jasno ciemno
TW#1 Morderstwo w Trzewioexpresie (2z2) Jak mi źle, bazgrze se
Praca Wyróżniona

TW#1 Morderstwo w Trzewioexpresie (1z2)

 

 

 Postać: Poszukiwacz piłeczek golfowych

 Zdarzenie: Erupcja tortu z zakalcem

 Efekt: Niech się pojawi krew na piasku. Nie musi być bohatera.

 

 

 

  Zegar na dworcu wskazywał siódmą rano, kiedy trzeci ekspres zatrzymał się na jednym z peronów. Numer pięć. Sześć wagonów, z czego tylko cztery były zapełnione pasażerami. Jesienią, kiedy wieczory były coraz dłuższe, ekspresy kursowały praktycznie na wpół puste, znacznie wolniej niż późną wiosną czy latem. Nadal jednak były najszybszym środkiem komunikacji w Thomasie. Edgar przekroczył próg poczekalni i w tej samej chwili zderzył się z duszącą chmurą zapachów inny ludzi i dymu papierosowego. Zajął miejsce tuż przy wyjściu, choć częściowo mając dostęp do świeżego powietrza z zewnątrz. W poczekalni ludzie głównie spali, udawali, że śpią i czytali gazety. Smutek przejął władzę, pozbawiając każdego choćby namiastki dobrego nastroju. Kasy z biletami miały być otwarte za trzydzieści minut, ale zwykle i tak przyjmowali z dziesięciominutowym opóźnieniem. To był czas na kanapki z pasztetem i ohydną olejową kawę dla „uroczych” maszkar siedzących po tamtej stronie zakratowanych i oszklonych kas. Edgar posępnie spojrzał w stronę peronu. Przez uchylone drzwi przyglądał się jak maszynista i pulmonolog kolejowy uzupełniają zapasy tlenu w miechowych płucach lokomotywy. Jej dyszenie przyprawiało o gęsią skórkę. Kolejne dwie stojące na sąsiednich peronach dołączyły do niej. Koncert roznosił się na cały dworzec, po którym stąpali zaspani pasażerowie. Jeden zdążył już wpaść tego ranka pod koła lokomotywy. Krwawy budyń, jaki po sobie zostawił na torach sprzątali dobry kwadrans.

 — Lubisz pociągi? — usłyszał, kiedy drzemka powoli zamykała jego powieki. Wszystko wokoło przyprawiało o znużenie. Jak nic zaspałby na pociąg.

 — To zależy. Lubię na nie patrzeć, ale niekoniecznie jeździć.

 — Ja też nie. Są okropne i śmiercionośne. Czytałem ostatnio artykuł, że Trzewioexpresy to najgorsza opcja do podróżowania po Thomasie. Są przecież windy ciśnieniowe, teleportery neuronowe, tyle różnych opcji.

 Facet wyglądał jakby naprawdę przejął się losem tych, którym portfel postawił ultimatum – albo Trzewioexpres, albo skarbówka i prace społeczne. Niewielu mogło protestować. Bilety pachniały taniością, ale śmierdziały sztuczną wyidealizowaną reklamą ich wkładu w ogólnospołeczny dobrobyt. Bez żartów! Edgar od roku był zatrudniony jako poszukiwacz piłek na polu golfowym jednego z ministrów transportu. Latał za wyznaczoną przez komputer szychą jak wytresowany i zbierał, szukał, czyścił, podawał piłeczki golfowe, których cena przekraczała jego miesięczne wynagrodzenie kilkanaście razy. W dokumentach nie zmieściłaby się pełna nazwa jego profesji, dlatego dali tylko: szukacz piłeczek golfowych.

 — Windy ciśnieniowe mogą zawsze wpaść w nie tę tętnicę co trzeba. Słyszałem o takim przypadku. Fatalna sprawa. Faceta rozerwało w ślepej uliczce, bo w dodatku komora była nieszczelna.

 — Nie sądzę — oburzył się. — Co najwyżej utopił się w tym czerwonym świństwie, zawsze zapominam jak się to nazywa.

 — Krew.

 — Dokładnie. Podobno my mamy to samo, jesteśmy jak jego miniaturowe duplikaty, ale z inną specyfikacją. Zajebiście dziwne, co nie? Małe duplikaciki Thomasa.

 Edgar przytaknął. Gość wydawał się jak na razie jedyną osobą, która skutecznie dopychała od siebie fale znużenia i beznadziei krążące po poczekalni. Reszta ludzi była przy nim jak szare cienie migocące w otchłani własnych utrapień i problemów. On, jeśli je miał, raczej nie brał na poważnie.

 — Kiedyś słuchałem audycji poświęconej temu. Facet, jakiś znawca Thomasa opowiadał, że on jest jak my. Robi dokładnie to samo co my, ale w zupełnie innym świecie, poza granicą tego, w którym żyjemy. Porąbane to było, zasnąłem w połowie.

 — Też bym zasnął.

 Z rozmowy wyrwał ich chrzęst rolety, którą do góry uniosła jedna z kasjerek.

 Otwarte, durnie. Chodźcie zepsuć mi kolejny dzień roboty. Moja fucha jest tym, na co pracowałam przez całe dwa lata kursów na kasjerkę. A i tak was obwinię za całe zło, jakie mnie spotyka.

 To tylko jej myśli. Jej i każdej innej kasjerki na każdym innym dworcu w Thomasie.

 Na wejście do wagonu czekał całe siedem minut, bo babka przed nim zastanawiała się, czy wybrać lewy, czy prawy. W końcu usadowiła się w prawym na samym końcu. Edgar usiadł przed nią, na fotelu od okna, a obok niego facet, z którym rozmawiał w poczekalni.

 — To co? — uśmiechnął się, poprawiając okulary.

 — Nic, pora na drzemkę — syknął Edgar, po czym odchylił oparcie fotela i pogrążył się w słodkiej beztrosce, czując na twarzy palące spojrzenie swojego towarzysza podróży.

 ****

 

 Trzewioexpres zwykle nie robił postoi technicznych. Choć lokomotywy często dostawały nagłych zadyszek, to zwykłe zmniejszenie prędkości rozwiązywało ten problem. Tym razem było inaczej. Między stacją Przełyk a Węzłem Żołądkowo-Wątrobowo-Trzustkowym pociąg gwałtownie zahamował. Walizy łupnęły na pasażerów, a niektórzy zostali zmuszeni do kontaktu cielesnego z bolesnym skutkiem. Edgar ocknął się, leżąc na podłodze. Obok stał ten gość z dworca, a niezdecydowana babka albo nie żyła, albo stracił przytomność. Reszta pasażerów w wagonie powoli dochodziła do siebie, z naciskiem na powoli. Niektórzy nadal przecierali oczy ze zdumienia.

 — Jakaś awaria — jęknął ktoś, spoglądając przez okno.

 Edgar czym prędzej wstał i z powrotem usadowił się na swoim miejscu.

 — Raczej nasz kochany Thomas znowu pewnie wyrąbał się na głupi ryj i teraz będą opóźnienia — syknęła jakaś babka zbierająca porozrzucane stringi z powrotem do walizy.

 Do wagonu wbiegł konduktor. Wyglądał, jakby usłyszał wyrok śmierci. Brakowało mu tchu, a twarz pokrytą miał czerwonymi plamkami.

 — Wiecie co? Panna Esmeralda wybuchła mi prosto na twarz — powiedział i zemdlał.

 

 Minął kwadrans. Dwoje ludzi próbowało ocucić konduktora, ale ten nie był skłonny do współpracy. Reszta panikowała. Wszyscy zgodnie uznali, że w pociągu był terrorysta z koncernu produkującego windy ciśnieniowe. Ewidentny atak na ekonomiczną klasę pracującą, która może pozwolić sobie jedynie na przewozy cuchnącymi starzyzną wagonami Trzewioexpresu.

 — Morderca snuje się nadal po pociągu. Pewnie niedługo dotrze do naszego wagonu.

 — Jak dotrze, to będziemy wiedzieć. Nikt nie opuści ani nie wejdzie już do tego wagonu!!! — krzyknął Edgar. — Tutaj jesteśmy bezpieczni.

 Nagle pociąg ruszył. Gwałtownie szarpnął i zaczął nabierać prędkości. Wielu ponownie wylądowało na podłodze. Niektórzy ponownie zemdleli. Trzewioexpres jeszcze nigdy tak nie pędził. Edgar pamiętał, że z pięć lat wcześniej wprowadzono surowe ograniczenia z powodu pogarszającego się zdrowia Thomasa. Ich świat miał już swoje lata, a kolej nie pomagała swoją natarczywą próbą zawładnięcia całym jego wnętrzem. Wręcz przeciwnie.

 — Zapieprzamy ile fabryka dała. W ogóle to Samer jestem.

 — Edgar. Ale to nieważne. Mam niezapłacone rachunki za usługi multimedialne i kilka kredytów w trzech domach publicznych. Muszę się pojawić w robocie. Inaczej będzie cienko.

 — Faktycznie sprawa jest poważna — przyznał Samer. — Ale wiesz, nasza klasa, my robole, nie powinieneś tak szastać forsą. Dziwki to nie jest najbardziej pożądana forma wyrzucania pieniędzy.

 Edgar spojrzał na niego ze zdziwieniem.

 — Od lat zbieram piłeczki na polach golfowych, coś należy mi się od życia. Świata poza kilkoma stacjami nie widziałem.

 — W gruncie rzeczy nasz świat nie jest aż tak duży. Podobno istnieją o wiele większe.

 — Ja w to nie bardzo wierzę. Żyję w tym i chcę z niego korzystać. Dziwki to najlepsza opcja. Oprócz szamania podwójnych hamburgerów z frytkami i ketchupem na ostro.

 Zanim zdążył doprecyzować, że jada tylko frytki do trzech cali długości, do wagonu wbiegł maszynista. Było to o tyle dziwne, że lokomotywa ciągle przyspieszała, a więc ktoś musiał nią sterować.

 — Wybuchł tort na przyjęciu urodzinowym panny Esmeraldy — jęknął. Prawie łkał. — Ona była taka młoda. Jutro miała casting w domu publicznym „Nowotwór”. Boże, a teraz leży sobie martwa z rozwaloną głową. O kurwa! — Upadł obok konduktora. Pasażerowie przez dłuższą chwilę trwali w kompletnej ciszy.

 — Żyje?

 — Chyba tak.

 — Ale na pewno?

 — Tak.

 Edgar spojrzał w stronę, z której przybiegł maszynista. Za drzwiami ujrzał sylwetkę. Stała i przyglądała się im.

 — Ktoś tam jest! — krzyknął

 W pogoń razem z nim rzucił się Samer i babka, która zdążyła już pozbierać wszystkie stringi. Dopadli uciekiniera w drugim wagonie. Miał na twarzy maskę karnawałową. Kiedy ją zerwali, ich oczom ukazała się wystraszona morda palacza.

 — Zabiłeś ją? — zapytał Edgar.

 — Skąd! — krzyknął palacz. — Ukrywam się przed mordercą. On prowadzi pociąg. Zamontował bombę krótkiego zasięgu w torcie. Wiecie, taki jakby zakalec w torcie, hehe. Ma poczucie humoru.

 — Nie szkoda ci tej dziewczyny?

 — Tej niedoszłej dziwki. Im mniej nowotworów w Thomasie tym lepiej dla nas wszystkich. One go niszczą. Zanim się obejrzymy, będzie łaknąć każdego haustu powietrza.

 — Nowotwór to nazwa tego domu publicznego — zauważyła kobieta.

 — Nowotwór, dziwkarnia, jak zwała, tak zwał. Mało to oryginalne. Synonim i tyle.

 — A co z tym przebraniem i maską. Jakoś tak mało palaczowo wyglądasz. Raczej jak morderca. — Samer zlustrował go swym palącym spojrzeniem.

 — Płaszcz zabrałem jakiemuś facetowi z pierwszego wagonu. Trup. Tak samo, jak dzieciak od tej maski. Miał duży łeb, bo to mój rozmiar, a mi zawsze w szkole wypominali wielki łeb.

 Popatrzyli po sobie. Kobieta i Samer raczej postulowali szybką egzekucję, dla pewności. Ale Edgar nie zdecydował się. Zresztą, ej… od kiedy on zaczął dowodzić w tym całym bagnie? No tak. W końcu to ma być ten główny, no to już niech dowodzi.

 We trójkę skierowali się do lokomotywy. Palacza ogłuszyli i ukryli pod fotelami przy oknie. Samer nadal czuł potrzebę sprawiedliwego przetrącenia mu karku. Wcześniej nie wykazywał takich skłonności, ale chyba poczuł, że to czas, aby przybrać maskę tajemniczego, zdolnego do wszystkiego mściciela. Jego blond jeż sterczący na głowie dodawał kilka bonusowych punktów do jakości. Kiedy wkroczyli do kolejnego wagonu zastali pięciu przerażonych pasażerów i cztery trupy leżące jedne na drugim.

 — Co tam? Jak tam? Żyjecie? — Samer uśmiechnął się w stronę niebrzydkiej brunetki skulonej w rogu. Miała pokaleczone ramię, ale nadal wyglądała całkiem dobrze.

 — Jak widać, jełopie — syknął jakiś siwi zgred zza fotela.

 — A może grzeczniej? Jestem twoim wybawcą. Tym masz obsrane gacie a ja misję do wykonania. Co z tamtymi? — wskazał na stos nieboszczyków.

 — A co ma być? Są martwi, bo umarli. Dwoje na atak serca, pozostałych zabiłem ja, bo chcieli oddać moją córkę na okup. Ten cholerny zamachowiec tu był. Chciał ją za wolność dla nas. Odmówiłem, oni zaczęli ją wyciągać. W końcu wziąłem scyzoryk i zrobiłem porządek. Zresztą… to byli emeryci.

 — Chyba mu wybaczymy — rzuciła kobieta. Obrona własna jest dopuszczalna.

 — Ale morderstwo już nie — syknął Edgar.

 — Jakie morderstwo? To rutynowa obrona przed napastnikami. Emeryci są najgorsi. Ja bym dał spokój i poszedł do tej cholernej lokomotywy.

 — Nie ma odwrotu, ale ten siwy dziadyga idzie z nami. Jak coś będzie robił za tarczę.

 Facet spojrzał na Edgara z osłupieniem. W jego oczach nie było kompletnie niczego oprócz zdziwienia. Potworne zdziwienie. Nawet jęki córki nie wyrwały go z transu. Nią zajął się sprawiedliwy mściciel Samer. Trzy kopniaki w brzuch i jednej cios w okolicę krtani. Zaczęła się dusić, błagała o powietrze chrapliwym głosikiem. Edgar był już w kolejnym wagonie tak jak dziadyga i kobieta. Samer dołączył do nich po chwili. Tuż przed tym, jak zaczerpnęła powietrza po raz ostatni. I gdzie te zalety? Ślepiec.

 

 https://t3kstura.eu/pokaz_tekst.php?id_txt=4336 - cześć 2

 

11755 zzs

Liczba ocen: 4
93%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~marok
Kategoria: trening-wyobrazni

Liczba wejść: 131

Opis:

Tagi:

Dodano: 2020-09-06 22:13:13
Komentarze.
Witamy nowy tekst TW
Odpowiedz
Tytuł uber. Najwcześniej jutrem
Odpowiedz
*Ritha 4 m.
No dobrze mesje, rzeknę tylko, że cieszę się, iż wjechało i patrząc na górę to zestaw miałeś koszmarny...
Przystępuję do czytańska.
Odpowiedz
*Ritha 4 m.
z dużym wykopem
"Bilety pachniały taniością, ale śmierdziały sztuczną wyidealizowaną reklamą ich wkładu w ogólnospołeczny dobrobyt" - czuć, że nie piszesz od wczoraj. Na, kurwa, kilometr czuć.

"Gość wydawał się jak na razie jedyną osobą, która skutecznie dopychała od siebie fale znużenia i beznadziei krążące po poczekalni. Reszta ludzi była przy nim jak szare cienie migocące w otchłani własnych utrapień i problemów" - naprawdę starannie dopierasz słowa, lubię

Remake Christie, nice
Boże, oni podróżują po... łooo, ricie synapsy pokumały

Masz szansę, obok Canulasa i sensola, zostać moim ulubionym przyszłym pisarzem. Nie spierdol tego. Planuję na Was regał.
Reasumując jednak (widzę, że 1z2 kiedy 2-ka wleci? bo krew na piasku tam bydzie?) reasumując - takie połączenie kryminału i bizzarro, narracja fajna, dialogi też, pomysł mega.
Nie nudziłam się
Pozdro!
Odpowiedz
*Ritha 4 m.
btw
"Bilety pachniały taniością, ale śmierdziały sztuczną[,] wyidealizowaną reklamą ich wkładu w ogólnospołeczny dobrobyt"
"Gość wydawał się jak na razie jedyną osobą, która skutecznie dopychała od siebie fale znużenia" - odpychała*
Odpowiedz
~marok 4 m.
Ritha, kurde pomysł mi wszedł. Cieszę się bardzo bo miałem obawy. Miałem też obawy że właśnie nie będzie zrozumiałe gdzie oni są. A nie chciałem lać aż tak dużo wody.
Druga część będzie jutro bo ona jest w połowie skończona Ale to byłby zbyt dlugi tekst na raz.
Odpowiedz
*Ritha 4 m.
marok no i git
Odpowiedz
Ritha no i na Fanthomasa też szykuj miejsce na półce
Odpowiedz
*Ritha 4 m.
fanthomas oczywiście!
Odpowiedz
*Ritha 4 m.
Najlepsza byłaby meblościanka
Odpowiedz
~oko 4 m.
doskonała zabawa. zrobić coś mającego ręce i nogi z takiego zestawu, to mistrzostwo świata. dla mnie to najlepsze opowiadanie tego TW. i jak Ritha - czekam na ciąg dalszy
Odpowiedz
~marok 4 m.
oko nie było łatwo. Czasu trochę miałem mało, ale jak juz pomysł wpadł to poszło lepiej.
Odpowiedz
*Manta 4 m.
no nieźle trochę się zamotałam przy zakończeniu, nie wiem czemu córka została tak potraktowana... No ale cóż, czekam na ciąg dalszy
Odpowiedz
~marok 4 m.
Manta, no jest to taki misz-masz. Nie da się ukryć. Ale chyba nie zamotałem tak bardzo
Odpowiedz
*Manta 4 m.
marok, ogólnie to jestem bardzo na tak, bardzo mi się podoba. Tylko się czepiam
Odpowiedz
z wykopem
"Tym masz obsrane gacie a ja misję do wykonania. Co z tamtymi? — wskazał na stos nieboszczyków. " - Ty


W zasadzie nie ma się do czego przy-ten-ten. Na samym początku 3x było - zwraca uwagę, ale tak, to sztosix.

Super plan. Momentami bardzo dobry zapis. No ale głównie ten plan. Świetny pomysł.
Topor R.

Odpowiedz
~marok 4 m.
Canulas, ten plan to mi się z tydzień w głowie motał. Trzeba skalibrować system pracy przy pisaniu.
Odpowiedz
Panie Literówko, jedziemy:
"inny ludzi i dymu papierosowego" - innych;
"która skutecznie dopychała od siebie" - raczej "odpychała od siebie";
"albo nie żyła, albo stracił przytomność" - straciła;
"jak zwała, tak zwał" - jak zwał, tak zwał;
"jakiś siwi zgred" - siwy;
"Tym masz obsrane gacie" - Ty masz;
"rzuciła kobieta. (-) Obrona własna";
"jednej cios w okolicę krtani" - jeden cios;
Pomysł kozacki, najbardziej mi w tym się podoba pomysł i cała jego otoczka. Zastanawiam się też, do czego obecnie zmierza akcja, więc pojawienie się drugiej części byłoby jak najbardziej na miejscu.
Odpowiedz
~marok 4 m.
alfonsyna, ja też z pomysłu jestem zadowolony. Niby miałem ciężko go ugryźć ale nie chciałem już kombinować nic innego
Odpowiedz
Zajebiste. Piszesz bardzo plastycznie, ale to już wiesz
Wiadomo gdzie podróżują, świat zbudowany mega. Teraz tylko czekam na drugą część, żeby mi wyjaśniła pojedyńcze wątpliwości
Odpowiedz
~marok 4 m.
pkropka dzięki bardzo
Odpowiedz
~Anette 4 m.
No, świetne.
Odpowiedz
~marok 4 m.
Anette dzięki
Odpowiedz
Ekstra pomysł z trzewioekspressem. Obrzydliwy i fascynujący zarazem. Już oczami wyobraźni widzę tę infrastrukturę - wysypisko śmieci w Jelitowie, przetwórnia pokarmowa, reaktor dwujądrowy :P pyknij cały kryminał rozgrywający się w Thomasie, będzie ciekawie
Jedyne co mnie wybijało z historii to dziwne zachowanie Samera, szczególnie pod koniec. Chociaż pewnie jest to spowodowane tym, że to krótka forma, a nie pełna powieść. Tak czy inaczej gratuluję pomysłu
Pozdrawiam!
Odpowiedz
Tu byłam, lecę dalej...

Odpowiedz
~JamCi 4 m.
z dużym wykopem
Ooooo widzę że Pan Marok we formie :-)
Świetny tekst.
Trochę literówek masz jak zawsze, ale to pewnie już inni wyszczególnili?
Jest dobrze. Bardzo dobrze :-)
Odpowiedz
Szanowny Panie Maroku
Opowiadanie napisane bardzo ładnym językiem. Dostrzegam już pewien styl w twym pisaniu.
Opko i pomysł ok
Pozdrowionka
Odpowiedz
z dużym wykopem
Świetny warsztat w połączeniu z nieskrępowaną wyobraźnią daje piorunujący efekt. Też szykuje miejsce na półce jak kiedyś faktycznie spłodzisz powieść. Już niedługo.
Odpowiedz
Szkoda ze po głosowaniu bo byś był number 1
Odpowiedz
~Aja 4 m.
Absolutnie świetne. Idę do drugiej części.
Odpowiedz
fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin