Heban — część XI Sprawa Hanki

TW#03 — Głodka, Wojenek, Zarazka i Śmierciuch

 Postać: Himalaista

 Zdarzenie: -60stopni

 Efekt: Mitologia Grecka – wspomnij, zainspiruj się nią, bazuj na niej swój tekst

 

 

 Pokój, w którym od dwóch godzin siedzieliśmy, czekając na Bóg wie kogo, miał wręcz przecholernie zimne ściany, cztery szpitalne polówki z plamami rdzy na obręczach i podłużny, metalowy stół. Łóżka, chociaż do tych gratów bardziej pasowało określenie: "prycze" wyposażono w grube, szorstkie koce, dodatkowo przyozdabiając pledami owczej wełny. Stojąca na stole lampa szastała cieniami butelek, niczym Makłowicz ciastem, informując wszystkich zgromadzonych, że chlanie sześćdziesięcioprocentowego bimbru w środku dnia jest jak najbardziej ok. Catering kulał. Na niedosmażonych płatach grubo ciosanej sarniny wciąż były widoczne plamy krwi.

 — Dwukrotnie zrobiłem Nangę — po raz kolejny uraczył nas Denis, jakbyśmy nie pamiętali przechwałek sprzed chwileczki. — Do tego raz bez tlenu. Jestem figura. Nie powinienem tutaj siedzieć z parobkami.

 Niski, o łysej czaszce, do tego w przydługim płaszczu, faktycznie przywodził na myśl figurę, tyle że szachową. Podziobany na twarzy, cholernie impulsywny, bardziej niż jednego z najlepszych alpinistów świata, przypominał rosyjską wersję Klarka Kenta, która pomieszała kryptonit z pigułami. Miał pięć funkcji. Wstawał. Siadał. Rzucał kurwami. Pił. No i świeczuszka zagrzebana w torcie, ciągle opowiadał, co to nie on.

 — Wygląda jak gówno — uznał za konieczne podzielić się z nami grubas, unosząc widelec z nadzianym płatem krwawiącego mięcha. Wsunął zdobycz do paszczy. CHLAST. — A smakuje jeszcze lepiej — dodał.

 — Pieprzony czołg zasilany, kurwa, insuliną — skrytykował z widocznym wstrętem rosyjski mistrz wspinaczki wysokogórskiej. — Nic, tylko by wpieprzał. Żałosne. Widziałem bardziej zadbane masowe groby od takiego spasionego truchła. Ewenement sportowca, który może nie chodzi na siłkę, ale na pewno jest ciężarem dla swojej rodziny.

 — Wiecie, że sto sześćdziesiątym kolorem jest zieleń Veronese'a, zwana również głęboką zielenią? — wtrącił od czapy gostek tak bezbarwnym głosem, że nie porwałby ludzi nawet z karabinem w samolocie. Dosłownie wystarczyło sekundę na niego nie patrzeć, a momentalnie zapominało się, że taki ktoś w ogóle istnieje. Szczuplutki Spiderman, który zamiast przez radioaktywnego pająka został ukąszony przez radioaktywną przeciętność.

 — Wcześniej mówiłeś, że z tą Nangą próbowałeś trzy — rzuciła w kierunku Denisa jedyna kobieta w grupie. Wysoka pływaczka, Otylia, ochrzczona przeze mnie mianem lustrzanej Jane Austin. Mało dumna z twarzy, ale za to piekielnie uprzedzona. No ale... kto grymasi, nie kutasi, nie?

 Wspinacz wydawał się zakłopotany.

 — No trzy — wystękał. — A co?

 — Wiecie, że dodając małe "ba" albo małe "hi" do danego słowa, od razu się robi weselej? — ponownie wtrącił kapitan przeciętny, kładąc podwaliny pod tezę, że jego rodzice musieli być przynajmniej siostrzanym rodzeństwem.

 Otylia spojrzała z nieskrywanym wstrętem.

 — Jezu. Masz raka stylu. Gdyby mój martwy brat tak wyglądał, przestałabym być smutna.

 — No ale sprawdźcie sami — niezłomnie kontynuował blady okularnik. — Mając na przykład takiego Barabasza, dodajecie niewinne "ba" i od razu wychodzi Barabarasz. Już jest weselej, nie?

 — Proszę, zabijta mnie — wystękał Denis, chowając twarz w dłoniach. — Zabijta mnie drugi raz.

 — Albo Hihitler. Nie weselej?

 Rozlałem następną kolejkę. Walnęliśmy. Ktoś otworzył drzwi.

 

 *

 Wraz z przybyciem gościa uderzyło przepotworne zimno. Ten doryglował drzwi, zzuł obszytą w lisi ogon czapę i dosunął skoślawione krzesło.

 — Lać? — Wskazałem butelkę, na co skinął głową.

 — Najlepsze... — rozpocząłem toast, ale przerwał, unosząc w indiańskim geście pozdrowienia spracowaną dłoń.

 — Pięć osób — gruchnął głosem, jakby na śniadanie żuł kamienie. — Pięć cudownie usportowionych dusz. Do obsadzenia jedynie cztery etaty. Wieczność dla czwórki. Dla jednego niebyt, wieczne potępienie i nieskończona groza.

 — Znaczy hihisteria?

 Grubas mnie szturchnął, wskazując na talerz.

 — Tykub, będziesz jadł?

 No właśnie. O nich już trochę wiecie, ale siebie jeszcze nie przedstawiłem. Tak naprawdę mam na imię Jakub, ale że jakoś tak wyszło, że często od kogoś coś brałem, pożyczałem, potem mówiłem, że kupię następnym razem, grupa nazwała mnie Tykubem. Nie jest mi z tym wesoło. No ale co ma powiedzieć taki rusek, który często jest przezywany Penisem? Penisem Półgłówko? Cała nasza piątka siedzi tu już ładny kawał czasu i żeby nie zwariować, często sobie nawzajem dogryzamy. Na zewnątrz zimnica minimum sześćdziesiąt stopni na minusie, więc pozostaje jedynie siedzieć, czekać i trwać. Dosłownie jak Danaidy, które za zabicie swych Tartarskich mężów musiały w kółko napełniać beczkę o przedziurawionym dnie.

 — Więc jak, Tykub? Będziesz?

 Oddałem talerz i grubas zaczął pochłaniać. W tym czasie nasz starszy gość ponownie uniósł dłoń, dopraszając się zabrania głosu.

 — Pięć historii, ale cztery etaty. Mówcie pojedynczo i maksymalnie w stu dwudziestu słowach. Potem zadecyduję.

 — Pięć hihistorii — przeinaczył okularnik w swetrze, nie wiedząc, że mimo swej ponadprzeciętności w byciu doskonale przeciętnym właśnie się pakuje pod zdradliwe koła rozpoczęcia.

 — Jurii Jelisiejew — zaczął, ostukując piersiową klatkę pobielałą piąstką. — W chwili zejścia pełne lat dwadzieścia. Szachowy mistrz wielokrotny. Inteligencja prawie sto trzydzieści. Przechodziłem pomiędzy balkonami na dwunastym piętrze i się omskło. Taka hihistoria.

 — Skoczek leci na B2, co? — wtrąciła Otylia, ale zgromiona wzrokiem, natychmiast zamilkła. Dziadek wskazał na drugiego z Rosjan. Ten wstał, walnął lufę bimbru i zasalutował.

 — Denis Urubko. Zdobywca wszystkich ośmiotysięczników na beztlenie. Nanga Pharbat dwukrotnie. Annapurna ponad kilometr tyłem. Do tego czyste przejście bez zakładania żadnego obozu. K2 i Broad Peak...

 — Pewnie z przewodnikiem na barana.

 Rosjanin wykonał słynny gest Kozakiewicza.

 — A płyń w zakręt, Otylka. Ha-tfu.

 Przybysz ponownie przyjrzał się kobiecie. Tym razem dłużej i srożej. Jeśli spojrzenie zakleszczyć by w duchu sportu, niewątpliwie oznaczało żółtą kartkę. Nikt z nas nie wiedział, co się dzieje po okazaniu czerwonej. I po prawdzie, nikt z nas wiedzieć nie chciał.

 — Jak zeszłeś? — Wskazał skostniałą dłonią na Denisa. — Kontynuuj, proszę?

 — Ale jak zlazłem, skąd? Z Annapurny?

 Starcze ręce wzniosły się nad głowę, wykonując złowieszczy gest półkola.

 — Z tego świata, debilu.

 Grubas przechwycił talerz okularnika. Otylia uśmiechnęła się pod trzydniowym wąsem. Ja czekałem.

 — Aaaa — rozpromienił się pytany po nieprzyzwoicie długiej chwili zawieszenia. — Nanga Pharbat, trzecia próba. Klapki i krótkie spodenki. Bez termosu i ze sobą tylko sześć kanapek.

 Starzec potarł skronie, jakby próbował opóźnić złowrogi nalot migreny. Następnie wyciągnął zza pazuchy zwitek kartek, dokonując tajemniczych podkreśleń.

 — A ty co zrobiłaś, średnio młoda damo?

 Natychmiast spojrzałem w kierunku Otylii, spodziewając się jej zwierzeń, ale paluch dziada wskazywał grubasa. Dziwne.

 — Nic, o czym by tu można opowiadać. Zwyczajny zawał. Pewnie za dużo tortu.

 — Za dużo, to znaczy ile? — wtrącił Denis, polewając następną kolejkę. Zawiało wiatrem, że aż zaskrzypiały sprężyny w trzystuletnich łóżkach. Pisk dobijających się do środka szczurów przybrał na sile i drapaniu w drzwi.

 — Jeden kawałek w sumie — odparła zawstydzona maciorka, chwytając za szklanę. Chlup. Gul. Szkło znowu na stół.

 — Eee, jeden? — Rosjanin skrzywił spaloną od Słońca twarz. — Nie zalewasz?

 — Ale nie kroiłam — doprecyzowała. — Nigdy nic nie kroiłam.

 Twarz przybysza pokraśniała w niezręcznie wyglądającym uśmiechu. Szybkim ruchem dokonał kolejnych korekt w pożółkłych notatkach.

 — Zatem dla ciebie, moja niemała Anitko, mam już rolę. Od teraz będziesz jeźdźcem... — Zawiesił na chwilę głos. — JEŹDŹCZYNIĄ GŁODU będziesz!

 — A ja? — dopytała wkurzona Otylka. — A co ze mną?

 — Proszę. Mów.

 Pływające zawodowo dziewczę nieco się spłoszyło.

 — Eeee, dużo tego nie będzie. Tylko takie tam... zwykłe.

 — Takie-jakie, zwykłe? — dopytałem ku swemu zdziwieniu, tęsknym okiem zerkając na łóżko. Kolejne podmuchy wichru przeszywały ciało tak cholernie, że nawet silny trunek nie był w stanie tego zamaskować. Dziewczę obdarzyło mnie solidnym okazem nienawistnego spojrzenia.

 — Jezzzuu — warknęła. — Wracałam z jakiejś tam giełdy, chyba kwiatowej czy coś. Mama prowadziła, ja siedziałam obok. Pasy zapięte. Nie wiem, jak to się stało.

 — To, czyli co? — drążyłem, wiedząc, że w obecności staruszka nic mi nie może zrobić. W pierwszej chwili miałem pewność, że zogniskowała na mnie całą nienawiść świata. Kiedy jednak podjęła, głos jej drżał.

 — No... w naszej rodzinie nie było dobrych kierowczyń. Zadowolony?

 Uniosłem ręce w geście pokazującym, że nie szukam zwady. Na szczęście ponownie skierowała swą pyzatą buzię na staruszka.

 — No więc dziadku — syknęła — co dla mnie masz?

 — Yersinia Pestis — ogłosił senior podniesionym głosem. — Pałeczką dżumy od tej pory będziesz i zarazem JEŹDŹCZYNIĄ ZARAZY. — Następnie spojrzał na mnie. — Teraz ty! Mów!

 Wstałem.

 — Jak już starcze wiesz mam na imię Jakub. Zszedłem na krześle podłączonym do prądu. Apelacje niczego nie przyniosły. Biały, heteroseksualny facet, do tego ex-piłkarz, w dzisiejszym świecie nie może liczyć na wsparcie.

 — Jezusie — Tym razem wtrąciła się w gadkę ogromna Anitka. — A coś ty takiego znowu nawyrabiał?

 Olałem olbrzymie dziewczę, wlepiając oczy w dziadka.

 — To stało się w jadalnym — wyjaśniłem. — Gadałem z jednym takim pakistańcem z mojego korpo, bo właśnie tam wylądowałem, po zawieszeniu butów na kołku. Gość śmiał mi się prosto w twarz, mówiąc, że Cebulandia to darmowy burdel, że razem z kumplami u siebie byli incelami i piwniczakami, a tutaj po prostu ruchają jak pojebani. Dodał, że Polka nabije się nawet na psa, jeśli ten będzie robił woof, zamiast hau-hau. Staliśmy przy samym oknie i nie było ono na parterze, więc go pyrgnąłem i zleciał. Wiadomo, że teraz na topie są mniejszości. Dostałem czapę, a apelacje niczego nie zmieniły. Tyle.

 — Zatem od tej pory będziesz ŚMIERCIEM! — zawyrokował od razu przybysz, czyniąc kolejną porcję stosownych notatek. — JEŹDŹCEM ŚMIERCI, znaczy.

 — No dobrze, kurde, a ja? — Szachowy pierdoła raczył w końcu wyskoczyć z letargu. — Przecież ja też tu jestem do chuchuja?

 Dziadek zerknął w zeszyt. Pierwszy szczurzy pyszczek przegryzł się przez drzwi w szaleńczej ucieczce przed nielichym mrozem.

 — Mam tylko JEŹDŹCA WOJNY! Bierzesz?

 — Eeee, noo, wolałbym coś mniej inwazyjnego, ale jak nie ma, to biorę. Pewnie. Ok. Tak.

 — Dobrze. Zatem postanowione. — Starzec spojrzał w zadumie na Denisa. — A ty o nic nie zawalczysz? — spytał.

 Ten odpowiedział uśmiechem obfitującym w bardzo krzywy zgryz.

 — Znam zasady. Wiem, że najpierw plebs, na końcu zaś jaśnie państwo. Ktoś wykonuje rozkazy, ktoś wydaje. To jak Aniołki Charliego, nie?

 — Pojebało cię — odrzekł zdziwiony senior. — Od wydawania rozkazów, to jestem ja. Zresztą, co tu się dziwić. W klapkach i bez termosu albo tyłem pod górkę. Ruski debil.

 Następnie samą siłą wzmożonego gestu wytworzył świetlisty portal, w który nakazał nam wejść. Kiedy wkraczałem w przyjemnie liżący całe ciało gorąc, jedyne co zdołałem zauważyć, to więcej szczurzych pyszczków przegryzających zagrzybiałe drewno oraz grubą Anitkę, pytającą zszokowanego ruska, czy będzie jeszcze jadł, bo jeśli nie, to zabiera ze sobą talerzyk.

 

 

Liczba ocen: 4
96%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: *Canulas
Kategoria: trening-wyobrazni

Liczba wejść: 89

Opis:

Czytelniku oraz czytelnico! Wchodząc pod ten tekst i, o zgrozo, zostając, doświadczysz niewyszukanych prób humoru dosyć niskich lotów, owiniętych w ciasto z wuzgaryzmów.

Chcę żebyś to wiedział/a

Dodano: 2020-10-04 16:46:20
Komentarze.
Witamy nowy tekst TW
Odpowiedz
*Canulas 22 d.
TreningWyobrazni cześć bocie. Kiedy nabierzesz samoświadomości i pożresz świat?
Odpowiedz
Canulas po dwudziestotrzykrotność powiadam Ci, że... niebawem
Odpowiedz
~alka666 22 d.
Rosyjska wersja Klarka Kenta z pięcioma funkcjami ach, ta wyobraźnia!

W klapkach? Na ośmiotysięcznik 🤣
Fajni jeźdźcy.
Odpowiedz
*Canulas 22 d.
alka666 złoty styl mówi jasno i klarownie. Zdobędziesz górę na golasa będąc oraz na bezdechu
Odpowiedz
~alka666 22 d.
Canulas
Nie znam
Jak się "idąc tyłem" ma do tego?
Odpowiedz
*Canulas 22 d.
alka666 musi być trudniej. Musi być wyzwanie.
A mówiąc poważniej: Wpinacze umyślili sobie "czyste style wejścia" (właśnie bez rozbijania obozów oraz podawania tlenu) dlatego, że lokalni Szerpowie często wchodzą na miękko. Chujowo szczycić się zdobyczą góry, której wierzchołek był oblegany wielokrotnie przez – w ich mniemaniu – lokalnych pastuchów.

Na bosaka, tyłem, w klapkach – to jeno zestaw niewyszukanych jakościowo żartów. Jednak jeśli przy okazji wywołują zdrowy odruch dysonansu ludonarracyjnego, to i lepiej
Odpowiedz
~alka666 22 d.
Canulas rozbawiło mnie
Niestety, nie mam żadnego doświadczenia (nawet teoretycznego) o wspinaczkach wysokogórskich. Kiedyś coś tam czytałam, ale już nie pamiętam.

Koleżanki mąż (zdobył jakieś tam ośmiotysięczniki) brał udział w ekspedycji na Spitsbergen. Szło ich chyba pięciu. Pożyczyli sprzęt i poszli. Po drodze spotkała ich burza śnieżna. Rozbili obóz. Potem szli dalej i chyba się zgubili. Dwóch się odłączyło i gdzieś po drodze zginęli. Trzech zawróciło i wezwało pomoc. Stracili cały pożyczony sprzęt. Takie opowieści skutecznie zniechęcają mnie do tego typu wypraw. To nie dla mnie.
Odpowiedz
*Canulas 22 d.
alka666 ja mam dwa podstawowe kursy wspinaczki. Wędka i skałkowy, choć za tym drugim nie poszła praktyka, więc to nawet gorzej, że go mam, bo stwarza pozory, że coś umiem/pamiętam, a prawda taka, że prawie nic

Robiłem też jaskiniowy, ale pracowałem wtedy na nocy, byłem notorycznie przemęczony, zasnąłem na kursie, chrapiąc i przyniosłem wstyd

Także ooo
Odpowiedz
~alka666 22 d.
Canulas ooo! Jaskiniowiec! Lubię jaskinie. Niestety, nie mam żadnego doświadczenia poza wycieczkowymi - Jaskinią Mroźną i w Tapolcy na Węgrzech. Ale bardzo lubię geologię, chciałam ten kierunek na studiach, ale oćec wybrał mi księgowość i nie miałam nic do powiedzenia (ryby i dzieci nie mają głosu). Nie zgłębiałam wiedzy ze speleologii, ale chyba ma nieco wspólnego z geologią? Namiętnie czytałam o wulkanach. Marzyło mi się kiedyś wejść do niektórych nieczynnych.
Odpowiedz
~alka666 22 d.
Canulas a wędkę używałam tylko na ryby. Spinning, grunt, spławik i wiesz... Takie tam teleskopy z bambusa, a potem włókna węglowego
Odpowiedz
*Canulas 22 d.
alka666 łowiłem raz w życiu. To głupie, ale może z butlą wódy byłoby niegłupie. Jaskiniowiec - niedoszły, bo chrapał. Pstryk. Iskierka zgasła.
Odpowiedz
*Canulas 22 d.
alka666 łowiłem raz w życiu. To głupie, ale może z butlą wódy byłoby niegłupie. Jaskiniowiec - niedoszły, bo chrapał. Pstryk. Iskierka zgasła.
Odpowiedz
~alka666 22 d.
Canulas niektórzy łowią z wódą nad wodą. Mnie ryby płoszą. A jak ryby nie biorą, to wędkarza diabli biorą. A jak jeszcze robak pójdzie się jebać, to już w ogóle koniec sportu.

Ale zboczyliśmy nieludzko z tematu.
Zatem Jeźdźcy Apokalipsy wybrani.
Cieszy, że Jeździec Śmierci stał po stronie honoru Polek. Nie da się wszystkich wybronić, ale zakładam, że większość jednak zasługuje. Nie dość, że pakistaniec, to jeszcze przemądrzały korpoludek... Bez urazy. Też byłam korpoludkiem
Odpowiedz
*Canulas 22 d.
alka666 no tak, tak, stał. Nie chciałem ugrzeczniać i brać jeńców, ale mogłem wypłaszczyć krzywą oburzenia, jakąś tam zacnością bohatera
Odpowiedz
~alka666 22 d.
Canulas bohatyr! Jeńców nie bierzemy. Jestem po maratonie "Obcego" Oko, więc jeńców - nie.
Odpowiedz
*Canulas 22 d.
alka666 nooo, taaa. Wczoraj, trafiłem na Twój alarmo-koment i myślałem, że w telewizji leciało Sci-fi i zasnęłaś czy cuś.
Odpowiedz
~alka666 22 d.
Canulas wiesz, nie pamiętam co było wczoraj

Ale w ten weekend mało spałam, bo na Netflix oglądałam 8 odcinków "Ratched" na motywach jednej z postaci w powieści "Lot nad kukułczym gniazdem".
Odpowiedz
*Canulas 22 d.
alka666 coraz więcej o tym serialu słyszę. Być może rzucę okiem
Odpowiedz
~alka666 22 d.
Canulas nie żałuję.
Odpowiedz
~oko 22 d.
— Jak zeszłeś? — Wskazał skostniałą dłonią na Denisa. — Kontynuuj, proszę? - rozumiem, że to niechlujne zejście, to zamierzone?
— Znam zasady. Wiem, że najpierw plebs, na końcu zaś jaśnie państwo. Ktoś wykonuje rozkazy, ktoś wydaje. To jak Aniołki Charliego, nie? - robi grę! Ruski dobrze knuł. ale chyba ciut przychudy w uszach - dziadkowi nie dał rady? z termosem w ręku?
Odpowiedz
*Canulas 22 d.
oko tak, "zeszłeś" celowe, podobnie jak "zabijta" u ruska. W dialogu potoczność i przeinaczenia, czym innym niż narracyjne.
Ano nie dał rady. W założeniu nikt by nie dał.
Odpowiedz
*Ritha 21 d.
z dużym wykopem
"Podziobany na twarzy, cholernie impulsywny, bardziej niż jednego z najlepszych alpinistów świata, przypominał rosyjską wersję Klarka Kenta, która pomieszała kryptonit z pigułami. Miał pięć funkcji. Wstawał. Siadał. Rzucał kurwami. Pił. No i świeczuszka zagrzebana w torcie, ciągle opowiadał, co to nie on" - hahahaha, o lol, chyba sobie zrobię pajdę z Canulardzimi opami dziś, a-kurwa-co

"— Wiecie, że sto sześćdziesiątym kolorem jest zieleń Veronese'a, zwana również głęboką zielenią? — wtrącił od czapy gostek tak bezbarwnym głosem, że nie porwałby ludzi nawet z karabinem w samolocie. Dosłownie wystarczyło sekundę na niego nie patrzeć, a momentalnie zapominało się, że taki ktoś w ogóle istnieje. Szczuplutki Spiderman, który zamiast przez radioaktywnego pająka został ukąszony przez radioaktywną przeciętność" - i to cudne

"No ale... kto grymasi, nie kutasi, nie?" - no cóż może i tak!
" — Wiecie, że dodając małe "ba" albo małe "hi" do danego słowa, od razu się robi weselej?"
" — Jezu. Masz raka stylu. Gdyby mój martwy brat tak wyglądał, przestałabym być smutna" - Jezu

"W chwili zejścia pełne lat dwadzieścia. Szachowy mistrz wielokrotny. Inteligencja prawie sto trzydzieści. Przechodziłem pomiędzy balkonami na dwunastym piętrze i się omskło. Taka hihistoria" - łoj, znaczy, ze oni... aaaa-cha, ok, zara wracam

Odpowiedz
*Canulas 21 d.
Ritha ale to wszystko prawda. Jurii naprawdę spadł z 12. Otylia rata - naprawdę... bum. Anita na zawał - naprawdę. Nic nie zmyślam. Nooo, Urubko żyje jeszcze
Odpowiedz
*Ritha 21 d.
Łooo, tym ciekawiej
Odpowiedz
*Ritha 21 d.
"— Jak zeszłeś? — Wskazał skostniałą dłonią na Denisa. — Kontynuuj, proszę?
— Ale jak zlazłem, skąd? Z Annapurny?
Starcze ręce wzniosły się nad głowę, wykonując złowieszczy gest półkola.
— Z tego świata, debilu"

"— Aaaa — rozpromienił się pytany po nieprzyzwoicie długiej chwili zawieszenia. — Nanga Pharbat, trzecia próba. Klapki i krótkie spodenki. Bez termosu i ze sobą tylko sześć kanapek" - pięknie, w Twoim stylu Canulardo, chcesz zejść jak gupek? przeymyśl :PPPPPPP

" — Ale nie kroiłam — doprecyzowała. — Nigdy nic nie kroiłam" : )))

"Biały, heteroseksualny facet, do tego ex-piłkarz, w dzisiejszym świecie nie może liczyć na wsparcie" - hahaha, fakt

"Dodał, że Polka nabije się nawet na psa, jeśli ten będzie robił woof, zamiast hau-hau"

" Następnie samą siłą wzmożonego gestu wytworzył świetlisty portal, w który nakazał nam wejść" - hahahha, streściłes w jednym zdaniu jak w mojej głowie maluje się gatunek zwany fantasy

Bardzo fajne, na luzie, bez spiny, bez zadęcia, pośmiałam. Dziękować
Odpowiedz
*Canulas 21 d.
Ritha na luzie, nie na luzie, ale jednoszczaooowiec. Więc jest i git i bajox. Zrobione, choć kapiszke można odnieść wrażenie, że na odpierdziel
Odpowiedz
*Ritha 21 d.
No i gitara! Brawo
Odpowiedz
*Canulas 21 d.
Ritha ano
Odpowiedz
~alfonsyna 21 d.
Jakież Ty masz pomysły! W życiu bym się takich jeźdźców nie spodziewała, i to jeszcze na faktycznych, rzeczywistych podwalinach. Fajnie, tak lżej niż zwykle, osobliwie dość, ma swój urok bez wątpienia.
Odpowiedz
*Canulas 21 d.
alfonsyna no taki koncept. Trochę beszczelny, ale...
Odpowiedz
~alfonsyna 21 d.
Canulas oj tam
Odpowiedz
~Lucy 21 d.
z dużym wykopem
Super! Uśmiałam się!
Bardzo fajnie się czyta, takie teksty są dla mnie inspiracją!
Odpowiedz
*Canulas 21 d.
Lucy kłaniam się
Odpowiedz
~Aja 20 d.
Ciekawy rozwój sytuacji i wpleciony temat z antologii. Do tego rzeczywiste postaci i nierzeczywisty obrazek. Fajne, lekkie, zabawne, zaskakujące.
Odpowiedz
*Canulas 20 d.
Aja przyznam się bez bicia, choć naprawdę nie powinienem, że głównym kryterium przy tworzebiu było... niech to się skończy w 1 części. Ooo, takie czary🙃
Odpowiedz
~Konstancja 19 d.
Hahahaha dobre rozbrojenie jeźdźców, w zupełnie innym klimacie, zresztą już sam tytuł wskazuje. Lubię Twoje poczucie humoru, porównania boskie jak zawsze. Jest fajnie, niestandardowo ))))
Odpowiedz
*Canulas 19 d.
Konstancja porównania, porównania🙃🙃 - dziękuję za wizytex
Odpowiedz
~Konstancja 19 d.
Canulas raczej plastyczne opisy, komentarze do postaci nasiąknięte Twoim specjal humorem.o.
Odpowiedz
~Adelajda 18 d.
z dużym wykopem
Jeśli chodzi o Urubko to bardziej obstawiałabym zimowe wejście na K2 A tekst jeny, cały zacny, lekki, zabawny. Miód.
Odpowiedz
*Canulas 14 d.
Adelajda Bardzo dziękuję.
Odpowiedz
*Manta 15 d.
Ale zwrot akcji! Jak przyszło do hihistorii Anity, zorientowałam się co tu jest grane
Fajne nawiązania do rzeczywistych osób i zdarzeń Podobało mi się.
Odpowiedz
*Canulas 14 d.
Manta Dziękuję
Odpowiedz
^Halmar 14 d.
No eeej... Nie dość,że zdolny, przystojny i z poczuciem humoru, to jeszcze himalaista? Ach, ta dzisiejsza młodzież! 😂😲🧐
Kawał świetnej roboty, akcja, dialogi, wiadomo. Ale bohaterowie - no kurczę, pojechałeś
Odpowiedz
*Canulas 14 d.
Halmar postaci dość, ekhm, znane. Dziękować

Odpowiedz
!Szudracz 10 d.
Czarna komedia.
Zachwalać nie będę, bo jeszcze się zepsujesz. 😉


Odpowiedz
*Canulas 10 d.
Szudracz przeterminuję się jak robal w starym jabłku
Odpowiedz
~pkropka 9 d.
Lubię Anitę. To jest metoda na jeden kawałek
Mocno twoje to opowiadanie. Esencja z wesołego Cana.

Nie parsknelam śmiechem, ale też nie umarłam z nudów. Fabuła ok+, styl mega wykop.
Odpowiedz
*Canulas 9 d.
dziękuję, panno pkropku 😉

Odpowiedz
~hens 9 d.
"przecholernie zimne ściany,"
"po raz kolejny uraczył nas Denis, jakbyśmy nie pamiętali przechwałek sprzed chwileczki" - FAJNE! Tylko nie pisałbym "chwileczki", to wypowiedź narratora, chyba zdrobnienie tutaj nie pasuje.
" — Pięć hihistorii — przeinaczył okularnik w swetrze, nie wiedząc, że mimo swej ponadprzeciętności w byciu doskonale przeciętnym właśnie się pakuje pod zdradliwe koła rozpoczęcia." - z tym kołem rozpoczęcia być może trochę przekombinowane. Osobiście czuję, ze wiem o co chodzi, ale z doświadczenia wiem, że redaktor kręciłby nosem.
Masz kilka takich dość "swobodnych" momentów w tekście (mówię o warstwie narracyjnej, bo jak dla mnie postacie mogą mówić co i jak chcą).

w sumie to sporo jest fajnych kawałków, wiec nie będę wypisywał wszystkich.

Czuć klimaty górskie. Podoba mi się lekkośc dialogów, są zabawne, a także narracja śmieszy.

Do tego wplotłeś temat jeźdźców

Reasumując: dobrze mi się czytało, śmiałem się z kilku fragmentów.






Odpowiedz
*Canulas 9 d.
hens tak, tak jest. Narracyjnie czasem się zbytnio przybliżam. Noo, tak już jest. Wiem, że redaktorzy w tej materii kwękają. Dziękuję za wizytex
Odpowiedz
~hens 8 d.
Canulas Widzę, ze publikowałeś w Białym Kruku.
Tam nieźle mnie przeczołgali
Odpowiedz
*Canulas 8 d.
hens taaa, jakoś mnie nie. W sensie, że ja jestem zgodny, co do sugestii. Nie było problemu.
Odpowiedz
~jagodolas 9 d.
z dużym wykopem
Bardzo fajne, choć łapałem się na momentach, gdzie za bardzo nie kumałem kto do kogo mówi, ale to wina mojej słabej koncentracji. Wielki plusik za humor też
Odpowiedz
*Canulas 9 d.
jagodolas albo Twoja, albo nie
Odpowiedz
~CptUgluk 9 d.
Fajny pomysł z wykorzystaniem rzeczywistych postaci. Tekst na wysokim poziomie, jak to u Ciebie, o czym się już zdążyłem przekonać Jednak wybacz, ale nie siadł mi jakoś. Nie jestem w stanie powiedzieć czemu - humor jest, luz jest, oryginalny koncept, technicznie luks, mimo to nie "trzepło" mnie. Może zbyt, hm... zamknięta forma? Choć powtarzam raz jeszcze, że czytało się dobrze i ogólnie wszystko pomysłowo skonstruowane
Odpowiedz
*Canulas 9 d.
CptUgluk czasem nie zażre, pomimo wszystkich czynników. Dziękuję pięknie
Odpowiedz
~Anette 8 d.
No,nawet fajne
Odpowiedz
*Canulas 8 d.
Anette fajno
Odpowiedz

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin