W balecie zimowych noży Goecja

Butch (I)

 (Gatunek - trochę podpucha. W domyśle Kryminał-Thiller-Romans. Wyjdzie pewnie i tak jebnik).

 

 

 Eve była najgorętszą kurwą w Pensylwanii. Oczywiście nie powinno się uprzedzać faktów, ale chcę, byście wiedzieli o tym, jak najwcześniej. Dużo wcześniej ode mnie.

 Więc jak mówiłem, Eve była kurwą. Szczupłą, młodą i piękną, pół-ajzatycką kurwą o żółtych oczach oraz wprawnych ruchach zawodowego złodzieja późną nocą. Choć dziś już nie jestem pewien tych proporcji. Być może azjatyckość Eve kończyła się na szpakowatym spojrzeniu, a może jeszcze gdzieś indziej. Myślę, że gdy zapragnęła, była po prostu każdą ze wszystkich możliwych ras świata i nie jest to majaczenie z dna butelki. W zależności od rzucanych zaklęć stawała się tym, kim chciała. Słoneczny promień czy podeszczowy cień, nawet blizny od poparzeń na nadgarstkach – wszystko jej było korzystne.

 Ale jedno nie ulegało wątpliwości.

 Była kurwą.

 Zakochałem się w kurwie.

 Zamordowałem dla kurwy.

 Wiem, że brzmi to, jak wyidealizowane gdakanie starego dziada, ale takiej kobiety nie spotyka się nawet raz. Jej żywiołowość przypominała zbiegły z pieca ogień. Ciągła skrajność i zdecydowanie w działaniu nie pozwalały zaplanować z nią choćby kwadransa.

 

 Lubiłem swoją samotność. Byłem sobie rozrywką i nie potrzebowałem nikogo i niczego, by ten stan uszlachetniać. Wszystko, czego po skończeniu, użyciu, wypiciu, zjedzeniu czy wypieprzeniu, nie można było odłożyć, wydawało mi się osaczająco niebezpieczne. Ingerowało w wybór samotności. W moją ucztę myśli i taniec cieni na zapyziałej ścianie. Nigdy nie martwiła mnie perspektywa nagłego wyludnienia świata. Za to przeludnienia – tak. Jak najbardziej.

 Przerażała mnie perspektywa idiotycznych spotkań, konieczność głupich rozmów i bezsensowność gestów.

 "Zobacz, jak urósł. Gdzie pracujesz? Jak leci?" – Wszystkie podobne wtręty kojarzyły mi się z atakiem chmary komarów. Często popadałem w stany medytacyjnego odrętwienia, w których święcie wierzyłem, że jako ludzkość bardzo dawno spadliśmy i tak długo oszukujemy samych siebie, że upadek nazwaliśmy już lotem. Kłamiemy, by czuć się dobrze, grać swe role i nie odbezpieczać granatu. Bo tak już jest. Każdy człowiek nosi w piersi granat, który prędzej czy później eksploduje. Rodzisz się z tym granatem, dorastasz z nim, żyjesz, kończysz szkołę, poznajesz dziewczynę lub chłopca, jesteś ofiarą wypadku albo ten wypadek powodujesz. Po prostu grasz w udawaną grę z zachowaniem wszystkich wyuczonych za szczenięcia reguł. A śmierć puka do ciebie nieustannie. Czai się zawsze gdy śpisz, srasz, pieprzysz się, prowadzisz nocą wóz po śliskiej drodze albo majstrujesz przy antenie na dachu. Zawsze. O każdej porze. Dobija się około siedemdziesięciu razy na minutę. Stuk, stuk, stuk.

 Wreszcie przestaje się dobijać i umierasz.

 

 No ale wróćmy do Eve. Do jej prostych, czarnych włosów i nieznośnie kaszmirowych swetrów. Do jeansowych spodni, wpuszczonych w wysokie buty i tak czerwonej szminki, że gdyby ktoś roztrzaskał dziewczynie usta, dowiedziałbyś się o tym jedynie z poziomu ich smaku. Taak. Eve nie musiała się starać, by wyglądać. Przeciwnie. To otoczenie dostrajało się do niej. Miała w spojrzeniu porcjowany obłęd i – co już powiedziałem na początku – była kurwą. Nieprzyzwoicie piękną, najcudowniejszą z kurew Pensylwanii. Najlepszą lokatą pokerowego grosza czy drobnej kradzieży w sklepie. Wartą każdych pieniędzy i najostrzejszego nawet mordobicia. Wartą dosłownie wszystkiego.

 Ja na imię mam Butch. Po prostu Butch. No ale o tym wiecie już z tytułu.

 

 Od dawna osaczała mnie nicość, którą sam wokół siebie wyhodowałem. Miałem kiedyś Boga, ale nasze drogi się rozeszły. To był zły układ. Układ, który już rozwiązaliśmy. Ja przestałem udawać, że w niego wierzę, a on przestał udawać, że istnieje. Proste.

 Więc nie mam dziś Boga, ale też nie ma we mnie politycznej buty, skłonności do walk na tym tle. I to nie tak, że nie potrafię wykrzesać z siebie agresji. Z łatwością mogę zabić. Potrzaskać kark. Zawsze wiedziałem, że potrafiłbym odebrać komuś życie. Co więcej, sądzę, że następne dni niewiele by pozmieniały. Jeśli w chwili popełnienia morderstwa miałbym pracę – prawdopodobnie nazajutrz bym do niej poszedł. Jeśli planowałbym w tym okresie zakupy, nie zrezygnowałbym z nich.

 No ale dość może o mnie.

 

 Spotkałem ją w barze: "U Normana", obsiadującą stożkowaty stołek. Zgarbiona sylwetka, posiniaczona twarz. Wesołe oczy tykającej bomby.

 Sam byłem wówczas w nie najlepszej formie. Stary, gruby, miejscami zniedołężniały dziad, kompletnie nie w nastroju do jakichkolwiek gadek. Nawet z nią. A może zwłaszcza z nią. Takim kobietom trzeba bowiem imponować, starać się dla nich, prostować kręgosłup albo wciągać brzuch. Merdać ogonem i przynosić piłeczkę. Trzeba być swą najlepszą kopią, a ja zbyt dobrze czułem się w najgorszej. Akceptowałem swój zgarbiony cień i za nic w świecie nie chciałem go porzucać.

 Nawet dla niej.

 — Co możesz dać mi za piątkę? — zagadnąłem kręcącego się za szynkwasem wysokiego barmana. Facet miał krótko strzyżony wąs i bystre oczy zawodowego mordercy. Włosy nietypowo przylizywał pod prąd, co przywodziło na myśl wystraszonego jeża oświetlonego reflektorem ciężarówki. Był bardzo żywotny. Robił wszystkie te rzeczy, które robią barmani w filmach, na sekundy przed zdradzeniem informacji głównemu bohaterowi. Na moment przed złapaniem za fraki i rozwaleniem łba o ladę szynku. Grał swą barmanią rolę i wywiązywał się z niej oskarowo.

 — Mogę dać ci radę, żebyś dołożył drugiego piątaka, chłopie — zarechotał, uwiedziony potęgą własnego żartu. Śmiech przeszedł jednak w kaszel. Barman oklepał piersi pięciokrotnie, zapewne nieświadom, że właśnie odprawia katolicki akt pokuty. Gram w pokera, oczko i bakarata. Coś poza mną liczy takie rzeczy samoistnie.

 W końcu odkaszlnął i wrócił wyprostowany do swej poprzedniej roli. Ja z kolei westchnąłem. Ciężko. Zauważalnie.

 — Pokoje? Małe pokoje. Najlepiej jednoosobowe. Macie?

 — Trzydzieści pięć dolców doba. Od trzech są po trzydzieści.

 Tym razem już nie żartował, co było na swój sposób bardziej spójne, gdyż schludny wygląd i ponura mina upodabniały go do jednego z zawodowo wynoszących trumny. Szczupłego, reprezentatywnie wysokiego gościa. Takiego, który idzie zawsze z przodu, recytując z pamięci kondolencje roztrzaskanym emocjonalnie krewnym umarłego.

 — Nie chcę tu spędzić żadnych, cholernych, trzech dni! — odparowałem, kompletnie tracąc kontrolę nad wokalem. — Chcę pokój na jedną noc. Teraz!

  Musiałem mieć zaraz pokój. Byłem alkoholikiem samotności, natychmiast potrzebującym niewielkiego metrażu. Tapczanu, lampki nocnej, małej komódki na drobne bibeloty i zwykłych pierdolonych czterech ścian, o które mógłbym po prostu oprzeć plecy.

 Wtedy się odezwała.

 — Jesteś z HopeLand? Z męskiego skrzydła czubków?

 — Co to jest HopeLand?

 — Miejscowy dom wariatów.

 Westchnąłem. To nie przerywnik, wypełniający treść. Prawie zawsze wzdychałem, a jeśli nie, to naprawdę bardzo, bardzo często. Kupowałem tymi westchnieniami czas, by poszukać jakiejś lepszej odpowiedzi. Wiecie, wypaść korzystniej.

 Z reguły nie znajdywałem.

 — No więc nie — odburknąłem bez polotu w głosie. — Nie jestem z HopeLand?

 — A skąd?

 Zawsze mi czegoś brakowało, by sprostać wyobrażeniu o sobie samym. Uważałem, że na wszystko będzie jeszcze czas, że można się zrestartować i psychicznie odświeżyć. Zrozumienie, że już tego czasu nie ma, to najbardziej stroma karuzela, jaką możecie sobie sami zafundować. Czy jesteście wredni, krzyczycie, dąsacie się albo żarliwe modlicie, prawda taka, świata to nic nie obchodzi. Po prostu wypadacie z szyn, a wasz krzyk rozczarowania nie jest w żaden sposób oryginalny. Kolejka na dole długa i bardzo kręta. Każdy w niej czeka uparcie na te same kilka sekund jazdy.

 — Z więzienia — wyjaśniłem. — Wypuścili mnie rano, dali sto dolców na podróż i oddali czapkę z depozytu. To właśnie w nią dozbierałem jeszcze piętnastaka, czekając na pierwszy autobus. Sześćdziesiąt już przepuściłem.

 Najwspanialsza kurwa z Pensylwanii usiadła tuż obok mnie.

 

 

 

 

Liczba ocen: 2
87%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: *Canulas
Kategoria: romans

Liczba wejść: 30

Opis:

Co porozgrzebane, trzeba pozagrzebywać. Tak nam rozdziobuj - kruk

Dodano: 2020-09-06 22:02:06
Komentarze.
~alka666 1 m.
z dużym wykopem
O śmierci też myślę, że próbuje nas dopaść w każdym momencie życia. Szuka okazji, by dorwać i ułożyć do snu.
I ta potrzeba samotności, pokoju z dala od wszystkiego, czterech ścian z poczuciem bezpiecznej izolacji. Moje klimaty.
Odpowiedz
*Canulas 1 m.
alka666 tu już mi kiedyś mistrz sęsol przyuważył od bramy, że widać zafascynowanie Bukowskym. Tera mam zamiar (ho-ho, zamiary, zamiary. Kropla wina za zrealizowany, a nie będę już trzeźwy) wszystko dokończyć. A śmierć? Obecnie mam już psychikę wyprasowaną na tyle, by udać, że mamy tu do czynienia z rwącymi nurtami literackiej fikcji. Tylko kto kupi taki bałach
Odpowiedz
~alka666 1 m.
Canulas Bukowski, no właśnie. Pasuje mi u Ciebie.
Niech będzie fikcja, ale dobrze wpasowana w fabułę staje się inspirująca.

Wina mi nie brakuje, zatem wychylę trochę przy kolejnych częściach, za pomyślną kontynuację
Odpowiedz
*Canulas 1 m.
alka666 o proszę, noo będę walczył

Odpowiedz
*Ritha 1 m.
Opis ->
Pamiętam ten tekst, zerknęłam tylko, ułatw mi życie Canulardo i powiedz – czy wpadło coś nowego poza TW i przeoczyłam? czy wszystkie w powtórkach? Nie chcę, by umknęły mi nowości...
Odpowiedz
*Canulas 1 m.
Ritha same kotlecicha. Nowości w produkcji🤖
Odpowiedz
*Ritha 1 m.
Ok
Odpowiedz
~oko 1 m.
Trzeba być swą najlepszą kopią, a ja zbyt dobrze czułem się w najgorszej. - znakomite. i to z Bogiem też.
świetnie się czyta, szkoda, że krótko.
Odpowiedz
*Canulas 1 m.
oko noo, planuję dalej oczywiście. tak jak przedte i przed tamtym przedtem. Dziękować.
Odpowiedz
~Wrotycz 1 m.
z dużym wykopem
Spróbuj nie dopisać! Spotka Cię to, czego obawiasz się najbardziej, najbardziej, no!
Komentowałam już tę historię, nie zamierzam nudzić ponownie.
Odpowiedz
*Canulas 1 m.
Wrotycz o kurde. Nie no, plan jest, tylko czas
Odpowiedz
~Wrotycz 1 m.
Czekam na czas zatem, ale miej się na baczności
Odpowiedz

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin