Rankor — część 10 Tytuł* do obrazka

Lea – część 1

 – Skąd mam wiedzieć, że jesteś tym, kim mówisz, że jesteś? Skąd masz kontakt? Skąd wiesz, że to dobry kontakt?

 – Za dużo pytań. Po prostu chcę się dobrze bawić. Mamy wspólnych znajomych. Uwierz, że można zdobyć kontakt.

 – Wszystkie opioidy uzależniają. Ten zwłaszcza. Dożylnie działa natychmiast, ale bardzo krótko. Doustnie później, za to znacznie dłużej. Znieczula, likwiduje lęk, zmienia stany świadomości. Trzeba uważać.

 – Wiem, co robi. Sen na jawie. Chcę.

 – Bardzo łatwo można przedawkować i stać się bardzo, bardzo martwym. Zalecam ostrożność. Fentanyl jest silniejszy niż morfina i heroina.

 – Chcę. Podaj numer konta.

 – Żadnych przelewów, żadnych przesyłek. Tylko z rąk do rąk.

 – Gdzie?

 – Niech pomyślę…

 

 *

 

 Albert Hoff z każdym przejechanym kilometrem, pomimo sprzyjających warunków, jechał coraz wolniej. Pod nogami miał standardowo – sprzęgło, hamulec, gaz, i niestandardowo – gin i tonic. Choć to chyba raczej dość klasyczne połączenie, przynajmniej tych dwóch cieczy. Wypiłby teraz nawet płyn do spryskiwaczy, gdyby ten miał w sobie choć krztę alkoholu, a niczego innego akurat nie byłoby w pobliżu. W głowie ciążyły mu myśli, łomotały, walczyły między sobą, odbijały się echem od splotów nerwowych, żył, tętnic i wszelakiego badziewia, jakie skrywało jego wysokie czoło. Tylko idiota mógł dać się tak orżnąć babie. „Wypaliłam się” – usłyszał poprzedniej nocy. Nie odpowiedział, patrzył tępo, przekręcając ze zdziwieniem głowę, niczym pies, który zauważył odblask zegarka na ścianie i próbuje zrozumieć, w czym rzecz.

 Pięćdziesiąt na liczniku, łyk ze szkła, łyk z plastiku, przekleństwo, czwórka.

 Jego eks najpierw się wypaliła, potem poskakała biodrami po radcy prawnym szwagra sąsiadki czy innym kudłatym typie o rumuńskiej urodzie chłopaka sprzedającego kradzione zegarki na bazarze, a w międzyczasie przywłaszczyła sobie cały dobytek i sprzedała chałupę, składając podpis jego zapitą łapą. Jego – Alberta, który fakt, lubi sobie dziabnąć. Choć, cholera, może on sam to podpisał, no nie sposób spamiętać. Notariusz, ciul, zatwierdził wszystko elegancko, bez jego obecności. Z nim też się pewnie, suka, puściła. I wszystkie te informacje Albert zebrał w ciągu ostatnich dwunastu godzin.

 Czterdzieści, łyk ze szkła, łyk z plastiku, przekleństwo, trójka.

 I ten cholerny asfaltowy zaduch. A mógł siedzieć w Holandii, to nie! Zachciało mu się podróży, na stare lata, z puszczalską żoną, awersją do upałów, domatorskim usposobieniem i alergią na kurz. Szlag by to!

 

 Eva uciekła do Tunisu albo na Maltę, być może ambitniej – do Grecji lub po linii najmniejszego oporu, całkiem niedaleko, na Sardynię, gdzie notabene, już pewnie czekał na nią bazarowy fagas, a tymczasem on, Albercik, rogacz-idiota, sam wywiózł ją aż tu, na południe Włoch, żeby niby ratować związek. Wybrał Italię, bo mniej więcej znał język jeszcze ze studiów. Proponował klasycznie – Toskania, romantyzm, pejzaże, lawendowe pola, szmery-bajery. To nie, bo turyści. Umbria, w samym sercu! Nie, brak dostępu do morza. Tu akurat racja, dlatego do Czech nikt nie jeździ na wakacje. Brnął dalej – Neapol! Wszak sam Goethe pisał: „zobaczyć Neapol i umrzeć”. Nie, bo śmietnik. Rzym – tłumy wiernych, Mediolan – drogo, Wenecja – szambo, San Marino – turnusy nastolatków, Bolonia, Turyn, Florencja – nie, nie, nie. Ona chciała tu. Do Reggio di Calabria, gdzie stały ląd łączy się z Sycylią. Czubek palców makarońskiego kozaczka. Na samo południe. Na koniec świata. Wylotówka... Kurwa mać. I poszła w pizdu.

 Trzydzieści, łyk ze szkła, łyk z plastiku, przekleństwo, dwójka. Smród spalonego sprzęgła.

 Dobra – pomyślał – trzeba albo zaprzestać dalszej trasy, albo otrzeźwieć, albo dokupić ginu, bo się kończy. Zero sklepów po drodze, ewentualnie pieprzony Autogrill, zawalony po sufit kluchami we wszystkich kolorach i kształtach, jakie świat widział i wszędzie – buongiorno!, tutto bene?, come stai?, i inne grzecznościowe, italijskie zwroty, podczas gdy jego życie, bella, psia krew, vita, poszłooo, razem z całym hajsem, babą, resztkami godności i dobrego humoru w siną dal.

 

 Z przemyśleń wyrwał go widok stacji, cóż, nie miał wyjścia, stara lancia – włoska myśl techniczna, którą miał wątpliwą przyjemność prowadzić, już jakiś czas temu odmawiała posłuszeństwa i z włoską ziemią zdawała się wcale nie współgrać. Dziwne. Zatrzymał wóz na parkingu, dopił gin, dopił tonic, butelki wrzucił do kontenera i spostrzegł, że spod maski wydobywa się dym. Jak to mówią, nie ma dymu bez ognia, zerknął więc – wajcha, klapa, rzut okiem, hm... Tak jakby brak płynu chłodniczego. Chociaż kto to wie, te wszystkie zbiorniki, silnik, alternator, zdawały się krążyć przed jego oczami jak w kole fortuny. Zatrzasnął klapę i poszedł w kierunku budynku.

 – Un caffe! – wrzasnął ciut za głośno w kierunku chuderlawego kelnera i zanim niezgrabnym łapskiem zdążył wygrzebać drobne, kwintesencja kawy – mocne, czarne espresso w mikroskopijnej filiżance już czekało tuż przed jego nosem. Tu byle cyc jest baristą – pomyślał – wyssali ten szatański, czarny wywar z mlekiem matki. Dopił szybko kawę i ewakuował się przed, jak się okazało, bardzo bezpośrednim i jeszcze bardziej gadatliwym kelnerem imieniem Luigi. Wyszedł z alkoholem, płynem do chłodnic i tagliatelle pod pachą. Tagliatelle gratis.

 

 Kolejna część: https://t3kstura.eu/pokaz_tekst.php?id_txt=4459

Liczba ocen: 1
75%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: *Ritha
Kategoria: kryminal

Liczba wejść: 47

Opis:

Jeśli ktoś czytał ostatnie moje TW, to nawiązywało ono do właśnie tej opowieści. Bardzo stare i bardzo długie, a przy okazji skończone, więc plan jest na systematyczność. Zarazem reperowane na pniu, więc jest cień nadziei, że nie będzie skrajnie trącało starociem. Trochę ciacham, trochę uzupełniam. No zobaczymy, jak to będzie :)

Dodano: 2020-09-13 17:12:42
Komentarze.
~jotka 10 d.
Ooo. Pamiętam z innego portalu jak mówiono, że pisałaś kryminał jakiś. Czy to, to? Będzie czytane.
Odpowiedz
*Ritha 10 d.
jotka tak, to to To było baaardzo dawno temu, 2016 (?) 2017 (?) jakoś tak. Dużo nielogiczności w fabule zabiło to opo (w moim mniemaniu). Teraz po takim czasie je widzę i mam zamiar naprawić
Odpowiedz
~oko 10 d.
miałem nadzieje, że ta starsza o osiemnaście lat wersja jest drugą częścią Lei i zacząłem od tamtej, wcześniejszej. licząc, że tu dowiem się, co dalej.
nasunęło się zauważenie, że wyszedł z alkoholem, lecz ani słowa o tonicu. czyli ubzdryngolił się i nie będzie miał czym popijać w części drugiej.
drugie było jeszcze smutniejsze - skakanie biodrami jest walutą, która nie dewaluuje nigdy. i kobiety wykorzystują tę walutę bez oporów. rzadko kiedy zawodzi. skuteczna jak diabli.
Odpowiedz
*Ritha 10 d.
oko starsza o 18 lat? teraz ja się pogubiłam

Odpowiedz
*Ritha 10 d.
Tzn. coś się zdublowało, już jest git
Odpowiedz
*Ritha 10 d.
oko dzięki za wizytę! Kurde, jestem jakaś roztrzepana dziś
Odpowiedz
~oko 10 d.
Ritha ta wersja ma napisane +18, a tamta nie - żarcik taki
Odpowiedz
~oko 10 d.
Ritha nie przejmuj się. nic się przecież nie stało.
Odpowiedz
*Ritha 10 d.
oko aaa, łooo, bo tamta się dodała bezwiednie
Odpowiedz
~oko 10 d.
Ritha widzisz - a ja musiałem trafić tamtą. jak ktoś ma pecha, to w drewnianym kościele mu cegła na łeb spadnie
Odpowiedz
*Ritha 10 d.
oko
Odpowiedz
*Canulas 10 d.
z dużym wykopem
Uber start - niewiele pamiętam (co, jak wiemy, nie nowość), więc jakbym był pierwszy raz z domieszką Deja Vu.

" Albert Hoff z każdym przejechanym kilometrem, pomimo sprzyjających warunków, jechał coraz wolniej. Pod nogami miał standardowo – sprzęgło, hamulec, gaz, i niestandardowo – gin i tonic." - fajnusie. W moim stylu i me gusta.


" Trzydzieści, łyk ze szkła, łyk z plastiku, przekleństwo, dwójka. Smród spalonego sprzęgła. " - wykurwiste te wstawki


No i pasy zapięte. Możem jechać ze staro-nową serią.



Odpowiedz
*Ritha 9 d.
Grazie, signore Canulardo Dobrze, że są pasy, bo będziemy jeźdźić po pijoku
Odpowiedz
~Aja 9 d.
No czekam, czekam na dalej.
Odpowiedz
*Ritha 9 d.
Aja super Małe dawki na początek, bo ile czytelników skusi się na początek serii, tyle ma szansę zostać
Odpowiedz
~Aja 7 d.
Ritha ja już jestem skuszona to może czas przejść do rozwinięcia.
Odpowiedz
*Ritha 7 d.
Aja no baa, już wleciał ciąg dalszy
Odpowiedz
~Aja 6 d.
Ritha wiem, wiem. Nie nadążam z komentem.
Odpowiedz
~Adelajda 9 d.
Nie czytałam wcześniej, do tego gatunku podchodzę bardzo ostrożnie, bo wiem, że nie moje rewiry, ale w Twoim wydaniu może uda mi się dalej popłynąć
Odpowiedz
*Ritha 9 d.
Adelajda to jest raczej wielogatunkowiec, wątki romansowe się tu przewijają mocno
Odpowiedz
~alka666 8 d.
Staram się nadążać za bohaterem, ale mam pod ręką wiśniówkę i za szybko mnie się mdło zrobiło. Dżin z tonikiem lepiej będą pasowały
Odpowiedz
*Ritha 8 d.
alka666 hahaha, tak, tu będzie alkohol lał się strumieniami może się zaopatrzyć na tę okoliczność, a i owszem
Odpowiedz
~alka666 8 d.
Ritha to dobre opowiadanie, bardzo dobre. A dżinu z tonikiem dawno nie gościłam w swoich progach. Pora zaprosić, ugościć, przenocować
Odpowiedz
*Ritha 8 d.
alka666 super
Odpowiedz

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin