jasno nowy wygląd
Bez znaczenia
<
Rankor — część 14
>

Lea – część 5

 Poprzednia część: https://t3kstura.eu/pokaz_tekst.php

 

 Skąpana w nocnym mroku, kamienista plaża w San Lucido, pomimo trzeciej nad ranem, wciąż była nagrzana i zdawała się parować upałem poprzedniego dnia. Lea siedziała na ziemi, obejmując ciasno swoje podkulone nogi, bujając się leciutko w przód i w tył, i co jakiś czas wysmarkując opuchnięty nos w chusteczkę. Albert robił to, co zawsze – pił i palił. Poza tym, w tej chwili dodatkowo chodził w tę i z powrotem wzdłuż wybrzeża i próbował nie eksplodować złością na szlochającą koleżankę obok. Miał dość tajemnic i tego, że pomimo całej powagi sytuacji, nie mógł wydusić z niej niczego sensownego. Lea w samochodzie dostała ataku histerii, ale wlał w nią, częściowo po dobroci, częściowo siłą, sporą ilość martini i jakby się polepszyło. Zastanawiał się teraz, już nawet nie nad tym, kto zabił, bądź przyczynił się do śmierci tamtej dziewczyny, a gryzło go, że ją tam zostawili, tak po prostu... Odwrócili się na pięcie, w szoku wsiedli do samochodu i pojechali przed siebie, aż tutaj. O pozostawionych odciskach palców nawet nie chciał myśleć. W pewnym momencie nie wytrzymał.

 – Na cholerę ja cię spotkałem – szepnął, po chwili niespodziewanie zmieniając ton – na cholerę?! – wrzasnął tak głośno, że dwie drzemiące mewy zerwały się z kamienia nad samym brzegiem.

 – Przepraszam, Albert, przepraszam cię. – Lea spojrzała tymi granatowymi, zapłakanymi oczami w jego wściekłe i zmęczone, brązowe oczy. – Trzeba było mnie tam zost...

 – Mam sumienie, wyobraź sobie – przerwał jej w pół słowa – wyobraź sobie, że czasem się uaktywnia! Niech teraz ten twój Francesco wskrzesi Ines, mądralo!

 – Nie bluźnij...

 – Będę mówił, co będę chciał. Wpakowałaś mnie w jakieś straszne gówno po same uszy!

 Zamilkli oboje.

 Zupełna ciemność ustępowała miejsca szarówce, po to, aby w ciągu następnych dwóch godzin rozbłysnąć światłem słońca wschodzącego nad San Lucido. Cokolwiek dalej z tym zrobią, muszą się przespać.

 – Mezzo stella albergo – przeczytali unisono napis nad drzwiami całkiem klimatycznego budynku.

 – Mezzo stella, mezzo stella, mezzo... – Głośno myślał Albert. – Niby rozumiem po włosku, ale…

 – Półgwiazdkowy hotel – oznajmiła kobieta.

 Trafił im się ostatni wolny pokój wyposażony w krzesło, stolik, wąskie łóżko, na oko niewart nawet ćwierć gwiazdki. Kupili po drodze trochę jedzenia w nocnym sklepie, jednak obydwoje jakoś nie grzeszyli rozbuchanym apetytem. Ona usiadła niepewnie na brzegu łóżka, nie bardzo wiedząc, co ma ze sobą zrobić, podczas gdy Albert z impetem i wyraźną ulgą rzucił się plecami na pościel i wlepił wzrok w sufit. Przez wąskie, a zarazem wysokie okno balkonowe, wpadało rześkie, letnie powietrze. Koronkowa firanka powiewała momentami prawie pod sufit, zwiewnie i z gracją.

 – Nie idziesz spać?

 Lea zsunęła tenisówki i położyła się sztywno samym brzegu materaca. Albert już otwierał usta, żeby powiedzieć, że nie jest trędowaty, że nie ma ochoty dotykać nawet palcem płaczącej, rozhisteryzowanej i skrajnie dziwnej panny, albo po prostu, że spadnie z tego łóżka, ale w rezultacie wzruszył tylko obojętnie ramionami. A niech leci – pomyślał – będzie więcej miejsca dla mnie.

 

 Szedł plażą pełną tureckich handlarzy i włoskich kelnerów, z których każdy w obu rękach trzymał talerz z gorącym daniem. Było mu okropnie gorąco, kiedy usłyszał znajomy, kobiecy głos. Zaczął iść w jego kierunku. Kamyki gniotły go w bose stopy. Dźwięk był coraz wyraźniejszy, wyczuł w nim nutkę przerażenia, przyspieszył więc kroku. Po kolejnej chwili słyszał już wyraźnie – kobieta krzyczała, błagała o pomoc, on biegł ile sił w nogach, z każdym krokiem zostawiając za sobą ślady krwi z poranionych stóp. Za kolejnym urwiskiem skał skręcił w lewo i wpadł w tłum tańczących nagich ludzi. Próbował biec dalej, ale setki rąk próbowały go przechwycić. Głowę rozdzierał przeraźliwy krzyk, już poznawał ten głos. To była Eva. Kurwa mać, co ona tutaj… Nie miał czasu dokończyć tej myśli, oganiał się od nagich istot dotąd, aż w końcu wyrwał się z falującego tłumu. Kolejny zakręt i bingo! Zobaczył ją, miłość jego życia, wisiała splątana ogromnymi łańcuchami przymocowanymi do skał, jakiś metr nad ziemią, a pod nią blondwłosa dziewczyna, w zbyt dużym swetrze i tenisówkach, trzymała w rękach, wyciągniętych wysoko nad głową, biały krzyż. Poczuł, że jest mu niedobrze. Stanął jak wryty i w tym momencie ciepła dłoń dotknęła jego ramienia. Odwrócił zdumiony głowę.

 – Chcesz specjał południa? Prego, prego! – powiedział uśmiechnięty Luigi, trzymający deskę z pokrojoną, włoską, na oko wysuszoną i ostrą, kiełbasą.

 Albert zerwał się do pozycji siedzącej. Pot spływał mu po skroni, a klatka piersiową falowała jak szalona.

 – Sen… – szepnął sam do siebie, uspokajając myśli.

 Chciał wstać i pójść do łazienki, ale musiał najpierw uwolnić się z objęć Lei, która chyba przypadkowo poplątała się z nim kończynami, śpiąc głębokim i spokojnym snem, niczym mała dziewczynka. Uśmiechnął się w duchu na ten widok, przesunął ją delikatnie i poszedł, najpierw do łazienki, potem odsuwając nadal powiewająca firankę, wyszedł na balkon. Było po piątej, cudowny świt, delikatne słońce oświetlało wąskie, włoskie uliczki. Pachniało kwiatami i jedzeniem. Tutaj o każdej porze dnia i nocy pachnie jedzeniem i kawą, i seksem, i morzem. Do ust włożył papierosa, wyciągnął zapalniczkę, charakterystyczny „pyk” i płomień już tańczył przed jego nosem. Zaciągnął się, raz, drugi, trzeci i poczuł przyjemne rozluźnienie. Oparł ramiona na barierce i rozglądał się po okolicy, a zarazem próbował nie myśleć o niczym, co wydarzyło się poprzedniej doby. Spojrzał na przepiękną restauracyjkę po prawej, której stoliki ze starego drewna idealnie wkomponowały się w ogród pełen białych, zielonych i czerwonych roślin i kwiatów, tworząc namiastki włoskich flag. Przez krótki moment pomyślał, że to naprawdę piękny kraj.

 

 *

 – Ciao! Musimy pogadać! – Albert był dziś stanowczy i zdeterminowany. – Chodź! – Złapał Luigiego za łokieć i prawie siłą zaciągnął na zaplecze.

 – Albeeerto! Ósma rano! Ty nie sypiasz?

 – A ty? Mieszkasz w pracy? – Zatrzasnął drzwi od magazynku, potykając się o pudła z makaronem. – Nieważne. Słuchaj, widziałeś tę dziewczynę wczoraj? Tę blondynkę, która była ze mną? Widziałeś, jak była ubrana? Widziałeś, co miała na rękach? Widziałeś?

 – Si, Alberto, ho visto – potwierdził, poprawiając konstrukcję z pudeł, zgrzewek i opon.

 – Świetnie, to posłuchaj...

 Pół godziny później Luigi wiedział już, w jakich okolicznościach pojawiła się Lea, a także o Ines. Parzył kawę i wcale nie wyglądał na zszokowanego.

 – Może mafia jakaś? – Albert próbował wejść w ten umysł przestępczy, złożony. Poruszyć szare komórki niczym Herkules Poirot. Łyknął kawy. – Macie tu pewnie mafie we Włoszech, co nie?

 – Naturalmente! Alberto, mafii ci u nas dostatek. – Luigi uniósł znacząco brwi i kiwał przytakująco głową. – Kalabryjska, sycylijska, neapolitańska, do wyboru, do koloru.

 – Neapolitańska?

 – Neapol tonie w śmieciach, bo Camorra przejęła biznes utylizacji odpadów. Zwożą śmieci z całej Kampanii, upychają pod Wezuwiuszem, che cazzo!

 – Hm… – Albert łyknął kawy.

 – Hm… – Luigi również łyknął kawy.

 Zapanowała cisza, a panowie pogrążyli się we własnych myślach.

 

 *

 Lea leniwie otworzyła granatowe, opuchnięte od nocnego płaczu, oczy. Rozejrzała się po niewielkim pomieszczeniu, w którym, z czego zdała sobie sprawę, była sama. Na stole leżał kawałek, wydartej niedbale z notatnika, kartki, a na niej kilka słów, żeby nigdzie się nie ruszała, że „w razie czego dzwoń, numer taki i taki, będę za dwie godziny, zjedz coś, Albert”. Usiadła na krześle, rozmyślała czy aby dobrze zrobiła, mówiąc mu.

 Na ulicy budził się dzień. Włosi idący niespiesznie do pracy pili po drodze kawę i zajadali rogaliki, pozdrawiali się nawzajem, wymieniali uprzejmości, uśmiechali się i rozmawiali. „Che confusione, sara perche ti amo, e un'emozione, che cresce piano, piano” – wesołe dźwięki piosenki wpadały przez otwarte okno, z tętniącej życiem restauracyjki na dole. „Ciao Fabrizio” – krzyknął ktoś na ulicy, gdzieś trzasnęły drzwi od samochodu, gdzieś rozległ się dźwięk tłuczonej filiżanki, gdzieś zaszczekał pies. Ktoś zapukał do drzwi.

 Lea wróciła myślami do rzeczywistości.

 – Buongiorno! – Po drugiej stronie stał kelner trzymający tacę z jedzenie. – Signor Alberto zamówił dla pani śniadanie.

 

 *

 – Tutaj też inne conflitti są częste. – Luigi snuł kolejne hipotezy. – Rodzinne… Famiglia! Rzecz święta. Tamta donna nie żyje, pewnie dlatego, że zaszła w ciążę.

 – Głupiś! – Albert zajadał się czekoladowymi ciasteczkami. – Przecież od ciąży się nie umiera. Nie zawsze przynajmniej...

 – Albert, stupido, może ragazza poszła w tango! Za–cią–ży–łaaa i ją, hm, mąż, narzeczony, facet za–ciu–kał. Albo była dziwką. I ją eeee… wywalili z roboty. He, he, he.

 – Ale masz wyobraźnię.

 – No co? Może generowała grande profity. A z brzuchem, tak jakby, wypadła z branży. He, he.

 – Zaraz mi powiesz, że vendetta, albo inne porachunki.

 – Alberto, jesteś w Italii, nie zapominaj, kraju o–błęd–ne–go jedzenia, aromatycznej caffe, pięknych kobiet, namiętnego seksu i belli paesaggi, landscapes! – Luigi wyliczał rytmicznie i z niegasnącą radością na twarzy. – Słońce, upał, tem–pe–ra–ment!

 Albert uśmiechnął się serdecznie. Cieszył się, że poznał tego wesołego Włocha, zwłaszcza w tak gównianym momencie swojego życia.

 – Tamta kobieta leży w grocie martwa. Muszę coś z tym zrobić. Daj mi jeszcze grappę na wynos i jadę zobaczyć czy moje blondwłose grande problema nie zdążyła zwiać.

 

9666 zzs

Liczba ocen: 1
62%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: *Ritha
Kategoria: kryminal

Liczba wejść: 63

Opis:

Dodano: 2020-10-01 00:30:18
Komentarze.
~oko 6 m.
poczepiam się trochę:
najpierw termicznie - plaża nawet w nocy była nagrzana, a powietrze w hotelowym oknie rześkie? gdyby na odwrót, to powiedziałbym, że morze złagodziło upał, ale tak, to nie rozumiem.
a teraz czas - na plaży siedzieli od trzeciej i byli tam ze dwie godziny, a już godzinę na obowiązkowo (łaził, palił i pił). pojechali szukać hotelu (nocą!), znaleźli, położyli się spać, zapewne coś pospali, skoro śniły się sny, a Albercik wstał o piątej... względność czasu godna lepszej sprawy, albo i Nobla.
Odpowiedz
*Ritha 6 m.
oko hahaha,o lol, nie masz pojęcia ile rzeczy jeszcze wyciachałam pomiędzy tą 3 a 5 🙉 racja, wszystko racja, nareperuję, dzięki
Odpowiedz
~Aja 6 m.
No! I się doczekalim przez chwilę.
Fakt - rozpiętość czasowa w upchaniu zajęć spora.
Odpowiedz
*Ritha 6 m.
Aja zamieniałam na godzinę ósmą, ale noo - niedopatrzenie, tekst ma kilka lat, duuużo ciacham z niego, a jednak czasem coś umknie! Doczekaliśta się, owszem
Kłaniam się
Odpowiedz
~Aja 6 m.
Ritha czytałam raniutko. Komenty pisze z opóźnieniem, bo w nie zawsze się da na bieżąco.
Odpowiedz
*Ritha 6 m.
Aja Ty i tak jesteś wymarzonym czytelnikiem!
Odpowiedz
~Aja 6 m.
Ritha o masz! Laury rozdają a ja taka niegotowa zupełnie - czekaj ino se oko chociaż zrobię, obcas wzuję.
Wydrukuję sobie i powieszę gdzieś take laurke - a czym żem zasłużyła?
Odpowiedz
*Ritha 6 m.
Aja nie odstraszają Cię dłuższe, seryjne treści, jesteś systematyczna i żywo zainteresowana, czytelnik-skarb.
Odpowiedz
Ufff... gorąco się zrobiło z mafiami.
Szkoda tej martwej dziewczyny, ale jakiś trup musi być.
Ten gadatliwy Luigi, intryguje. Powiązania jakieś?
Dobrze się czyta
Odpowiedz
*Ritha 6 m.
Noto superro, ze dobrze
Pytania wszelakie niestety zostawiam bez odpowiedzi
Pozdrówki!
Odpowiedz
Ritha rozumiem, ale czasami lubię się głośno zastanawiać
To pytania retoryczne
Odpowiedz
*Ritha 6 m.
alka666 jasne! zastanawiaj się
Odpowiedz
^Ozar 4 m.
z wykopem
Teraz już mamy mafie co we Włoszech szczególnie południowych jest oczywistą oczywistością. Co do Ines to rzeczywiście gdyby była panienką na godziny zajście w ciąże automatycznie robi z niej problem. Jednak wystarczy pozbyć się problemu i mogła spokojnie wrócić do pracy. Tak robi wiele z tych kobiet. Jeśli jednak została zabita to problem jest większy. Może zaszła z jakimś synem Dona mafii sycylijskiej albo Camorry choćby. W takich przypadkach zazwyczaj nie ma szans na przeżycie. Tu mi to tak wygląda. Co ciekawe bohater rozmawia z kelnerem jakby był jego przyjacielem. Jednak w takiej sytuacji każda pomoc jest dobra, nawet kelnera, a szczególnie że owi wiedzą zazwyczaj bardzo wiele co się dzieje w swoich środowiskach. Ciekawe jak to się dalej potoczy.
Odpowiedz
*Ritha 4 m.
Ozar wnikliwie analizujesz, cieszę się, dzięki za ślad bytności
Odpowiedz
^Ozar 4 m.
A gdzie Lea 6 bo nie widzę?
Odpowiedz
*Ritha 4 m.
Ozar no nie ma, jakoś zaprzestałam publikacji, ale trochę mnie motywujesz do powrotu
Odpowiedz
^Ozar 4 m.
Ritha To co polecasz do czytania? Takie może bardziej proste?
Odpowiedz
*Ritha 4 m.
Ozar bardziej proste? Nie wim!
Odpowiedz
fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.