Tylko nie mów w jidysz (całość)

TW#1 Pustka (2/2)*

 Część pierwsza https://t3kstura.eu/pokaz_tekst.php?id_txt=4345

 

 Kosma rozejrzał się po pustce utkanej z szarości i zrezygnowany westchnął.

 — Nie pamiętam takiej dziwnej zimy. Czy pora chłodu mogłaby już odejść?

 Przybysz posmutniał. Wyglądał jak znużony męczącym uczuciem ciągłej ciekawości chłopaka, a jednocześnie, przez pręty sennego letargu, przedzierało się zdumienie nad nadzieją jaką tamten żywił.

 — Mówią, że to jeszcze potrwa.

 — Kto?

 — Ci, których spotkałem.

 — Idą tu?

 — Nie wiem. Spotkałem ich przypadkiem, a może... to ja szedłem za nimi, może celowo gdzieś się zebraliśmy? To trudne.

 Dzieciak potarł intensywnie ręce i rozpiął wejście do namiotu. Rem zaś za jego niepewnym przyzwoleniem przykucnął we wnętrzu, trzymając w ręce kawał mięsa.

 — Powiedziałeś, że jutro zamarznę.

 — Tak.

 — Dlaczego? Przez dwa dni dawałem sobie radę.

 — Widzisz tamte drzewa? Ich korony niedługo zesztywnieją. Idzie chłód, jeszcze większy niż teraz, więc jeśli nie zaczniesz się ruszać, nie pobiegniesz przed siebie... dołączysz do tamtych.

 — Do tamtych?

 — Tak.

 — Ale...

 — Szli za mną. Zgubiłem ich przy brzegu jeziora, tak, teraz sobie przypominam. Schowali się wśród wysokich traw, szepcząc, że tam zaczekają, przezimują. Skrzypiały im zęby, drętwiały ręce, choć pocierali je aż do zdarcia naskórka. Dwadzieścia kroków później słyszałem już tylko krótkie jęki. Dwadzieścia powiek zatrzasnęło się na ukryte słońce.

 — Straszno... Straszno jakoś po tym co mówisz. Ty nie chciałeś zimować?

 — Nie — uciął krótko, a zaraz potem dodał: — Zjesz surowe, czy nie dasz rady?

 Kosma wziął głęboki oddech, co miało dodać mu odwagi po czym ściągnął rękawice i dotknął delikatnie wystającego skrawka.

 Dotarło do niego, że nie ma ochoty przeżuwać go w takim stanie, ale żołądek domagał się czegokolwiek.

 — Tak myślałem. Mogę je trochę podwędzić.

 — Jak na ognisku?

 Rem przytaknął, choć doskonale wiedział, że nadal będzie takie samo. Efekt marnego placebo zadziałał jednak w świadomości dziecka. Mężczyzna wyjął z kieszeni płaszcza kilka zapałek i nóż; woń siarki zmieszała się z zapachem padliny. Płomienie trwały mikrosekundę i gasły. Przybysz przeciął całość ostrym narzędziem, a najmniej tłustą część podał dziecku.

 — Jak z ogniska.

 — Jak z ogniska — zawtórował Kosma, ale gdy tylko wgryzł zęby poczuł jak nieprzyjemne, twarde włókna wczepiają mu się w najmniejsze szpary.

  Muszę to zrobić. Muszę.

 Ledwie to pomyślał, ledwie zdołał zebrać się na mocne szarpnięcie i odruch przełykania, zobaczył jak tamten znów odpala zapałkę, próbując ogrzać resztę. Jego oczy spowijała mgiełka zamyślenia.

 —... nie wydaje mi się, żeby to coś dało — szepnął malec, między jednym kęsem, a drugim, jednak odpowiedziało mu tylko milczenie.

 Ciemność powoli rozkrzewiała się na ścianach namiotu, a Rem nadal tkwił w bezruchu, nawet wtedy, kiedy płomień zawędrował tuż pod jego paznokieć, plecy wygięły się w łuk, on sam zaś połknął duży haust zimnego powietrza.

 Znikało światło. Nie widzieli już żadnego blasku, tylko martwą, szklistą powłokę jeziora. Coś zasyczało. Kosma odgarnął spod czapki lokowate włosy i wcisnął się w najdalszy skrawek schronienia. Przywarł do niego jak chropowata narośl do niezasklepionej rany. Zapłakał.

 — Ile masz lat, dzieciaku? — zapytał tamten, nie zwracając uwagi na jęki.

 — Trzynaście. A ty?

 — Trochę więcej.

 — Czy...czy ty też uciekasz w poszukiwaniu ciepła?

 — Poniekąd.

 — Umrzemy tu?

 Rem kiwnął z powagą głową. Ledwie dostrzegalny gest spowodował większy szloch.

 — Ale jeśli pomożesz mi, myślę, że dam radę zaprowadzić cię w miejsce, gdzie jest lepiej. Jeśli nam się poszczęści...

 — To?

 — To może spotkamy twojego ojca.

 Zawiał wiatr. Mimo to chłopak nie słyszał już niczego, żadnych gwizdów, jęków, zawodzenia. Żadnego oddechu, przyśpieszonego sera. Bezkresna cisza, poprzetykana skrawkiem lasu i taflą jeziora była już tylko małą przeszkodą w jego labiryncie strachu.

  Muszę go zobaczyć, muszę.

 Jego spojrzenie powędrowało na wejście namiotu. Sięgnął do torby i w tym samym momencie wnętrze oświetliło jasne światło latarki.

 — Mam dwie — oznajmił, a przybysz spojrzał na niego tak, jak patrzy się na egzotyczną rybę przez wielkie akwarium.

 Jego oczy się rozjarzyły, ale ton, który po chwili przybrał był niski i niemal śmiercionośny. W niczym nie przypominał już wcześniejszego głosu dobrego opiekuna. Kosma skulił się w sobie.

 — Temperatura spada. Do nocy przybędzie tu jeszcze z dziesięć stopni.

 Przez chwilę milczeli. Coś wewnątrz Kosmy walczyło, żeby uniemożliwić mu odpowiedź, jednak w tej walce to on przegrał. I była to, według niego, najtrudniejsza walka w życiu.

 — Pójdę z tobą, chociaż cię nie znam. Pójdę, bo boję się już zostać sam. Ruszymy przez las? Tam, gdzie tata?

 — W tych lasach siedzi kupa złego gówna — warknął, ale widząc minę dziecka dodał: — Nie powiniśmy próbować dotrzeć tamtędy po ciemku. Chyba, że marzy nam się śmierć. Najpierw wrócimy na drugi brzeg jeziora.

 — Po co?

 — Po jedzenie.

 — Owoce? — wiedział, że to naiwne.

 — Mięso. Jeśli nam się poszczęści zwierzęce.

 Zapadła cisza. Kosma wyczołgał się ze swojego kącika, ale kiedy wyprostował nogi światł zawirował mu, a w głowie pociemniało. Rem wyciągnął rękę i przytrzymał go.

 — Nie mdlej. Musisz być silny, rozumiesz?

 Przytaknął.

 — Będziesz się trzymał blisko mnie. Mgła nie odpuści przez całą noc a... — nachylił się, żeby szepnąć coś do ucha — chłopcy lubią ginąć we mgle. Mali chłopcy czasem gubią drogę — powtórzył, a Kosma zrozumiał, że ma być tuż koło niego.

 Dwadziescia minut później warstwa zmarzliny trzaskała pod ich butami.

 — Masz dzieci? Masz kogoś w ogóle?

 — Miałem — uciął szybko zakapturzony i więcej się nie odezwał.

 Jezioro, choć niewielkie wywoływało w dziecku uczucie niepokoju, a szarówka potęgowała to jeszcze bardziej.

 Dlaczego musiałeś mnie zostawić?

 — Na pewno to dobra droga?

 — Tak. — Rem kiwnął głową. Jego ciało uginało się lekko pod naporem namiotu, ale kroki miał pewne, zdecydowane. Dokładnie takie, jak wtedy, gdy dostrzegł go Kosma.

 Wątłe światło gwiazd przebijało się przez ścianę szarości, a chłopiec rozmyślał nad tym, że ta noc może być ostatnią, jaką dane mu bedzie przeżyć, i musi, musi zwyciężyć.

 Zaczął się śmiać, na przemian z płaczem. Przybysz zwolnił. Przykucnął. Wydawało się, że chce pocieszyć Kosmę, jednak przyłożył palec do ust, a światło latarki skierował gdzieś daleko przed siebie. Przywołał go gestem ręki, nastolatek zaś miał wrażenie, że słyszy zniekształcone, dziwne słowa. Spośród nich wybijały się na chwilę całkiem wyraźne głosy, które jednak wnikając do ucha powodowały drętwienie całego ciała.

  Chodźcieee, moi dobrzy przyjaciele, chodźccie doo nas.

 — To oni, prawda? To zimujący ludzie?

 — Nie — odpowiedział Rem i zgasił latarkę.

  Jest nas tu dwanaścioro

 Alice, John...

 Zzzziimnoo nam,och jak zimnno!

 — Biegnij, Kosma! Ruszaj do brzegu!

 

 

Liczba ocen: 2
87%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~jotka
Kategoria: trening-wyobrazni

Liczba wejść: 24

Opis:

*Teoretycznie miało być dwie części, ale nie wyszło. Reszta będzie kontynuowana już nie pod szyldem TW.

Dodano: 2020-09-15 09:44:44
Komentarze.
Witamy nowy tekst TW
Odpowiedz
~oko 3 d.
— Mięso. Jeśli nam się poszczęści zwierzęce. - a może być inne mięso?
ładniutkie. podoba mi się bardzo. mam tylko jeden (nie licząc brakujących "ogonków" pod samogłoskami) problem. w dialogach zaczynam ginąć, kto mówi. dziecko od wszechwiedzącego powinno być bardziej rozpoznawalne - al eto tylko taka moja szykana i zapewne nie do końca zasadna.
ważniejszym problemem jest - kiedy trzecia część z dwóch? zbyt wiele otwartych wątków, żeby zakończyć teraz.
biegnij jotka, biegnij...
Odpowiedz
~jotka 3 d.
oko
Może :x
Hmm chodzi o język dzieciaka? Za mało... Dziecięcy? ;d
Odpowiedz
~oko 3 d.
jotka spróbuj rozmawiać między rożnymi osobami, tak, żeby bez opisu wiadomo było kto mówi. ja tego też nie potrafię. Pratchett był znakomity. uwielbiam gościa. on czcionką zaznaczał, kto mówi, ale słowami też
Odpowiedz
~jotka 3 d.
oko
Okeej. Przyjmuję uwagę i prześledzę to :x
Odpowiedz
!Szudracz 3 d.
W ekstremalnych warunkach dzieją się najgorsze rzeczy.
Lodowe upiory, akcja się rozkręca.
Będę czytać kolejne części.
Odpowiedz
~jotka 2 d.
Szudracz
Zapraszam 😁
Odpowiedz
~alfonsyna 2 d.
"że nadal będzie takie same" - takie samo;
"Efekt marnego placebo zadział jednak" - zadziałał;
"przyśpieszonego sera" - serca;
"chociaż cie nie znam. Pójdę, bo boje się" - cię; boję;
"dane mu bedzie przeżyć" - będzie;
Ależ ten klimat świetnie wchodzi w człowieka, uwielbiam takie rzeczy. Nie mam na co marudzić, bo mnie bardzo mocno wciągnęło.
Odpowiedz
~jotka 2 d.
alfonsyna
O jeny. Wstyd z tymi błędami, ale jestem takim niechlujem chyba już :x
Dzięki za łapankę!
Odpowiedz
*Canulas 2 d.
z dużym wykopem
" — Będziesz się trzymał blisko mnie. Mgła nie odpuści przez całą noc a... — nachylił się, żeby szepnąć coś do ucha — chłopcy lubią ginać w mgle." - ginąć

" — Tak — Rem kiwnął głową. Jego ciało uginało się lekko pod naporem namiotu, ale kroki mial pewne, zdecydowane. Dokładnie takie, jak wtedy, gdy dostrzegł go Kosma." - uciekła kropka po "Tak" i "miał".

Wyżej masz jeszcze brakujące ogonki, ale to w dialogu chłopca, więc nie wiedziałem, czy nie celowo.


Opko przednie. Ze świetnie urwaną końcówką. Bardzo klimatyczne.

Nie wiem, jak Ty podchodzisz do kwestii wydawniczych, bo może są dla Ciebie nieistotne, a nie chcę marzyć za Ciebie, ale jeśli patrzysz na swą pisarską drogę w standardowy sposób, to już śmiało jest moment, byś się pojawiała w czasopismach. Zresztą już od dawna.

Najmocniejszy punkt to oniryzm dialogowy. Uczę się też tej oszczędności, ale średnio mi idzie. U Ciebie Cormac McCartney pełną gębą.


Odpowiedz
~jotka 2 d.
Canulas

Dialogi no właśnie... To jakoś w miarę ogarniam, ale żeby skleić sensowną fabułę, tak by to nie skończyło się na trzech częściach jest mi obce ;D
Czasopisma... No nie
wiem, wysłałam do jednego i bedzie we wrześniu na stronie 😬
Odpowiedz
*Canulas 2 d.
jotka czasopisma, książki, cokolwiek. To już czas
Odpowiedz
~Adelajda 2 d.
z dużym wykopem
W takim momencie urwać, nie masz litości Tak się wkręciłam, kurcze, super Nie będę się powtarzać, po prostu pisz.
Odpowiedz
~jotka 3 godz.
Adelajda
Dzięk za motywację
Odpowiedz

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin