Chatablanka — dribble Cela — Jesteś w niej teraz

Fioletowy ogon komet & Alfabetem skóry

 

 TW – Wersja 2.0

 Edycja 01

 Postać: Pan Pomyłka

 Miejsce: Pokój, z którego się nie wychodzi

 Zdarzenie: Cierniowa pościel

 Emocje: Podniecenie/Przerażenie

 

 Troszkę się inspirowałem tym w pierwszej części, ale lepiej z tekstem, jeśli już: https://www.youtube.com/watch?v=OUkHxwAwCpQ

 

 # Fioletowy ogon komet

 

 Pierwsza Ona: Fiolet

 Przed spotkaniem pisałaś, że lubisz suszyć w słońcu rozpuszczone włosy, obsypywać twarz parkowymi liśćmi i wychodzić wieczorami z psem.

 Smartphonowa księżniczka czasów Twittera, zakupów w Google Play i drogiej kawy, podawanej z twym imieniem wyrytym na styropianowym kubeczku.

 Ziewałem bańkami mało entuzjastycznego "ok" i "rozumiem", obserwując w międzyczasie na serwisie YouTube, jak targane szkwałem fale uderzają w klify. Pieniła się śmiercią wracająca woda. Hardangerfjord, lodowiec Folldegona, moje serce. Wszystko tonęło w fiolecie od zdechniętych ryb. Masywna skała Trolltunga uwichrzała wzgórza, szczycąc się pięknem nieba i turystycznymi szlakami samobójców.

 "Czy tam jestem?" — spytałaś, krzyknęłaś, ełaś.

 — A gdybyś była Ewą, lubiłabyś jabłka?

 Śmiech, żucie gumy, śmiech. I: "o co kaman?" — na końcu.

 — Czy byś lubiła jabłka? — powtórzyłem.

 "I: nie rozumiem. I: he-he. I: przecież nie jestem, c'nie?"

 "C'nie". — Dokąd się trzeba tak spieszyć, żeby kupować długość życia literami?

 Szybko przeszliśmy od "czego pragniesz?" do "kiedy w końcu przyjedziesz?" Udowodniłaś mi też, że Iphone 6 robi naprawdę bardzo ładne zdjęcia.

 Tak. Ewą nie byłaś, ale lubiłaś jabłka. Gdy kładłem się spać, tak bardzo pragnąłem uderzyć twoją rybią czaszką o spieniony klif.

 Nigdy nie przyjechałaś.

 

 Druga Ona: Ogonek

 Szybko przeszłaś do konkretów. Mysia cera, mała dupa i koński ogonek. Dzieciństwo na pekinie, znajomość dworców, pogotowia opiekuńczego i wóda walona pod zagrychę z chleba. Oczy bordowe – rzadkość, ale przebieg niczym stary sztrucel. Trochę obszczymur i gałgan, co to wali się w troki, skacząc na kindybał. Makeup nieprzesadzony. Głos, o dziwo, kościelny.

 Literatury nie znałaś, ale sama byłaś jedną wielką książką.

 Co o tobie?

 Czasem spałaś skulona w znak zapytania.

 Mówiłaś, że cię podniosłem jak gazetę z ziemi i że boisz się dźwięku tłuczonego szkła. Odpowiadałem, że powinnaś odejść, ale ty nie umiałaś się leczyć ze skaleczeń. Przyniosłem więc kotka i go udusiłem, tylko po to, by ci zobrazować, że wszystkie istoty giną równie łatwo. Że krew w stworzeniu jest ciężka i nic nieznacząca.

 Przez łzy i przekleństwa prosiłaś, bym zabił i ciebie. Udusił szalikiem z prezentu na gwiazdkę. Tej deszczowej nocy długo nie mieliśmy rąk przy sobie.

 — Wyjedź! — rzuciłem nad ranem. — Wyjedź, bo ja o trzeciej jestem jeszcze dzieckiem, ale o piątej dziesięć już kupuję broń. Inaczej będę musiał cię rozszarpać.

 — Ale później ulepisz mnie znów?

 — Nie. Tylko nabiorę trochę twojej gliny do kieszeni spodni.

 Wstałaś, pakując świat w najmniejszą torbę tego samego świata. Już w progu zapytałaś, czy nienawidzę bardziej braku, czy nadmiaru?

 — Nie piję — odpowiedziałem. — Ale prostą linią nie przejdę ci nawet pięciu metrów.

 Podobno jesteś teraz z jakimś maminsynkiem bez jąder w polówce Lacoste.

 Być może byłaś aniołem, "Ogonku". Nie wiem. Na tle ciemnych ścian nigdy nie widać skrzydeł. A niszczy się najlepiej wielokrotnością niespełnionych obietnic.

 

 Trzecia Ona: Kometa

 Z tobą było ostro pojebanie.

 Pojawiłaś się niczym ospały majestat, otoczony obłokiem niezbyt drogich perfum. Wtedy nie wiedziałem, że to dlatego, iż najtańsze się najlepiej komponują z potem.

 Przyniosłem ci róże. Rzuciłaś spod zbyt dużych okularów, że są idealnym zobrazowaniem śmierci, ale jako symbol nie mają znaczenia.

 Podczas pieprzenia Jezus odkleił się od sklejki i spadł z krzyża za regał, ale to cię nie zadowoliło. Powiedziałaś, że mam cię obrać nożem niczym pączka, szukając dżemu we krwi, że pestki są w kościach. W gałęziach twoich drzew.

 I wtedy zrozumiałem, że czyjaś nieobecność może być śmiertelna dla czyjegoś oka.

 — Boisz się? — zapytałem.

 — Nie.

 Uderzyłem cię z całej siły. Uśmiech nie wygasł, kiedy uniosłaś w moją stronę twarz. Tak leżąc, przypominałaś mi Bangkok. Korki, ryksze i klaksony najtańszych motorów.

 — Jeśli ma się udać, nie możemy udawać. Musisz się mnie bać.

 Krew z wargi i nosa wsiąkała w niebieską pościel. Kontrast ładny, ale krew wygląda najpiękniej na białych kopertach.

 — Bo możesz mi zrobić krzywdę, tak?

 Rozciągnąłem w dłoniach szeroki, parciany pasek.

 — Zrobię tak, że echo nie będzie w stanie naśladować twojego krzyku.

 Skinęłaś głową.

 — Zgoda, ale jeśli przy tym się pokrwawisz, nie myj rąk. Nie lubię, kiedy woda odbiera zapach dłoniom.

 — Mówisz, jakby miało nie być końca świata.

 Odpowiedziałaś, że sąd ostateczny będzie, lecz dopiero jutro.

 Uwierzyłem ci.

 Czekaliśmy więc wspólnie na ósmy dzień tygodnia, a gdy było ci zimno albo nazbyt ciemno, jednorazową zapalniczką paliłem zasłony. Diabeł nie był czarny ni smolisty z oczu, piekło nie mieściło się pod nami, a rozlaną wódkę spijaliśmy z tacy. Czasem wychodziliśmy na żer. I nigdy nie celowaliśmy w tłumy, a zawsze do tłumów.

 Mój pokój zawodzi spazmatycznym wiatrem i płacze deszczową wodą, cieknącą u ścian.

 Mój pokój, z którego nie masz prawa wyjść.

 

 

 # Alfabetem skóry

 

 #1

 Kiedy będę pakował się w drogę,

 A pamięć mam żadną.

 Sporządzę listę.

 Zacznę od Twego nazwiska.

 Ale skreślę własne.

 

 #2

 Jeżeli nie możesz czegoś pokonać, zniszczyć.

 Unieś i...

 Wybij tym czymś szybę.

 Tańcz taniec zniszczenia.

 Top się.

 To normalne, że się topisz,

 Bo

 Statki toną, a ludzie się topią.

 Odrzuć lęk.

 Nie widać łez pod wodą.

 

 #3

 Krwawisz z ochotą?

 Tak.

 Przeczytaj!

 Katapleksja w deficycie lęku.

 Cierń psychopatyczny.

 "Twoje cierpienie jest prezentem

 Ode mnie dla ciebie".

 

 #4

 Mówił – jestem złodziejem.

 Ale zdziwiła się,

 Kiedy wykradł jej światło.

 

 #5

 Nie jest mi smutno.

 Łzy są spowodowane dymem z papierosa.

 Więc tym bardziej

 Mogę go w końcu zapalić.

 

 #6

 Gdy podają szałamaję moim starym palcom.

 Gram.

 Wtedy krew się sączy.

 Ścierając z lękiem o komory płucne.

 Ja już mną nie jestem.

 

 #7

 Świecą księżycowe balustrady.

 Zimnym światłem umarłej przeszłości.

 Pan Jezus ma cztery rany.

 A ja mam karetę.

 

 #8

 Kiedy wciśniecie mi jasiek pod głowę.

 A nie będę umiał nawet go poprawić.

 Zrozumiem.

 Że nie potrafiłem dobrze kupić losu.

 Wtedy na mnie nie patrzcie.

 

 #9

 Przepiękne są ślady.

 Przerażonych ludzi

 Uciekających nocami

 Przez śnieg.

 

 #10

 Na ulicy w Berlinie w samym centrum nocy.

 Gdy stoję na deszczu i znów klikam – połącz.

 Panie długo jeszcze?

 Odwracam się.

 Piła do cięcia mostka wołowego wystaje mi z ręki.

 Panie czy jeszcze...

 Nie kończy.

 Połączenie ratuje mu życie.

 Rzucam oschłym – halo!

 On biegnie do domu.

 

Liczba ocen: 1
75%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: *Canulas
Kategoria: inne

Liczba wejść: 28

Opis:

Jeszcze jeden noir utkany na kanwie starego TW

Dodano: 2020-09-26 21:11:18
Komentarze.
~JamCi 27 d.
Noc. Ciemność. Przyjdę jutro. Ciemność ma zbyt wiele wymiarów.
Odpowiedz
*Canulas 27 d.
JamCi dobrze. Dziś spokojnie wypocznij.
Odpowiedz
~JamCi 27 d.
Canulas chyba nie zawsze się da.
Odpowiedz
*Canulas 27 d.
JamCi pewnie nie. W zamrożonym oddechu baloników stało, że zegar każdego człowieka musi ulec zrestartowaniu maksymalnie co 9min (540sekund). Tak więc, noo. Wszystko i tak opiera się na niciach, które nawet nie są dratwami czy żyłkami. Tak więc jeśli coś nie dotyczy bezpośrednio tego zegara, nie warto się mocno przejmować. A jeśli dotyczy, warto, ale tylko trochę.
Wyśpij się.
Sen jest zajebisty. Uprawiam co noc i bardzo sobie chwalę.


Odpowiedz
~alka666 26 d.
z dużym wykopem
"Wyjedź, bo ja o trzeciej jestem jeszcze dzieckiem, ale o piątej dziesięć już kupuję broń. Inaczej będę musiał cię rozszarpać" - bardzo moje, jeśli chodzi o poranki.

"są idealnym zobrazowaniem śmierci, ale jako symbol nie mają znaczenia" - to jakby mi z myśli wydarte. Nie znoszę trupów na stole.

"Nie lubię, kiedy woda odbiera zapach dłoniom" - bardzo poetyckie spostrzeżenie. Leży mi idealnie w myśli.

Jak zwykle Twój Noir sprawia, że odpływam myślami w przestrzenie nie do komentowania.
Odpowiedz
*Canulas 26 d.
alka666 dziękuję za wizytę i odbiór. Po czasie to chyba jeden ze słabszych noirów. No... nie wiem. W każdym razie miło mi, że coś sobie wyłowiłaś.
Odpowiedz
~alka666 26 d.
Canulas zawsze znajdę coś dla siebie. Przeważnie.
Odpowiedz
~oko 26 d.
niszczy się najlepiej wielokrotnością niespełnionych obietnic. - cudo!
Tak leżąc, przypominałaś mi Bangkok. Korki, ryksze i klaksony najtańszych motorów. - to też znakomite
a cała końcówka prozą jest rewelacyjna - nie będę jej kopiował, bo zbyt długa, ale od: Odpowiedziałaś, że można kompletnie odjechać.
Odpowiedz
*Canulas 26 d.
oko dziękuję bardzo. Jak widać, czasem i nie taki noir straszny
Odpowiedz

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin