Guzik-świński nosek Zlot

TW#2 — Aster—oida

 Postać: Astronom

 Zdarzenie: Uderzenie asteroidy

 Efekt: W dialogach nie używamy litery R.

 

 

 

 Czarne dziury, źreniczne pochłaniacze światła upychają świat w kościstym hełmie.

 Gdzie się nie obrócą, tam znika fragment wykreowanego tła dla zmysłów.

 *

 — Jest tu ktoś?

 — Hallo!

 — Z głębi, słyszysz! Nie mogę bez jednej lite... Odpowiedzieć inaczej.

 — Szlag! — Co to ma być?

 — Efekt!

 — Efekt czego?

 — Jebnięcia w kulę ciała niebieskiego.

 — Kosmity?

 — Majaczysz!?

 — Co jest!

 — Zakłócenia.

 

 Szum w uszach powoli ustawał. Fala uderzeniowa zmiotła z powierzchni budynki, łamiąc drzewa porywała wszystko na swojej drodze. Leciał z szybkością wystrzału dziesięciu pocisków na sekundę. Pranie z podwórka obok szybowało niczym latawce w wietrzy słoneczny dzień.

 Ściskał szkło teleskopu obiema dłońmi.

 — Jak, jak, jak to się mogło stać! — Dławił go dym.

 Ogień konsumował resztki w gruzach. Minął rzekę, woda unosiła się w korycie, zwijając fale w harmonijkę. Melodia złowieszczej wilgoci przesycała umysł.

 Spadł z tapczanu, zlany potem rozglądał się nerwowo.

 Emerytowany astronom żył przepowiednią własnych snów.

 — Będzie tak, oni nic nie wiedzą. Śmieci w kosmosie, nic nie widać. — Podnosił się zakopany w pościeli.

 W głębi domu roznosił się lament głodnych kotów.

 — Koty! Wyczuwają ją, już niedługo. — Podszedł do okna, szara mgła z kominów osiadała powoli na sąsiednie dachy domów.

 Nie zaglądał do niego nikt od ponad trzech tygodni. Zapasy jedzenia kurczyły się wraz z brzuchami podopiecznych. Sam miał zapadnięte policzki. Leżące gazety z podkreślanymi zdaniami długopisem, były porozrzucane po całym blacie kącika jadalnego. Rozmawiał z drukiem, dopisywał kwestie w dyskusji, cięte riposty dziurawił naostrzonym ołówkiem.

 Wyrwało go z monologu nagłe ożywienie drzew. Korony sięgające pierwszego piętra domu potrząsały gwałtownie liśćmi. Ptaki leciały w stronę zachodu. Czarne kłęby skrzydeł. Synchroniczność lotu została na gałęziach w chaotycznym odlocie.

 — Szumy, słyszysz? — Koty były niespokojne, syczały na tylne wyjście.

 Uderzenie było gwałtowne, podskoczył na krześle, chwytając się za głowę.

 Tłuczone szyby raniły go odłamkami. Zakrwawiony rzucił się w stronę piwnicy. Schron z drzwiami zbrojonymi pomieściłby kilka osób, gdyby był otwarty.

 Poryw gorącego powietrza zasklepił szkło w ciele. Drżał opiekany potwornym bólem.

 Asteroida uderzyła w drugi koniec miasta.

 Zanim stracił oddech, gołym okiem obserwując kataklizm, zbliżył się do kosmosu.

Liczba ocen: 1
75%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: !Szudracz
Kategoria: trening-wyobrazni

Liczba wejść: 26

Opis:

Dodano: 2020-09-15 07:11:27
Komentarze.
Witamy nowy tekst TW
Odpowiedz
!Szudracz 3 d.
TreningWyobrazni W ułamku sekund się pojawiasz. Dzięki.
Odpowiedz
~oko 3 d.
szkoda, że nie wpisałaś, jaki zestaw się wylosował.
— Koty! Wyczuwają ją, już nie długo. - raczej niedługo
Zapasy jedzenia kurczyły się wraz z brzuchami podopiecznych. - nieładne to zdanie brzuchy się kończyły?
króciutko rozprawiłaś się z tematem, nie naczytałem się. skończyło się przedwcześnie.
Odpowiedz
!Szudracz 3 d.
oko Zaraz dopisze zestaw, ciągle o tym zapominam.
Temat szedł opornie, więc na ile mogłam na tyle jest.
Zdanie przemyśle.
Dzięki.
Odpowiedz
*Canulas 3 d.
z dużym wykopem
" Emerytowany astronom żył przepowiednią własnych snów." - przezajebiste.

Szu, muszę ten tekst przetrawić, pobadać jeszcze raz, ale na szybko, to... bardzo, bardzo blisko sławnego "Morsa".
Na pewno jeden z lepszych Twych ostatnimi czasy. Surowa zwięzość, wybrnięcie z zestawu i wstawki rodem z prozy poetckiej
Odpowiedz
!Szudracz 3 d.
Canulas Krążyłam blisko tej degradacji morsowej, ciągnie mnie w ten rejon nadal.
Męczyłam się okrutnie z tym tekstem.
Cieszę się, że wywarł takie wrażenie.
Dzięki.
Odpowiedz
~alfonsyna 2 d.
Ta zwięzłość chyba jest tu plusem, bo w pewnym sensie streszcza cały sens i cel życia astronoma, który zdawał się wyłącznie wyczekiwać zagłady, wyglądać za nią i wyciągać ku niej ręce. I wydaje się, że gdy to wszystko się już dopełniło, znalazł w tym swoje własne spełnienie. Tak właśnie miało być.
Odpowiedz
!Szudracz 1 d.
alfonsyna Skupiłam się maksymalnie na tym, żeby nie wychodzić za daleko, stąd ta zwięzłość.
Tak właśnie jest jak napisałaś.
Dzięki za odwiedziny.
Odpowiedz

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin