jasno nowy wygląd
Kościółek w Seefeld in Tirol
<
Rankor — część 7
>

Rankor — część 8

 Poprzednia część: https://t3kstura.eu/pokaz_tekst.php

 

 Tulsa, Oklahoma, USA

 

 Jackie nacisnął dzwonek do drzwi. Wewnątrz najpierw szuranie, potem stłumiony głos:

 – Czego chcesz?

 – Szukamy jedzenia, zauważyliśmy zaświecone światło, więc pomyślałem… jesteśmy nastawieni pokojowo.

 – Wy?

 – Ja i kobieta, z którą podróżuję.

 Zaskrzypiał rygiel, uchyliły się drzwi. Zielonooka szatynka w skąpanej w krwi sukience i z wielkim tasakiem w dłoni uśmiechnęła się, ukazując rząd białych zębów. Pini złapała Jackiego za ramię, zacisnęła na nim palce. Chłopak przewrócił oczami i bezceremonialnie przestąpił próg.

 – Głód czy histeria? – Pytanie zaadresował do gospodyni przybytku. – Pobrudziła ci się spódniczka.

 – Miałam robotę, nie spodziewałam się gości, w zasadzie… w zasadzie nie wiem, po co was w ogóle wpuściłam.

 – A ja w zasadzie nie wiem, po co zapukałem.

 Przez moment mierzyli się wzrokiem. Pini stała w drzwiach. Schodami po przeciwnej stronie korytarza zbiegała zaniepokojona odgłosami Abigail. Jackie zlustrował spojrzenie obydwu lokatorek, zarejestrował szaleństwo w oczach jednej oraz strach w oczach drugiej. Pomyślał, że zdziczały.

 – Hej! – zawołał z syntetyczną wesołością. – Skoro też się wam nie przelewa, to może poszukamy czegoś razem?

 – Mamy mięso – stwierdziła chłodno Isabella.

 – O proszę, polujesz?

 – Tak.

 – Mhym. Są zwierzęta w mieście?

 – Może i są.

 Abigail wydawało się, że pomimo dźwięku wypowiadanych słów słyszy każdy szmer otoczenia, subtelne buczenie świetlówki, własny wydech i wdech. Sztuczna lekkość prowadzonej rozmowy wyostrzyła jej zmysły, jakby organizm wszedł w stan gotowości i rejestrował wszystko wokół. A może spowodował to głód?

 – W każdym razie miałyśmy właśnie razem z Abigail przyrządzić kolację – kontynuowała dziewczyna. – Och! Nie przedstawiłam się, jestem Isabella. – Wyciągnęła przed siebie dłoń. – A to moja przyjaciółka, Abigail. Studiowałyśmy razem w Oklahoma City, a wy skąd jesteście?

 Jackie i Pini także się przedstawili. Początkowe napięcie opadło. Przez moment wydawało się, że nigdy nie miało miejsca. Ale cała czwórka, każdy w zaciszu własnych myśli, doskonale wiedzieli, że coś się zdarzyło. Że nie każdy puzzel wskoczył na swoje miejsce, niektóre zostały wciśnięte siłą. Mimo to udało się nawiązać pogawędkę. Isabella przebrała się w czyste rzeczy, nastawiła piekarnik, wyciągnęła przyprawy i mięso, które nie zdążyło jeszcze dobrze się zmrozić. Zaprosiła tych ludzi na wspólny posiłek dla Abigail, po to, by ułatwić jej całą sprawę, żeby nie myślała już o tym w tak potępiający sposób. Ale Abi nie odezwała się ani słowem.

 Jackie opowiadał o tym, jak poluje w lasach i co się tam dzieje. Mówił, że dzicz atakuje nie tylko fizycznie, zacieśniając gąszcz, ale uderza też w zmysły. Że trzeba to zrobić szybko, sprawnie i umiejętnie, i nie jest to łatwa sztuka. Dlatego mięso zostało walutą. Dziewczyny miały wino, ostatnie, jakie udało im się znaleźć na całej ulicy. Isabella uznała okazję za dostatecznie dobrą, by w końcu je otworzyć. Czerwone i wytrawne, najlepsze do pieczeni.

 – Te karczmy – mówił – gdzie płaci się porcją mięsa, w zamian otrzymując jego część oraz nocleg to naprawdę fajna sprawa. Jesteście w drodze, nie macie, gdzie go ugotować, upiec, ognisko przyciąga intruzów, a takie knajpy mają obstawę, która w zamian zawsze ma co jeść i nie musi hasać po lasach. A gdy podróżujecie dłuższy czas, to uwierzcie, że w końcu nie marzycie o niczym innym, jak pierdyknąć się w miękkie łóżko, nie martwić się niczym, odespać w spokoju i zostawić ten cały, pieprzony świat za świeżo wypranymi firankami.

 – No ale w lesie możesz zginąć, polując. – Isabella nie spuszczała wzroku z Jackiego, w ogóle nie zwracając uwagi na Pini.

 – Niby tak, ale, jak widać, jakoś żyję.

 – No tak. Facet to jednak facet. Wypijmy za mężczyzn! – Podniosła do góry dłoń oplecioną wokół kielicha z winem. – Prawdziwych takich! Ab, kochanie, zjedz trochę.

 Mulatka zmusiła się do przełknięcia jedynie małej porcji.

 – Bardzo dobre – potwierdził Jackie, kiwając głową i przeżuwając kolejny kawałek. Popił winem, gestem ręki zachęcając do tego samego Pini.

 – Jesteście parą? – dopytała Isabella.

 – Tak – bąknęła Pini.

 – Mmm, nie dziwne, jesteś piękna. A ten defekt – szepnęła, nachylając się do kobiety i dyskretnie wskazując opaskę na jej oku – tylko dodaje pikanterii. Masz szczęście! Masz szczęście, że wyhaczyłaś porządnego faceta, w dzisiejszych czasach trudno, oj trudno… I jak, smakowało? Zostaniecie na noc?

 – Jeśli macie na tyle miejsca – odparł Jackie, nie siląc się na konsultacje oferty z towarzyszką – i jeśli nie będzie to problem, chętnie uwalimy się gdzieś w kącie.

 – Rozgośćcie się. – Isabella wrzuciła pustą butelkę po winie do kosza pod zlewem. – Nie wiem, po co to robię, nikt już ich nie zabiera, nie widziałam śmieciarki od tygodni, równie dobrze mogłabym ją wypieprzyć przez okno.

 – Co sądzicie o jedzeniu syntetycznym? Będzie ogólnodostępne?

 Ku zdziwieniu wszystkich pytanie padło z ust Abigail. Jackie podjął temat.

 – Ludzie głodowali już w czasach, gdy zwykłe jedzenie było ogólnodostępne. Nie tak dawno temu byłem w Tennesse, nocowałem na farmie u pewnego rolnika, miał na imię Steve i był serio spoko gościem. Gdy jego kury zdziczały, próbował je okiełznać prądem, specjalne ogrodzenia i różne takie. Nie niosły już jajek, więc próbował utrzymać hodowlę dla mięsa, jednak zabicie każdego z tych ptaków wymagało wejścia do środka zagrody. I wiecie co? Rozdziobały jego żonie twarz. Zmasakrowały ją. Zarówno Steve, jak i jego kobieta, nie zdawali sobie sprawy, jak bardzo rozszalałe były ptaszyska. Jak małe pierzaste demony. I ta kobieta położyła się w łóżku i leżała kolejne dwa miesiące, aż którejś nocy Steve wstał napić się wody i zaplątał się w wisielca dyndającego pod kuchenną lampą. Kur nie było już dawno. Nie da się więc już niczego oswoić, niczego hodować. Liczę, że ludzkość wymyśli inny sposób na przetrwanie. Potrzeba jest matką wynalazków.

 Isabella kiwała ze zrozumieniem głową, Pini przyglądała się własnym liniom papilarnym, Abigail natomiast nie mogła się powstrzymać, by nie zadać Jackiemu kolejnego pytania:

 – Myślisz, że my, ludzie, też się tak zmienimy? Myślisz, że to już… może się dziać?

 Mężczyzna rozłożył bezradnie ręce.

 – Starczy tych trudnych tematów! – wykrzyknęła druga z kobiet. – Możecie spać w pokoju po lewej, jest pusty. Pozmywam. Co by się nie działo, trzeba zachować pozory normalności. To pomaga nie zwariować.

 Pini i Jackie podziękowali i ruszyli w stronę wspomnianego pokoju. Abigail zakomunikowała, że przyniesie im ręczniki. Po kilku minutach stanęła z nimi w drzwiach. Bawełniane frotte, jeden niebieski, drugi kremowy, pachnące proszkiem. Podała je Jackiemu, wwiercając się wzrokiem w męskie spojrzenie. Teraz nie tylko dostrzegał, ale również czuł targający nią niepokój.

 – Nie zasypiaj.

 – Co?

 – Nie pozwól sobie na sen – szepnęła najciszej, jak potrafiła, po czym zniknęła za winklem korytarza.

 Chłopak chciał coś powiedzieć, dopytać, ale w efekcie bezwiednie otworzył tylko i zamknął usta.

 

 *

 

 U.S. Route 83, Mound City, Dakota Południowa, USA

 

 Podróż drogą numer 83, główną autostradą numerową z południa na północ kraju, przebiegała Charlesowi względnie spokojnie i przyjemnie do momentu, gdy trafił na maleńką miejscowość, w zasadzie zabitą dechami wiochę, raptem kilka budynków, które wyłaniały się zza skonstruowanej z pojazdów blokady wzdłuż jezdni. Dwa traktory, suv, jeep. Trzech mężczyzn i kobieta siedząca po turecku na masce jednego z wozów. Miętoliła w buzi palce, obgryzając paznokcie. Charles zahamował.

 – Dzień dobry, panowie.

 Kobieta podniosła wzrok.

 – Oraz droga pani – dodał. – Nie chciałbym niepokoić państwa swoją obecnością, dlatego…

 – Dlatego zjeżdżaj – wtrącił najwyższy z mężczyzn.

 – Oczywiście. Gdyby panowie byli łaskawi przestawić wozy, byłbym zobowiązany.

 Gęstniejącą atmosferę wypełnił gardłowy rechot.

 – Patrz, Phil. Facet przyjeżdża do nas do domu i każe nam przestawiać nasze samochody na naszej drodze.

 – To zdaje się międzystanowa…

 – I jeszcze nas poucza!

 – Okej. – Charles zgasił silnik. Przez spuszczoną szybę uderzała mieszanka zapachów: rozgrzanego asfaltu, potu, alkoholu. – W czym problem, panowie?

 – W tym problem, że to nasza trasa. Płatny przejazd.

 – Dziękuję, jestem biedny, skorzystam z objazdu.

 – Objazd też jest płatny. Możesz zawrócić.

 – Mogę też wysłuchać propozycji, jak mniemam. Jestem Charles.

 – Siema, Charles. A ja jestem Bill. Duży Bill. A to jest gruby Will i szybki Phil. I nasza mała niunia. – Kiwnął głową w kierunku dziewczyny. Ta uśmiechnęła się, ukazując rząd zębów z ułamaną prawą, górną trójką. Puściła Charlesowi oczko, po czym rozstawiła nogi na szerokość reflektorów, podciągnęła kwiecistą, przybrudzoną spódnicę do góry i zaczęła się dotykać. – Nie pognieć maski, kochanie. I jak, pasuje ci taki zestaw, Charles? Czterdzieści kilo mięsa i jedziesz dalej.

 – Zwariowałeś.

 – Dwa psy ważą więcej, wypierdalaj.

 Facet określony mianem grubego Willa faktycznie był przy kości. Miał dżinsowe ogrodniczki, dżinsową koszulę i rumieńce rozlewające się na pulchnej twarzy. Phil, w stroju przypominającym odzież wędkarską i bliźnie od skroni, przez policzek aż po wargę, stał oparty o ciągnik i bacznie obserwował rozmawiających, co jakiś czas przeskakując wzrokiem na zabawiającą się z samą sobą kobietę. Bill miał bluzę i bojówki, zacięcie w oczach i kilkudniowy zarost.

 – Chyba ci stanął, Charles. Za porno już nam wisisz.

 – Nie mam mięsa.

 – W takim razie możesz oddać samochód i pójść dalej pieszo.

 Mierzyli się wzrokiem. Dziewczyna doszła z głośnym jękiem.

 – Zobacz tam. – Charles wskazał kierunek, z którego przybył. – Wiesz, przez co prowadzi ta droga? Wiesz? Przez pola. Pustkę. Nic! Nie ma nic wokół. Trawa. Skąd mam ci wziąć zwierzę? Gdyby był las, mógłbym zapolować. Ale nie ma.

 – Chcę go – oznajmiła kobieta. – Niech mi zrobi dziecko.

 – Zamknij się, Ellie!

 – Niech mnie zeeerżnie!

 Billi odwrócił się i ruszył z wyraźnym zamiarem zdzielenia jej w twarz, zdążyła jednak zeskoczyć i przebiec kilka jardów z obłąkańczym śmiechem. Kucnęła obok jednego z budynków. Po chwili wokół jej bosych stóp popłynęła strużka moczu.

 – Wybrałeś się w podróż na pusto? Bez zapasów? Masz mnie za idiotę?

 Charles wysiadł z wozu, obszedł go, otworzył bagażnik. Bill również podszedł i nachylił się nad zawartością – dwie spore lodówki turystyczne. Właściciel samochodu otworzył pierwszą z nich, po brzeg wypełnioną porcjowanym mięsem.

 – Sprawdź sam drugą.

 Billi uchylił klapę kolejnej, zważył w dłoni kilka mrożonych zawiniątek, po czym zatrzasnął wieko. W kolejnej sekundzie w jego krtani zatopiło się ostrze noża trzymanego przez Charlesa. Nim Phil i Will zorientowali się w sytuacji, napastnik trzymał już w dłoni wyrwanego Billowi obrzyna. Wystrzelił prosto w klatkę piersiową grubasa w ogrodniczkach. Buchnęła krew i strzępy torsu.

 – Ty możesz żyć! – krzyknął do ostatniego z mężczyzn. – Rzuć strzelbę!

 Posłuchał. Broń rąbnęła o piach.

 – Gleba, Phil!

 Facet podniósł ręce do góry, uklęknął, a zaraz potem położył się na wznak z policzkiem przytulonym do rozgrzanego asfaltu.

 – Jak tam, Ellie?! – wrzasnął Charles. – Wciąż miło w lędźwiach?!

 Dziewczyna wychyliła się zza suva.

 – Ręce nad głowę i dołącz do kolegi.

 – Nic nie zrobiłam, oni mi wszystko kazali – wydukała, spełniając polecenia. Już się nie śmiała, szaleństwo jej spojrzenia zastąpił strach.

 – Ilu tu macie ludzi?

 Tym razem cisza, więc ponowił pytanie, poprzedzając je wystrzałem w najbliższą stodołę. Kobieta przywarła do asfaltu tak gorliwie, jakby chciała zanurzyć się pod jego warstwą.

 – Zrobię ci dobrze buzią, tylko mnie nie zabijaj. Dwóch ludzi przy drodze, jeśli pojedziesz w prawo i dwóch, jeśli w lewo. W Mound tylko my. Billi mi wszystko kazał. Mamy dużo jedzenia. Zapasy bardzo duże.

 – Gdzie są kluczyki od tych wozów?

 – W stacyjkach.

 – Ok, Ellie, wstań, wejdź do jeepa i go przestaw. Potem do suva i zrób to samo. Na końcu traktor. Bez sztuczek, bo mózg Phila zmieni konsystencję. Od ciebie zależy, czy będzie żył. I czy ty również wyjdziesz z tego bez szwanku.

 Trzy minuty później międzystanowa numer 83 prowadząca przez Mound City – zabitą dechami wiochę w Dakocie Południowej – była przejezdna.

 

 Kolejna część: https://t3kstura.eu/pokaz_tekst.php

 

12446 zzs

Liczba ocen: 3
93%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: *Ritha
Kategoria: fantastyka

Liczba wejść: 110

Opis:

Dodano: 2020-08-11 16:16:56
Komentarze.
~oko 8 m.
ładnie się rozwija.
Odpowiedz
*Ritha 8 m.
oko dzięki
Odpowiedz
"nocowałam na farmie u pewnego rolnika" - nocowałem;
"ruszyli w stronę wspomnianego pokoju. Abigail zakomunikowała, że przyniesie im ręczniki. Po kilku minutach stanęła z nimi w drzwiach wspomnianego pokoju" - tak mi się w sumie wydają za bliskie siebie te "wspomniane pokoje";
"Kucnęła obok jednego z budynku" - budynków;
"otworzył pierwsza z nich" - pierwszą;
"wyrwanego Billowy obrzyna" - Billowi;
I mam zagwozdkę, komu kibicować w tym ewentualnym starciu - Jackiemu czy Isabelli. Muszę to jeszcze przemyśleć. W ogóle za dużo chyba tych apokaliptycznych rzeczy czytam / oglądam itd, bo całą noc się męczyłam ostatnio we śnie w jakimś postapokaliptycznym świecie, więc może jednak nie będę myśleć za wiele... Swoją drogą, mnie by się ta gościnność Isabelli wydała od początku podejrzana, zatem czuję nosem krwawą jatkę!
Odpowiedz
*Ritha 8 m.
Ło matulu, ile baboli! Melduję, że nareperowałam wszystko
Ha, ha, no przemyśl, przemyśl, ale taa, lepiej nie myśl, skoro już sny Cię nachodzą, postapokaliptyczne
Jak zawsze dziękuję za wizytę, czujne oko i refleksje
Pozdrówki
Odpowiedz
Eh miałam poczekać na następną no ale nie mogłam haha
Zupełnie jak odcinkowy serial, do tego zajebisty!
Odpowiedz
*Ritha 8 m.
SylviaWyka łaa, cieszę się, że Cię przyciąga! Dziękuję pięknie
Odpowiedz
z dużym wykopem
Ufff...!
Czyta się z zapartym tchem.
Odpowiedz
*Ritha 8 m.
alka666 cieszę się!
Odpowiedz
Ło babeńczuk, ale czad. W sensie - tyle czenściuf. Przylezę, jakem przylezę, ale widzę, że do stoła Twego, nastawianie wincyj, niż sowicie.

Odpowiedz
*Ritha 8 m.
Taa, to i przypomniało, że miałam wkleić kolejną część.
Odpowiedz
z dużym wykopem
Ja pierdzielę. Jest spotkanie z moją ukochaną parą psychopatek!!! Niech ich tylko tej Jackie nie zabije!!!


" – Mamy mięso – stwierdziła chłodno Isabella.

– O proszę, polujesz?

– Tak.

– Mhym. Są zwierzęta w mieście?

– Może i są." - yeeeee. Zlociszcz.



"Podała je Jackiemu, wwiercając się wzrokiem w męskie spojrzenie. Teraz nie tylko dostrzegał, ale również czuł targający nią niepokój.

– Nie zasypiaj.

– Co?

– Nie pozwól sobie na sen – szepnęła najciszej, jak potrafiła, po czym zniknęła za winklem korytarza." - ja pierdolę, jaka ta seria jest dobra 😳😳 kurdee.

Ej no, te wstawki, natura, rolnik, kury. Kurde. Wysylam i czytam dali


Odpowiedz
No i co, czy to lepsza część od szóstki. No ja się pytam. Kurde mać. Ten moment z porno-wariatką mignął mi kiedyś w rozmowie czy komentarzu.
Niechaj mnie kule biją, jeśli to się nie szykuje na najlepszą serię ostatnich lat. To trzaba wydać. Jak, srak, wspólnie lub oddzielnie, ale trzeba. Gnioty skaczą po szybach księgarni, a takie cosie nie.
No trzeba.


Tera tak, zastanawia mnie idea placenia za nocleg i oddawania sporej części - TRUDNODOSTĘPNEGO - mięsa, za... no właśnie, za co?
Czy spędzanie nocy (do tego opłacanie jej swoją krwawicą) do tego w towarzystwie najczęściej nieznanych osób, osób o niewiadomych zamiarach, jest logicznie uzasadnione i roztropne?

Ludzie przeszli na tryb wędrowny. Wkoło muszą być pustostany, gdzie można się skryć.

Z drugiej strony, jesli ustalimy, ze to jest jakoś tam opłacalne fla tegoni owego, to ile takich delikwentów będzie? Czy wystarczająco, żeby taki przybytek utrzymać?

A może oni jeszcze się czymś zajmują, a podróżni to dodatek?


No dobra, jestem na etapie, gdzie Abigail jak i ta druga żyją. Profilaktycznie nie przeczytam dziś następnej części i jeśli je zabiłaś, to masz jeszcze szansę to naprawić 😁


Nie no, żartuję. Strata musi boleć.

Równorzędna do szóstki albo lepsza, ale póki nie mam naładowanej broni wetkniętej w dupsko, nie muszę ustalać hierarchii.
Odpowiedz
*Ritha 6 m.
Can, tak, wspominałam Ci wówczas na mess, że trzasnęła mnie wizja takiej sceny :3
Widzisz, z tymi knajpami artykułujesz na głos moje wątpliwości. Ale już tego nie mogę zmienić, bo oparłam na tym całą resztę historii. Jedyne co mogę, to w ostatecznej wersji mocnej to umotywować.
Mięso stało się walutą. Więc z każdym miesiącem w świecie Rankor coraz mniej osób się dziwi. Baa, w zasadzie w pewnym momencie nie dziwi się już nikt. Mowa o miejscach, w których płacisz upolowanym mięsem, ale jego połowę (już przyrządzonego) jesz sam (i np. Twoja rodzina), do tego dostajesz ciepły kąt (a np. od trzech dni pada tnący deszcz, albo przyjdzie zima).

"Z drugiej strony, jesli ustalimy, ze to jest jakoś tam opłacalne fla tegoni owego, to ile takich delikwentów będzie? Czy wystarczająco, żeby taki przybytek utrzymać?" - jeśli nie, to człowiek, który popłynął za pomysłem ma miejscówkę na skraju lasu i swoją bandę w nim, w zasadzie nawet jeśli nie zjawi się nikt, to dobra opcja (tak sądzę)

Myślę, że naświetlam to jeszcze w kolejnych częściach, ale jeśli nadal będzie na glinianych nogach - daj koniecznie (!) znać

W sprawach życia/nieżycia jest to pojęcie bardzo płynne w tej opowieści Niestety części wiszą i gawiedź już opłakuje przeróżne straty Ku chwale Agathy Christie zmywającej naczynia (jak powszechnie wiadomo, wówczas wymyślała zbrodnie)

Dziękuję za motywadox w podwójnej dawce Właśnie siadam pisać, miłego dnia, Canulardo Przyjdź wieczorem na losowanie

Odpowiedz
Ritha będę, będę. Też już jestem po treningu. Zara piję yerbe - polecam - i tysz siadam
Odpowiedz
*Ritha 6 m.
Can nie mam garczka na to!
Odpowiedz
Ritha ja też nie mam. Słomki też.
Odpowiedz
*Ritha 6 m.
Can i co i tak normalnie? oooo! ok, rozważę
Odpowiedz
z dużym wykopem
Zacna część Nie poddawaj się, może chwilowy kryzys, może więcej niż jeden, ale nie poddawaj się
Odpowiedz
*Ritha 6 m.
Adelajda nie no, nie porzucam, po prostu będę go pisać do 2027 😏
Dzięki za wszystko, Ad ❤️
Odpowiedz
fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.