jasno ciemno
Bezsensowny pudding Wielka wojna z wielkiej płyty: Czerwona cegła versus Maryśka 2z2

Wieloświat - Czas na śmietnik

 

 Tekst powstał 24.02.2018

 

 

 

  Metalowy pojemnik na odpadki, który szerszej grupie znany jest pod nazwą śmietnik, tym razem stał o dwa metry na zachód dalej niż powinien. Zardzewiała klapa z wyraźnie widoczną dziurą po dość gwałtownym kontakcie tej nocy z siekierą leżała kilka kroków dalej.

 — Która to już noc z kolei? — spytała cienkim lekko znużonym głosem.

 — A co to za różnica? Teraz tylko czekać, jak i nas zabiorą — mruknął posępnie śmietnik.

 — Co to za czasy przyszły? Namiestnik idzie na śmietnik. Jak leżę na tobie tyle lat, czegoś takiego nie słyszałam. A oni noc w noc strzępią te człowiecze otwory gębowe.

 — Ty to masz i tak dobrze. Ostatnio podarował mi cztery pojemniki jogurtu nawet nieotworzonego. Myślałem, że mi farba zejdzie albo uchwyty zmienią się w pył.

 — Przecież ty nie masz już lakieru. Blacha nie ta sama. Zerwali ci farbę jakieś dwadzieścia lat temu.

 Śmietnik posępniał jeszcze bardziej, spoglądając na odpływ studzienki w jezdni. Miał specyficzny nawyk kierowania wzroku właśnie na nią, kiedy nie za bardzo wiedział jak odpowiedzieć.

 — Może to faktycznie już nasz koniec? Przecież inni dawno już poćwiartowani a my nadal tu jesteśmy.

 — Nikt nie mówił, że nasza egzystencja będzie wieczna. Jeszcze wczoraj byłam cała i z przekonaniem, że będę tu zawsze, a dzisiaj leżę nic nie warta, jak kawałek zardzewiałego metalu na tym spalonym chemikaliami trawniku i czekam, aż podniesie mnie i przy okazji zauważy, że nadaje się najwyżej na skup złomu.

 Słońce przysłoniły ciemniejsze chmury. Z mieszkania wyszedł ledwo przytomny mężczyzna. Trzymając w dłoniach czarny worek napakowany do rozpuku odpadkami, chwiejnym krokiem podszedł do śmietnika. Gdy jednak tylko podniósł worek do góry, bezwładnie runął na przód w stronę jezdni, tuż pod koła nadjeżdżającej ciężarówki. Kawałki jego mózgu pomieszanego z krwią i kawałkami czaszki rozbryzgały się wokoło, ochlapując chodnik i przy okazji śmietnik razem z pokrywą.

 — Co to za czerwona maź? Wygląda bardzo znajomo. Tak jak ta w tych dziwnych okrągłych brązowych bułkach, bo chyba oni, tak na to mówią.

 — To może być to. Zwykle jedzą tego ponad miarę. Widocznie gromadzą to w sobie.

 — On chyba nie spełnia już swojej funkcji. Zwykle ludzie nie leżą tak dziwnie i to bez tego wyrostka co się kręci w różne strony. Nigdy nie pojmę ich. Zresztą, po co mi to? Jak na śmietnik jestem zbyt ciekawski.

 — Nie zrozumiemy ich nigdy, a oni nie zrozumieją nas. Tyle światów wokoło a oni myślą, że są tu najważniejsi. Nadejdą czasy zupełnie inne, które przyniosą ze sobą więcej pytań a niżeli odpowiedzi. Cieszmy się, że ich nie doczekamy.

 — To, co on będzie tu tak leżał?

 — Nie. Zaraz pewnie ktoś zauważy go i zniesie w inne miejsce. To przecież tylko drobne uszkodzenie. Naprawią go i tyle.

 

2776 zzs

Liczba ocen: 0
50%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~marok
Kategoria: fantastyka

Liczba wejść: 20

Opis:

Tagi:

Dodano: 2019-09-14 16:34:00
Komentarze.
Nieco dziwne i trochę obok mnie. Końcówka najbardziej wymowna i twarda.
Byłam, przeczytałam.
Pozdrówki.
Odpowiedz
~marok 1 r.
No, stare, raczej pod wpływem chwili napisane, więc udziwnień sporo. Ale dzięki, że jednak nie odbiłaś się całkowicie
Odpowiedz
*Ritha 1 r.
Rozmowa śmietników? D Mi się natomiast zwizualizowało solidnie, groteskowe,lubię takie pojebaństwa.
Odpowiedz
Znam, znam. Pamiętam. Się podobało mnie to nawet.
Odpowiedz
~marok 1 r.
Taki przebłysk czegoś był i napisałem, wtedy zacząłem trochę eksperymentować i z tymi eksperymentami mi tak zostało już
Odpowiedz
No i git. Czyli przełom.
Odpowiedz
fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin