Taniec słoni mój gnój

TW #1 Świt białych wron

 Postać: Szalona francesca

 Zdarzenie: Samobójstwo popełnione łukiem

 Efekt: Napisz wywiad z osobą, która Cię obdarowała: Fanthomas

 

 

 Korytarz oświetlony przez lampy ledowe, zdawał się nieskończonym , prostym tunelem. A jednak odnosiło się wrażenie, ze na końcu skręca gdzieś w bok. Złudzenie? Niezupełnie. Po prostu wzrok nie obejmował perspektywy podziemia. Niczym wielka dżdżownica posegmentowana rura oparta na stelażach faktycznie zataczała koło. Jednak jej długość opierała się perspektywie i rejestracji zakrzywienia. Zupełnie jak horyzont na powierzchni, który odcinał tylko ciąg dalszy, fałszując postrzeganie oraz obłość Ziemi. Ogromne elektromagnesy, co dwieście metrów, nadawały wrażenie segmentacji pierścienicy. Melodia była szumem prądów na jałowym biegu. Wielki zderzacz hadronów w CERN, to był mały pikuś wobec tej konstrukcji. Umieszczona tu, pod starymi, zwietrzałymi już górami oraz w kresowych jaskiniach Jury była tajemnicą znaną nielicznym. Podobno tu pierwsze doświadczenia nad zderzaniem cząstek elementarnych przeprowadzali naziści w ostatnich dniach Wojny.

 W pomieszczeniu operacyjnym T3, Franceska po raz kolejny spoglądała na wykresy z monitorów. Nawet ten superkomputer stworzony na podstawie zdobytej technologii obcych, nie był jeszcze inteligentny. Potrzebny był duch w maszynie. Deus ex machina. A ona postanowiła zostać Bogiem. Stworzyć nowy Wszechświat na swój obraz i podobieństwo. Przeniesie swoją wolę do maszyny. Zapożyczona, czy też ukradziona technologia pozwalała na to. Nie była na tyle szalona, żeby nie zdawać sobie sprawy z możliwych konsekwencji. A jednak. Osobowość to nie ciało, ani nawet mózg. To wartość nadrzędna z monady informacyjnej. Aby zaistnieć potrzebuje zmiennej matrycy materii w energetycznej równowadze dynamicznej, czyli, albo białkowej żelatyny szarych i białych połączeń neuronowych, albo kwantowego superkomputera. Wszystko przygotowane. Współpracownicy, którzy znają tylko fragmenty zadań czekają na znak. Osuwa się na leżankę. Chełmopodobna konstrukcja okrywa jej czaszkę. Automat powoli wprowadza ją do kapsuły.

 Melodia prądu na korytarzu pierścienicy nagle drastycznie się zmienia.

 

 *

 

 Do roboty mam na rano. W mojej pracy rano oznacza przed świtem. Czuje się bardzo ważny, bo posiadam pewną tajemnice, którą musiałem zabezpieczać podpisem o nieujawnieniu, pod groźbą.... bla bla bla. Niewielu wie, co znajduje się pod miasteczkiem. Prawdę mówiąc, ja też nie wiem. Jestem tylko konserwatorem zderzacza T3. Tak nam mówili, że to zderzacz. Trochę mam pojęcia o fizyce i poszukiwaniach bozonu Hicksa, albo innych niespodzianek ze zderzeń hadronów. Fantazjuje o mikroczarnych dziurach. W ogóle, to jestem poetą. Niepublikowanym, ale jestem. Znam tajne, służbowe przejścia do podziemi. Jedno z nich znajduje się w pobliskim szalecie miejskiego parku. No więc siedzę sobie w tym parku, bo mam jeszcze parę minut. Świt szarzy się, a nawet jaśnieje na wschodniej stronie nieba. Niedaleko na ławeczce znajomy, nieznajomy, znowu karmi gołębie. Nie lubię tych sraluchów. Nagle niebo wywraca się na druga stronę. Znaczy, staje się czymś twardym i namacalnym, a potem zmienia kolor na różowy. Gołębie poczynają śpiewać różne melodie.

 Tylko że to nie gołębie, ale wrony, które posiwiały. Białe wrony. Znajomy, nieznajomy staruszek, chyba dostał ataku serca, bo przyciska dłonie do piersi. Ja zrywam się i pędzę do szaletu. Mówiłem, iż jestem poetą? Spodziewałem się czegoś takiego. Wyobraźnię mam nie najgorszą. Myślałem o pochłonięciu miasta przez czarną dziurę, albo odwróceniu grawitacji. No więc pędzę do szaletu, a tu park jakby się zwija i rozwija. Gołębie, tfu, białe wrony śpiewają bluesa, zamiast szaletu coś jakby supermarket.

 Szyld w zupełnie nieznanym języku. Coś pośredniego pomiędzy arabskim a chińskim. Wpadam tam. Towary jakieś dziwne, nie mam pojęcia czym są. Szukam toalety, bo przejście miałem, jak mówiłem, przez szalet. Przepycham się przez tłum kupujących. Nie od razu spostrzegam, że mają lekko błękitną skórę. Z początku myślałem, że to przez oświetlenie. Błękitni rozstępują się przede mną skonfundowani.

 No tak, nie widzieli chyba dotąd biało różowego. Ja próbuje pytać o kibelek. Na próżno. Przede mną sztuczny kwiatowy klomb. Wchodzę głębiej. Grzyby, ogromne grzyby. Coś pierdyknęło z góry. Jedna wielka purchawa rozpadła się wzniecając obłok kurzu, albo sporów. No, niemożliwe, z nieba nadciągają jakieś laski na miotłach. Inne siedzą w korytach, które śmigają po niebie przekraczając prędkość dźwięku, bo coraz to czuje hipersoniczne fale uderzeniowe. Wygląda na to że trwa jakaś walka. Potykam się i wpadam na budkę z serduszkiem. Nagle znajduje się w korytarzu zderzacza. Czuje jego wibracje. Ani chybi z prędkością światła zderzają się tam cząstki elementarne. Do operacyjnego pomieszczenia dowódczego jest niedaleko.

 Właściwie byłem tam tylko raz, a nie mam karty dostępu. Drzwi jednak rozsuwają się uprzejmie.

 Pusto, zupełnie pusto. To chyba jest super komputer kwantowy, o którym słyszałem plotki. Na monitorze błyska coś, w kolorach, których nigdy dotąd nie widziałem. Nagle ukazuje się twarz. Raczej odrobinę znajoma. Rany to dyrektor Franceska. Wykrzywia się i jęczy. Spogląda na mnie.

 - Musisz to powstrzymać, musisz, musisz!!!

 - Co niby mam powstrzymać – jąkam się.

 - To ja, to ja jestem odpowiedzialna za zagładę świata.

 - Świat wciąż istniał, tylko ze stał się ździebko dziwniejszy.

 - Musisz wyłączyć zderzacz.

 - Rozumiem, tylko jak.?

 - Musisz mnie zabić. Nie, to ja muszę zabić siebie. Muszę popełnić samobójstwo. To pętla czasowa i międzywymiarowa. Sama dostarczyłam sobie technologię. Nie było żadnych obcych. Tkwię w łuku. Żeby Wieloświat pozbył się otwartych granic, muszę się zabić. Muszę się zabić z łuku. Daj mi łuk, daj mi łuk. - Dyrektor Franceska z monitora oszalała. - Tylko za pomocą łuku mogę obudzić tę nieświadomą, fantomatyczną część we mnie, która pozwoli zatrzasnąć granice. Daj mi łuk i obudź Fanthomasa.

 Rozglądnąłem się wokół. W czymś, co przypominało biały sarkofag ujrzałem za szybą prawdziwą twarz dr Franceski. Wyglądało, jakby spała. Spojrzałem podejrzliwie na monitor.

 - Tak, to ja – rzuciła dr Franceska z ekranu. - Śmierć mózgowa. Po przeniesieniu świadomości do komputera kwantowego nic nie pozostało w pierwowzorze biologicznym. Myślałam, że będę zduplikowana, niestety, rybka albo pipka. Teraz jestem sztuczną inteligencją z kwantowym zasięgiem. Stany splątania i jednoczesność. Jestem AI, czy też SI ze zwykłą, ułomną, ludzką świadomością. Co gorsza zalogowałam się w Łuku. Nie jestem Bogiem, a ten sobie poszedł gdzieś już bardzo dawno temu. Jestem odpowiedzialna za włączenie zderzacza T3. Najgorsze, że uaktywnił się w niemal nieskończonym wachlarzu różnych rzeczywistości. Nie można mnie zabić, a to jedyna możliwość na wyłączenie mnie. Muszę to zrobić sama. Muszę popełnić rytualne samobójstwo łukiem.

 - Łukiem?! Skąd niby mam wziąć łuk? - Póki co przystałem na ekstrawagancję dyrektor Franceski. Kolejne monitory pękały z hukiem, rozsypując odłamki szkła i plastiku. Obok mnie pojawiły się jadowicie błękitne wyładowania elektryczne.

 - Czy może być łuk elektryczny - spytałem z głupia frant? Zamiast odpowiedzi twarz dyrektor Franceski uśmiechnęła się, wygładziła i przemieniła w dłoń, która wyszła z ekranu. Sięgnęła do największego wyładowania. To nie wyglądało jak łuk, raczej jak błyskawica. Usłyszałem westchnienie pani dyrektor.

 - Znajdź Fanthomasa. - Kolejne ekrany monitorów wciąż pękały. - To moja podświadomość i magiczne przeciwieństwo myślenia. Tylko On może wyłączyć to cholerstwo, jako ignorancka część mojej duszy.

 

 Nagle znalazłem się na ulicy. Dość dziwnej. Zamiast aut pędziły tam z niebezpieczną prędkością bicykle. Takie z wielkim kołem z przodu I maleńkim w tyle. Ogłuszające klaksony ryczały z małych trąbek naciskanych dłonią. Uskoczyłem na pobocze, a tam na trawie nagie kobietki. Zielonoskóre, ale przecudne, dopóki nie otworzyły ust. Zęby miały jakby rekinie i spoglądały na mnie z apetytem. Jak mam znaleźć Fanthomasa zanim pożrą mnie tutejsze piękności? Odniosłem wrażenie, że zęby miały również w wargach sromowych.

 Kogo spytać? Tymczasem tutejsi kowboje i Indianie stoczyli walkę. Kowboje zamiast koltów mieli samopowtarzalne kusze nadgarstkowe. Indianie zaś lasery, chyba lasery, bo błyskało spójnym światłem.

 No nie, zorientowałem się, że to jakieś tutejsze słoneczniki skupiające światło słońca. Gdzie znajdę tego Fanthomasa?

 Tymczasem, po przejściu kilometra napotkałem ludzi, którzy padli przede mną na kolana i zaczęli się modlić, bijąc głową o podłoże. To akurat mi specjalnie nie przeszkadzało. Jednak zauważyłem, że wznoszą konstrukcje w kształcie krzyża. No tak, mam długie włosy, ale Jezusa nie przypominam. Oni chyba myśleli inaczej.

 Uciekłem I fruuu.

 Nagle, ujrzałem gołębie, nawet mógłbym je znów polubić, ale nie, to były białe wrony. To znaczy, że chyba jestem blisko SI. Domyśliłem się, że szalona dyrektor Francesca jako sztuczna inteligencja wciąż mnie prowadzi do swojego echa w ignorancji, do Fanthomasa. Przy mnie umarła od łuku. Ale w Wieloświecie wciąż może żyć. W innej wersji. Enigmatyczny Fanthomas. Jak do niego dotrzeć? Wiem tylko tyle, że jest odpowiednikiem Franceski w świecie ignorancji, magii i zabobonów. Nagle mnie olśniło. Muszę poszukać magicznego odpowiednika tutejszego szaletu.

 Spostrzegłem pieska obsikującego drzewko. Zagwizdałem. Pogardliwie machnął ogonem, ale ja wiedziałem swoje. Też obsikałem drzewko.

 Przede mną, znienacka, pojawił się monitor i reszta dziwnego komputera, bo zbudowanego z bluszczu.

 Widziałem nawet rurę pierścieniową, czyli tutejszy zderzacz T3. Tylko że zdawała się prawdziwą, żywą dżdżownicą.

 

 - Szukam Fanthomasa!

 Cisza.

 Potem ziewanie i...

 - Czego?

 - Jesteś Fanthomasem? Chciałbym zadać tobie kilka pytań. Od tego zależy ponoć spójność Wszechświata. Czy to tu, to T3? U nas też jest podobne, ale trochę mniej liściaste. Czy znasz Franceskę?

 - Że niby kco?

 - No, nie wiem. To jakby twój odwrotny awatar. Ty sam ale inny/inna, włącznie z płcią i zawartością mózgu.

 - A chcesz wpierdol?

 - Eee, potrafię się bronić. Mam czarny pas przepuklinowy. I oglądałem "Karate kid".

 - Pytaj. Masz pięć minut.

 Tylko że ja nie miałem pojęcia o co pytać. Nie powiem mu przecież, że popieprzona Franceska zabiła się łukiem, żeby on się obudził z nieświadomości. W dodatku miałem wątpliwości, czy oni/one naprawdę byli żywe. Przypomniałem sobie stawiany krzyż. Czy też bym zmartwychwstał? Zacząłem więc delikatnie. Tak, jakbym prowadził wywiad dziennikarski.

 Nigdy wcześniej nie prowadziłem wywiadu, ale przecie jestem poetą. No wiem, marnym raczej, bo nigdy niczego nie opublikowałem. Jednak przecież los Wszechświata, poprzez spójność Wieloświata, zależał ode mnie. Od moich pytań i odpowiedzi nieświadomego awatara Franceski. Ważne, żeby wciąż był nieświadomy. W przeciwnym przypadku przejmie jej rolę w szaleństwie.

 - Fanthomasie, skąd te, hmm ciekawe, imię? Jak się znalazłeś na T3. Wiesz, gdzie jesteś?

 - A niby skąd mam wiedzieć. Fan to fan. Może lubię fanty? Na pewno lubię. Na T3? A co to jest? Kojarzy mnie się z czołgiem. Chwilunia, jest taki portal dla twórców. Nudzę się. Ale tak, pamiętam miałem strzelać z łuku. Strzeliłem?

 - Ona strzeliła, Franceska. Nawet nie, ona przyjęła strzałę. Dla ciebie, żebyś sobie przypomniał. Potrafisz śpiewać? No choć pół piosenki. Albo pół zwrotki. To ważne... Jesteś osobowością tego magicznego kompa. Stoi na drugim biegunie T3 z jaskiń krasowych. Franceska była jaźnią, która uruchomiła proces. Jesteś tu obcy, choć zadomowiłeś się wypierając Demona Maxwella. W tym świecie zderzacz jest żywy. To rodzaj dżdżownicy. Nie zderzacz, a połykacz. Aby zderzyć, czyli połknąć cząstki, trzeba zainkantować. Tu nie ma guziczków. Wszystko opiera się na magii. Musimy uruchomić tę glizdę, to odwróci proces.

 - Ale ja, kurwa, nie śpiewam. I dlaczego nie czuję penisa?

 - Bo go nie masz. - Próbowałem tłumaczyć.- Jesteś podświadomą stroną Franceski, a ona ma waginę. Ale możesz odzyskać, bo w jakimś świecie jesteś Fanthomasem z jajami i penisem. Musisz zainkantować.

 - Że niby co?

 - Przypomnij sobie piosenkę.

 - Ja się nie wydurniam, ja nie śpiewam. Przecież jestem Fanthomasem. Ale chwila.... O ranyy!!!

 I nagle w pochmurne, magiczne niebo wzleciały takty kołysanki. Zza chmury wylazł księżyc. W tym świecie miał gębę. Nieco obleśną, ale miał.

 - Aaa, aaa, były sobie kotki dwa. Więc śpij, bo właśnie księżyc ziewa i za chwile zaśnie...

 

 *

 

 Niebo otworzyło się i zatrzasnęło ponownie. Znajomy, nieznajomy, na ławeczce, karmił gołębie. Nie cierpię tych sraluchów. Nie wiem, dlaczego rozglądnąłem się za wronami. Do pracy mam na rano, skoro świt.

 Najpierw jednak do parkowego szaletu, bo przycisnęło mnie po mocnej, porannej herbacie.

 

 

 

 

 

Liczba ocen: 4
93%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~Alchemik
Kategoria: trening-wyobrazni

Liczba wejść: 93

Opis:

groteska, franceska s-f

Dodano: 2020-09-03 00:30:19
Komentarze.
~oko 3 m.
dobre. ładnie skonsumowałeś przydział. łuk elektryczny jest znakomity.
z drobiazgów - masz w tekście sporo literówek e-ę, warto przeczytać i poprawić. nie podoba mi się mały pikuś wpleciony w naukowy żargon i laska na miotle w podobnym zestawieniu. takie rzeczy lepiej pasowałyby w tym alternatywnym świecie. gość wyrażającyc się językiem fizyki kwantowej i pikuś - trochę mnie drapie. ale to tylko moje wrażenie być może. za to, w kolorowym świecie pełnym białych wron laska i pikus pasują doskonale.
powodzenia.
Odpowiedz
oko Literówki. 😉
Odpowiedz
Witamy nowy tekst TW
Odpowiedz
"e" i "ę"? Wspominałem, ze musiałem przepisywać z "niepolskiej" czcionki. Coś tam przegapiłem, ale poszukam i poprawie.
W kwestii twoich obiekcji, oko, dotyczącej zestawienia wyrażeń.
Facet jest tylko konserwatorem w tunelu, żaden z niego fizyk kwantowy. Miernota, raczej, z odrobina wybujałej wyobraźni.
A tam co rusz zmieniają się światy na alternatywne, a wlasciwie przeciekają granice międzywymiarowe. Kolo znalazł się w oku tego cyklonu Wieloświata zupełnie przypadkowo, oko. Spełniał role bohatera wbrew sobie. Jakżeż miał wiec określić strzelające panienki na miotłach. Nazywał je, jak potrafił. A "laski" to przyjęte określenie potoczne, choc moze niezbyt uprzejme. Nie czepiał bym się tez "małego pikusia". T3 naprawdę robiło wrażenie w porównaniu do zderzacza hadronów w CERN.
Odpowiedz
~oko 3 m.
Alchemik rozumiem, że uwagi nie są Ci potrzebne - przepraszam.
Odpowiedz
No, w istocie ogonki się pourywały, staraj się tego pilnować na dłuższą metę, bo to upierdliwe w czytaniu.
"posiadam pewną tajemnice" - tajemnicę;
"Fantazjuje o mikroczarnych dziurach" - fantazjuję;
"nie widzieli chyba dotąd biało różowego" - biało-różowego;
"Ja próbuje pytać o kibelek" - próbuję;
"bo coraz to czuje hipersoniczne fale uderzeniowe" - po pierwsze "czuję", a po drugie - "coraz to" chyba nie jest najszczęśliwszym stwierdzeniem i nie oddaje sensu zdania - może bardziej "Co kilkanaście sekund czuję hipersoniczne fale uderzeniowe", albo prościej "Co pewien czas czuję hipersoniczne fale uderzeniowe";
"Potykam się i wpadam na budkę z serduszkiem. Nagle znajduje się w korytarzu zderzacza" - kto się znajduje? Bo w tym kontekście to brzmi, jakby ta budka się znajdowała, więc raczej "znajduję się";
"Czuje jego wibracje" - Czuję;
"Rany to dyrektor Franceska" - przydałby się przecinek po "Rany";
"- Co niby mam powstrzymać(?) – jąkam się" - znak zapytania;
"- Świat wciąż istniał, tylko ze stał się ździebko dziwniejszy" - "że", no i to chyba nie jest element dialogu, więc wywal myślnik;
"- Rozumiem, tylko jak.?" - ta kropka to tam zbędna;
"- Czy może być łuk elektryczny - spytałem z głupia frant?" - ten pytajnik to dawaj po pytaniu czyli: "Czy może być łuk elektryczny? - spytałem z głupia frant(.)";
"wznoszą konstrukcje w kształcie krzyża" - konstrukcję, bo to liczba pojedyncza;
"Że niby kco?" - to jest celowe "kco" czy literówka?
"skąd te, hmm ciekawe, imię" - "imię" to liczba pojedyncza, a więc "to", a nie "te";
"za chwile zaśnie" - chwilę;
Nie chciało mi się już grzebać w tym ostatnim dialogu bardziej, bo parę rzeczy jeszcze do poprawy zostało.
Kurde, trochę mi się to wydawało chaotyczne, ale taki chyba był plan. Choć mnie przez ten chaos nie było łatwo przebrnąć, nie wkręciłam się w to wystarczająco mocno. Ostatni dialog z Fanthomasem w sumie trąci mi nienaturalnością, a już do samego Fanthomasa nie pasuje mi zupełnie. Doceniam jednak pomysł i wykorzystanie w tekście T3 i całego tego kontekstu. Fajnie wybrnąłeś z tego łuku i ogólnie z zestawu, który do najłatwiejszych nie należał. Jak na debiut poradziłeś sobie całkiem zręcznie.
Odpowiedz
Dziękuję Tobie bardzo, Alfonsyno.
Większość ze wspomnianych przez Ciebie tzw. literówek, zauważyłem juz sam.
To skutki niedokładnej translacji. Bylem zbyt zmęczony.
W kwestii interpunkcji jestem slaby, ale coraz silniejszy.
Dialogów uczę się dopiero, choc wydawało mi się, ze czytanie powieści i opowiadań nauczyło mnie tego.
"Te ciekawe imię", to mój straszny błąd gramatyczny, choc zwracam uwagę na gramatykę zaimków powiązanych.. Ot, zdarzyło eis. Dziękuję za zwrócenie uwagi. (Nie chciałabyś zostać moja korektorka?) Zauważyłaś te dwie kropki? To efekt rozpędu.
Wywiad z Fanthomasem odbył się naprawdę. Nie jest naturalny, albo jest, bo Fan uznał, ze mogę go nieco nagiąć. Fan posiada niesamowite poczucie humoru. Ja próbuję rozbudzić w sobie podobne. Opowiadanie jest chaosem celowym, choc nie do końca chaosem. To jak labirynt. Są tam drogi przez cyklon.
Alfonsyno, moze i jestem debiutantem, ale starałem się wykorzystać moja wiedzę z poezji, gdzie nie jestem i z czytania, czyli mojej namiętności.
Widzisz, co muszę przetłumaczać. Trochę pomaga słownik, który podkreśla i daje prawidłowy wyraz. Niekiedy jednak zupełnie bez sensu. To moja pierwsza korekta. Potem przerzucam na swojego maila. Tam robię druga korektę. Dopiero potem uruchamiam laptop, ten który się nagle zawiesza i wywala mi cały pisany tekst. Sięgam do swojego maila i kopiuje do "nowy tekst w ODF". Teraz prawdziwa korekta. Co chwila zapisuje, bo zapisane zostanie.
Alfonsyno, dziękuję za zwrócenie mi uwagi na błędy innego typu.
Ze tez chciało się Tobie tak zagłębiać w chaosie?

Ja jestem zwolennikiem teorii Multiversum. Dawno temu, kiedy nie miałem pojęcia o teoriach z mechaniki kwantowej, sam tworzyłem geometryczna teorie wieloświata.
Ot, dodawałem kolejne wymiary poczynając od przestrzeni zerowymiarowej, czyli punktu. Następnie linia, powierzchnia dwóch wymiarów zakrzywiona z kolei w trójwymiar. Trójwymiar miał być fotografia stanu. Bez czasu. Kolejny wymiar dodawał czas. To jak klatki filmu, który przesuwając się przed okiem obserwatora stwarzał ruch w czasie, czyli wymiarze czwartym.
Najciekawsze jednak było połączenie wielu filmów. Niektórych różniących się tylko szczegółem. Tak, w Liceum, wymyśliłem Wieloświat. W sposób geometryczny. Obecnie udowadniany jest przez mechanikę kwantowa, niestety, nieco za trudna dla mnie.
Stad to opowiadanie chaotyczne. To reminiscencje moich przemyśleń i odkryć młodzieńczych.

Przepraszam, znowu się zagalopowałem.

Alfonsyno, dziękuję.
Odpowiedz
Alchemik chaos sam w sobie nie jest zły, ja się dziś jakoś słabo skupiam, więc mogło mieć to wpływ na odbiór. Możesz tak z mojego marudzenia sobie wybrać rzeczy bardziej przydatne. Opowiadanie robi tak czy owak bardzo dobre wrażenie, bo widać, że wiesz, o czym piszesz i do czego dążysz, także wystarczy te drobne niedociągnięcia ogarnąć i już.
Odpowiedz
Ty się, oko, zaraz obrażasz. Uwagi od Ciebie są mi jak najbardziej potrzebne. Tylko wyjaśniam, porównuję sobie i stwierdzam, jakiego typu błędy popełniam.Po prostu część jest takich, ze są świadome.
Wstawiaj uwagi, oko.
Odpowiedz
*Ritha 3 m.
z dużym wykopem
"Tymczasem, po przejściu kilometra napotkałem ludzi, którzy padli przede mną na kolana i zaczęli się modlić, bijąc głową o podłoże. To akurat mi specjalnie nie przeszkadzało"

Heheszków jest więcej, ale pomijając już nawet aspekt humorystyczny, to po prostu, jak na moje oko, bardzo dobry tekst.
Podoba mi się bardzo tworzenie scen, pomysł i skonstruowany świat. Brawo...
Odpowiedz
Ritha, kłaniam się.
Taka ocena od Ciebie, wyzwala we mnie chęć dalszego pisania.
Wszelkie uwagi od czytelników biorę sobie do serca, wbrew temu co plotę w odpowiedzi.
Każde przeczytane opowiadanie z emisji TW, tez mnie uczy.
Ciesze się bardzo, ze wziąłem udział.

Nie wiem, czy jest sens wyjaśniać, ze nie trollowalem podczas rozdawania tematów?
Nie bylem przygotowany i nie miałem pojęcia o rytuale.
Przy tym korzystałem z laptopa, który znowu haniebnie mnie zdradził, zawieszając się ni stad ni z owad.
Czasami działa przez tydzień bez zarzutu, a niekiedy wyłącza się co chwila.
Zagubiłem się w nerwach i popędzającym czasie.

Jerzy Edmund
Odpowiedz
*Ritha 3 m.
Alchemik wyglądało to, hm, bardzo dziwnie Ale ok, wierzę. Ja byłam Treningiem
Pierwsze koty za płoty, szlus, zapraszamy na kolejne
A tekst świetny.
Pozdrawiam
Odpowiedz
Aaa, wyjaśnię dla Alfonsyny, zdanie, zapytanie
"że niby kco?"
Jak najbardziej świadome i żadna tam literówka.
To użycie moich poetyckich umiejętności do tworzenia skrótów metaforycznych.
"Kco?" to może być "kurwa, co?", "Kto, co?" I "Kto" z lekka pogarda umniejszająca osobowość.
Oczywiście Fanthomas z mojego opowiadania nie próbuje przemyśleć tych wersji. Pojawiają się niejako automatycznie, wynikając ze sposobu myślenia, który mu wrednie narzuciłem.

Przepraszam prawdziwego Fanthomasa, no tego z mojego świata i z T3, który jest tylko i aż portalem dla twórców.
Odpowiedz
Alchemik ok, takie wyjaśnienie mnie zadowala w pełni.
Odpowiedz
Ty Treningiem!? Ritho?!
Myślałem, że to obrzydliwy, pięciokątny facet z wąsami, albo kłami.
Awatary są zmyłkami.
Odpowiedz
~Aja 3 m.
Przeczytałam z zainteresowaniem - ładnie prowadzony tekst. Łuk i dialog z Fatomasem - super!
Zestaw nie najłatwiejszy, poradziłeś sobie dobrze. Jedyne do czego mam zastrzeżenia to kolokwializmy - ale może to moje spaczenie, bo za nimi nie przepadam.
Dobry debiut.
Pozdrawiam
Odpowiedz
Dziękuję, Aja.
Pozwolisz, że wrzucę parę slow o kolokwializmach.
Możemy ich nie lubić, ale są częścią nas. Tą subkulturową częścią, którą nasiąkamy przez cale życie. Przez słuchanie kolesi na ławkach, albo nawet nastolatków w autobusie. Wnikają w nas. I żadne savoir vivre nie pomoże, gdy przyjdzie czas. Emocjonalny zwykle, wyzwalając z nieświadomości kolokwialne słowa. Nie można ich używać w artykułach, chyba ze felietony. Opowiadania, niekiedy musza korzystać właśnie z kolokwializmów. Czasem z wulgaryzmów. Opowiadania nie mogą się odcinać od rzeczywistości. Moje się nie odcina, tylko przedstawia różne.
Może powinienem wymyślić kolokwializmy dla rożnych światów?

Owszem, jestem debiutantem.
Z drugiej strony, wcale nie jestem.
Pracowałem ciężko nad swoją poezją. To też pisanie, nawet trudniejsze.
Przenoszę doświadczenia na pisanie prozą.
Co ciekawe, to tu używa się kolokwializmów i wulgaryzmów.
W poezji niezwykle rzadko. Chyba że w szczególnej.

Jurek
Odpowiedz
Odetchnęłam, gdy wszystko wróciło na swoje miejsce.
Nie podeszła mi alternatywna wizja świata...
Odpowiedz
~Lucy 3 m.
Fajny tekst! Gratulacje
Odpowiedz
!sensol 2 m.
z wykopem
bmocno szalone. fantazja Cię nosi ale tekst mimo tych fajerwerków daje radę. czyta się lekko. dobra robota!

"Mam czarny pas przepuklinowy." - znakomite


Odpowiedz
z dużym wykopem
"Czuje się bardzo ważny, bo posiadam pewną tajemnice, którą musiałem zabezpieczać podpisem o nieujawnieniu, pod groźbą.... bla bla bla."
Czuję
tajemnicę

Masz sporo brakujących ogonków. Znajdziesz sam.


"Myślałam, że będę zduplikowana, niestety, rybka albo pipka. Teraz jestem sztuczną inteligencją z kwantowym zasięgiem." - boskieee



"- Znajdź Fanthomasa. - Kolejne ekrany monitorów wciąż pękały. - To moja podświadomość i magiczne przeciwieństwo myślenia" - hahahahahah, Fantomas magiczne przeciwieństwo myślenia. Yeee, zeszczałem się. CUDO!!!

"- A chcesz wpierdol?

- Eee, potrafię się bronić. Mam czarny pas przepuklinowy. I oglądałem "Karate kid". " - Jezuss, jakie to jest pojebanie dobre


Nie no, sorry. W życiu bym nie podejrzewał, że możesz napisać coś z takim jajem i na takim poziomie pędzącego absurdu.
Sztosix



Odpowiedz
No nie wiem, Can.
Wciąż podejrzewacie mnie o ekscentryczność na granicy absurdu, a tera dziwisz się zapisowi.
Wiem, z kolei, ze znacie mnie od strony wierszy. Wstawiam tylko te statyczne, które nazywam poezja, albo dynamiczne, które tez tak nazywam. Czyli nie znacie moich wierszy, ktorych nie nazywam poezja. Mógłbym być konkurencyjny dla Sensola. W szóstej klasie podstawówki napisałem poemat o Cioci Mili. Przepięknej kurwie z balonami, która miała rożne przygody po porwaniu przez łotrów, łowców ciał. Najciekawsze były te wśród Indian, kiedy uciekała przez interior, spływając Amazonka.
Ogonki postaram się poprawić, choc to trudne. Musze to robić na niezachowawczym laptopie. Zawiesza się zawsze nieoczekiwanie. Mam juz sposoby na nietracenie zbyt wiele, bo zapisuje co chwila, po każdym zdaniu.
Odpowiedz
Alchemik fakt, znamy Cię takim, jakim najczęściej jesteś. Czy to rola, czy to skóra wilka, czy jakaś część Ciebie. Wyhodowałeś jakiś swój spójny odbiór, a tym tekstem brawurowo go roztrzaskałeś, pokazując, że można wlecieć na "saluny" z wysokich lotów, abstrakcyjnym humorem, ociekającym groteską. Ja zostałem pozytywnie zaskoczony i niech mnie zaskroniec użre w żebro, jeśli to nie jest na dziś ostatni koment przed se pójściem spać.
Odpowiedz
Se idź. Ja po północy skomentuje Sensola. Wywiązuje się z nadanego obowiązku.
Ale tak naprawdę, to lubię go czytać i komentować.
Troszki inaczej niż inni.
Odpowiedz
"A jednak odnosiło się wrażenie, ze na końcu skręca gdzieś w bok" - że
"Czuje się bardzo ważny, bo posiadam pewną tajemnice" - czuję, tajemnicę
"Niedaleko na ławeczce znajomy, nieznajomy, znowu karmi gołębie." - pierwszy przecinek chyba zbędny
"Nagle niebo wywraca się na druga stronę" - drugą
"Czuje jego wibracje" - czuję
Ło panie, pokręcone i szalone. Nie brakuje ci wyobraźni. Ubawiłam się setnie przy twoim opowiadaniu.
Odpowiedz
Pkropka, serdeczne dzięki. Na brak wyobraźni nigdy nie cierpiałem, cierpię na jej nadmiar. Z interpunkcja to się nie kochamy zbytnio, ale coraz lepiej ja rozumiem.
W kwestii, tych niedociągnięć typu brak ogonka, to postaram się włączyć nieobliczalny laptop i poprawić.
Ogromnie się ciesze, kiedy ktos jest zadowolony z czytania.
To dla mnie największa nagroda.
Odpowiedz
~Anette 2 m.
Nawet niezłe.
Odpowiedz
Nawet nawet jest miodem na serce me, Anette.
Odpowiedz
~JamCi 2 m.
z dużym wykopem
Doooobreee...
Jakieś tam błedy po drodze były, ale tekst ciekawy.
Odpowiedz
Cała akcja przypomina ostro pokręcony, wiekowątkowy sen. Mnie przyśniło się kiedyś, że biję się na pięści z ubranym w biały garnitur wilkołakiem, który na szyi nosił złoty łańcuch. Działo się to w małej drewnianej chatce pośrodku gór, a przez przełęcz nieopodal maszerowała w tym samym czasie armia Tolkienowskich Uruk-Hai. Potem ni stąd ni zowąd okazało się, że siedzę na grzbiecie ogromnego pająka. To jednak nic w porównaniu z akcjami z Twojej opowieści.
Ciekawe doświadczenie czytelnicze!
Pozdrawiam!
Odpowiedz
Witaj,

Zacne opko

Zdanie cudo: "Melodia była szumem prądów na jałowym biegu." - chyba gdzieś zacytuję.

to tez genialne: "A jednak. Osobowość to nie ciało, ani nawet mózg. To wartość nadrzędna z monady informacyjnej. "


"Umieszczona tu, pod starymi, zwietrzałymi już górami oraz w kresowych jaskiniach Jury .." - raczej krasowaych

Pozdrowionka


Odpowiedz
^Halmar 2 m.
Pierwsze koty za płoty - bardzo udany debiut. Niezmiernie podoba mi się, jak w swoją narrację (zamknięta w klamrze koszmarnego snu) wplotłeś uniwersum Tekstury (ach, te poszukiwania Fanthomasa!), no i czarny humor (w tym dystans bohatera do samego siebie) oraz zagadnienia popularnonaukowe - coś, co U.W.I.E.L.B.I.A.M.
Niesamowita wyobraźnia twórcza i lekkie pióro - a przyjemność z czytania ogromna!
A jeszcze dodam, że sprytnie wybrnąłeś z zestawu
Odpowiedz
fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin