Architekt Loteria cz.1

TW#3 Loteria cz.2

 niniejsze opowiadanie jest ciągiem dalszym „Loterii cz. 1”

 https://t3kstura.eu/pokaz_tekst.php?id_txt=4684

 A także całego cyklu "Obcego" – poczynając od pierwszego:

 https://t3kstura.eu/pokaz_tekst.php?id_txt=4379

 https://t3kstura.eu/pokaz_tekst.php?id_txt=4462

 https://t3kstura.eu/pokaz_tekst.php?id_txt=4593

 

 Postać: Oficer

 Zdarzenie: Ostatni papieros

 Efekt: Świat Orwella (totalna inwigilacja, brak wolnej woli, całkowite podporządkowanie władzy) - a twojemu bohaterowi udaje się pokonać system.

 

 

 Jestem obcy.

 

 Wciąż jestem, choć drgnąłem, na dźwięk wystrzałów i Беломорканал wysunął się spomiędzy niewprawnych warg. Patrzyłem z kliniczną ciekawością na własny korpus, jak odpowie na ogień automatów. Kadłub zachowywał się nad podziw statycznie. Nie przejął się wcale. Nie uległ. Za to trójce studentów wypadły z rąk automaty, a ciała rozszarpywane nawałnicą ognia podrygiwały w śmiertelnym breakdance, nie znajdując czasu, by lec na bruku. Nim dotknęły ziemi, były już zmiętolonym, krwawym befsztykiem. Tylko ja stałem na chwiejnych nogach – pierwszy raz w życiu. Nigdy nic nie sprawiło, żebym się chwiał. Dopiero ten nocny łoskot, odbijający się echem od elewacji starych kamienic i gasnący w nurcie Moyki i Nevy… Wypiłbym coś naprawdę mocnego. Miejscowy samogon wydawał się najbardziej tradycyjnym rosyjskim trunkiem i najlepszym na podobne okazje – ostatecznie to właśnie samogon ocalił Leningrad podczas światowej zawieruchy. Tylko on był w stanie utrzymać wygłodniałe ludzkie mięso w miejscu, poza szponami wszechobecnego strachu połączonego z rosyjską zimą. Usiadłem na kamieniach pocąc się mimo wczesnej wiosny, która nie bywa tutaj zbyt łaskawa dla korzonków.

 

 - Ты храбрый. И глупо! До скорой встречи (Odważny jesteś. I głupi! Do zobaczenia) – W oczy zajrzał mi kpiący, rybi wzrok kogoś, kto kompletnie zapomniał co to uśmiech. Chyba został wyjałowiony z uczuć, a jeśli taki cynik jak ja zdołał to dostrzec, dla przeciętnych zjadaczy chleba musiał wydawać się koszmarem z naprawdę mocnych snów.

 

 - Капитан, мой капитан! (Kapitanie, mój kapitanie!) – Dobiegł mnie jeszcze skandowany w rytm kroków szyderczy śmiech znikającego już za rogiem wybawcy. Cóż miał znaczyć? Stowarzyszenie Umarłych Poetów? Wiersze deklamowane na stole w kinowym hicie dla rozrzewnionych dziewczątek z dobrych domów?

 

 Siedziałem dobry kwadrans, nim podniosłem tyłek z bruku i z lekkim niesmakiem przeszukałem kieszenie martwych studentów. Gdzieś w tym bigosie krył się mój Makarov, który mógł mi się jeszcze przydać. Znalazłem go w końcu, lepkiego od krwi, lecz pistolet również został trafiony śmiertelnie. Rzuciłem na ciała, z żalem ocierając dłonie. Szkoda broni. Służyła niezawodnie, a teraz… Wierchuszka… Oni wiedzieli… Wszystko i zawsze! Wiedzieli jak i gdzie. Byłem tylko tępym narzędziem, które stroili mamoną, karmili tym, czego nie miałem i szczuli, bym dopłynął do portu przeznaczenia. Mieli dostęp do wiedzy, do informacji, jakiej nie miał nikt. Siedziałem i dopiero teraz wystraszyłem się na wskroś ciała. Siedem milimetrów metalu to nic w porównaniu z wiedzą… Życie można odebrać tylko raz. Wiedzę… Dziewięć miliardów razy… Tyle, ile istnień na świecie…

 

 Zabijałem i nie zostałem zabity. Jeszcze. Wilgoć zatoki studziła tyłek i emocje. Bałem się, dygotałem z niepewności, siedząc na kamieniach… Milczałem i bałem się, że to za mało. Ona… Chciałem znów przejrzeć się w tej młodzieńczej bezczelności. Matuszka? Czy to możliwe, żeby zignorowała? Nie dostrzegła? Wstałem i otrzepałem spodnie z wilgoci ulicy. Wracać? Narażać ją? Czy zrezygnować na zawsze? Poddać się i ochronić to piegowate, pochopne życie? Moją lekkomyślność, której, jak się zdawało wyzbyłem się prowadzony ubecką ręką emerytowanego pułkownika? Była moja przecież… Wreszcie ktoś stworzony dla mnie. Poddać się, czy ryzykować? Egoizm zatruwał mnie od środka. Sankt Petersburg otwierał się na kolory świtu. Poranna gazeta donieść miała o potyczkach gangów na ulicach i przestrzec przed nocnymi spacerami po bulwarach, ale o mojej… o bezczelnej dziewczynie, która mówiła - Я тебя не боюсь! – musiała milczeć!

 

 Wolno, jak człowiek zmęczony całonocną pracą, szedłem w stronę hotelu. Z daleka świecił neonami i mrużył oczy przed nadjeżdżającymi samochodami. Mewy rozdarły się na potęgę. Wolałem nie oglądać się za siebie. Lepiej nie wiedzieć, co też sprawiło im frajdę w ten mimo wszystko chłodny poranek. Maître d'hôtel przyjrzał mi się z dobrze skrywaną ciekawością, jednak nie udawał zdziwienia, że nie proszę o klucz. Zupełnie, jakby wiedział, że mam go przy sobie. Wjechałem windą. Nie miałem ochoty wspinać się z jego wzrokiem uczepionym moich pleców. On… na pewno jest na usługach Matuszki.

 

 Na poduszce… Tej samej, na której wieczorem rozsypywały się włosy mojej bezczelnej panny, leżał pistolet. Makarov oczywiście. Wierchuszka ma oczy wszędzie. Wiedziała wszystko. Machinalnie włożyłem broń pod pachę i wyszedłem. Sam nie wiem dokąd, ale wyszedłem i snułem się po mieście jak człowiek, który nie ma żadnego celu w życiu i kręci się w kółko jak bezdomny pies. Nim zmarzłem, znalazłem się na skraju blokowiska, na którym podobno mieszkała moja odważna panna. Wsunąłem się między bloki, jak wiatr, który nigdy nie zasypia. Mijałem poobdzierane, pełne wulgarnych graffiti szczytowe ściany bez okien, mijałem milion balkonów ze schnącą bielizną podłej jakości. Mijałem siedzących na zdezelowanych ławkach kloszardów i młode mamy czujnie zerkające, czy nie zrobię krzywdy ich riebionkom.

 

 Nieliczne drzewa pełne były liszai i chorowały, jak chorują miejskie drzewa – od wyziewów, spalin i ludzkiej bezmyślności. Zatraciłem się w tych prozaicznych, dla wielu codziennych obrazkach. Kroki stawały się wciąż wolniejsze, aż utknąłem przed osiedlową tablicą ogłoszeniową i bezmyślnie gapiłem się przez upaćkaną szybę na jakieś komunikaty i reklamy. Stałem może godzinę, a może i dwie. Poranek dojrzał już do południa, a ja wciąż stałem. W szkle zobaczyłem wzrok pełen beztroskiego śmiechu.

 

  - Я тебя не боюсь! (Nie boję się ciebie!)

 

 A potem wzięła mnie za rękę i zniknęliśmy w bramie śmierdzącej, jakby psy załatwiały się tu od średniowiecza.

 

 ***

 

 To wszystko było trzy dni temu… Trzy dni, spędzone w pościeli wciąż parującej niedowierzaniem. Matuszka nie zapukała do drzwi ani razu. Może w świetle dnia straciła ostrość widzenia? Może nieświadomie przymknęła oko, które nie zasypia nigdy i na jedną, króciuteńką chwilę spuściła mnie ze smyczy? Na chwilę wystarczającą, bym skrył się pod kołdrą i zapomniał. Udało się? Stając w oknie, przypomniałem sobie postać z mostu nad Moyką i jego śmiech. Zadrżałem, ale świat nie odpowiedział, jak zapewne odpowiedziałby wysłannik Matuszki:

 

  - Капитан, мой капитан! (Kapitanie, mój kapitanie!)

 

 ciąg dalszy można znaleźć pod https://t3kstura.eu/pokaz_tekst.php?id_txt=4752

Liczba ocen: 5
96%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~oko
Kategoria: trening-wyobrazni

Liczba wejść: 85

Opis:

ciąg dalszy, bo... 12 tys znaków, to zbyt krótki dystans przy TAKIM zestawie. Mia - Ty wiesz. Dzięki za założenia konkursowe.

Dodano: 2020-09-30 12:38:40
Komentarze.
Witamy nowy tekst TW
Odpowiedz
*Ritha 1 m.
O kurde, dobrze, że dałeś linki, zatem odpalam mietłę i zacznę tam, gdzie skończyłam
Odpowiedz
~oko 1 m.
Ritha wąskie ramy - nie zmieściłem się w biodrach... i to przed zimą - strach pomyśleć, co będzie dalej...
Odpowiedz
*Ritha 1 m.
oko może Cię drabble wyćwiczą
Odpowiedz
~oko 1 m.
Ritha raczej staję się coraz bardziej rozpasany. ale nie poczytuję sobie tego za grzech... własne słabości też ktoś musi kochać - skoro chętnych nie widać, to może ja sam?
Odpowiedz
*Ritha 1 m.
oko no ale skoro Ci się rozrasta, to może właśnie czas rozciągnąć którąś z opowieści (wiadomo którą)
Odpowiedz
~oko 1 m.
Ritha pisałem kilka takich ciągów - o rudej z biura, o Józkach-szamanach wiejskich, jakieś SF. chwilowo nie przywiązuję się do nich. może (idąc tropem Pilipiuka) będą powstawać opowiadania z powtarzającymi się postaciami bohaterów, bo tamte cykle podobały mi się bardziej. Ludluma wolę czytać niż pisać.
Odpowiedz
*Ritha 1 m.
oko dobrze, działaj jak Ci wygodnie
Odpowiedz
~oko 1 m.
Ritha na razie wątek się sączy. jak zacznie męczyć - przestanę na pewno.
Odpowiedz
Przeczytałam, trochę bez zaplecza jestem, bo bez niektórych części. Ale jest intrygująco, widać ten świat, czuć go.
Odpowiedz
O, i tu jakby właśnie zaistniała ta większa zwięzłość, jakoś bardziej wyważony wydał mi się ten fragment. I mamy pewien zwrot akcji, zmuszający bohatera do refleksji nad sobą samym i tym, czym się zajmuje w nieco inny sposób. I dobrze, że do tego doszło, na plus też ta szczególna relacja z dziewczyną, która może przynieść w zasadzie rozmaite rezultaty, w każdym razie ma swój potencjał. W pewnym momencie nawet spodziewałam się, że ona okaże się w to zamieszana... a może na to dopiero przyjdzie czas?
Odpowiedz
~oko 1 m.
alfonsyna może przyjdzie czas... kiedyś na wakacyjnym autostopie, dwóch Jezusków szło po wylotówce z Gdańska, mijając ponad 30 czekających ekip, w tym mnie. gdy powiedziałem im, ze przyjdzie nam dzień na asfalcie spędzić, odpowiedzieli - na każdego przyjdzie pora. i pojechali pierwsi - jakiejś młodej kobiecie coś chrupało pod maską, stanęła obok nich. pomogli i pojechali.
z tą zwięzłością, to jest tak - przydaje się w drabblach, lecz w opowiadaniach trudno zrobić tło bez rozwiązłości. a tło robi nastrój. nowe miejsce wypada choć trochę przybliżyć, żeby różniło się od poprzedniego. a facet, który wciąż jest sam z kimś pogadać musi, więc to, co we łbie mu się kotłuje też chyba musi znaleźć odzwierciedlenie w treści. inaczej będzie robotem. będę szukał idealnego środka ciężkości, jednak nie zawsze się udaje. w tym opowiadaniu gnałem do końca, bo początek mi napompowało mocno - piękny jest Petersburg.
Odpowiedz
oko nikt nie mówił, że będzie łatwo, ale walczyć trzeba!
Odpowiedz
~oko 1 m.
alfonsyna nawet nie marzyłem o łatwiźnie. dobrze, że jesteś.
Odpowiedz
~Aja 1 m.
z dużym wykopem
Nie będę punktować i wypisywać cytatów. Nie będę tez mówić o emocjach, narracji, detalach i obrazkach.
No co tu pisać - rewelacyjny tekst. Po prostu.
Kiedy następna część? - To mnie interesuje najbardziej.
Odpowiedz
~oko 1 m.
Aja jak przyjdzie czas. ale nie zapieram się, bo presja rosnącej liczby... ech! każdy lubi być głaskany, tylko nie każdy powie. Obcy podoba się bardziej czytającym, niż mnie. ale piszę, właśnie dlatego. bo dla mnie pisanie jest ważne - hobby. wolę pisać, niż oglądać film, czy iść do ogrodu zoologicznego.
Odpowiedz
~Aja 1 m.
oko no trochę nie wierzę, że można tak pisać bez polubienia choć odrobinę fabuły. TAK pisać da się wtedy, kiedy fabuła jest gdzieś w środku. Całe szczęście, że umiesz ją w sobie dostrzec.
Jak przyjdzie czas - to brzmi dobrze bardzo.
Odpowiedz
~oko 1 m.
Aja nie lubię, naprawdę. są klimaty w których czuję się lepiej. ale obcy. ech - jutro będzie następny, tylko proszę - nie chcę stać się niewolnikiem pijaka.
Odpowiedz
~Aja 1 m.
oko słowem już nie pisnę.
Odpowiedz
z dużym wykopem
"Miejscowy samogon wydawał się być najbardziej rosyjskim trunkiem" - obadaj sformuowanie: wydaje się być.

Spokojniejsza część, wydocznie wycinkowa, ale oczywiście, bez straty dla jakości.

Jestem saiko na punkcie morderczych par i, mimo że jasno tu tego nie pokazujesz, to przed oczyma od razu wpada Lec Besson z Leonem Zawodowcem.

To jest jedna z tych serii, które po prostu muszą siąść na papier i mam szczerą nadzieję, że tak będzie
Odpowiedz
~oko 1 m.
Canulas skoro muszą, to linkę masz pod tekstem.
a samogonowi przyjrzę się na pewno.

Odpowiedz
oko w sensie zwrotowi: "wydaje się być" się przypatrz. Sugerowałbym uwalić "być".
Odpowiedz
~oko 1 m.
Canulas zrobione Canulasie mój Canulasie. - być odeszło w niebyt.
Odpowiedz
oko taaa, cóż, no. W sumie R.Williams skończył, jak skończył... 🙃
Odpowiedz
~oko 1 m.
Canulas za to poczynał sobie całkiem schludnie.
Odpowiedz
No krótko, cholera. Szkoda,że wprowadzone zostały ograniczenia tekstu. Przy Twoich opowiadaniach to przestępstwo!
Odpowiedz
~oko 1 m.
alka666 radzę sobie - do TW poszła część druga, z efektem i założeniami, a pierwsza, wprowadzająca jest poza konkursem.
linki poprowadzą po kolei. nie widziałem inne możliwości - znaczy widziałem - zamierzałem wkleić całość, a na TW napisać coś innego.
Odpowiedz
oko oczywiście, że można dzielić. Zawsze można znaleźć jakieś wyjście. Ale to już nie to samo.
Odpowiedz
~oko 1 m.
alka666 ostatnio rozbuchałem się z tymi obcymi - po dziesięć stron. ale zazwyczaj wystarcza 2-3, żeby napisać opowiadanie.
Odpowiedz
oko ale pięknie się rozbuchałeś. Według mnie możesz buchać dalej miastami świata
Odpowiedz
~oko 1 m.
alka666 czas odpocząć od obcego. przerwa.
Odpowiedz
oko ale wrócisz jeszcze?
Odpowiedz
~oko 1 m.
alka666 nie obiecuję.
Odpowiedz
Bałem się, dygotałem z niepewności(,) siedząc na kamieniach.
Nim zmarzłem(,) znalazłem się na skraju blokowiska, na którym podobno mieszkała moja odważna panna. Stając w oknie (,)przypomniałem sobie postać z mostu nad Moyką i jego śmiech.

Bardzo podoba mi się klimat opowiadania. Nie czytałam poprzednich części i następnej, ale nie przeszkadzało to w niczym. Pięknie operujesz i wciągasz w świat przedstawiony. Dylemat miłosny dodaje uroku opowiadaniu.
Odpowiedz
~oko 1 m.
Konstancja przecinki... znowu... ech! nie nauczę się nigdy - dziękuję
Odpowiedz
~oko 1 m.
Konstancja przecinki już prężą się niczym rekruci na mustrze - dziękuję.
Odpowiedz
*Manta 1 m.
Przyznaję, że nie czytałam pierwszej części i może przez to ta część pisana pod trening jest dla mnie nie za bardzo zrozumiała. Właściwie dwie rzeczy, przy których miałam mały zgrzyt.
1. Pierwszy akapit działa bardzo mocno na emocjach i widać je też u głównego bohatera (drgnął na dźwięk wystrzałów, "Tylko ja stałem na chwiejnych nogach – pierwszy raz w życiu", a potem jak gdyby nigdy nic dowiadujemy się, że napiłby się czegoś mocnego. Rozumiem, że jest to jakaś charakterystyka bohatera, ale dla mnie te wspomnienie o alko pojawia się zbyt szybko i niejako niszczy ten pełen emocji moment. To moje odczucia.
2. Pistolet na poduszce. Bohater dokonuje morderstwa na zlecenie, traci swój pistolet i wraca do hotelu gdzie znajduje nowy... Rozumiem, że pracodawca chciał jak najszybciej dostarczyć mu nowe narzędzie pracy, jednak czy jest to realne?

Na plus jest oczywiście klimat i końcówka pozostawiająca czytelnika w totalnej niepewności. Brawo!
Odpowiedz
~oko 1 m.
Manta tak - rzecz rozrosła się ponad miarę, dlatego musiałem podzielić i wybrać część, która trafi do TW. mój bohater głównie pije i słucha. do strzałów przywykł, ale nie takich, których echa spodziewa się znaleźć na swoim ciele. dlatego drgnął. jest cynikiem, szkolonym przez najlepszych.
W świecie, w jakim żyje Obcy Matuszka, albo jak wolisz Wielki Brat wie wszystko. Ten pistolet miał uświadomić mu, że nie ukryje się przed wszystkowidzącym okiem.
to tak naprawdę rzecz ciągnąca się od TW#2 - Obcy. i oczywiście masz rację - bez znajomości poprzedniej części (albo nawet poprzednich) takie przejście może wydawać się dziwne, a tymczasem jest po prostu powrotem do natury.
dzięki, że znalazłaś czas na przeczytanie.
Odpowiedz
^Halmar 1 m.
Perełek jest tu pełen trzos, a te najbardziej mi przypadły do gustu:
"ciała rozszarpywane nawałnicą ognia podrygiwały w śmiertelnym breakdance"
"Gdzieś w tym bigosie krył się mój Makarov, który mógł mi się jeszcze przydać. Znalazłem go w końcu, lepkiego od krwi, lecz pistolet również został trafiony śmiertelnie"
"A potem wzięła mnie za rękę i zniknęliśmy w bramie śmierdzącej, jakby psy załatwiały się tu od średniowiecza"
- cudne.

Oчень хорошая история
Odpowiedz
~oko 1 m.
Halmar miło, że znalazłaś coś dla siebie.
Odpowiedz
*Ritha 1 m.
z dużym wykopem
Doczytałam, niczym nie odbiega od poprzednich części, nadal bardzo dobre, klimatyczne z wciągającą narracją Zestaw pasował idealnie
Odpowiedz
~oko 1 m.
Ritha tak. Mia chyba chciała mnie delikatnie podprowadzić na ciąg dalszy - i udało się Jej! łatwo daję się złapać na haczyk.
Odpowiedz
~hens 1 m.
z wykopem
Wschodni klimat widać i czuć. Podoba mi się rytmika tekstu - powtarzanie pewnych elementów. Czuć też chłód.
Gdyby oceniać tylko ten jeden fragment, to tekst wydaje mi się zbyt urwany jak na jeden odcinek (pamiętam poprzednią cześć, która mi sie podobała - była bardziej kompletna).

Odpowiedz
~oko 1 m.
hens wiem... też ubolewam, ale reguły są nieubłagane. trochę dumałem, czy nie pchnąć tego tekstu jako całość, a na TW nie napisać czegoś innego. na myśleniu się skończyło, więc znalazłem miejsce, gdzie dało się przeciąć tekst i podzielić na części.
Odpowiedz
~hens 1 m.
oko W sensie, że limit liczby znaków, ok rozumiem.
Historia ma potencjał (jako całość)
Odpowiedz
~oko 1 m.
hens tak 12 tys., nie zawsze wystarcza, żeby historia dojrzała. kiedyś... wystarczało i 5 tys... nieważne - ważne, żeby pisać.
Odpowiedz
~hens 1 m.
oko "ważne, żeby pisać.", tak (a potem skracać ))) )
Odpowiedz
~oko 1 m.
hens o nie! lepsze jest wrogiem dobrego - skoro tekst chciał być dłuższy, to trudno. nie należy z nim dyskutować
Odpowiedz
Na razie ciężko mi ocenić. Wiem, że mnie zaintrygowało, i jeśli czas pozwoli to wgryzę się w serię
Odpowiedz
~oko 1 m.
jagodolas wisiało i zapewne powisi trochę, więc - kiedy tylko chęci starczy.
Odpowiedz
oko spoksik
Odpowiedz
Opko jak zwykle na wysokim poziomie. Wiem, że "Obcy" rozrósł Ci się nieoczekiwanie i z miniatury stał się dłuższym tekściwem, jednak ten fragment akurat wydawał mi się wyrwany z większej całości. Wiem, że to wszystko przez narzucone limity. Jedna rzecz - nie wiem, może ja jakoś nie ogarnąłem tego, ale czytając pierwszy akapit odniosłem wrażenie, że bohater również został podziurawiony ołowiem, dopiero potem się zorientowałem, że jednak nie. Ale tak jak wspomniałem, może to tylko moje czytelnicze nieogarnięcie.
Jak czas pozwoli, przejdę się dalej po Twoich obcych i zobaczę, co słychać u ruskiego Icemana
Odpowiedz
~oko 1 m.
CptUgluk a pewnie. wracaj, kiedy czas pozwoli.
Twoją niepewność wyjaśnię - usłyszał strzały i był pewien, że to do niego, a tu niespodzianka - wsparcie od Wielkiego Brata.
Odpowiedz
oko wykminiłem to później, z początku tylko miałem chwilową wątpliwość. Mimo to dzięki za odpowiedź
Odpowiedz
~Anette 1 m.
Spoko
Odpowiedz
Nie znam pozostałych, opierając się na tym fragmencie, nie zabił ćwieka. Płynnie i statecznie wykreowany świat.
Odpowiedz
z wykopem
Hej

"Nim dotknęły ziemi[,] były już zmiętolonym, krwawym befsztykiem. Tylko ja stałem na chwiejnych nogach – pierwszy raz w życiu"

"Usiadłem na kamieniach pocąc się mimo wczesnej wiosny, która zbyt łaskawa dla korzonków nie bywa tutaj."

rozumiem, że rosyjski klimat, ale jednak sugerowałabym modyfikację tego zdania, brzmi dość dziwnie, zobacz, a gdyby np:"Usiadłem na kamieniach( ...), która (nie bywa tutaj) zbyt łaskawa dla korzonków. " - w nawiasie wstawiłam to, co zmieniłam

" W oczy zajrzał mi kpiący, rybi wzrok kogoś, kto kompletnie zapomniał co to uśmiech. Chyba został wypreparowany z uczuć, a jeśli taki cynik jak ja zdołał to dostrzec, dla przeciętnych zjadaczy chleba musiał wydawać się koszmarem z naprawdę mocnych snów."

to "wypreparowany" mi nie gra. Może w kontekście ryby to ma sens, ale wciąż... lepsze byłoby choćby "wypatroszony" z uczuć, emocji, jeśli chcesz ciągnąć metaforę z rybą; jeśli nie, to standardowe - "wyzuty (z uczuć)." byłoby ok.

" Siedem milimetrów metalu, to nic w porównaniu z wiedzą… Życie można odebrać tylko raz. Wiedzę… Dziewięć miliardów razy… Tyle, ile istnień na świecie…"

bez pierwszego przecinka.

"Wolno, jak człowiek zmęczony całonocną pracą[,] szedłem w stronę hotelu."

to wtrącenie, więc przecinki z obu stron są konieczne.

"Na poduszce… Tej samej, na której wieczorem rozsypywały się włosy mojej bezczelnej panny[,] leżał pistolet. "

tu nie jestem pewna, ale wygląda na dopowiedzenie bądź wtrącenie, zwykła intuicja mi podpowiada ten przecinek.

To jest jeden z tych tekstów, które mnie omijają tematycznie, ale przyciągają klimatem (Rosja) i stylem. Ty piszesz w wyjątkowy sposób, jak już Ci pisałam pod jednym tekstem, ale tu jakoś nie czuć tej swoistości - według mnie to jest na plus, bo dzięki temu tekst jest bardziej przejrzysty i można skupić się na chłonięciu fabuły i opisów.
Odpowiedz
~oko 1 m.
Enchanteuse och... dziękuję. teraz, to już będzie tak posprzątane, że klękajcie narody. nadciągam.
Odpowiedz

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin