jasno nowy wygląd
#nopeople
<
Lea – część 1
>

Rankor — część 10

 Poprzednia część: https://t3kstura.eu/pokaz_tekst.php

 

 Saskatoon, Saskatchewan, Kanada

 

 Dotarli do miasta pod wieczór. Charles czuł zmęczenie, Ellie spała zwinięta w kłębek na siedzeniu obok. Zatrzymał samochód przy wjazdówce, żeby rozprostować nogi, zapalić papierosa i przemyśleć dalsze ruchy. Wieczór był naprawdę przyjemny, wiosenny. Zachodzące słońce rozlało nad horyzontem paletę ciepłych barw. Mężczyzna z nieskrywaną ulgą zaciągnął się papierosem. Pomyślał, że jest doprawdy pięknie. Ta chwila mogłaby trwać i trwać. W kolejnej sekundzie miał już plan. Wskoczył za kierownicę i ruszył w głąb miasta, by po kilku minutach zatrzymać się przy pierwszym mijanym kiosku. Spod siedzenia wygrzebał łom, następnie wysiadł z samochodu, podszedł do szyby wystawowej i jednym, sprawnym ruchem rozbił ją w drobny mak. Zbite szkło posypało się wokół niczym tnący deszcz. Zdarzenie obudziło Ellie, przetarła zaspane oczy i poprawiła się na siedzeniu, dostrzegając grzebiącego w gazetach Charlesa. Nim zdążyła zrozumieć, klapnął obok niej.

 – Co zrobiłeś?

 – Rozbiłem szybę w kiosku.

 Pokiwała głową w konsternacji, tymczasem on rozłożył na kierownicy plan miasta, uważnie go studiując – uliczka po uliczce, zaułek po zaułku, budynek po budynku.

 – Potrzebuję wiedzieć, gdzie jest urząd miasta, internet nie działa. – Uśmiechnął się ironicznie.

 Znów pokiwała głową w odruchowy sposób przypominający te małe, sztuczne pieski, które umieszcza się przy samochodowej szybie właśnie po to – żeby kiwały głowami. W końcu krążące w meandrach umysłu wątpliwości udało się jej uformować w rzeczowe pytanie:

 – Przyjechałeś tu do urzędu?

 – Przyjechałem – zamyślił się, podniósł głowę znad mapy i spojrzał gdzieś przed siebie – do znajomych. Mam dla nich propozycję. Nie znam, hm, nie pamiętam adresu. W urzędzie na pewno mają spis ludności.

 – Eeee, urzędy już chyba nie działają…

 – Ale spis tam nadal jest.

 Kwadrans później Charles włamał się do ewidencji ludności miasta Saskatoon. Wyszukał „J”. Następnie „Johnson”, znalazł takich sporo, ale tylko w jednej rodzinie był chłopiec imieniem Jackie Jr – jedynak, syn Sophii i Johna Johnson. Mężczyzna przepisał adres i wrócił do wozu, gdzie zdezorientowana Ellie z nudów obgryzała paznokcie.

 – I co?

 – I mamy. Jedziemy. Będziemy przed nimi, więc poczekamy. Może wrzucimy na ruszt coś z bagażnika?

 Uśmiechnęła się, ukazując złamany ząb przypominający o tym, z jakiego położenia ją zgarnął. Żałował, że nie dobił Phila. Ryzykownym jest wypuszczać jeńców.

 

 *

 

 Rapid City, Dakota Południowa, USA

 

 – Musimy zdobyć zapasy – stwierdził Jackie, nie odrywając oczu od szosy przed nimi. – Pójdę do lasu.

 Pini odwróciła twarz, przyglądając się, jak z każdą milą znika krajobraz za oknem. Od kolacji w Tulsie była bardziej milcząca niż zwykle. Pasażerka na tylnym siedzeniu również nie grzeszyła gadatliwością. Jackie czuł, że jest naprawdę gównianie. Czuł, że wszystko zaczyna w nim buzować i że ma już powoli dość. W Dakocie skręcił na Rapid City leżące u podnóża Black Hills National Forest i gdy pobocze drogi ozdobił gęsty las, zatrzymał się na pierwszej zatoczce.

 – Opróżnij plecak – polecił dziewczynie. – Biorę siekierę i nóż, zostawiam wam colta, jest w schowku, wyciągnij go i trzymaj cały czas przy sobie. Wiesz, ile zwykle schodzi i wiesz, co masz robić. Zabij każdego, kto będzie szukał zaczepki. Zdobędę mięso, wrócę i ruszymy do Saskatoon. Weźmiemy moją matkę i…

 – I znajdziemy go. – Odchyliła opaskę, w odruchu determinacji i niecierpliwości odsłaniając czerń ziejącą z pustego oczodołu.

 – I znajdziemy go – powtórzył. – Taki był plan. Taki jest plan.

 

 *

 

 Za dnia w lesie można było więcej dostrzec, jednak paradoksalnie o wiele trudniej o zwierzynę. Szedł pewnie w głąb, nie zwracając uwagi na żadne szczegóły. Ponoć tkwi w nich diabeł.

 Jaaaackie!

 Głos Pini. Poznałby go wszędzie.

 Jaaaackie!

 Przeraźliwy, krzyczący głos. Słyszał każdą emocjonalną warstwę tego dźwięku – lęk, przerażenie, błaganie, bezsilność i ból. Coraz gęściej otaczały go drzewa, w głowie rezonował wybijający, absorbujący, niepokojący krzyk. Jednocześnie wiedział, że to ściema. Największa i najbardziej karykaturalna ze ściem.

 Pierdol się, lesie.

 I kolejny etap – pnącza otaczające kostki. Rosnąca gęstość powietrza, które wdzierało się do gardła, wypełniając je i gęstniejąc do konsystencji kiślu. Krzyk w głowie przeobraził się w pisk.

 Jaaaaackiiiiiiiiiiiiiiiieeeeeeeeeeeeeeeeeeeee!

 Sarna – dostrzegł ją kątem oka. Postawą nie przypominała tych, które zwykle mija się przy drodze – wystraszonych i płochliwych. Ta patrzyła prosto w oczy i był to rozumny wzrok. Mężczyzna zacisnął zęby, ukazując je niczym warczący pies, po czym rzucił się w kierunku zwierzęcia. Biegł, tnąc pnącza i plując galaretowatym powietrzem. Biegł, mimo że fale dźwiękowe w jego wnętrzu doprowadzały niemalże do obłędu. Ale już to znał, już wiedział, jak to przebiega i jak sobie z tym poradzić. To go wzmacniało, dawało przewagę nad samym sobą sprzed miesiąca czy dwóch. Las zaciskał się nie tylko wokół niego, ale także wokół niej – sarny.

 Samobój, durniu.

 Zwierzę przy każdym kroku podnosiło kopyta coraz wyżej, aż w końcu zahaczyło o korzeń, zachwiało się, a wtedy Jackie odbił się mocno i z całych sił wyskoczył w jego kierunku. Gruchnęli razem na ziemię. Chłopak zamachnął się siekierą i uderzył raz, drugi, trzeci, czwarty, walił połowicznie na oślep, byle ją zabić, byle trafiać mniej więcej w głowę.

 Mięso jest cenne. Nie zniszcz mięsa.

 Wygrał po raz kolejny. Teraz wystarczyło wrócić. Liczył na mniejszą zdobycz – królika lub zająca – stąd plecak. Do porcjowania sarny nie było warunków, więc chwycił ją za łapę i ciągnął.

 Las wypluł go kwadrans później. Truchło zwierza mlasnęło o asfalt obok wozu. Jackie, cały poraniony, usiadł na ziemi, ciężko dysząc. Dziewczyny wrzuciły sarnę do bagażnika. Pini usiadła za kierownicą.

 – Nie zatrzymujemy się już ani razu – stwierdziła. – Za każdym razem, gdy to robimy, problemy zaczynają się piętrzyć. Tak jakby atakowały właśnie tych, którzy przystanęli. Mam dość.

 – Jeśli nie będzie potrzeby, to się nie zatrzymamy – odparł. – Jeśli takowa potrzeba zajdzie, to zrobimy postój. Nie wpadaj w paranoję, ja też jestem zmęczony. Odbij na osiemdziesiątkę trójkę, dojedziemy nią bez kombinowania pod samą kanadyjską granicę.

 – Okej.

 

 Kolejna część: https://t3kstura.eu/pokaz_tekst.php

6477 zzs

Liczba ocen: 3
93%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: *Ritha
Kategoria: fantastyka

Liczba wejść: 114

Opis:

Dodano: 2020-09-14 22:49:05
Komentarze.
~oko 7 m.
nie gra mi to absolutnie. chłopak idzie na polowanie z siekierą, zostawiając broń a potem dogania w lesie sarnę, to jakieś czary. przydźwigać ją, to kolejna reprezentacja świata w podnoszeniu ciężarów, a dwie dziewczyny wrzucające ją do bagażnika to też harpagany, jakich mało. logika cierpi i ciężko to czytać.
Odpowiedz
*Ritha 7 m.
oko załóżmy, że to była malutka sarenka :3 Ile może ważyć sarna? Mój pies waży 30 kg i sama wsadzam go do wanny
Odpowiedz
*Ritha 7 m.
Już sprawdziłam: "Dorosły osobnik sarny waży od 10 do 35 kg"

Odpowiedz
*Ritha 7 m.
(Sarna syberyjska 39 kg)
Odpowiedz
*Ritha 7 m.
oko i jeszcze a propos siekiery (sory, że na raty odp., ale o tej porze dnia jestem zawsze w biegu ) zostawił broń, a wziął siekierę, bo wiedział, że oplotą go pnącza, a siekierą tak jakby łatwiej sarnę dogonił, bo ją też oplatały, być może jest to zbyt mało naświetlone, ale na moje oko logika gra
Odpowiedz
~oko 7 m.
Ritha nie kłócę się. daleki jestem od takich rzeczy. psów nie noszę, bo nie mam - warunki nie pozwalają szkoda męczyć zwierzaka. wolę, kiedy poruszasz się między ludźmi - tamte emocje trafiają do mnie bardziej.
Odpowiedz
*Ritha 7 m.
oko nie nosisz psów? no widzisz, a ja muszę, żeby był czyściutki :3
Kiedyś w jednym moim opku baba rzuciła w gościa siekierą, Can też nie mógł tego pojąć. Może nie powinnam pisać scen z siekierą
Oko, muszę się poruszać w różnych rejonach, raz wyjdzie lepiej, raz gorzej, wszelkie sugestie mile widziane
Pozdrówka
Odpowiedz
z dużym wykopem
Aaaa mi tu wszystko gra, sama jestem w stanie dźwignąć dzieciaka tak z 20-25 kilo, nie mówię żeby nosić stale, jednak we dwie na spokojnie z tą sarną.
Co do siekiery jestem od poczstku historii i najlepszym wyjściem to właśnie z nią iść do lasu, nie wyobrażam sobie jakby strzelał do tych pnączy.
Tak cały czas się zastanawiam kogo wolę i chyba Jackie to mój typ ♥️
Odpowiedz
*Ritha 7 m.
SylviaWyka : )))
My kobity nie takie rzeczy nosimy, wiadra wody ze studni, siaty z zakupami, oko się nie zna A Jackie to nie jest jakieś tam byle chucherko! :3
Cieszę się, że podążasz ❤️
Odpowiedz
"Mam dla niech" - nich;
"Ponoć tki w nich diabeł" - tkwi;
"Krzyk w głowie przeobraził się (w) pisk";
Jak już chodzi o tę sarnę, to ja się zastanawiam, czy to nie jest tak, że jej ten las nie powinien atakować, więc i oplątywać, bo atakuje tylko ludzi (czyli intruzów) - czy to niekoniecznie tak działa? Niemniej cały klimacik cały czas daje radę.
Odpowiedz
*Ritha 7 m.
alfonsyna atakuje intruzów, owszem, ale raczej aż tak tego nie oddziela (tak to widzę), gdy np. człowiek jest blisko zwierzęcia. Intruz powoduje, że las ożywa, a jak się zwierzę pałęta wówczas w pobliżu, to siłą rzeczy. Działania lasu nie opieram na zasadzie jakiejś sztucznej inteligencji, a bardziej instynktu/odruchu.
Będę się starać to naświetlać dalej. Baboli moc, już reperuję. Dzięki za wizytę i wszystkie sugestie
Pozdrox
Odpowiedz
Ritha ok, wszystko jasne w stopniu wystarczającym na ten moment
Odpowiedz
*Ritha 7 m.
alfonsyna git
Odpowiedz
Jackie to musi być szybki, zwinny i silny chop.
Odpowiedz
*Ritha 7 m.
alka666 a no pewno :3 Taki cacany
Odpowiedz
Ritha ale nie blond? Może być szpakowaty, siwy...
Odpowiedz
*Ritha 7 m.
alka666 nie, jest dość młody, Charles jest starszy, zaraz Ci powiem ile ma Jackie
Odpowiedz
*Ritha 7 m.
"— No okej... Jackie pochodzi z Saskatoon w Kanadzie. Poznaliśmy się sześć lat temu, gdy ja miałam piętnaście, a on dwa razy tyle" - czyli Jackie ma 2 x 15 + 6 = 36
Odpowiedz
*Ritha 7 m.
A co do wyglądu:
"Facet o aparycji kaukaskiego labradora podniósł młotek i w kolejnej sekundzie po wydobywających się dźwiękach został jedynie pogłos pustych ścian oraz porozrzucane odłamki plastiku".

Musisz sobie wyobrazić 36-letniego kaukaskiego labradora
Odpowiedz
Ritha wyłapałam opis kaukaskiego labradora Próbowałam sobie wyobrazić czuprynę. A może łysieje? Chociaż 36 lat to jeszcze młody chop. Dobrze zbudowany. Dzięki za pomoc

Normalnie prawie Rambo Tylko ładniejszy
A dziewczyny? Pini jest wrażliwą istotką, ale z silnym charakterem, jak na kobitkę. Tej drugiej muszę się dokładnie przyjrzeć.
Odpowiedz
*Ritha 7 m.
alka666 nie lubię damskich postaci, które tworzę. W ogóle nie lubię ich tworzyć (dlatego głównie operuję mężczyznami i jak nie muszę - np. w krótkich opowiadaniach, to w ogole nie kreuję kobiet). Trochę to usztywniające,I know. Jedyną, którą lubiłam była Simona (będzie w Lei).
Ellie ma szansę stać się drugą


Odpowiedz
Ritha trzymam kciuki za powodzenie
W Manuskrypcie nie mam żadnej kobitki, prócz autorki listu i damskiego demona w odbiciu lustra. Tylko mignęły. Też wolę opisywać mężczyzn, niż wrzeszczące, strachliwe babeczki. Może jednak zacznę pisać o kobietach inaczej? Są takie, które zasługują na uwagę
Odpowiedz
*Ritha 7 m.
alka666 jasne, też bym chciała. Po prostu świat kobiet (z racji, że mam ten punkt widzenia) wydaje mi się mniej interesujący, niż świat mężczyzn.
Odpowiedz
Ritha o tak! Ale czasem nie
Chodzi o to z kim się zadajesz w realu. Jest kilka fajnych babeczek (cały czas mam na myśli real), ale najczęściej są tak samo introwertyczkami jak ja. Rozumiemy się bez słów, nie musimy się spotykać. I żadne gadki o ciuchach, pazurach i czuprynach nie wchodzą w rachubę.
Mimo wszystko od dziecka miałam towarzystwo chłopięce, męskie, więc znajomi "pomilczmy na wspólny temat" są na wagę złota. Gadam w towarzystwie, by nie być nieuprzejmą, ale szybko się męczę i milknę na dobre.
Odpowiedz
*Ritha 7 m.
alka666 jasne, że są fajne babeczki. Jestem np. absolutnie od lat zakochana w Meryl Streep I w Cameron Diaz!
Miałam przyjaciółki od dzieciństwa i były to bardzo silne więzi - na każdej się przejechałam, nie wchodzę w takie relacje już od jakiegoś czasu (nie potrzebuję ich zresztą), rozmowy z mężczyznami są o wiele ciekawsze, konkretniejsze i nie wbijają szpil w plecy. Ale pisarki lubię Np. taka Adelajada, złoto nie kobieta :3

Odpowiedz
*Ritha 7 m.
"pomilczmy na wspólny temat" cudne
Odpowiedz
Ritha właśnie chciałam o tym wspomnieć, że piszące babeczki i te na T3 są bardzo fajne

Często uprawiam milczenie na wspólny temat ale w realu.
Nawet Hrabia nie wytrzymuje tak długo bez gadania.
Pisanie to coś innego...
Księgowe dużo gadają. Czasami mam ochotę mordować, bo pierdoły zabijają wyobraźnię.
Odpowiedz
*Ritha 7 m.
alka666 być może to jest tak, że piszący piszącego zrozumie i płeć jest tu drugorzędna. Liczy się pasja ❤️
Odpowiedz
Ritha całkiem możliwe.
Odpowiedz
z dużym wykopem
"Uśmiechnęła się, ukazując złamany ząb przypominający o tym, z jakiego położenia ją zgarnął. Żałował, że nie dobił Phila. Ryzykownym jest wypuszczać jeńców." - najs.
Lubię Charlesa

" Za dnia w lesie można było więcej dostrzec, jednak paradoksalnie o wiele trudniej o zwierzynę. Szedł pewnie w głąb, nie zwracając uwagi na żadne szczegóły. Ponoć tkwi w nich diabeł." - very me gusta, co zresztą nie powinno kompletnie dziwić.


" Przeraźliwy, krzyczący głos." - dziwny zapis "krzyczący głos, ale możem przewrażliwiony.


Noo, taka szybka część. Przerywnikowa nawet. Bez achów, ochów, ale trzyma pion całości.

Trafiłem na pewne wątpliwości przedpisców i moim zdaniem:
— Podnieść, zanieść, cokolwiek. Na miękko dałby radę.
— Dogonić sarny w lesie — nie ma szans.
Nie jest to coś, co burzy opko jako takie. W zasadzie, jeśli się o tym nie wspomina, to się przez to przepłynie, więc widocznego zgrzytu nie ma. No ale jeśli się zastanowić, za chuj by nie dogonił sarny w lesie.
Z przyczajki, zza drzewa, mógł ją w łeb pierdolnąć, ale tak zobaczyć i gonić nie ma szans.
Sorry, to za dobre opko, żeby tak głaskać, ooo.
Przemyśl czy cuś.




Odpowiedz
*Ritha 6 m.
Can, ja też lubię Charlesa
Si, część przerywnikowa, ale z tym lasem jednak widzę nie przełożyłam wizji na literki, skoro kolejny zarzut akurat tu, ok, ma fault, usilnie próbuje oddać w tych opisach to, że to nie jest zwykły las i że zacieśnia się wokół ludzi, gęstnieje, oplata i jeśli jakieś zwierzę znajdzie się w pobliżu to ono również ma gorzej biec, ale to winno wynikać z treści, a nie z moich wyjaśnień, może łatwiej będzie faktycznie jak dam Jackiemu gnata i po sprawie
Dziękuję za szczere-tele-porady
Odpowiedz
Ritha noo, biorąc pod uwagę las jako żywy byt, tak! Ok, jakieś pnącza, coś, wtedy jak najbardziej, ale tutah z kontwkstu tego nie widać. Wiem, co zrobię. Jak będę wysylal Hille, pożyczę Ci Ruiny. To wlasnie jest o czymś w ten desen. Se obadasz, ooo
Odpowiedz
*Ritha 6 m.
Can, oki, dzięki pięknie, chętnie obadam. W ogóle planuję w najbliższy weekend randkę ze stosikiem knig, który sobie ułożyłam na biurku.
Tak, las jako żywy byt, ale gdzieś tu na lini wizja - scena nastąpiły zakłócenia 🤷
Odpowiedz
Ritha hahaah
Odpowiedz
*Ritha 6 m.

Odpowiedz
z dużym wykopem
Jest dynamika, którą bardzo lubię
To prawda 30-40 kg, to przecież we dwie osoby nie jest dużo Ja tam sobie na gonitwę nieco oko przymknęłam Ale z drugiej strony i dzikie zwierzęta potrafią się zachowywać głupio, potrafią podejść bardzo blisko człowieka, nie uciekać i wgl. Sama byłam świadkiem we wrześniu jak na wyjeździe jelenie podchodziły bardzo, bardzo blisko, wręcz niebezpiecznie blisko ludzi, więc różnie to bywa Ale też nie chce się tu skupiać na tej jednej scenie, historia idzie dalej, jest super A z tym lasem to fakt, wcześniej wspominałaś w opisach jego anomalie, podobnie z deszczem
Odpowiedz
*Ritha 6 m.
Adelajda dziękuję, wspomniałam o anomaliach, ale być może zbyt pobieżnie - będę korygować Fajno, że podążasz dalej, taa - dynamiki tu trochę napchałam
Pozdrówki
Odpowiedz
fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.