Wszyscy zginą — część II Głosy w ścianach

Pewien układ z czymś w piwnicy

 

 Cykl: Stare teksty grozy

 

 Zadziwiające jak różni mogą być ludzie.

 Ale to nic.

 Jeszcze bardziej niezwykłe jest to, jak wygląd może nie pasować do intelektu, a bystry umysł nie współgrać z rysami twarzy. Można się nadziać, bracia moi i siostry. Można się bardzo pomylić. Mówię wam.

 Praca nocna to i autobus nocny. Miesiąc tak za miesiącem. Kilka lat.

 Poznałem go tak, jak się poznaje pijaka, kiedy kierowca nazbyt ostro weźmie zakręt. Zatoczył się na mnie i staranował, przyduszając swym spasionym cielskiem. Żebra mi gruchnęły o kasownik.

  — Kurwa, przychlaście, uważaj! — wydarłem się na bezdechu. Przytłumiony, ale skory do walki.

 Nie, żebym był jakimś tam sporym gościem czy też znał się na bokserskich kombinacjach. Po prostu żyjąc w nocy, trzeba umieć płynąć jej czarnym nurtem. Przywyknąć do niej i nie dać się pochłonąć mrocznym marom, które wypuszcza na żer.

 Powiedzmy, że to umiałem.

  — Pardon, kierowniku — rzucił pijak, unosząc te swoje zapracowane chleby w geście obrony. Dał mi do zrozumienia, że awantury nie szuka, zaś całe zajście nosi znamię przypadku, że winny temu jest driver, a nie on.

 Nie wdałem się w zdań wymianę, bo senny jeszcze i towarzysko usposobiony nie byłem. Zerknąłem tylko spode łba i powtórzyłem, żeby, kurwa, uważał. Następnie wygramoliłem się spod jego cielska i chwilę później znowu byliśmy obcy.

 On wysiadł pierwszy, a dwa przystanki później wysiadłem ja. Cała historia chwilowo się zakończyła.

 Nie jestem zbyt towarzyski i mógłbym tak jeździć całe lata świetlne. Nie, że przeraża mnie kontakt z innymi ludźmi. Po prostu nie należę do kreatorów, jakichś tam nocnych rozmówek. Święcie wierzę w niezależność jednostki. Problemy omijam zawsze szerokim łukiem.

 I tak to mniej więcej leciało przez jakiś czas.

 Widywaliśmy się od poniedziałku do piątku, pozdrawiając wzajemnie skinieniem głowy, ale na żadną gadkę nie było szans. Co jakiś czas łypaliśmy na siebie, lecz nic więcej. Wiem, że głupio to zabrzmi, ale z braku lepszego określenia, tak to ujmę: On pierwszy przełamał lody.

  — Z przeprosinami od lumpa — powiedział, wybudzając mnie z drzemki. Zakląłem, pewien, że wpadła kontrola i znowu się trzeba użerać, ale nie. To tylko udręczona twarz. Stara i szpetna. Do tego tani browar, ledwie co wystający z golemich łap.

 A dalej. Wiecie, jak jest.

 Mam różne grzechy na sercu i takie tam, ale nadmierna abstynencja nigdy nie była w ich czubie. Przesunąłem się bliżej okna, by mógł usiąść. Odtąd jeździliśmy już razem.

 Mądry był z niego chłop i to w najlepszy, bo nieksiążkowy sposób.

 Wszystko, o czym mi podczas jazdy opowiadał, zdawało się mieć naturę głęboką, jak studnia na wsi. Każda z historii nosiła znamiona jego prywatnych, osobistych wręcz przeżyć.

 Można powiedzieć, że na swój surowy sposób mi imponował.

 Siadaliśmy najczęściej na końcu, niedbale ciskając zawleczkami z najtańszych piw. Potem podsuwałem mu zdanie, czy choćby słowo, a on je chwytał, od razu zamieniając w szczere złoto. Umiejscawiał w czasie i przestrzeni, przyoblekając w opowieść. Czasem zwyczajną, bez puenty i bez polotu. Innym razem w niedającą się uwierzyć fantastykę. Niejednokrotnie dojeżdżaliśmy tak do samej pętli i nigdy nie pomyślałem, że łże.

 Dowiedziałem się o nim naprawdę dużo, zarazem nie znając imienia. Wiedziałem, że był na wojnie, że przeżył obie swe żony. Wiedziałem, że zjeździł spory kawałek świata.

 Rozmowa z nim stała się dla mnie czymś na wzór codziennego rytuału. I to takiego, który nieodprawiony uwiera, godząc w spokojny sen. Nie planowałem jednak go odwiedzać.

 Jak mówię, wierzyłem mu bez zastrzeżeń, bo i takiego byłem usposobienia. Nie, że od razu jelonek. Bardziej, ciekawy świata. Kiedy więc opowiedział o piwnicy, od razu zaświeciły mi się oczy. Cóż mogę dodać. Lubiłem takie klimaty.

  — Z całym szacunkiem — rzekłem, gdy skończył gadać — ale teraz to pierdolisz farmazony.

 Przyrzekł, że nie pierdoli. Wystukałem więc sms-a do szefa, prosząc o dzień na żądanie. Wysiedliśmy.

 Chałupina była taka, jak i on. Zniszczona, lecz z charakterem. Od ścian całymi płatami odrywała się farba, ukazując poczerwie spękanych cegieł. W sieni cuchnęło moczem i trocinami. Było ciemno, bo wisząca tu żarówka nie działała, a powtykane w lufcik berbeluchy starych szmat odcinały pomieszczenie od światła, jednak gruby łańcuch oplatający skobel zdawał lśnić od nowości. Tak samo piwniczne drzwi. Solidne jak właz do bunkra.

 Chwilę podłubał przy kłódce i zaczęliśmy po omacku schodzić w dół. On pierwszy, a ja tuż za nim.

 I nagle, bez widocznej przyczyny, otrzeźwiałem, zastanawiając się, co tak naprawdę wyprawiam. Zrozumiałem, że właśnie schodzę w nieznane. I to w asyście kogoś, o kim tak naprawdę nie wiem nic.

 Wtedy usłyszałem pierwszy krzyk.

  — Widzisz — szepnął mi menel na ucho. — Nie kłamałem. To tam siedzi od lat.

 Następnie się przygarbił i przeżegnał. Ja natomiast rzuciłem się do ucieczki.

 Ale nic z tego.

 Na górze, ciągle chichocząc, ktoś sznurował już drzwi.

Liczba ocen: 1
62%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: *Canulas
Kategoria: inne

Liczba wejść: 46

Opis:

— starociok —

Dodano: 2020-09-21 20:52:09
Komentarze.
~alfonsyna 1 m.
Ooo, jakie urocze zakończenie, aż skóra cierpnie. Idealna puenta pod tę spokojnie, niepozornie płynącą opowieść. Pochwalam!
Odpowiedz
*Canulas 1 m.
Wiem, że trochę trąca naiwnością, ale chciałem dać takie, jakie było w chwili popełnienia
Odpowiedz
~Aja 1 m.
A tam naiwnością. Fajne bardzo do uśmiechu. No i nieskończone - a takie są najlepsze, bo nic tak nie działa jak własna wyobraźnia.
Odpowiedz
*Canulas 1 m.
Aja in medias res to trochę moje drugie imię. Tak po peostu się dzieje.
Odpowiedz
~Aja 1 m.
Canulas radzisz sobie ładnie niezależnie od ilości imion posiadanych.
Odpowiedz
~alka666 1 m.
Bardzo sobie cenię niektórych pijaczków. W latach dziewięćdziesiątych pracowałam w sklepie spożywczym oćca. Przychodził do mnie na piwko pan Kaziu. Siadał naprzeciw lady i opowiadał niesamowite historie. A potem recytował wiersze. Niektóre powstawały na poczekaniu.

Kilka lat później, gdy pracowałam już w swoim zawodzie (Dom Maklerski wyposażył nas w spodnie, kamizelkę, marynarkę i bluzkę) chodziłam po pracy do pana, który siedział na kartonach pod domami centrum, a przy nim leżały dwa duże psy. Mieszańce. Na kartonie napisane było: "Zbieram na karmę dla psów". No to przysiadałam na kartonie blisko psów i rozmawialiśmy. Psy mnie olewały po przywitaniu się. Potem leciałam do sklepu, kupowałam kości, kaszę, ryż i pan bardzo zadowolony brał ode mnie paczki. Nie daję pieniędzy, ale rozmawiam z ludźmi i wiem, czego potrzebują najbardziej.
Dostałam burę od szefa, że nie szanuję stroju służbowego, "No cóż, ale szanuję ludzi" - odpowiedziałam.

Tutaj z piwnicą wymiotłeś! Ten gruby łańcuch lśniący nowością wręcz by mi głowę urwał dzwonieniem na alarm. Na filmach grozy jęczę "Po co tam włazisz, w horrorach nie pcha się w ciemne miejsca"
Odpowiedz
*Canulas 1 m.
alka666 bardzo Ci dziękuję za cudo-koment. To bardzo miłe, kiedy tekst bywa katalizatorem wspomnień. Też staram się nie oceniać pochopnie.
Kłaniam się.
Odpowiedz
~Alchemik 1 m.
Alka666 + pijaczki i Twoje opko grozy + piwnica.
To dopiero jest całość.
Odpowiedz
*Canulas 1 m.
Alchemik dzięki za wpad.
Odpowiedz
~Alchemik 1 m.
Nieraz jeszcze wpadnę, Can.
Nie trafiłem do tej szalupy z Titanica.
W sumie to dobrze.
Mogę nachodzić opowiadania grozy.
Bezcielesny, a wciąż alchemiczny.
Odpowiedz
*Canulas 1 m.
Alchemik otwarte 24h
Odpowiedz
~Okropny 1 m.
z wykopem
Byłem tu i chyba już to czytałem. Masz parę niespotykanych słów tu użytych w niespotykanych, ee, związkach frazeologicznych, ale dosyć to sprawne. Wczesny Canulas, można rzec. Upodobanie do nułarowych klimatów i lekko histerycznych horrorów - ot, znak rozpoznawczy. Jakbym przeczytał 10 tekstów w tym jeden twój to od razu twój poznam.

Tyle. Byłem, czytałem, wypierdalam
Odpowiedz
*Canulas 1 m.
Okropny tak, od takich treści zaczynałem chyba. Już tyle razy grzebałem w tych starociach, że jeśli to jest coś innego niż wielki ortografo-babol, to zostawiam jak jest.
Dziękuję za — co by nie rzec — niespodziewaną wizytę
Odpowiedz
~Okropny 1 m.
Wczesny Canulasso, 2018, koloryzowane
Odpowiedz
*Canulas 1 m.
Okropny ten tekst ma minimum 9 lat
Odpowiedz
~Okropny 1 m.
Canulas 2008*
Odpowiedz

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin