Bajeczki na "Złanoc" Pewien układ z czymś w piwnicy

Wszyscy zginą — część II

 Link do części I: https://t3kstura.eu/pokaz_tekst.php?id_txt=4408

 

 Dzisiaj porzucam mój styl na Szwajcarię

 Zostawiam za sobą neutralność

 Odchodzę

 Szukać wielkiej wojny.

 

 *

 Płynęli zimnym miastem, uciekając jaśniejącej nocy. Berlioz prowadził pewnie, dając tym samym poczucie komfortu. Panujące na ulicach wyludnienie zakrawało na najprawdziwszy spisek. Ledwie trzykrotnie minął ich samochód. Raz ktoś z łoskotem podniósł kratę kiosku. Już na obrzeżach miasta dwóch deptaczy liści wmarzało w oszronione drewno parkowych ławeczek.

 — Znalazłem ich w holu — wyznał skrzypek tonem pozorowanym na ton beznamiętny. Towarzysz jednak dostrzegł, że muzyk przenosi emocje w pastwienie się nad przyciskiem od zdalnego otwierania okna. Pozwolił mu na to, skupiając wzrok na drodze.

 — Leżeli przyszpileni do posadzki. On rozerwany jak piec po eksplozji, a ona, moja Lucy, już bez głowy.

 — Ich?

 — Pachniała zużytym szczęściem.

 — Ich, Nicco?

 — Tak, ich. Boldo z nią został do końca, płacąc ostatnią ratę poświęcenia. Porozrywał ich tam dziesiątkami. Leżeli wszędzie. Urwane nogi, ręce, poskręcane karki. Dosłownie jak stado królików osaczonych przez handlarzy szczęściem. Nie dało się zrobić dwóch kroków, by nie wdepnąć w ich królicze łapki. Kochany potwór trwał przy niej do końca.

 — Sansara — skwitował Berlioz, wyjeżdżając na krętą drogę o kolorze zaschniętego jabłka. — Sansara — powtórzył.

 — Tak — zgodził się skrzypek. — Razem w tworzeniu i razem w upadku.

 

 *

  Pomarańczowa ściana.

 To zobaczył pierwsze po ponownym otworzeniu oczu. Odchylił głowę i ugryzła biel grudniowego dnia. Skrzywił usta.

 — "Obudź".

 Chciał odpowiedzieć, że nie śpi, ale miał co do tego wątpliwości. Bijące szybko serce, włosy tonące w pocie, płytki oddech. Po śnie zostały opary otoczone silnym wrażeniem, że ten był przykry.

 — "Przyjdź".

 Szerzej otworzył oczy, ufny, że przyciemniana szyba zdoła odeprzeć inwazję słonecznego światła. Przed sobą ujrzał rząd dystrybutorów. Dalej kilka parterowych prostokątów o dość przygnębiającej kolorystyce. Musztardowe litery wielkości skrzynek na listy informowały o wejściu do sklepu.

 — "Odetnij go."

 — Co?

 — "Odetnij!"

 Kątem oka zlustrował przyjaciela. Ten trzymał w ustach bułkę, maczając ochłap parówki w małym słoiczku z majonezem. Popiół z cienkiego szluga zdychał mu bezwiednie na kolanach.

 — "Wstąp. Niech je".

 Skrzypek znów spojrzał w kierunku musztardowych liter. Otwarte.

 — Jesteś pewien, że już nie śpisz, Nicco?

 Berlioz przestał spożywać i łypał teraz na niego. Głos pogodny, lecz spojrzenie badawczo-przenikliwe. Głodny, dziki pies, który pod dobrotliwym uśmiechem skrywa rój żyletek.

 — "Kup dystans. Idź!"

 — Coś nie tak? — dopytał Berlioz. — Milczący jesteś.

 — Dlatego, że milczę, Berli. Milczę, myślę i...

 — Szacujesz.

 — Szacuję — zgodził się Paganini. — To też.

 Następnie chwycił za klamkę, mając nieodparte wrażenie, że przyjaciel spróbuje go zatrzymać. Ten położył mu na ramieniu dłoń.

 — Zatankowałem, gdy spałeś.

 Muzyk wskazał na otwarte drzwi.

 — Zrobiłem zakupy, gdy spałeś.

 — Ale nie zesrałeś się za mnie, kiedy spałem?

 Berlioz cofnął rękę, rzucając na odchodne, że wkrótce czeka ich droga.

 

 *

 Wszedł i ujrzał ich pięciu albo sześciu, prawdopodobnie usytuowanych według wzrostu. Nadzy do pasa, o ogolonych głowach i z rękoma spiętymi nad głowami przypominali małe, łyse żaby. Krew krzepła. Krzesła stały przy stołach, jak należy.

 — Kim jesteś? — spytał. Powietrze natychmiast zgęstniało od dymu. Rozległ się poszum przypominający hausty powietrza nabierane przez niedoszłego topielca. Na białych obrusach pojawiły się pasma ciemnych smug. — Albo prędzej czym?

 — "Jesteśmy kogutami pędzących karetek. Świerszczami mielonymi wirnikiem kosiarki. Ostatnim oddechem dziecka na lata zakleszczonym w baloniku. Gwoździami..."

 — Daruj mi, kurwa, ten fajans, Wirtuozie. Pytam, czym dla mnie jesteś?

 — "Więc nas znasz? Więc o nas wiesz?"

 — Domyśliłem się. Kto cię przysłał?

 — "ON".

 Paganini obszedł wolno salkę. Za owalnym stołem w samym rogu spoczywała kolejna grupka. Tym razem mężczyźni byli całkiem nadzy, lecz podobnie martwi. Leżeli w stosie, przypominając nieporadną gromadkę wyblakłych kolorów, które próbują ostatnim wspólnym wysiłkiem stworzyć tęczę.

 — Jest wielu ICH — stwierdził muzyk, wyglądając ostrożnie przez okno. Berlioz już nie siedział w samochodzie. Teraz stał oparty i ćmił kolejnego papierosa. — Albo jest ICH wielu — dodał.

 — "Netrunners" — doleciało zewsząd.

 — Co tutaj robisz?

 — "Liczymy. Dbamy".

 — Dlaczego?

 — "Taki cel".

 — A ci tu?

 — "Pozoranci".

 — Czemu ich zabiłeś?

 — "Nie zabiło. Zgaszono."

 — Czemu?

 — "Dzięki temu wiemy".

 Rozległ się klakson. Pierwsza oznaka końca. Niccolo złapał się na tym, że odczuwa coraz większy chłód.

 — Jak się dowiedziałeś, Wirtuozie?

 Kolejny klakson. Tym razem dłuższy. Przynajmniej dziesięć sekund.

 — "Zrobiliśmy ból. Barter informacyjny. Dużo".

 Na zewnątrz trzasnęły drzwi. Skrzypek ponownie dostał się pod okno. Berlioz szedł szybko i był przynajmniej jedną trzecią większy.

 — "Nie powstrzymamy go. Nawet my. Musisz iść".

 Paganini odłamał nogę od jednego z krzeseł. Zamachnął się. Zabrzmiał dzwonek wiszący nad progiem.

 — "Mało" — uznał byt.

 — No co ty, kurwa, nie powiesz?

 — "Prognozujemy pustkę".

 

 Link do części III:

 

 

Liczba ocen: 2
75%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: *Canulas
Kategoria: inne

Liczba wejść: 46

Opis:

Dodano: 2020-09-23 00:09:06
Komentarze.
*Ritha 1 m.
O kurde! Będę
Odpowiedz
*Canulas 1 m.
Bońć
Odpowiedz
*Ritha 1 m.
z dużym wykopem
"Dzisiaj porzucam mój styl na Szwajcarię
Zostawiam za sobą neutralność
Odchodzę
Szukać wielkiej wojny" - Sun Tzu lubi to

Zaczytałam się w tych boskich, minimalistycznych wymianach zdań, ale to muszę skopiować:
"Leżeli w stosie, przypominając nieporadną gromadkę wyblakłych kolorów, które próbują ostatnim wspólnym wysiłkiem stworzyć tęczę" - złoto

Kogo on słyszy? Głosy w swojej głowie? Klimat jest przecudny, nadal, niezmiennie, można w nim zatonąć. Cieszę się, że ruszyło dalej
Odpowiedz
*Canulas 1 m.
Ritha bardzo dziękuję za kopy i motywację. Łaże se tu, po magazynie i już zaczybam to widzieć. Corsz więcej, coraz dokładniej.
Dziękuję 🤖
Odpowiedz
*Ritha 1 m.
Can, bardzo się cieszę czyli caps lock na Ciebie dobrze działa
Odpowiedz
*Canulas 1 m.
Ritha haha, kurdee
Odpowiedz
*Ritha 1 m.
Can dopisuję do legendy tego mapiszcza :P
Odpowiedz
z wykopem
Całkiem fajne; makabryczne. Najbardziej podobał mi się fragment o lotosie. Pozdrawiam!
Odpowiedz
*Canulas 1 m.
MarekAdamGrabowski – dzięki za wizytex
Odpowiedz
~CptUgluk 29 d.
Akcja ruszyła do przodu, choć tajemnic nadal cały stosik. Ale jest klimat, jest moc. Ciekawy jestem zamknięcia.
Odpowiedz
*Canulas 29 d.
CptUgluk taaa, ja też. A tak bez żartów, plan jakiś jest, ale to uuu, długa droga.
Odpowiedz
~CptUgluk 29 d.
Canulas to gpsa odpalać i jakoś do celu się dotrze!
Odpowiedz
*Canulas 29 d.
CptUgluk taaa, jakoś to widzę, mniej więcej, ale za dużo srok, za mało... wszystkiego.
Odpowiedz
~CptUgluk 29 d.
Canulas sroki są do oswojenia, odpowiednią błyskotką trzeba skusić. Kroczek za kroczkiem oswoim sroczkię
A tak serio to wiem, że im więcej się weźmie spraw na głowę, tym trudniej którąkolwiek ukończyć. Ale życzę, żeby jakoś poszło.
Odpowiedz
~CptUgluk 29 d.
Canulas albo bez jakoś. Żeby po prostu poszło, o
Odpowiedz
*Canulas 29 d.
CptUgluk tak, to też. Naotwieranych od chu-lery, ale to jedno. Druga strona medalu, to niestety, ale jestem jak te myszy z bajki, które szły za grającym fletem. Mnie tak rozprasza wszystko z nic-nie-robieniem na czele. Tak więc kombinacja leniwca z roztrzepańcem podpowiada, że premiera... dosłownie czegokolwiek zawsze obfituje w wesołe stadko znaków zapytania.
Odpowiedz
*Canulas 29 d.
CptUgluk paradoksalnie, jeśli idzie o ten tekst, to mam części 5-6, nie mając jednocześnie 3 ani 4.
(WWW) - Welcome we wariatkowie
Odpowiedz
~CptUgluk 28 d.
Canulas to wzorem tego magicznego grajka, flet w garść i poprowadź stadko znaków zapytania w pożądanym kierunku nie no, wiem, że to nie takie proste. Ale jak na takiego roztrzepańca, jak sam siebie określasz, to widzę, że i tak spod Twojego pióra wychodzi sporo dobrego.
A w kwestii braku środkowych części, słyszałem, że kluczowe jest rozpoczęcie i zakończenie. Resztę się jakoś po drodze odnajdzie. Przynajmniej ja tak mam. Historie same się piszą jak już człowiek wsiąknie. Oczywiście mówię to z perspektywy kogoś, kto na dobra sprawę dopiero zaczyna zabawę ze słowami
Odpowiedz

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin