jasno ciemno nowa wersja
Bohomaz 2
<
Śnieżnie
>

Truskawki

  wskaż mi drogę bo zbłądziłam

  daj mi wody abym mogła napoić siebie i

  wszystkie moje uschnięte kwiaty

  zwróć mi głos abym mogła krzyczeć

 

  To lato jest inne. Bardziej chłodne, blade, zaspane. Doskonale pamiętam każde poprzednie, każdy poprzedni sierpniowy dzień, błysk słońca, słońca... którego już nie ma. Gdzieś przepadło. Zbłądziło. Nie dotarło na czas.

  To trochę śmieszne. Wiem, wiem, nie powinnam się z tego śmiać, w umieraniu nie ma nic zabawnego, ale wiesz, to mnie jednak trochę bawi. A może zwyczajnie mi odbiło? I już nie rozróżniam dobra od zła, nieskazitelnej bieli od czerni, truskawek od... krwi? Karmiłeś mnie truskawkami, obrzydliwe czerwonymi, obrzydliwe słodkimi truskawkami. Sok spływał nam po palcach. Spijaliśmy go z siebie.

  Wiesz, ona… przychodzi do mnie w nocy. Ma na sobie tą samą, jaskrawo zieloną sukienkę. Śniadą twarz okalają złote loki. Łapie mnie za rękę. Budzę się i już nie zasypiam. Idę do kuchni napić się wody. Piję prosto z kranu, bo zbyt bardzo się trzęsę, aby móc utrzymać szklankę. Zapalam wszystkie światła w domu. Siadam pod ścianą i czekam, czekam na wschód słońca.

 

  zerwijmy z nieba słońce

  odzyskajmy światło

  które zgasło dla nas

  zeszłego lata

 

  przetnijmy kraty za którymi

  samotnie umieramy

 

  Pamiętasz jak się mazała? Błagała nas, abyśmy nie robili jej krzywdy, naprawdę nie chciała umierać. Po obrączce na palcu można by sądzić, że była szczęśliwą mężatką. Ciekawe, jakie tamtego wieczoru mieli plany? Czemu się tak spieszyła? Może... romantyczna kolacja przy świecach? Wyszła wcześniej z pracy, aby kupić wino, on był już w domu, też wrócił wcześniej, chciał wszystko przygotować. Może był kucharzem i każdego dnia rozpieszczał ją swoimi potrawami? Myślisz, że lubili truskawki?

  Szarpała się, a wtedy ty skręciłeś jej rękę. Ochhhh, to było piękne. Jej krzyk. Wsłuchiwaliśmy się w niego, a kiedy nastała cisza, ja skręciłam jej drugą. Płakała czarnymi łzami. Z pękniętej wargi sączyła się krew.

 

 

 

  Jeszcze czasami za nami tęsknię. Wytatuowaliśmy sobie na nadgarstkach nasze inicjały. Przysięgaliśmy, że to będzie na zawsze, że my... Cóż za bzdura. Nic nie jest wieczne. Topniejemy jak śnieg, wypalamy się jak ogień w kominku, umieramy jak wyrzucone z gniazda pisklęta.

  Wypijmy za to, skarbie, za wszystkie stracone noce, wypijmy ten ostatni raz, bo w piekle, alkohol kosztuje krocie. I nawet diamenty, które zerwaliśmy z szyi tej kobiety, nie wystarczą, ani na kropelkę.

 

 

2454 zzs

Liczba ocen: 2
81%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~Mia123a
Kategoria: inne

Liczba wejść: 59

Opis:

Tekst napisany jakiś czas temu. Niezbyt udany.

Dodano: 2020-09-05 22:31:06
Komentarze.
~oko 7 m.
bardzo ładny tekst. trzyma w napięciu do końca. a ostatni akapit, to już mistrzostwo świata.
Odpowiedz
oko heh nie spodziewałam się takiej opinii 🙃 Miło. Dzięki
Odpowiedz
z wykopem
Noo, noirowo, noirowo. Ty chyba lubisz w takiej narracji na poły pamiętniczej, na poły wspominalczej podawać teksty. Chyba nie pierwszy to Twój w tej trudnej konwencji. Robi robotę paradoksalnie przez to, że ludzkości i człowieczeństwa w odbiorze, nadaje mu (tekstowi) nieprzesadne wymuskanie. Jest bardzo emocjonalny i naturalny.
Odpowiedz
Canulas ano lubię No dziękuję za komentarz, bardzo mi miło, fajnie żeś zajrzał
Odpowiedz
z dużym wykopem
Pięknie i mrocznie. I tak bestialsko. Ale jakże prawdziwie!
Odpowiedz
alka666 dziękuję i tutaj
Odpowiedz
fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.