Podrzeć ciszę Maraton

Cisza

 Słowem niedokończonym zostałem stworzony. Jak jakiś bubel z taśmy schodzący chytrze ukryłem się pośród podobnych. Knują. Milczą i knują, każdy po swojemu próbuje nadać znaczenie dla siebie w tym tutaj świecie odpadków. Siedzimy niby razem, a każdy z osobna. Każdy knuje swoje knucie, jedynie słuszne dla knującego egzemplarza. Straszne to. Okropne i ciemne knucie. Nikt nie wie, co go czeka za moment, nikt nawet się nie domyśla przyszłości ciut odleglejszej niż oddech następny. Siedzimy i knucie, aż burczą brzuchy i w uszach szumi. Knucie. Straszne, powolne i zmiętolone przez wszystkie przypadki, podłe czasami, albo naiwnie wiarą podszyte knucie siedzi w pudle obok i mamrocze jak ja.

 

 Co ja tu robię w tym cyrku, w tym szpitalu schizofreników zatwardziałych i nieuleczalnych? Czym zasłużyłem, kto mi tę krzywdę uczynił i za co? Knucie. Mozolne i nieustające. Pudło napełnia się kolejnymi przerażonymi bublami, które podobne wcześniejszym dołączają do stada by wespół mamrotać. Czasem, z zimnym przeciągiem znikają egzemplarze zakurzone, szarością opalone i ze starości niezrozumiałe. Czasem spadnie nieszczęśliwy tak głupio, że już przy spadaniu rozsypie się na części – takie toto wystraszone perfidnie, albo bubel…

 

 Wszędzie buble. I mamroczą. Mamroczą własne marzenia i własne światy widzą, a przecież donikąd ich to nie zaprowadzi. Nic od nich przecież tu nie zależy. Hałda bubli – to rośnie, to kurczy się, wreszcie … Nic. Patrzę dokoła i nic. Może mi ucho odpadło, albo ktoś palec w nie wetknął, ale nie. Cisza. Cisza i ciemność. Pogasło wszystko i marzenia wyblakły. Nic. Ciemność tak gęsta jak pustka. Esencjonalna i niewybredna – pożarła wszystko wokół i nas też. A przecież nie ma nas – jestem ja, on, i następny on… a może to ono, albo ona?

 

 Nie wiem, ale to nie moje zmartwienie. Mam inne. Knułem sobie spokojnie, a tu nagle nic. I co mnie to ono obchodzi, skoro czarne światło, i ciemność i nic… Nie wiem co mam ze sobą zrobić. Buble są nerwowe, ale milczą w strachu. Bo też pewnie nie wiedzą. One nie wiedzą i oni. Ja też nie wiem i nie ma kogo zapytać. Co za paskudna sytuacja. Jeszcze jestem? Chyba jestem, bo kiedy sprawdzam w ciemności to czuję, że jestem. Jest coś co dotykam i czuję jak własne – jak mnie czuję. Znaczy siebie. No tak. Więc jestem i oni/one pewnie też, ale cisza i ciemność i nic trwają nadal, jeśli nadal jest w ogóle możliwe. Bo nadal wymaga czasu, a ten nie wiadomo, czy w ciemności istnieje i w nicości czy działa…

 

 I tylko cisza… Cisza upiorna, kosmiczna cisza czarnej dziury. I buble milczą dokoła. I boją się chyba jak ja, bo poza dłońmi, które czują jeszcze nie dzieje się nic. Wyciągam trochę odważniej te dłonie przed siebie, jeśli przód w ciemności ma jakieś znaczenie. Może ma. Oby miał, bo wyciągam. Wyciągam i czuję. Jest dobrze. Znaczy lepiej. Czuję i nie jestem to ja. Czuję obce. Pewnie czuję inny bubel, bo trudno czuć nic, albo ciemność. Jest tam. Inny bubel zapewne, bo gdyby to było nic, to już by mnie zjadło i zniknąłbym pewnie stąd. Kto przejmowałby się jednym bublem, który już nawet nie mamrocze? Po co on komu. Ale ja czuję. Dotykam i czuję. Obcy bubel na wyciągnięcie dłoni. Też milczy. Pewnie też się boi.

 

 Coś mnie dotyka nagle w tę wyciągniętą dłoń. Boję się okropnie. Nie wiem co miałoby chcieć mnie za dłoń chwytać, więc się boję. A moja dłoń przecież na innym leży bublu. Lekko zaciskam myśląc niepewnie, że on? Ona? I ja… razem może nas ten dotyk w ciemności nie weźmie. Nie wciągnie nas w nicość, gdyśmy razem we dwóch/ we dwoje? Może nawet we dwie? Nie wiem. Boję się okropnie owej ciemności, nicości i dotyku. Ale wciąż nic się nie dzieje i milczenie ciemne milczy z nami wszystkimi, gdy nie ma nas, są tylko pojedyncze okazy bubli na kupkę zrzucone. Nic trwa i nie dzieje się naprzód.

 

 Więc może nie ma czasu i można bezpiecznie sprawdzić? Po cichu, żeby nikt nie usłyszał wyciągam drugą dłoń w stronę tej pierwszej. Bardzo ostrożnie, żeby nie spłoszyć, żeby nie sprowokować nicości. Wyciągam i w końcu chwytam. Chwytam tę nicość w drugą dłoń i czuję. Nie siebie i nie własną dłoń czuję, ale też nie nicość i nie ciemność czuję pod ręką drugą. Więc co? Pewnie bubel czuję pod ręką. Myśli pływają mi pod sklepieniem, ręce mi drżą i mieszają się zmysły. A może to nie ja drżę, tylko ten bubel, który znienacka przecież po ciemku schwytałem. Rany boskie! Coś mnie chwyta za drugą dłoń. Tę, która trzyma coś w ciemnościach – to coś, co trzyma tę moją pierwszą na bublu położoną.

 

 Co się dzieje!? Ratunku!!!. Ale cicho. Nie prowokować. Próbuję oddech wyrównać, żeby nie dyszeć, żeby milczeniem w tej ciszy trwać i nie rozbestwić potwora ciemnego. Oddycham raz… Dwa oddycham… pod dłońmi drży mi coś, a więc nie moje to drżenie, trzy… Ciemność drży, czy bubel? Nie wiem, ale i tak spętany do cna i uwięziony nie mogę nic. On/ona/ono też.

 

 Raz kozie śmierć. Przyciągam, bo ze strachu umrę tu zaraz, więc niech się dzieje. Przyciągam. Ciągnę mocno i czuję jak się zapiera, ale nie popuszczam. Determinacja rośnie. Ciągnę i jest wciąż bliżej owo coś – może bubel? Ciągnę do łez wysiłkiem ze mnie wyduszonych i nagle czuję więcej. Czuję pot, łzy i rozpaczy smak czuję naprzeciw. Jak to? Nicość w rozpaczy? Ciemność we łzach? Nie to bubel wystraszony bardziej jeszcze niż ja. Wargi suche do krwi, serce wali jakby miało mi zaraz wypaść na zewnątrz, ale jest dobrze.

 

 Dobrze jest bardzo. To bubel tylko. Niegroźny. Przyciągam i przytulam do siebie. Niech wie, niech się uspokoi. Patrzę, chociaż ciemność kompletna. Czuję wreszcie jak się uspokaja, jak mu gaśnie staccato oddechu do naturalnego rytmu, jak wiotczeją mięśnie. Żeby mi tylko nie umarł. Nie teraz. Ale nie – przytula się i oddaje uścisk. Przysuwa się bliżej i z ust mi spija krople potu.

 

 Całuje mnie… Boże! Bubel mnie całuje, chociaż nic nie widzę. Oczy mi rosną z zaskoczenia, kiedy dostrzegam wreszcie coś – dwa małe, błyski światła. Jakby gwiazdy. Takie srebrne punkty daleko na niebie zawieszone nocami czarnymi ale te są tuż obok. I świecą do mnie. I w moich się odbijają i oddają ten blask tam, skąd przyszedł. Czy to już my? Czy tylko cisza i ciemność i nicość czekająca aby pożreć to ono i mnie osobno, lub razem?

Liczba ocen: 4
93%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~oko
Kategoria: inne

Liczba wejść: 12

Opis:

wolę tu... tu czuję się swobodnie i nic nie uwiera. nawet, jeśli nie jest inne, to jednak może choć troszkę będzie, kiedy sugestia się rozwinie, jak kłębek wełny.

Dodano: 2020-08-11 06:29:46
Komentarze.
~Aja 3 m.
z dużym wykopem
Kiedy pierwszy raz przeczytałam to opowiadanie zatrzymał się czas wokół mnie - przestało być cokolwiek poza tym co rozsypało się w samym środku duszy. Ten tekst jest wg mnie niezwykle głęboki metaforą życia. Wstrząsający odkryciem strachu i tęsknoty jakie każdy z nas w sobie nosi, ale mało kto potrafi się do tego przyznać. Doskonale obnażone najgłębsze lęki i największe poszukiwania jakich doświadczamy.

Nie czytam tego opowiadania. Nim się oddycha.
Dziękuję, że powołałeś je do życia.
Odpowiedz
~oko 3 m.
Aja
miło słyszeć. troszkę peszy tyle dobrych słów i chyba nie przywyknę do takich. dziękuję.
Odpowiedz
z dużym wykopem
Samotnością zieje. I lękiem. Ciekawość przebija przez woal niepewności i walczy... w ciemno.
Odpowiedz
~oko 3 m.
alka666
strach jest ośmiornicą i wszędzie ma macki.
Odpowiedz
oko to prawda. Czy sytuacja jest adekwatna do rozmiaru tego strachu?
Odpowiedz
~oko 3 m.
alka666
a czyja? mówią, że oczy ma wielkie, więc często przesadza... taki strach. czasem wystarczy czyjaś ciepła dłoń.
Odpowiedz
oko ciepła dłoń, powiadasz... Pewnie tak.
Odpowiedz
z wykopem
Fantastyczne te porównanie człowieka do bubla, wprawdzie potem tego słowa nadużywasz, ale rozumiem, że jest to zabieg celowy. Ogólnie bardzo fajny tekst, aczkolwiek sam temat pasuje na nieco krótszy. Pozdrawiam!
Odpowiedz
~oko 3 m.
MarekAdamGrabowski
dzięki za uwagi. tak - złośliwie i z premedytacją nadużywam słowa buble. może nawet zbyt oszczędnie.
dzięki.
Odpowiedz
z dużym wykopem
Zajebiste otwarcie tekstu i zabawa, albo żonglerka słowem „knuć” na początku! Wyszło lekko i niewymuszenie a to nie jest tak proste jakby się mogło wydawać!
Ogólnie to chyba jeden z najlepszych Twoich tekstów, które czytałem.
Odpowiedz
~oko 3 m.
Maurycy
dzięki a dobre słowo. tekst wyszedł chyba, bo kilka osób ma podobne do Ciebie wrażenie. knucie w milczeniu, indywidualne, pośród innych, którzy szukają strategii dla siebie i nie przyznają się nigdy, że tak na prawdę istotne jest tylko JA.
Odpowiedz

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin