Nocne spanie ze zwirzem Piosenka na sobotę - epilog
Praca Wyróżniona

Pomarańczowe marakasy

  Luto nieuchronna. Zrób wypad z moich szeroko zamkniętych, skórą załatanych ust.

  Luto sroga, może wyplucie pomoże tobie, o boska istoto wyrastająca z głowy czegoś, co przypomina kałużę a nosi nazwę trójsłowową. Wyplucie musi być poparte paliwem rakietowym, by przebiło błonę. A jednak.

  Dzwonię zapiżamiony i dziwnie rozluźniony. Odbiera brat Artek. Mówię, że potrzebuję trochę czasu, na co on, że spoko. Okrutnie omijające to spoko. Rozłączam. Siadam. Uderzony "spokiem" zaprojektowanym przez brata. Ale chirurg, ale precyzja. Dopiero teraz dowiaduję się, że grot, który przeleci obok, stwarza większy ból niż ten, co z robinhoodowskim i hollywoodzkim "wow" wchodzi w mięso ludzkie. Kto tu jest wyjęty spod prawa?

  Wejdź we mnie luto. Odwracam głowę do wyblakłych, spranych wspomnień i widzę płytę the White Stripes - Get Behind Me Satan. Tamburyn, marimba i inne. Jacku (czyt. Dżaku), czarodzieju bez brody ty. Otwórz mi drzwi do drugiego pokoju, tego jaskrawego, gdzie karty są wysypywane na stół, a stół nawet nie piśnie, że wielkie szulernie zawdzięczają swe istnienie głębokiemu autyzmowi. Podstolina natomiast tylko widzi. Siadam. Kanapa pluszowa, miła w dotyku. Lewa strona trochę upiorna. Obrazy rodem z Beksińskiego. Flakony rodzą dym. Zły dym. Potrząsam energicznie głową: nie, nie, nie. Chociaż właściwie wszystko co mam, to luta. Zostań ze mną Katarzyno Moss.

  Wstaję z łóżka. Trudno wstawać z łóżka, kiedy niekiedy brakuje znanej biedy. Widzę tu deficycik - powiedział kiedyś psycholog. Tak, deficycików posiadam aż nadto. Patrzę i oczom nie wierzę. Octupus puszcza do mnie łyse oczko. Octupus nie miał przyjaciela. Teraz ma, bom przyjacielem wykluczonych i porzuconych. Octupus nie miał przyjaciół. Co to takiego?

  W smartfonie mam jeszcze muzykę. Wypuszczam ją, wcześniej wtykając białe słuchawki do dziur bocznych, otoczonych jakże śmiesznymi małżowinami. Plej.

  Reckoner zespołu Radiohead pozwala chwilowo złapać niebo za kraj zabajkalski. Boszszsz. Ratunek mieszka w słuchawkach. Pływam. Octupus nie ma przyjaciół. Panie i Panowie, ogłaszam Was listami. Szukajcie adresatów a znaj... w sumie ta ściema jest tak ściemniona, że aż boli. "Miłosierny" grot brata. Octupus ma przyjaciela.

  Octupusa przygarnąłem dziesięć lat temu. Znalazłem go w ciemnym zaułku miasta, takim typowym dla aglomeracji, gdzie śmietniki blaszane, interesy szemrane i zgony zaliczane. Wszedłem tam by odetchnąć od natężenia. Nie pomogło. Odcedzając kartofle przyuważyłem ślamazarne próby ruchu, czerń ruszała się ohydnie - tu chcę dodać, że ohyda nie miała swego zakorzenienia w "nim". Szturchnąłem to nogą. Mocne ściśnięcie w żołądku, bo noga wyczuła jakby głowę. Przyświeciłem latarką telefonu. Tu i ówdzie obślizgłość, powolna rezygnacja wżerająca się w fasadę. Szybka decyzja: biorę. Bezrefleksyjność często towarzyszyła moim wyborom które odkształcały powierzchnię późniejszego życia. Bezrefleksyjność długa jak ogon stworzenia stworzonego do wzniecania reakcji typu: drzwi, ogon masz? Jedna minuta i już miałem w aucie tajemniczego gościa. Był lekki, lepki i śluzowaty, jednak najbardziej zapamiętałem drżenie, jakby jego właściwe ciało pokrywała przedziwna galareta, zdolna do ruchów... robaczkowych?

  Octupus ma przyjaciela.

  Po przybyciu do domu ośmiornicopodobny organizm włożyłem do zlewu. Wtedy dopiero ujrzałem pełnię nieszczęścia. Ruchoma konstrukcja niby-głowy przypominała najwykwintniejsze wyroby wyobraźni ludzi zajmujących się szeroko pojętym zagospodarowywaniem strefy antypiękna. Prawdziwego zzimnienia doświadczyłem, gdy w tej śliskiej brzydocie odnalazłem oczy. Były morskie, rybie, ale jednocześnie wyrażały ogrom... czego ogrom? Smutku? Żalu? Skargi? Stałem jak wryty i obserwowałem. Macki, wypustki i wpustki w ciągłym ruchu. Ten ruch to definicja bezradności - pomyślałem wtedy. Musiałem poukładać szalejące we mnie czucia. Ponazywać je, zmniejszyć jakoś. Musiałem, tak mam.

  I nadałem mu imię Octupus.

  Dni leciały wraz z próbami i błędami w karmieniu. Octupus jako maszkar wybredny musiał pochodzić z jakiegoś książęcego rodu, bo nawet jedzenie eko mu nie podchodziło. W końcu jego ulubionym przysmakiem został jakiś pleśniowy serek z lidla.

  Otwór gębowy Octupusa był niejako pod tym, co można by nazwać głową. Pałaszowanie - moment dnia, w którym mątwiak jakby odżywał. Może to dziwnie zabrzmi, ale dostrzegałem w nim małe radości.

  Moje życie nabrało nowej jakości, mimo permanentnych luk finansowych. Obecność kogoś innego, wstrzykiwała mi odpowiednią dawkę zapału. Brodziłem w wodzie życia, brodziłem w mrozie życia, odczuwając szczęście podane iv. Tylko że nie dosłownie.

  Pewnego słonecznego grudniowego poranka uświadomiłem sobie, że w gruncie rzeczy jestem wciąż ograniczany. Pokusę by pochwalić się światu Octupusem, zawsze gasiłem w zarodku. Przecież to głupie - myślałem. Po nieokreślonym czasie sepia pesymizmu zniknęła. I wiecie co?

  Był bezśniegowy wtorek. Skończywszy polewać Octupusa zimną wodą, nałożyłem go sobie na głowę. Tak najwygodniej, przecież nie będę niósł ośmiornicy na rękach - myślałem. Wyglądałem jak Fiona Apple w teledysku Every Single Night, tylko że w męskim wydaniu. Będzie dobrze - myślałem. Damy radę - myślałem.

  Wyszliśmy na miasto.

  Najpierw duma. Wsiadałem jako centrum. Tramwajami i autobusami. Wszędzie wzroki. Wzroki strzelające igiełkami. Trwałem niewzruszony z Octupusem na głowie: patrzcie, patrzcie.

  Dotarliśmy. Rynek - wielki karmnik dla ludzkich ptaków. Gołębie w tym porównaniu to ludzie. Ludzie upodleni szukaniem. Taka tendencja: z góry na dół. W dole dół. Muł i chamski chodnik. Kto chodzi z głową w przechyle, ten wie.

  Octupus ma przyjaciela. Jedynego.

  Szliśmy Grodzką, lecz możliwe że inną. Spojrzałem: knajpa zamknięta szkłem. Klienci zasiadający przy samym oknie trochę znajomi. Tak, to mój brat z żoną i synkiem. Stanąłem a wszyscy szli. Stanowiłem przeszkodę, ale nic mnie to. Mój brat w skórze złapanej zapewne w H&M. Organy Hammonda dające czadu w dalekiej piwniczce. Mątwiak puścił śluz. Niebo wówczas miało smak zepsutego mleka. Patrzcie na tego świra - obce głosy obcych śmieszkujących kąśliwie chłopców i hahaha-dziewczynek. W zapatrzeniu tkwiłem. Zobaczcie, on się poci zielonym kwasem, hahaha. Śmierć potrafi tańczyć, gdy tłum ogrzewa zgrabiałe dłonie płonącym licem ofiary. Blada bladź wie, że drwina nie kocha adresata tak samo jak nadawcy. Patrzyłem: brat, żona i syn. Brat - mąż. Niewiele ci mogę dać, przeleciało mi, przewiało. Tęsknota rozerwała kurtkę, koszulę, rozwarła skórę, i przez żebra by żebrać i wyżebrać od serca sto. Daj no piniążka bratu, daj. Łzy naciekły, okalając oko srebrnym nimbem. Cóż za wyżebrane zdanie, brawo. Muskaj dalej, wydelikacaj, zakrywaj byle kocem te zardzewiałe mechanizmy, tryby, shurikeny, gwiazdki potrzebne, niezbędne. Dbaj o nawierzchnię.

  Niewiele ci mogę dać. W gardle pierścień. Rozszloch, rozszloch, rozszlochać się, wypuścić dym największego wiadra świata. Octupus cierpliwie znosił gorączkę głowy. W końcu zdjąłem go, i spontanicznym gestem dawania, gestem wyciągniętych rąk, pośrodku rzeki ludzkiej, trzymałem niemego Octupusa, a brat za taflą szkła, brat z żoną i synkiem, oni spożywali pokarm boży, w niewiedzy, niewidzeniu. Oto Octupus, za grzechy moje. Rura pękła, woda wylała. Wisłopodobny nurt, eksplozja eskapizmu... pędziłem popychając turystów, biegłem płaczostradą do totalnej siwizny. A Octupusa włożyłem na głowę. Szarpał, strasznie szarpał, nie wiedziałem, że płacz może tak targać posturę niby męską. Gorzko, mokro, zimno, źle. Jestem dziwką. Jesteśmy rolnikami i uprawiamy smutek bez seksu. "Smutek to rebelia". Z Octupusem (którego nie ma) hodujemy i pielęgnujemy cały czas.

Liczba ocen: 7
99%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~jagodolas
Kategoria: inne

Liczba wejść: 63

Opis:

Dodano: 2020-09-08 17:39:51
Komentarze.
~Wrotycz 15 d.
z dużym wykopem
Żeś mistrz od rozwałkowywania prawd stanów niby ulotnych, chyba już Cię ongiś powiadamiałam, ale tu doprawdy przeszedłeś samego siebie. Genialne: wina, skrucha, i nie tylko autodrwina. Język masz na wszystkie posyłki.
Przy historii Octupusa się rozkleiłam.
Szacun, i naprawdę wielki.
Odpowiedz
~jagodolas 14 d.
Wrotycz dzięki bardzo.
Odpowiedz
*Ritha 14 d.
Boże, jaki start. Wrócę!
Odpowiedz
*Ritha 14 d.
Jago! Kurwa mać!
Odpowiedz
~oko 14 d.
coś takiego potrafi namieszać we łbie na dłużej niż trwa czytanie.
Rynek - wielki karmnik dla ludzkich ptaków. - piękne. nie da się chyba lepiej zdefiniować tego miejsca. rynek, na którym się zdarzam jest właśnie takim karmnikiem. a musiałem poczekać, na Ciebie, żeby wreszcie go nazwać.
Odpowiedz
~jagodolas 14 d.
oko dzięki za miły komentarz
Odpowiedz
*Ritha 14 d.
Nareszcie! Nareszcie coś, co mną targa! Od tygodni (o zgrozo, być może nawet od miesięcy) nic z portalowych rewelacji nie przebiło się aż tak przez wierzchnią warstwę riciego zobojętnienia. Czytam dalej, jestem w 1/3.
Odpowiedz
*Ritha 14 d.
z dużym wykopem
Rozkurwiłeś, Jago. Nie mam słów. Rozkurwiłeś.
Gdyby Rubio żył...
Mega tekst.
Odpowiedz
~jagodolas 14 d.
Ritha cieszę się że wpadłaś, dzięki
Odpowiedz
*Canulas 14 d.
Ja zacząłem na razie, bo praca, ale już mogę potwierdzić, że jest grubo
Odpowiedz
~alka666 14 d.
z dużym wykopem
To jest jak złowieszcza pieśń z grzechotnikiem w tle.
Pozamiatałeś Jago. Na maksa!

Odpowiedz
~jagodolas 14 d.
alka666 cieszę się, że Ci się spodobało, dzięki
Odpowiedz
*Canulas 14 d.
z dużym wykopem
Doczytałem. Nie mam pytań ni mundrości. Przechuj
Odpowiedz
~jagodolas 14 d.
Canulas dzięki wielkie!!
Odpowiedz
*Manta 14 d.
z dużym wykopem
dotknęło mnie tak bardzo, że aż ciężko skomentować...
Odpowiedz
~jagodolas 14 d.
Manta bardzo dziękuję
Odpowiedz
~Aja 13 d.
z dużym wykopem
Przeczytałam wczoraj rano po raz pierwszy. Rozsypana kompletnie nie umiałam się pozbierać nawet na tyle, by Ci napisać komentarz. Czytałam wielokrotnie. Wobec takiego wyczucia i czułości nie umiem przejść obojętnie. Twój styl pisania nie zawsze jest dla mnie jasny i klarowny ale zawsze pozostawia we mnie odbicie. Tu - po prostu oniemiałam. Dawno już nie zostałam tak wszepiona emocjami, które po prostu są aż namacalne. Czuję się cały kosmos doznań i uczuć.
Bardzo Ci dziękuję za te wszystkie poruszenia i za łzy, bo te też pojawiły się wzruszeniem.
Skala ocen na osi jest zbyt mała dla tego tekstu.
Odpowiedz
~jagodolas 13 d.
Aja bardzo dziękuję Ci za ten komentarz
Odpowiedz
~jotka 13 d.
z dużym wykopem
Masz bardzo fajny zmysł obserwacji świata i, a może przede wszystkim, taką manierę wplatania w tekst miliona dookreśleń, co w gruncie rzeczy jest super, bo pęd i tak dalej, ale czasem gdzieś zanika, zamazuje się clue...
Tu nic się nie zamazało Smutek, taki chuj*owyx ciężki smutek aż bije z tych wszystkich słów, obrzydliwości, wyśmiewania. Nie jest to mój ulubiony utwór, ale niewątpliwie szarpnąłeś tam, gdzie trzeba. Miło było Cię poczytać, Jago.
Odpowiedz
~jagodolas 12 d.
jotka miło Cię widzieć, dzięki
Odpowiedz
~Aja 7 d.
Znowu tu jestem. Kolejny raz.
Zostawiam ślad, żebyś wiedział, że do tego tekstu, do tych emocji się wraca. Wciąż.
Odpowiedz
~jagodolas 6 d.
Aja bardzo mi miło czytać taki komentarz
Odpowiedz

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin