jasno ciemno
Lea – część 5 Rankor — część 13

Rankor — część 14

 Poprzednia część: https://t3kstura.eu/pokaz_tekst.php?id_txt=4630

 

 Rano Jackie usłyszał całą historię, bez tajemnic i ściem dowiedział się, co zdarzyło się w Mound, co zdarzyło się Ellie, z jakimi ludźmi miał do czynienia Charles i że popełnił jeden, jak się okazało kluczowy, błąd – puścił wolno jeńca. Prawo Murphy’iego głosi, że jeśli coś może pójść źle, to źle pójdzie. Tym samym mężczyźni skończyli „wesołe” pogawędki, wrzucili do wozu niemalże całą posiadaną broń i pojechali wyjaśnić z Philem kilka spraw.

 Nie minęła godzina, odkąd samochód opuścił podjazd posesji Sophii Johnson, gdy gospodyni przywitała niezapowiedzianych gości. Odwiedziły ją kobiety ze wspólnoty, mówiąc, że mieszka u niej za dużo ludzi i nikt nie będzie narażał życia na polowaniach, zdobywając żywność dla niej, podczas gdy ma w domu rosłych mężczyzn i młode, zdrowe kobiety. Oznajmiły, że wspólnota chce od Sophii zapłaty za wcześniejsze mięso. Ta wysłuchała, kiwając z pełnym zrozumieniem głową, po czym zaproponowała, że może oddać im jedną z dziewczyn, w zamian za dalszą współpracę.

 Ubiły interes, finalizując go kwadrans później, kiedy zamiast nich do domu kobiety przybył jeden z męskich przedstawicieli wspólnoty. Powiedział, że przyszedł po odbiór. Nie dodał „czego”, oboje wiedzieli. Sophia zawołała Abigail, wypchnęła ją za próg i zatrzasnęła drzwi, przez które do przestrzeni korytarza wpadały dziewczęce krzyki i odgłosy szamotaniny.

 – Co się dzieje? – Głos Ellie, mroźny jak styczniowy poranek, wyartykułował wątpliwość, która zawisła nad nimi, niczym komórka burzowa na horyzoncie. – Co się dzieje?! – ponowiła krzykiem.

 – Nic, nie interesuj się, moja droga panno. Te sprawy kompletnie cię nie dotyczą. Jesteś tutaj tylko chwilowym gościem.

 – Słyszałam Abigail, ona też jest tutaj tylko chwilowym gościem – stwierdziła dobitnie i z pełnym przekonaniem, po czym omijając kobietę, pchnęła drzwi i zniknęła w cieple wiosennego popołudnia.

 

 Z oddali dostrzegła dokładnie to, co przed momentem podpowiedziała jej intuicja. Rzuciła się pędem. Z każdym krokiem tenisówki rzęziły w żwirowym podjeździe. Samochód ruszył, dziewczyna jednak nie odpuściła, zwiększając prędkość. Serce przybrało szaleńczy rytm, w płucach pojawiło się pieczenie, a w stopach pulsujący ból. Szybka kalkulacja szans – nawet wypluwając z siebie cały, nagromadzony przez lata szał nie miała szans dogonić samochodu, biegnąc. Mieli trzy wozy: jeden Sophii, do którego dziewczyna nie posiadała kluczyków, drugi Jackiego, skradziony w Tulsie pod domem Isabelli i Abigail, który panowie zabrali dziś rano do Mound i trzeci, którym Ellie przyjechała z Charlesem. Kluczyki kazał jej trzymać przy sobie.

 W schowku jest colt Jackiego, Ellie. Chciał, żebyście miały wóz i broń. Ja też tego chcę.

 Na szczęście posłuchała, nie rozstając się z nimi, więc niemalże w locie wskoczyła do środka, odpaliła i pognała za odjeżdżającą furgonetką.

 Wciskała pedał gazu w podłogę z całych sił, do momentu, aż jej oczom ukazał się tył poszukiwanego wozu, a gdy tylko go zobaczyła, wdusiła gaz jeszcze mocniej. Adrenalina eksplodowała w jej żyłach, w jej umyśle, sprawiając, że poczuła się bardziej wolna niż przez ostatnie, parszywe miesiące, podczas których tkwiła w środku własnego, prywatnego piekła. Być może w tym właśnie pełnym niepewności, a zarazem naładowanym jej decyzyjnością i jej działaniem momencie, czuła się bardziej wolna, niezależna i szczęśliwa niż przez całe swoje dotychczasowe, pieprzone życie.

 

 Przód pojazdu uderzył w tylny zderzak furgonetki. Nie wierzyła, że to robi, ale tak właśnie było, to się działo, tu i teraz. Nacisnęła gaz i uderzyła ponownie. Uciekinier skręcił w boczną uliczkę, podążyła więc w ślad za nim, minimalnie zmniejszając prędkość jedynie na łuk zakrętu.

 Jedną ręką po omacku sięgnęła do schowka, wygrzebała z niej broń, odbezpieczyła, następnie opuściła boczną szybę, wycelowała i oddała strzał. Odrzut wbił ją w fotel i na moment straciła panowanie nad wozem.

 Pudło. Oszczędzaj kule, Ellie.

 Kolejne uderzenie w zderzak, kolejny zakręt i kolejny strzał. Lewa, tylna opona rozerwana.

 – Dzięki Billy, sukinsynu! – wykrzyknęła w geście triumfu.

 Billy nauczył ją strzelać, choć nigdy nie pozwolił, żeby miała pod ręką broń. Dlaczego nigdy nie spróbowała mu jej odebrać? Dlaczego nie wykorzystała okazji, właśnie w tych momentach, gdy miał ochotę ją podszkolić i dlaczego nie zmieniła celu, stawiając w trajektorii lotu kuli jego pusty dzban?

 Dlaczego nigdy nie rzuciłaś się do ucieczki? Dlaczego pozwoliłaś sobie tak trwać? W ten sposób, w tak marnej imitacji życia, w jednej z wegetacyjnych form?

 Te i wiele innych pytań zdążyło przebiec przez jej głowę podczas tego pościgu. Symetrycznie jednak wychwyciła drugie tyle odpowiedzi. Bo by ją dorwali, nim zdążyłaby opuścić stan. Bo lęk, upokorzenie, ból i cały szereg innych uczuć, emocji oraz fizycznych doznań stłamsiły ją do formy człowieka-manekina, kobiety-lalki, z teatralną rolą przy drodze, z obowiązkami do odhaczenia, gdy zapadał zmrok, do kogoś z decyzyjnością w larwalnym stadium. Do kogoś, kogo określić można by mianem: nikt. Ona, Ellie-nikt, być może miotana podręcznikowym syndromem sztokholmskim, dzięki Charlesowi stała się Ellie-kimś i odzyskała władzę nad własnym życiem. W tym momencie strzeliła drugi raz.

 Furgonetka obróciła się w poprzek jezdni i stanęła, kobieta również zatrzymała wóz, wysiadła i podbiegła do kierowcy, który właśnie uchylał drzwi. Nim zdążyła jednak zlustrować go wnikliwie lub chociażby obrzucić pobieżnym spojrzeniem, wystrzeliła prosto w jego głowę.

 Za Billa.

 A potem kolejny.

 Za Willa.

 I jeszcze raz.

 Za Phila.

 Kabina kierowcy spłynęła krwią i kawałkami mózgu, chrząstek, kości. Wokół furgonetki lśniło tysiące drobinek roztrzaskanej szyby. Ellie wskoczyła do środka od strony pasażera i otworzyła tylne, zablokowane drzwi. Abi wydostała się na zewnątrz. Jej twarz, włosy, dekolt i ramiona również spływały krwią oraz tym, co zostało z mężczyzny – bezkształtną mazią.

 – Moja ostatnia przyjaciółka okazała się świrem – szepnęła na granicy słyszalności Abigail. – Jackie uznałby to za dobrą puentę.

 – Co?

 – To, że mamy duże szanse na przyjaźń.

 Ellie tępo wpatrywała się w twarz drugiej kobiety. Następnie spojrzała na swoje ręce, podniosła je na wysokość wzroku, drżały, coraz mocniej, colt wypadł i z hukiem uderzył o asfalt, po chwili trzęsła się już cała Ellie.

 – On cię chciał skrzywdzić, prawda? – zapytała. – Słyszałam krzyki pod domem.

 – Podobno miałam odpracować mięso, które brała od nich ostatnio Sophia w ich wspólnocie. Ona mnie wypchnęła za drzwi, a on złapał i wrzucił do wozu. Więc się szarpałam.

 – Odpracować… jak?

 Pytanie zawisło na kilka długich sekund.

 – Nie wiem, czy nie kłamał. Porwał mnie!

 – Co powiedział? – naciskała.

 – Że prace polegają na patroszeniu i porcjowaniu mięsa oraz sprzątaniu noclegowni przy wjeździe. Dobrze zrobiłaś, porwał mnie. Był starszy, ale wysoki i silny.

 – Miał broń?

 Cisza.

 – Abi, powiedz swojej nowej przyjaciółce, wariatce Ellie, czy stary pryk miał broń?

 – Nie widziałam broni. Powiedział, że wspólnota zrzesza starsze osoby pomagające sobie nawzajem przetrwać i tydzień pomocy młodszej, pełnej sił dziewczyny to dla nich wręcz zbawienie.

 – Mógł zapytać…

 – Chyba nie praktykują konwenansów z obawy przed odmową. Nie zadręczaj się, porwał mnie.

 – Porwał cię… – Podniosła colta i wróciła do samochodu. – Idziesz?

 Odjechały, zostawiając za sobą bezgłowe zwłoki oraz umazaną szczątkami furgonetkę.

 Porwał ją.

 

 Kolejna część: https://t3kstura.eu/pokaz_tekst.php?id_txt=4816

7650 zzs

Liczba ocen: 1
75%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: *Ritha
Kategoria: fantastyka

Liczba wejść: 54

Opis:

Dodano: 2020-09-29 22:38:45
Komentarze.
"Samochód jednak ruszył, dziewczyna jednak nie odpuściła, zwiększając prędkość" - może usunąć jedno "jednak"?

Więcej się nie czepiam, bo na pewno sama znajdziesz literówki. Nie miałam do nich głowy, bo wciągnął mnie pościg Pędziłam dalej.

Kurde, ona miała tylko odpracować pomagając przy mięsie? Aż mi się wierzyć nie chce. Ale skoro on nie miał broni, to będzie rozpierdówa w odwecie. Kłopoty, kłopoty...
Odpowiedz
*Ritha 3 m.
alka666 oczywiście, że przeoczyłam powtórzenie - jedno "jednak" zlikwidowane, czuje podskórnie, że ta część językowo może być słabsza (być może więcej kanciastych zdań), jeszcze będę pod tym kątem to czesać kilkukrotnie, póki co skupiam się mocno na fabule

No cóż, raczej do Ellie dotarło, że to jakiś stary dziad (nie miał nawet broni), raczej Ellie zaczaiła, że trochę ją poniosło, choć... jak to w życiu - trudno znaleźć najobiektywniejszą perspektywę.

Dziękuję za wizytę, pozdrówki ślę
Odpowiedz
Ritha tak czułam, że będziesz wracać, dlatego literówki zostawiłam, bo akcja pędziła i dałam się porwać
Odpowiedz
*Ritha 3 m.
alka666 to super
Odpowiedz
~oko 3 m.
strasznie jest zadrzeć z babą, której krew się gotuje i ma broń w zasięgu pamięci... mocne.
Odpowiedz
*Ritha 3 m.
oko wystarczy nie zadzierać i problemu nie ma
Czyż nie prosty świat?
Fajno, że mocne, ma być mocne non stoperos.
Pozdrówki
Odpowiedz
"Mieli trzy wozu" - wozy;
"odjeżdżająca furgonetką" - odjeżdżającą;
"włosy(,) dekolt i ramiona";
"to za dobra puentę" - dobrą;
"duże szanse za przyjaźń" - na;
"porcjowaniu mięsa raz sprzątaniu noclegowni" - oraz;
Cóż, muszę przyznać, że Ellie jest urocza w okazywaniu swojej przyjaźni - ale zrobiła, co należało, choć może w nazbyt narwany sposób. Gość miał pecha, było grzecznie pogadać pod domem to bym się inaczej skończyło, tak właśnie kończą stare gbury!
Odpowiedz
*Ritha 3 m.
alfonsyna hahaha, dokładnie! Ellie jest kobietą dynamiczną babolów od groma, tak czułam, nareperuję niebawem, dzięki piękne
Odpowiedz
*Ritha 3 m.
alfonsyna melduję, że babole nareperowane
Odpowiedz
Kurczę, dobry kawałek, pędzi do przodu.
Odpowiedz
*Ritha 3 m.
SylviaWyka kłaniam się
Odpowiedz
z dużym wykopem
" Furgonetka obróciła się w poprzek jezdni i stanęła, kobieta również zatrzymała swój wóz, wysiadła i podbiegła do kierowcy, który właśnie uchylał drzwi." - może bez "swój". Może po prostu "wóz"

Dość śmieszne zakończenie. takie rozładowujące trudy poprzednich części.
Fajna gadka między nimi. Ta Ellie zaczyna być całkiem w dechę, więc jak ją ukatrupisz w piętnastce, to naprawdę wpadnę do tygo Milca i zrobię porządek.

Abigail mnie się kojarzy z tą czarną z WD (pomimo że nie wykazuje się podobną bojowniczością, póki co.)

A matkę Jackiego śmiało można zabić
Odpowiedz
*Ritha 3 m.
Can, może dlatego że jest mulatką Ci się kojarzy
Ta część taka, hm, chciałam żeby się poruszały, pobiegały, przewietrzyły Ellie si, też ją lubię, ma szanse żyć Kłaniam się, dziękuję za wizytę
Odpowiedz
Ritha nie no, kurwa, wszystkich zabij i w ostatnich pińcu częściach opisz z perspektywy szumiącego lasu
Odpowiedz
*Ritha 3 m.
Bardzo dobra myśl
Odpowiedz
Ritha sryśl
Odpowiedz
*Ritha 3 m.
😏
Odpowiedz
fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin