Sabina Eryka Kaschenblade
Praca Wyróżniona

(TW#2) o tym dlaczego nie udało mi się napisać opowiadania na TW

 Postać: Postać: Wścibska sąsiadka

 Zdarzenie: Nikkau - czyli taktyka ludzkich min

 Efekt: Twoją okolicę zaatakowały potwory/zombie/nieprzyjazne wojsko – cokolwiek, ale zagrożenie jest realne. Podejdź do okna, zlustruj okolicę, gdzie będziesz uciekać? Osadź opowiadanie w realiach miejsca Twojego zamieszkania i uciekaj w narracji.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 Czy nie macie czasem wrażenia, że wszyscy was śledzą i wszyscy chcą was zabić?

 

 ***

 

 Od początku nie idzie mi to pisanie. Maszyneria zdaniotwórcza zatarła się i zgrzyta co trochę. A termin goni. Już tylko parę godzin zostało. Może niech bohaterem opowiadania będzie zwykły szary człowiek. Niech nazywa się Mikesz Mielonek. Mielonek jest już teraz wycofany, zamknięty w sobie, przeprasza że żyje i boi się własnego cienia. Na ulicy rozgląda się co chwilę i sprawdza, czy go nie śledzą. Śledzić go mogą również drony. Jeśli słychać bzyczenie, albo widać gdzieś wysoko drony - to oczywiste. Ale jak nie widać i nie słychać, to jeszcze o niczym nie świadczy. Drony mogą być tak wysoko, że ich nie widać, ani nie słychać. Mają kamery z potężnym zoomem i mikrofony kierunkowe. Drony widzą Mielonka, Mielonek nie widzi dronów. A one są. Śledzą go, nagrywają wszystko i przesyłają do centralnego komputera, który to wszystko archiwizuje i analizuje. Nie zostaje przeoczony najmniejszy ruch, każdy szept zostaje zarejestrowany. Więc Mielonek ma opory przed wyjściem z domu. Boi się ludzi i dronów. Ale jednak czasem wychodzi. Musi zrobić zakupy, wyrzucić śmieci, wyprowadzić psa. Każde wyjście z domu to dla Mielonka droga przez mękę. Musi najpierw sprawdzić kapcie, czy równo stoją i spłuczkę, czy nie cieknie. Potem sprawdzić czy ser jest schowany do lodówki, a masło wręcz przeciwnie, czy jest z niej wyciągnięte. Czasem mu się myli. I wtedy ser zapocony, osrany przez muchy wypełnia kuchnię serową wonią. A masło jest twarde i ciężko się potem smaruje.

 Taki jest mój bohater - cały w kompleksach lękach i fobiach.

 

 ***

 

  Jakoś zebrałem się w sobie i zacząłem historię tak:

 

 ***

 

 Jem kotleta mielonego i czynność ta działa na mnie przygnębiająco. Jadę samochodem i czynność ta działa na mnie przygnębiająco. Patrzę w ekran smartfona i działa to na mnie przygnębiająco. Kiedy jem mielońca myślę o tych wszystkich zwierzętach stłoczonych w nieludzkich warunkach i potem zabijanych masowo, żebym ja mógł się nafutrować, i że zostawiam ślad węglowy i zużywam wodę, bo na utuczenie świni trzeba mnóstwo wody i paszy, a one robią potem mnóstwo gówna, które zanieczyszcza środowisko. Kiedy jadę samochodem też zostawiam ślad węglowy, spalam ropę naftową i wydalam do atmosfery dwutlenek węgla. W smartfonie mam kadm, srebro, i inne świństwo. Rzadkie metale które wykopują z afrykańskiej ziemi obdarte, niedożywione pięcio-sześcioletnie dzieci. Czego się nie dotknę, to robię komuś krzywdę. Zakładam majtki i koszulkę t-shirt - popieram niewolniczą pracę szwaczek z Bangladeszu. Przekrawam na pół awokado, przyczyniam się do wycinki lasów tropikalnych. Oglądam pornosa w internecie, zamiast skupić się na cyckach, myślę o międzynarodowym handlu kobietami, o gwałtach, prostytucji i przemocy. O tym, że to przeze mnie ta przemoc. I zamiast cieszyć się, że tu dupa, cycki, widok ten działa na mnie przygnębiająco.

 Telewizja działa na mnie przygnębiająco, radio działa na mnie przygnębiająco, gazety działają na mnie przygnębiająco. Sąsiadka, która dzwoni do mnie, bo chce pożyczyć cukier, działa na mnie przygnębiająco. Zawsze cukier pożycza i nigdy nie oddaje. Jakby nie mogła sobie kupić w sklepie. A jak stoi w drzwiach, to łypie oczami na boki i się rozgląda. Jakby miała peryskopy zamiast oczu. I czoło marszczy. I twierdzi, że pogoda ładna. Widzę przecież, że ładna, więc po co mi to mówi? Może to jakaś aluzja? Że, czemu siedzę w domu, skoro pogoda ładna? Że przewietrzyć się powinienem. Łyknąć świeżego powietrza.

 Więc jak tak pomyślę sobie o tym wszystkim, to dochodzę do wniosku, że jedyne co w takiej sytuacji może zrobić przyzwoity człowiek, to zastrzelić się. Nie! Nie zastrzelić. Strzelając do siebie, spaliłbym proch, czyli powiększył ślad węglowy. A więc nie zastrzelić, tylko powiesić. Wtedy będzie ekologicznie. Po tym akcie eskapizmu wreszcie nie będę nikomu szkodził ani przeszkadzał.

 No, ale to tylko takie gadanie. Wiadomo, że się nie zastrzelę, ani nie powieszę. Ni chu chu. Z psem trzeba wyjść, więc całe to gadanie do bani jest.

 Już samo wyjście z domu jest czynnością trudną i wyczerpującą. Kapcie muszą stać równo, spłuczka musi być sprawdzona, czy nie cieknie, ser ma być schowany do lodówki, a masło z niej wyciągnięte. Potem trzeba zamknąć drzwi i pamiętać o tym. Zapamiętać. Żeby nie wracać. A na klatce schodowej bardzo często pojawia się wścibska sąsiadka, która lubi small talk. Lubi sobie pogadać o niczym. Kiedy wychodzę z mieszkania z siatką na zakupy, pyta:

 - Co? Na zakupy?

 Kiedy wychodzę z psem, pyta:

 - Co? Spacerek?

 Jak worek ze śmieciami mam, mówi:

 - Co? Śmieci wyrzucamy?

 Jak przychodzi do mnie kobieta, to na drugi dzień dopytuje:

 - Żeni się kawaler?

 I tak dalej. W pracy często raportuję. Moja praca składa się w dużej części z raportowania. Raportowanie od APORTOWANIA różni tylko jedna litera. Aportowanie to raportowanie bez "r". A więc jestem jak pies. W pracy jestem psem i aportuję. Jestem raczej ratlerkiem. Nie pitbullem. Boję się własnego cienia. Przemykam pod ścianami, chciałbym być niewidzialny. Czuję powietrze naładowane prądem pośpiechu, słyszę szum włączonych urządzeń biurowych, słyszę syk. To ekspres do kawy. Ale jeszcze wcześniej, zanim dotrę do pracy, obserwuję na ulicy ludzi. Czy mnie nie śledzą. Patrzę, czy nie patrzą. Chcę żeby nie patrzyli. W moją stronę. Patrzę do góry w niebo, czy nie ma dronów. Chcę, żeby nie było. To, że nie słyszę charakterystycznego bzyczenia o niczym nie świadczy. Mogą być tak daleko, że nie słychać jak bzyczą. Mają kierunkowe mikrofony i kamery zwykłe i na podczerwień z olbrzymim zoomem. Drony wszystko widzą i wszystko słyszą. Ja ich nie widzę, a one mnie - tak. Więc cały czas krąży ta myśl. Że mogą mnie śledzić drony. Jeśli ludzie nawet nie patrzą, to są drony. Sygnał przekazują do centralnego komputera, który to wszystko nagrywa i analizuje. I może już mnie namierzyli. Muszę być czujny...

 

 ***

 

 Tak sobie pisałem tekst. Jak zwykle w pierwszej osobie. Próbowałem jak najbardziej wczuć się w Mielonka, kiedy zaczęło się klamkowanie drugiej sąsiadki. I wiedziałem, że już nic dzisiaj nie napiszę. Klamkowanie drugiej sąsiadki polega na szarpaniu przez nią klamki do swojego domu. Tak to nazwałem. Moja sąsiadka ma jakąś straszliwą nerwicę natręctw i nie potrafi opuścić mieszkania bez uporczywego i wielokrotnego sprawdzania, czy zostawiła dom zamknięty. Więc stoi przed drzwiami do własnego lokum i sprawdza klamkę i zamki. Najpierw kręci zamkami, a ma ich ze cztery co najmniej. Klucze zgrzytają w dziurkach i przekręca w lewo, w prawo. Dwa razy w lewo, potem dwa razy w prawo, a potem klang klang klamką. Naciska klamkę - sprawdza, czy zamknięte. Klang klang, klang klang klang. Klang klang. Jest zamknięte, drzwi ani drgną, ale sąsiadka sprawdza dalej: klang klang, klang klang klang klang. I cisza. Chwila ciszy. A potem znowu kręci zamkami. Zgrzyt zgrzyt kle kle kle. Zgrzytają i klekocą zębatki zamków. Dwa w lewo, dwa w prawo, czy zamknięte na pewno, potem następny zamek dwa w lewo dwa w prawo i następny. Zgrzyt zgrzyt kle kle kle kle. I potem znowu klamka: klang klang, klang klang. Sąsiadka szarpie bez wytchnienia klamkę i sprawdza zamki. Wreszcie kończy. Chwila ciszy. I zaczyna szurać. Zaczyna szurać bucikami o wycieraczkę. Szur szur szur szur szur szur. Szura rytmicznie. Szura szybko. Stanowczymi krótkimi ruchami szura. Szur szur szur. Szura jakby była nakręcanym na kluczyk urządzeniem. Jakby była robotem jakimś. Potrafi tak szurać przez wiele minut. Wreszcie odchodzi. Widzę to wszystko przez judasza w swoich drzwiach. Odchodzi na pięć metrów. Nagle sztywnieje. Kuli się w sobie. Garbi. I zawraca. Znów stoi przed drzwiami i zaczyna cały rytuał od nowa. Najpierw zamki, potem klamka. Zgrzyt zgrzyt kle kle kle zgrzyt zgrzyt kle kle, klang klang, klang klang klang klang. Szur szur szur szur szur szur szur szur szur... I odchodzi... I znowu wraca. I znowu zgrzyta zamkami, klamkuje i szura butami o wycieraczkę. Potrafi tak kręcić się w kółko całe kwadranse. Zanim wreszcie sobie pójdzie. Ja stoję i patrzę przez wizjer na zmagania sąsiadki. I hipnotyzuje mnie tan rytuał. Powoli zaczynam łapać rytm zgrzytów, klekotań i klangowania. Słucham i patrzę, słucham i patrzę i wiem, że nie zdążę napisać już swojego opka na TW.

 A miałem już właściwie wszystko obmyślone. Przygotowane. Zamknięte. Mój bohater któregoś dnia natyka się na mieście na człowieka, który dostał ataku epilepsji. Mikesz Mielonek akurat przechodził chodnikiem, kiedy to zobaczył. Mężczyzna przytrzymywany za ręce przez dwóch przechodniów leżąc na plecach podryguje w konwulsjach. Obutymi w lakierki stopami stuka głośno o chodnikowe płyty...

 Albo nie! Niech to będzie piękna młoda kobieta! Niech wpadanie pod samochód. Pod Tira. Odbije się od ciężarówki jak szmaciana lalka. Jest ubrana w krótką sukienkę i eleganckie buciki na bardzo wysokim obcasie. Pada na asfalt tuż obok przechodzącego właśnie naszego bohatera Mikesza Mielonka. Jej ciałem miotają agonalne skurcze. Kusząco odkryte nogi wierzgają i wystukują o jezdnię stopami na wysokich obcasach dziwnie rytmiczny ciąg uderzeń. Stuk stuk, stuk stuk, stuk, stuk stuk stuk stuk, stuk stuk stuk stuk stuk, stuk stuk. Nasz bohater tuż przed wypadkiem nagrywał filmik na komórce. Chciał uwiecznić stadko krążących nad ulicą gołębi. Schował bezwiednie komórkę do kieszenie spodni, kiedy zgrzyt i huk wypadku wwierciły mu się pod czaszkę. Zapomniał wyłączyć kamerę i dzięki temu agonalny stukot obcasów umierającej kobiety nagrał się w całości.

 Parę godzin później nasz Mielonek odkrył przypadkiem nagranie przedśmiertnych stuknięć na swojej komórce. Słucha kilka razy i ciągle ma wrażenie, że w tych stuknięciach jest jakiś rytm. Że te stuki układają się w jakieś frazy, w jakieś rytmiczne sekwencje.

 To niemożliwe - myślał. Jakim cudem, kobieta w agonii może wystukiwać obcasem o asfalt rytmiczne dźwięki? Tylko mi się tak wydawać musi - myślał. Ale nie mógł uwolnić się już od tej koncepcji.

 Mikesz Mielonek odpalił komputer i znalazł w Googlach program - translator treści nadawanych alfabetem Morse'a. Wystarczyło wrzucić do programu plik dźwiękowy. A program, jeśli była w tym pliku zawarta jakaś informacja nadana przy pomocy powtarzających się, ułożonych w pewien cykl odgłosów, wyławiał je i transponował informację na wybrany przez użytkownika język.

 "Strzeż się! Snajperzy chcą cię zabić" - tak brzmiał komunikat wystukany przez umierającą kobietę. Od tej chwili życie Mielonka zmieniło się w koszmar. Już wcześniej wycofany i przestraszony, teraz czuł się jakby całkiem go sparaliżowało społecznie. Bał się wyjść z domu. Snajperzy mogli być przecież wszędzie. Umierająca kobieta przekazała mu w ostatniej chwili tę wiadomość. Przekazała mu ją szyfrem, w jedyny sposób w jaki mogła. A on był na tyle bystry, że odczytał wiadomość.

 Taki to pomysł miałem na opowiadanie. Potem miały być opisy powolnego pogrążania się Mielonka w otchłań samotności i szaleństwa.

 Ale teraz, kiedy sąsiadka uruchomiła tryb klamkowania, wiedziałem, że nie zdążę skończyć swojej historii.

 Słuchałem jak zaczarowany hałaśliwej działalności sąsiadki. Dzisiaj była w wyjątkowej formie. Już trzy razy odchodziła po skończonym rytuale od drzwi i zanosiło się na kolejny powrót. Nagle wpadłem na szalony pomysł. Podbiegłem do pokoju po komórkę, wróciłem pod drzwi i włączyłem dyktafon. Nagrałem cały jeden cykl. Nagrałem zgrzytanie zamkami, szarpanie za klamkę i szuranie.

 Sprawdziłem z ciekawości w Googlach, czy naprawdę istnieje translator treści napisanych (nadanych) alfabetem Morse'a, tak jak wymyśliłem sobie w swoim opowiadaniu. Był! Jest! Jest w necie taki translator!

 Wrzuciłem do translatora plik dźwiękowy z klamkowaniem sąsiadki. Po chwili na ekranie pojawiło się tłumaczenie. Poczułem zimne ciarki biegające mi po plecach.

 " Uważaj na siebie! Zabiją cię stosując Nikkau - taktykę ludzkich min".

 

 ***

 

 A więc to wszystko prawda! To nie tylko fikcja, którą wymyśliłem na potrzeby opowiadania! Tak jak od dawna podejrzewałem, ktoś chce mnie zabić! Teraz wreszcie mam dowód. Sąsiadka od dawna chciała mnie ostrzec przed niebezpieczeństwem. Dlatego tak zawzięcie kręciła kluczami, szarpała za klamkę i szurała o wycieraczkę. Wcale nie miała nerwicy! Na korytarzu na pewno są podsłuchy i kamery, więc nie mogła powiedzieć tego wprost, musiała ich przechytrzyć, i użyła do przekazania komunikatu alfabetu Morsa'a. Nie miała żadnej nerwicy.

 Całe szczęście, że w porę się skapowałem. Że w porę odczytałem komunikat. Jest jeszcze ciepło i ludzie chodzą lekko ubrani. Trudno teraz pod lekkim ubraniem ukryć pas z bombami. Ale co będzie niedługo, kiedy przyjdą jesienne chłody? Każdy ubrany w płaszcz może być potencjalnym zamachowcem samobójcą. Każdy na ulicy to mój potencjalny wróg. To może być mój morderca...

 Zastanawiam się teraz co robić? Do pisania opowiadania zupełnie straciłem głowę. Chyba sprzedam samochód. Kupię jedzenie za wszystko, wielkie zapasy. I nie będę wychodził z domu przez jesień, zimę i wczesną wiosnę. Dopóki nie zrobi się ciepło. Tylko w ten sposób uda mi się przeżyć. Zamknę się w domu i nie będę otwierał nikomu. A jak zadzwoni sąsiadka po cukier, każę jej odsunąć się od judasza, żeby sprawdzić, czy nie jest obwiązana pasem z granatami. A może w ogóle nie otwierać? Może w ogóle nie podchodzić do drzwi? Przecież jak wysadzi się bezpośrednio pod drzwiami, a ja będę tam stał, to już po mnie.

 Czuję się jak Pan K. z "Procesu" Franza Kafki. Wiem, że chcą mnie zabić. Wiem JAK chcą to zrobić. Tylko nie wiem za co.

 Zadzwoniłem do Sabiny i opowiedziałem jej o moich obawach, o tym czego dowiedziałem się z translatora Morse'a. Sabina wyśmiała mnie.

 - To jest fejkowa strona - powiedziała - to jest fejkowy translator. Co byś nie wpisał, to wyskoczy ci coś głupiego. Po co komu byłby teraz prawdziwy translator alfabetu Morse'a? To jest zwykły fejk.

 Poradziła mi, abym jeszcze raz wrzucił plik z klamkowaniem sąsiadki do programu. Tak zrobiłem.

 Tym razem otrzymałem taki komunikat: "Nastolatek w damskiej bieliźnie z martwą kozą sąsiadki". Wrzuciłem plik kolejny raz do translatora. Otrzymałem kolejne tłumaczenie: "Chory na ebolę zgwałcił księdza w czołgu".

 Trochę mi ulżyło. Sabina miała rację. Translator jest fejkowy. Nie ma się czego bać...

 Ale czy na pewno? Może Sabina jest z nimi w zmowie. I specjalnie mi naopowiadała głupot o fejkowym translatorze, żebym stracił czujność. Żebym wyszedł z domu na miasto i zginął zabity przez zamachowca samobójcę. Tymczasem translator mógł być prawdziwy, wtedy kiedy dostałem komunikat o zagrożeniu. A potem został podmieniony w necie na fejkowy, który generował bzdury o nastolatku w damskiej bieliźnie i chorym na ebolę, który zgwałcił księdza. Mieli moje IP i mogli szybko podmienić stronę, żebym się nie przejmował poprzednim komunikatem i nie podjął środków zaradczych.

 Kto wie? Ciągle o tym myślę i dlatego, chyba już nie zdążę napisać opowiadania na konkurs Treningu Wyobraźni.

Liczba ocen: 6
98%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: !sensol
Kategoria: trening-wyobrazni

Liczba wejść: 79

Opis:

Dodano: 2020-09-20 19:51:58
Komentarze.
Witamy nowy tekst TW
Odpowiedz
+fanthomas 1 m.
z wykopem
Jak na nienapisane tw, jest to bardzo dobre tw. Smutno-śmieszne, czyli w skrócie smuszne albo może śmietne, ale oba słowa nie brzmią najlepiej
Odpowiedz
!sensol 1 m.
fanthomas szkoda, że nie wyszło świeszne. nie tym razem. ale fajnie, że troszkę się podoba czasem może komuś. chociaż smuszne to też nieźle. całkiem dobre słowo scalające dwa inne. kradnę. jest śmietne!
Odpowiedz
*Canulas 1 m.
z dużym wykopem
Noo, z moim opkiem Żółci Ludzie mi się skojarzyło. Depresyjne, ale napisane wybornie.
Właśnie dlatego (między innymi, off corse) każdy i każda chce być Sensolem.
Odpowiedz
!sensol 1 m.
Canulas eee.. bez przesady. Twoje jest mistrzowskie - każde słowo na miejscu. tutaj pisane było trochę na rympał.

zauważyłem, że powoli z pisaniem mam tak jak z odrabianiem lekcji w szkole. zawsze na ostatnią chwilę wszystko robiłem. byłem w stanie zmobilizować się dopiero jak miałem "nóż na gardle" i to teraz wraca. a wtedy czasem mało czasu zostaje
Odpowiedz
~alfonsyna 1 m.
"Patrzę w do góry w niebo" - mamy tu jakieś zbędne "w";
"Mogą być tak daleko, że nie słychać jak bzyczy" - nie powinno być "nie słychać jak bzyczą"?
"Poco komu byłby" - Po co;
Tak trochę, a może nawet bardziej niż trochę, znajdują tu swój spójny mianownik i rozliczne odniesienia Twoje poprzednie opowiadania. Aczkolwiek mnie się najbardziej podobało zakończenie i cały motyw translatora, z którego wyskoczyły te znamienne zdania! I w sumie to chyba sprawdzę, czy istnieje taki translator - człowiek całe życie uczy się czegoś nowego!
Odpowiedz
!sensol 1 m.
alfonsyna jak zwykle dziękuję za korektę

cały pomysł na opko opierał się na translatorze i na wystukiwanym w agonii komunikacie obcasowym. potem przyszła myśl o sąsiadce, która jest postacią prawdziwą.
Odpowiedz
~Aja 1 m.
Znakomite. Do zastanowienia.
Lubię Cie w takim wydaniu nieco melancholijnym.
Odpowiedz
!sensol 1 m.
Aja dzięki za odwiedziny i słowa otuchy
Odpowiedz
~JamCi 1 m.
z dużym wykopem
Nooo... Sto procent Sensla w Sensolu.
Świetnie napisane i świetnie przekazane emocje.

Odpowiedz
!sensol 1 m.
JamCi dzięki za wizytejszyn i dobre słowo
Odpowiedz
~JamCi 1 m.
sensol ja dzięki za tekst, bo to jest przyjemność takie teksty czytać
Odpowiedz
*Ritha 1 m.
z dużym wykopem
Mistrzu sensolu, jest jak zawsze wybornie, stylowo, sensolowo, z klasą.
Odpowiedz
!sensol 1 m.
Ritha dzięki za odwiedziny i słowa otuchy już myślałem, że polegnę przy tej drugiej edycji.
Odpowiedz
~oko 1 m.
Jezuuuu... Chłopie - nie musisz sygnować opowiadania swoim imieniem - nie sposób się pomylić. tylko Sensol mógł napisać coś takiego! znakomity tekst.
Odpowiedz
!sensol 1 m.
oko dzięki za słowa otuchy. nie znikaj na tak długo, bo wykończysz Alchemika. biedak z nerwów pożarł wszystkie paznokcie, tak się przejął. i tęsknił za Tobą tragicznie
Odpowiedz
~oko 1 m.
sensol może napisze dramat w trzech aktach? post wyjdzie mu na zdrowie. listy obecności w końcu nie podpisuje, więc i o urlopach nie zawiadamiam przełożonych
Odpowiedz
^Halmar 1 m.
To, co podziwiam u Ciebie - konsekwencja w tworzeniu historii z bohaterem - neurotykiem w roli głównej. Wiecznym pechowcem, specjalistą od dziwnych przygód, trochę Janem Piszczykiem, trochę Adasiem Miauczyńskim. "Taki jest mój bohater - cały w kompleksach lękach i fobiach" - i to jest to.
Taki smutny humor, no bo jak by nie patrzeć, to co dla postronnych śmieszne, bohaterowi jednak mocno doskwiera. Wrażliwość to przekleństwo...
Przewrotny tytuł przyciąga, przykuwa uwagę - przeczytałam od razu, gdy tekst się pojawił, ale trudniej skomentować z sensem, kiedy rzecz jest na tak wysokim poziomie. Masz niezwykłą zdolność konstruowania historii z pozoru absurdalnych - to gotowe scenariusze na czarne komedie Ja tam nie mam pytań - chapeau bas!
Odpowiedz
!sensol 1 m.
Halmar dzięki za odwiedziny i słowa otuchy jak widziałem filmy z Adasiem, to myślałem: o to o mnie. pewnie tak wielu myśli. łatwiej pisać o tym, co bliskie. raczej ciężko byłoby mi sklecić bohatera bez kompleksów, pewnego siebie zdobywcę świata. nie moje klimaty
Odpowiedz
~alka666 1 m.
Fobie. Na pewno też jakieś mam, ale nie zwracam na to uwagi.

Opowiadanie o tym, że się go nie napisało - to już świetny pomysł. Jak i ten z sąsiadkami, jedna z cukrem, druga z zamykaniem zamków. No, wkurzają mnie
Odpowiedz
!sensol 1 m.
alka666 dzięki za wizytę. jak nie zwracasz uwagi - znaczy że to nie fobie
Odpowiedz
~alka666 29 d.
sensol chyba masz rację. Generalnie mam to gdzieś. MenŻul jest od sprawdzania różnych zamkniętych zamków, okien, wyłączonego gazu na kuchence. Notorycznie zapominam zakręcić gaz pod garami. Ale jeszcze żadnego gara nie przypaliłam tak, by się nadawał do wyrzucenia. Jeszcze nie...
Generalnie mam zlew na wszystko, tylko głupota i wmawianie mi czegoś, co nie miało miejsca wkurza mnie na maksa i robię wtedy rozpierdówę. Jak mój demon Amon w gabinecie Juliana Kapucyna
Demon ma wiele ze mnie, jestem dobra i łagodna, ale jeśli się wkurzę, tornado nadciąga
Odpowiedz
Momentami czułam się, jakbym oglądała filmy Marka Koterskiego. W mgnieniu oka byłam na końcu, wszystko pędzi do przodu, nie dając się oderwać, świetne!
Odpowiedz
!sensol 1 m.
SylviaWyka dzięki za wizytę. tak. mój bohater ma coś z Adasia. na pewno. tak jak autor.
Odpowiedz
~pkropka 1 m.
z dużym wykopem
Zajebiste. Nie dam ci punktów tylko dlatego, że już jesteś mistrzem Poza tym nie mogę w każdej edycji na ciebie głosować.
Czekam, aż napiszesz coś nie-zajebistego. Chyba się nie doczekam (oby!)
Odpowiedz
!sensol 1 m.
pkropka dzięki za odwiedziny i słowa otuchy głupio byłoby wygrać po raz drugi
Odpowiedz
~CptUgluk 29 d.
TW-owy "Dzień Świra" Przy opisie klamkowania uśmiechnąłem się pod nosem - też mam takie coś, może nie tak galopujące, ale mam. Nie umiem odejść od drzwi bez dwóch-trzech klangów.
Fantastyczna sprawa, przy "Chory na ebolę zgwałcił księdza w czołgu" parsknąłem. Humor, jaki lubię.
Mimo że jestem tu stosunkowo świeży, zaczynam łapać dlaczego Sensola wołają mistrzem.
Odpowiedz
!sensol 29 d.
CptUgluk dyiki ya wiyzt i sowa otuchz Ł=
Odpowiedz
!sensol 29 d.
o sorry cos sie spitolilo
Odpowiedz
!sensol 29 d.
CptUgluk chciałem napisać: dzięki za wizytę i słowa otuchy
Odpowiedz
~CptUgluk 29 d.
sensol cholerka, już myślałem, że będę musiał jakichś tłumaczy do szyfrów szukać w Googlach
Odpowiedz
z dużym wykopem
Mój Boże, świetne! Zwykle ciężko mi się wstrzelić w Twój humor, bo jest specyficzny, masz specyficzny styl. Ale tym razem udało nam się spotkać na jednym poziomie. Dziękuję za to spotkanie, ubawiłam się
Odpowiedz
!sensol 22 d.
Enchanteuse dziękuje za odwiedziny i słowa otuchy
Odpowiedz

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin