Butch (I) Etat Hioba

Goecja

 Tragedią wody, kiedy człowiek tonie.

 Tragedią ognia, kiedy człowiek płonie.

 I tylko żywi krzyczą.

 

 (Brudne Noir)

 Goecja

 

 Jeszcze nim wsiedliśmy do pociągu, pod dworcem, po kształtach mej towarzyszki rozpasały się pięciozłotówkowe oczy taksówkarzy. Skręciło mnie w kichach i jak później wyznała, miałem spojrzenie naładowanej strzelby, kiedy ta bazarowa barterioloza w cwaniackich kaszkietach pokrywających zalesione łby układała z nią w myślach horoskopy. Widać było dobrze po nalanych gębach, a jeszcze lepiej z objeżdżanych lubieżnie jęzorami wąsów, że pośród wspominek z wyjeżdżonych tras, wycwaniakowanych kursów czy innych miastowych historyjek, poszukują tych najpikantniejszych.

 Stanąłem, patrząc ze wstrętem, jak trzodę volvo-chlewną ogarniało nadekscytowanie. Trójgłowy Haboryn z miedzi, mój osobisty, dwudziesty trzeci demon piekła, brzeszczotem ognia zaczął dokonywać już podpaleń w głowie.

 "Dies irae — syczał. — Przekazuję tobie krzyk pokoju".

 Nie dziwiłem się zbytnio, że im wpadła pod tęczówki snów, bo pomimo ewidentnego zdewastowania bólem szła takim krokiem, jakby sama siebie uwodziła. Łasiły się po kształtach anorektycznych ud nieopisane jedwabie. Po rozdartych na kolanach jeansach leniwie pięły się wstęgi sierpniowego słońca.

 Jeszcze sekunda. Dwie – pomyślałem. – Następna porcja tych ich porno spojrzeń, dwuznacznych gestów i rubasznych porechotów, a... ruszę. Zakatuję. Pójdę niczym Gilgamesz na Aggę, filetując hałastrę rdzawym ostrzem finki. Wszystko w takt refrenu własnych skoślawionych nóg. Bo tak trzeba. Dlatego, że strata boli, Peru jest zbyt daleko, a przytulanie dymu wygryza oczom pistacjowy blask. Nie wolno hodować obaw. Kiedy nimi obrośniesz, staniesz się własną pierdoloną klatką.

 — Mamo, nie szarp?

 (Spokój. Misja Apollo, słyszycie? Brak pozwolenia na start).

 Spoglądam. Bydle maleńkie wzrostem, ale o bystrych, orzechowych oczach. Maksymalnie dziesięcioletni okruch chleba w zbyt dużym swetrze koloru morza w nocy i rzepolepych sandałkach. Dokądkolwiek jest pędzony, stawia zaciekły opór, będąc spadochronem pośpiechu swej matki. Ta we wroniej mantrze pokrakuje ciągle jedno zadanie: "Przez ciebie nie zdążymy. Przez ciebie nie zdążymy, przez ciebie nie..."

 Jebał cię pies, kobyło. Wpajaj mu od małego.

 — Boso, ale w ostrogach będę stał na nogach! — krzyczy wariat nieopodal kiosku, choć podarte, bo podarte, ale jednak jakieś buty ma. Więc to taki szaleniec-kłamczuszek. Taki starszy Cejrowski, co to mu po wydaleniu z wielkiej i wspaniałej Hamburgeryki pozostało jedynie bełkotliwym "kasz, kasz," nawoływać gołębie na zagrychę chlebem.

 W ogóle życie w rejonie tonęło w upierdliwym gorącu, obłażąc świat robakami słońca. Popołudniowy wiatr unosił drobiny żużlu, napływem płynnego szkła odbierając ostrość spojrzeniu, przez co załzawienie ujmowało złości. Poczułem się jak ślepy Chrystus miasta. Niezdolny wybaczać, więc kompletnie nieprzydatny ludziom. Marny ludzki worek z bólem serca w oczach.

 Nim weszliśmy w szklarnię poczekalni, na słupie ogłoszeń przeczytałem, że zaginął pies. Wypłowiały napis, zainfekowany już przez atrakcyjne chwilówki i otoczony oknami na raty, resztką czarnego tuszu wspominał o zgubie.

 "Czy widziałeś Honey?"

 

 W środku cmentarzysko ludzkich samochodów. Zakochany Wartburg, lat około trzystu, przyduszał do piersi chrapiącą syrenkę w kiedyś białej kurtce. Oboje ubrani jak przed zdobywaniem Nanga Parbat. Cebule w skórach cebul. Dwie przestrogi przed zbyt długim życiem, których smrodem można było wykoleić pociąg.

 A jednak obleciała mnie niezwykła przykrość. Pod okiem zaszczypał żal. Gdy tak patrzyłem, jak ta groteskowa formalina rąk i nóg wysokopiennie wspina się ku sobie, zrozumiałem, że nade mną milczy coś, o co nawet nie umiem zapytać. Zakochane manekiny chrapały w najlepsze wśród ogrodów plastikowych ławek zupełnie niepomne trawiących mnie właśnie rozterek. Rdza ich skóry przypomina szlochający czas.

 Aym ponownie zdołał zabrać głos. Wprost do głowy wszeptał, że takie są skutki, kiedy Szary Robak nieopatrznie uratuje Missandei. Że należy tutaj i należy teraz. W tym momencie. Do końca i do początku.

 Do krwi w zębach.

 — Musimy stanąć przy kasie.

 Zabolało mnie to: "musimy", bo przecież nic nie mieliśmy musieć. Przecież dlatego właśnie wyjeżdżaliśmy, żeby przez chwilę poistnieć we dwoje w tym nierozrywalnym akcie zszycia bliźniąt. Po to założyliśmy fundację. Patronite wielkiej ucieczki. Mieliśmy zobaczyć narodziny niedziel wszystkich siedmiu kontynentów ziemi. Zostać heroinowymi dziećmi własnych rąk. Teraz. Kiedy jeszcze nie rzucamy na tyle długich cieni, że ma to jeszcze odrobinę sensu.

 — Zobacz, co tu się dzieje. Masakra jakaś. Niedługo trzeba będzie zatrudnić tłumacza do radości.

 — Widzę — syknęła, a wszechhalne echo jeszcze nadirytowanie wzmogło. — Trzeba kupić bilety. W drugiej jest mało ludzi. Chodź!

 W drugiej, trzeciej, piątej. Wybór nieistotny, kiedy w każdą stronę tyle świata.

 Gdzieś po prawej pięćdziesięciokilkuletni Człowiek-Repead, powtarzał w bezustannym zapętleniu, że pragnie jeszcze raz wrócić do domu.

 

 Przed nami czterech identycznych łebków, chełpiących się podobieństwem do niczego. Cztery kaniołki, każda z półkolowym daszkiem, cztery takie same pary dresów. Taka moda. Staliśmy się drukarkami 3D, obliczonymi na pięć i pół litra czerwonego tuszu. Może nasze dzieci będą już miały @.com na końcu nazwiska, a wstając, trzeba będzie sprawdzić, czy aby na pewno ubierasz właściwy egzemplarz?

 Małolaty łase na bajerę bardzo szybko się dziś przezgredzają, wierząc w hienoterapię niedoświetlonych ulic. Nawet bananowcy coraz częściej porzucają klatkowy chów wypasionych chawir i idą w tango, wierząc w szybkie szkity, orient współplemieńców oraz braterstwo płowiejących tatuaży. A na końcu uderzają w mur. Życie to jednak nie Netflix. Plamy oczekiwań drapieżnie wywabia czas.

 Z tymi było podobnie.

 Przez chwilę staliśmy niczym stado różnorasowych zwierząt przy jedynym wodopoju w okolicy. Ujarzmieni wspólnymi potrzebami, łapaliśmy na siebie ostrość kącikami rogówek, lecz nic poza tym. Ich ostentacyjne żucie gumy, głośny byt i plemienne podśmiechujki zlatywały mi prętem parasola do momentu, kiedy jeden z klonów zapodał coś o jej szyi. Chyba spytał, czemu jest tak kurewsko posiniaczona. Na szczęście oczy stłamszone kontrspojrzeniem zdradziły, że ich właściciel jest zrodzony na takim właśnie hodowlanym chowie. Kilka sekund prosto z National Geographic. Dwie hieny kontra cztery antylopy. Cudowny stan odpiętego łańcucha. Moment, kiedy do pełni wolności brakuje już tylko morderstwa.

 "Dies irae. Zaczekaj".

 — Zwykłe kurwisko do szczania na plecy.

 "Dies irae. Wstąp".

 Jednym ruchem dobyłem harcerskiej finki. Gra w pikuty, sprawność z czyszczenia noża i teraz to.

 Za szybą kiosku gazety napis głosił, że prędko nie uwolnią Tymoszenko.

 

 

 Pamiętasz jeszcze Fight Club?

 Byliśmy tymi, którzy wybiegli tuż po końcowych napisach, odziani jedynie w pęd i uśmiechnięte twarze przyszłych trupów.

 Strupy krwi przypominały koralowe wyspy.

 Pęknięcia ust dryfowały falami wzburzonego morza paroksyzmu.

Liczba ocen: 3
90%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: *Canulas
Kategoria: inne

Liczba wejść: 39

Opis:

Dodano: 2020-09-03 22:00:55
Komentarze.
~oko 1 m.
w głowie potrafią zamieszkać światy nie do końca możliwe. gęste od wrażeń i wspomnień. piękny tekst. bardzo mi się podoba i niepokoi.
Aym ponownie zdołał zabrać głos.- abym, z wrażenia zjadłeś chyba literkę. a może tak miało być?
Odpowiedz
*Canulas 1 m.
Helloł, nie nie zjadłem. W Goecji Aym, jeden z synonimów Haboryna.
Gęstsze w treści, więc może dlatego Ci trochę siadł.
Dziękować
Odpowiedz
~oko 1 m.
Canulas tak to już jest z nieukami - trzeba im tłumaczyć, a i tak nie zmądrzeją. nic to - podobać się może każdemu. tylko świnia w gwiazdy nie patrzy, bo ma tak skonstruowany szkielet, że trudno jej to zrobić.
Odpowiedz
*Canulas 1 m.
oko haha, ze świnką dobre. Szanuję autokrzyżowanie, ale w tak, ekhm, subrelnych dziedzinach raczej trudno mówić o nieuctwie. To raczej nie jest powszechna wiedza 🤔🤖
Odpowiedz
~oko 1 m.
Canulas nie jest. za to ilekroć widzę liczbę 23 jesteś podejrzany. miałem już 23 ketonale, w Twoich tekstach i komentarzach ciągle się przewija, więc w naturalny sposób stałeś się nosicielem tej liczby. nie wiem, czy chcę uczyć się demonologii i dziedzin pokrewnych.
Odpowiedz
*Canulas 1 m.
oko, taaa, 23 to prawda. Obiekt winny.
Odpowiedz
~jagodolas 1 m.
z dużym wykopem
Zobaczyłem że nie ma notki głoszącej o leciwości tekstu to się rzuciłem.
"Stanąłem, patrząc ze wstrętem, jak trzodę volvo-chlewną ogarniało nadekscytowanie. Trójgłowy Haboryn z miedzi, mój osobisty, dwudziesty trzeci demon piekła, brzeszczotem ognia zaczął dokonywać już podpaleń w głowie."- to to.

" A jednak obleciała mnie niezwykła przykrość. Pod okiem zaszczypał żal. Gdy tak patrzyłem, jak ta groteskowa formalina rąk i nóg wysokopiennie wspina się ku sobie, zrozumiałem, że nade mną milczy coś, o co nawet nie umiem zapytać." - No i to. Jest jeszcze więcej ale właśnie doszło do mnie żew sumie cały tekst bym musiał przekleić, więc bez sensu.
Ogółem momentami bardzo na mnie oddziaływał ten tekst. Zgadzam się z Okiem, że piękny opko, chociaż słowo "piękny" słabo pasuje do Twej twórczości.
No, fajnie że tu wpadłem. W sensie że fajnie, że trafiłem na ten tekst

Odpowiedz
~jagodolas 1 m.
No i też przypomniała mi sję końcówka Ślepnąc od świateł - tam też motyw ucieczki, lognisko...zajebista książka tak btw
Odpowiedz
*Canulas 1 m.
jagodolas, taaa, tylko wiesz, fskt, że trochę przebudowane, skrócone, odjęte i nadpisane, ale jednak trzon leciwy 💀
Dziękuję za wizytację mesje jagodello.
Odpowiedz
~alka666 1 m.
Demon powiadasz? Ale Haborym? Ten Aym? Spłoniemy wraz z miastem...

Już nie lubię przeludnionych miejsc. Budzą we mnie niechęć. Z czułością wtedy myślę o Lilith.
Uciekam w Cyncynata.

Odpowiedz
*Canulas 1 m.
alka666 taa, ale sorry, Lilith jest dla mnie synonimem wyświechtania. Coś w deseń, nic o nad bez nas, w tym wypadku "bez niej".
Dziękuję za - śledzenie opek 😏
Odpowiedz
~alka666 1 m.
Canulas Lilith jest matką wszystkich demonów. Wyświechtaną, czy nie, nie zmienia to faktu, że każdy z demonów nosi w sobie cząstkę jej zła.
Odpowiedz
*Canulas 1 m.
alka666 😏💀
Odpowiedz
z wykopem
Umiesz tworzyć niesamowite, oryginalne zdania. To ci wyszło super. Z fabułą jest trochę gorzej; ale jeśli ją potraktować jako sarkastyczny sprzeciw wobec szarej codzienności to jest to ok. Pozdrawiam!
Odpowiedz
*Canulas 1 m.
MarekAdamGrabowski poszedłbym nawet dalej, bo tu nie bardzo jest jakaś fabuła, a przynajmniej nie w tradycyjnym tego słowa znaczeniu. Pewnie z pewnych względów to błąd. Tutaj porozrzucałem kilka obrazów, choć gdybym spróbował jeszcze raz, to tym razem był to zrobił niechronologicznie.
Co do oryginalnych zdań, to dziękować.
Odpowiedz
Canulas rzeczywiście ja wolę (jak to ująłeś) tradycyjna fabułę; aczkolwiek zaczynam się do takiej twórczości przekonywać. Pozdrawiam!
Odpowiedz
~alfonsyna 1 m.
"pięćdziesięciokilkuletni Człowiek-Repead" - a nie Człowiek-Repeat?
To jest w ogóle pewna skala nieprawdopodobieństwa, żeby jakiś teoretycznie posty obrazek namalować tak, że widzi się w nim jeszcze drugie, albo i trzecie dno. Tak właśnie jest u Ciebie - nic nie jest wprost, a jednak nakreśla się z tego jakiś obraz. Ty to masz taki dar zdaje się z natury, więc pielęgnuj!
Odpowiedz
*Canulas 1 m.
alfonsyna, oj, no taaa. Ciekawe czy kiedyś się uda coś bez literówki naskrobać. Za moment usprawnię. Kurdex, fajny komentarz. Masz dar do wmawiania dobrej, ale takiej uczciwej bajerki. Jak kogoś nie lubisz, powiedz mu takim stylem, że jest w stanie zatrzymywać oddechem pociągi. 75%, że go nie zobaczysz.
Odpowiedz
~alfonsyna 1 m.
Canulas nieee, jak kogoś nie lubię albo mnie wnerwia, to uczciwie jestem chamska, też działa!
Odpowiedz
*Canulas 1 m.
alfonsyna pięknie
Odpowiedz
~Wrotycz 1 m.
z dużym wykopem
"Nie dziwiłem się zbytnio, że im wpadła pod tęczówki snów, bo pomimo ewidentnego zdewastowania bólem szła takim krokiem, jakby sama siebie uwodziła. Łasiły się po kształtach anorektycznych ud nieopisane jedwabie. Po rozdartych na kolanach jeansach leniwie pięły się wstęgi sierpniowego słońca."
Boże, jakie to piękne. Widzę to, szkoda że nie umiem malować, a zdjąć aparatem czy kamerą nie można.
Pamiętam to opowiadanie. To wrzucenie w środek mocno przeżytej przez narratora historii, ta jej prawdziwość, szukanie i znajdowanie odpowiednio przylegającego rytmu każdemu szczegółowi - zachwyciła. I dalej magia działa.
Nic nie musimy, bo kiedy wiemy, jesteśmy w oku wolności.
Geocja? Zatytułowałam - Ochronię cię.



Odpowiedz
*Canulas 1 m.
Wrotycz pozmieniałem opko w najgorszy dla mnie sposób. Odchudziłem. Musiałem wybrać fragmenty, które pójdą na ścięcie. Było ciężko, bo nienawidzę tego robić, ale trzeba było, bo zwłaszcza na początku pierwotna wersja cierpiała na narcystyczne rozpasanie piszącego.
Fajne to "Ochronię Cię" i trafne.
Dziękować
Odpowiedz

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin