięki wielkie miło słyszeć
Odpowiedz
"Był głody" - głodny;
"mglistym, odległym, nieistniejący" - nieistniejącym
"której cześć otrzymywało się" - część;
"Chyba ciągłe brak mi rozmowy" - ciągle;
Fajnym dodatkiem są te listy, dają inną perspektywę, no i na pewno bardzo działają od strony emocjonalnej. Okazuje się, że świat wymyślił sobie doskonały sposób na pozbycie się ludzi - w takiej sytuacji prędzej czy później wyniszczą się nawzajem i wymrą - to się nazywa prawdziwa apokalipsa. Może nas to kiedyś czeka? Choć chyba takiej apokalipsy na własnej skórze bym przeżyć nie chciała.
Odpowiedz
*Ritha 5 m.
alfonsyna łoo mamo, ile literówek...
Ano taką apokalipsę sobie wymyśliłam
Odpowiedz
Ritha ja jestem proapokaliptyczna - popieram każdą apokalipsę, byle była skuteczna!
Odpowiedz
*Ritha 5 m.
alfonsyna ja też
Odpowiedz
z dużym wykopem
Początek powiał Atwood. Toczy się to dalej i tak sobie myślę, że to jest bardzo dobrze napisana historia.
Odpowiedz
*Ritha 4 m.
Adelajda pisane na wariackich papierach
Odpowiedz
z dużym wykopem
"Pierwsza społeczna reakcja wypełniła po brzegi gabinety weterynaryjne." - pięknie ujęte.

"Nie funkcjonowała policja, więc bezpieczeństwo stało się pojęciem mglistym, odległym, nieistniejący." - nieistniejącym

Fajna wstawka z tą powieścią. W ogóle detale robią klimat. Strasznie mi tu The Last of Us zalatuje, ale w Kingowksim wydaniu.

Ja pierdzielę, ale list to ciary. Wariatka w pięknym wydaniu 🤯


Odpowiedz
*Ritha 4 m.
Can, fajno, że cwałujesz, szerzej odniosę się przy komentarzach obok. Dziękuję za wizytę, błęda reperuję na pniu
Odpowiedz
fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin