Rap. Przestępcy idolami młodzieży? Symetria

Pitbull. Niebezpieczne Kobiety

 BELA

 - Zdarzyć się może i wcale bym się nie zdziwiła, jakby ktoś z państwa już w szkole zauważył czy nawet u siebie w rodzinie, czego nikomu nie życzę, że ktoś taką lufkę posiada - aspirant sztabowa Bela Konarska podniosła skręt do góry, aby wszyscy nauczyciele obecni na zebraniu mogli się przyjrzeć. - Jeżeli jest jakiś chętny eskperymentator, ja udostępnię. Chodzi mi o to, żebyście poczuli ,państwo, zapach tego.

 Nauczyciel angielskiego uśmiechnął się.

 

 - Aaaa, widzę, że pan już zainteresowany. Chodzi o to, żeby trochę dymu narobić. January, trzymaj.

 Partner Konarskiej, starszy posterunkowy January Bojke zapalił skręta i zaciągnął się, po czym wywrócił oczami do góry, jednak nawet nie kaszlnął.

 

 - Widzicie, państwo, jeden haust takiego dymu może spowodować już odurzenie, zwłaszcza u młodego organizmu. Czujecie, państwo, już taki charakterystyczny, mdły zapach?

 Godzinę później policjanci byli już w drodze powrotnej.

 

 - I jak się czujesz po tej trawce? - spytała Bela, zerkając z siedzenia kierowcy.

 - Chyba będę rzygał... kurwa...

 Wtem na ich krótkofalówki przyszedł komunikat.

 

 - 00 do 09, słyszycie mnie?

 - 09, odbiór.

 - Jakiś pojeb wymachuje mieczem samurajskim przed parafią Jana Apostoła na Ursusie. Proboszcz omal się w sukienkę nie posrał, jak dzwonił, więc chyba sytuacja jest poważna. Bez odbioru.

 

 Kilkanaście minut później radiowóz zajechał już pod świątynię. Na chodniku obok starszy mężczyzna w kraciastej koszuli wymachiwał kataną. Obok stało paru księży, starających się go uspokoić oraz tłum gapiów.

 - Aspirant sztabowa Izabela Konarska, co tu się...

 - Zdechnijcie, pisowskie kurwy! - wrzeszczał. - Jebać kurwę karakana Kaczyńskiego!

 - Proszę w tej chwili odłożyć ten miecz - zawołał January.

 - W chuju was mam kurwa! Jebać Rydzyka! - mężczyzna zamachnął się mieczem w kierunku księży, jednak w ostatniej chwili Bela rzuciła się na niego i powaliła na ziemię.

 - Ja pierdolę!!!

 - Uspokój się, gnoju! - rozkazała Bela. - January, zawijamy go.

 - Betlejem czy do czubków?

 - Nie wiem, ale wydaje mi się, że to wariat.

 - Ta szmata złamała mi nogę! Kuuuurwa mać! - wrzeszczał mężczyzna.

 

 Bela spojrzała i okazało się to prawdą. Prawa noga zatrzymanego była cała zakrwawiona i mocno spuchnięta. Na szczęście szybko zjawiły się służby ratownicze.

 

 Po powrocie na posterunek Bela została wezwana do gabinetu komendanta. Mocno zestresowana przewidywała, o co może chodzić szefowi.

 

 - Kawy, herbaty? - spytał komendant po ujrzeniu podwładnej w progu.

 - Herbaty poproszę.

 - To był żart. Siadaj, Konarska, musimy pomówić.

 - Ale o czym?

 - O tym szaleńcu, którego dzisiaj zatrzymaliście pod kościołem.

 - Co z nim? - spytała Bela, siadając przy stoliku.

 - Złamałaś mu nogę, gdy nie sprawiał już zagrożenia. Bela, kurwa mać, to jest poważne naruszenie...

 - Nie zrobiłam przecież tego specjalnie.

 - Tak. Oppenheimer też nie wynalazł bomby atomowej specjalnie. Lenin nie dokonał rewolucji w Rosji specjalnie. Hitler nie gazował ludzi w Auschwitz specjalnie. Przykłady można mnożyć i mnożyć. A na to są paragrafy.

 - Czyli... postawicie mnie przed sądem?

 - Nie, ale muszę cię niestety usunąć z firmy. Dawaj blachę i gnata. Aha, i jak będziesz wychodzić, zawołaj z łaski swojej Bojkego. Muszę z nim na cito porozmawiać o jaraniu koksu w szkole w Łomiankach.

 

 - To był mój pomysł, biorę to na siebie.

 - Więc tym bardziej musisz odejść.

 Tymczasem w innej dzielnicy nauczyciel języka polskiego, profesor Zbigniew Małek, wszedł do rozwrzeszczanej klasy.

 

 - Zamknąć mordy!!! - krzyknął i wszyscy umilkli. - Mam wasze sprawdziany. Za dobrze to one, debile, nie poszły. A teraz zapisujemy temat: feudalizm w średniowieczu. Jurku, przeczytaj nam z podręcznika, czym były kutasy.

 

 Kilka osób parsknęło śmiechem.

 - Nie śmiać się, bo będzie kolejna pała.

 Wtem do klasy wbiegł zamaskowany terrorysta z kałasznikowem.

 - Pod ścianę wszyscy! Już, kurwa! - wrzasnął. Przerażeni uczniowie pisnęli.

 - Wybrałeś złą klasę, pendejo! - powiedział Małek, po czym podbiegł do terrorysty i wgryzł mu się w szyję. Zamachowiec zmarł przez wykrwawienie. Wtem Małek usłyszał strzał.

 - Co jest kurwa? Kałach wypalił? - spytał.

 - To chyba ze strony hotelu Bristol, profesorze - powiedział jeden z uczniów.

 

 

 Bela weszła do gabinetu pułkownika Adama Zycha, mieszczącego się w delegaturze ABW. Mężczyzna uśmiechnął się i wskazał jej fotel.

 - Dotąd nie mogę uwierzyć, że sam Adam Zych zaprasza mnie do siebie, zwykłą eks - policjantkę. I jeszcze robi mi kanapki.

 - Czekaj... jakie kanapki? - spytał pułkownik Zych.

 - No, czuję szynkę...

 - To nie żadne kanapki, tylko mój pierd. Siadaj. - Zych wyjął z szuflady opakowanie wafli. - Kanapek nie ma, bo już je strawiłem i wydaliłem, ale może chcesz wafla?

 - Poproszę - Bela sięgnęła po jednego i zaczęła delikatnie obgryzać.

 - Kurwa, kobieto, jesteś teraz w ABW, a żresz jak ciota jakaś! Żryj jak mężczyzna!

 - To znaczy jak?

 - Tak jak ja - Zych zaczął wręcz połykać wafla w całości, omal się nie dławiąc. - Ale przechodząc do meritum... wiesz, dlaczego cię zrekrutowałem?

 - Bo mam doświadczenie, a pan poszukuje nowego członka do specgrupy?

 - Otóż to! Abwera od kilku lat tropi pewnych handlarzy narkotykami - Zych pokazał na laptopie kartoteki paru osób. - Na ich czele stoi Paweł Pokojski, pseudonim Padrino. Urodził się w 1953 roku w Krakowie jako Franciszek Maurer. W 1978 skończył prawo z wyróżnieniem na UJ, po czym wstąpił do bezpieki. Przez pewien czas żonaty z córką wiceministra spraw wewnętrznych, generała Kurzepy, 31 nagan i 18 pochwał, dotarł do stopnia porucznika. Po przemianach ustrojowych wraz ze swoimi kumplami z SB został wcielony do policji kryminalnej. Jego nowego przełożonego, naczelnika terroru majora Bienia, niepokoiły kontakty Maurera z oficerem wywiadu wojskowego Radosławem Wolfem oraz palenie akt z czasów PRL. W 1990 komisja senatora Wencla z Chrześcijańskiej Unii Jedności wydaliła go z policji, a następnie poszedł siedzieć za odjebanie dwóch członków mafii utworzonej z byłych oficerów służb z różnych państw komunistycznych - KGB, Stasi, czy właśnie SB. Za dobre sprawowanie siedział tylko 4 lata. Po wyjściu na wolność zabił kolejne pięć osób, w tym rosyjskiego konsula Władimira Sawczuka i pułkownika GRU Aleksandra Jakuszyna, a także paru przydupasów, wszyscy zamieszani w przerzucanie broni na Bałkany. Po wszystkim Maurer wyemigrował, prawdopodobnie gdzieś na Ocean Spokojny. Wrócił do Polski w 2000, zmienił nazwisko na Tomasz Barbasiewicz, miał nową żonę, syna, pracę, krótko mówiąc zaczął nowe życie. Problemy zaczęły się 12 lat później, gdy w pociągu pod Otwockiem jego syn został sparaliżowany w wyniku bójki z kibolami Lecha Poznań. Aby mieć pieniądze na leczenie syna, dzięki paru kontaktom i paru morderstwom przejął władzę nad Grupą Mokotowską. Po aresztowaniu przez komisarza Dariusza Wolkowskiego ps. Majami ze stołecznej, oraz ucieczce, sfingował swoją śmierć. Majami parę lat temu był gościem u Marcina Roli, gdzie twierdził, że oddał dwa strzały w brzuch Barbasiewicza. Jednak w rzeczywistości chujek prawdopodobnie podmienił mu gnata na zabawkę ze ślepakami, a sam użył kapsułek ze sztuczną krwią. Następnie przeniósł się do Gdańska, gdzie zmienił nazwisko na obecne i zaczął tworzyć podwaliny pod gang narkotykowy. Obecnie ma monopol na szlak przerzutu heroiny z Gdańska do Kopenhagi. Teraz zapoznajmy się z jego oddanymi porucznikami. Artur Ostrowski ps. Cieniu.

 

 - Znacznie młodszy - skomentowała Bela.

 - Ta, urodzony w 1987 w Dąbrowie Górniczej. Po skończeniu technikum zaciągnął się do wojska, walczył z talibami w Afganistanie i doszedł do starszego sierżanta. Po paru latach przeszedł do cywila i zaczął szukać drobnych robótek. Wtedy właśnie zrekrutował go Padrino. W kilka lat Cieniu stał się jedną z czołowych postaci tegoż gangu. Dalej. Michał Marecki ps. Żywy, urodzony w 1988 w Szczecinie. W 2013 został magistrem fizyki i zaczął nauczanie w jednym z miejscowych liceów. I wszystko byłoby pięknie i ładnie, do czasu. Pewnego razu miał pokazać uczniakom klatkę Faradaya. Jedna z uczennic musiała wyjść do toalety, Marecki poszedł za nią. Nie musze chyba mówić, co było dalej? Nie poszedł siedzieć tylko dlatego, bo spierdolił oknem, wziął taksówkę i uciekł do Warszawki. Zapewne gdyby go złapali, zostałby frajerem i do żadnej mafii by go nie wzięto.

 - To... to straszne... - szepnęła Bela, patrząc Zychowi w oczy.

 - Standard w tej branży, trzeba było się zatrudnić w przetwórni mleka. Trzeci z tego grona to Szymon Kowalski ps. Milimetr, urodzony w 1973 w Mińsku Mazowieckim. Stary znajomy Padrina, był jego podwładnym jeszcze za czasów mokotowskich, miał wtedy ksywę Strachu. W pierdlu poznał Remigiusza Puchalskiego ps. Cukier, który wkręcił go do mafii paliwowej.

 - Milimetr to trochę dziwna ksywa dla gangstera.

 - A cóż się dziwić? Od sterydów, które wpierdala od trzynastego roku życia skurczył mu się nie tylko mózg, ale prawdopodobnie jeszcze kutas.

 Wtem do Zycha zadzwonił telefon.

 - Tak? Co? Kiedy? Dobra. Czekaj, co? Tak. Mhm. Tak. Dobra, na razie - odkładając telefon, na twarzy pułkownika pojawił się uśmiech - Wydział zabójstw znalazł właśnie w Bristolu zwłoki Mateusza Winiarka ps. Big Siusiak, jednego z żołnierzy mafii Padrina. A w mojej głowie powstał właśnie pewien plan.

 - Może pan coś zdradzić?

 - Zorganizujemy pogrzeb, jakiego Padrino i jego ludzie nie zapomną do końca swoich parszywych dni.

 

 Pięć dni później na cmentarzu w Markach odbył się pogrzeb Winiarka.

 - Mateusz był złoczyńcą, lecz pamiętajcie, że nasz Pan został ukrzyżowany pomiędzy dwoma złoczyńcami. Módlmy się, by jego dusza osiągnęła wieczne życie u boku Chrystusa - mówił ksiądz.

 

 Padrino, Żywy, Cieniu i Milimetr podeszli do grobu i złożyli kwiaty.

 - Trzymaj się tam - mruknął Żywy, kładąc białe chryzantemy.

 

 Wtem podszedł do nich ksiądz, uśmiechnął się i wyjął spod sutanny policyjną legitymację. Kilka sekund później do gangsterów podbiegli antyterroryści.

 

 - Na glebę!

 Padrino również się uśmiechnął i zabił fałszywego księdza strzałem w głowę, a Cieniu rzucił granat dymny, który zdezorientował policjantów. Uciekli w kierunku samochodów, jednak Cieniu potknął się. Bela zauważyła to z samochodu i wybiegła mu na przeciw.

 - Na kolana! I ręce na kark! - mówiła, celując w niego z beretty. Chwilę później przybiegli antyterroryści i zapakowali Cienia do suki.

 

 Kilka godzin później Bela szła w kierunku celi Cienia, po drodze minęła się z jego żoną. gdy weszła do środka, Artur grał wraz z kumplami spod celi w karty.

 - Ostrowski, chodź na chwilę.

 Cieniu wyszedł z celi, Bela skuła mu ręce kajdankami i zaprowadziła do małego, pustego pokoju.

 - Czego chcesz? - mruknął, gdy go rozkuwała.

 - Pamiętasz mnie?

 - Tak. Z cmentarza.

 - Jestem z ABW, rozbijam waszą grupę. Ale... ja naprawdę się w tobie zakochałam.

 Bela uklękła przed cieniem siedzącym na krześle.

 - Robiła ci to już któraś?

 - Głównie dziwki.

 - To teraz będziesz miał okazję, bym ci to zrobiła z miłością.

 Bela rozpięła rozporek Cieniowi i wzięła jego przyrodzenie do ręki.

 - Nigdy nie widziałam tak ogromnego - oblizała się i wzięła jego penisa do buzi. Cieniu chwycił Belę za włosy, poruszając jej głową w górę i w dół.

 - Ah! Jaki twardy! Mmmm! - jęczała Bela.

 Cieniu zauważył, że Bela ma kisiel w majtkach. Zaczął powoli rozpinać jej spodnie, po czym włożył członka do pochwy.

 

 - Kocham cię - powiedział, całując ją.

 Godzinę później byli w kawiarni na Nowym Świecie.

 - Jeszcze w celi rozmawiałem z żoną - zaczął. - Zdradziła mi kilka ważnych informacji.

 - Jakich?

 

 - Od lat próbowaliśmy sobie odpowiedzieć na pytanie, kim jest Ciągły, lider konkurencyjnego gangu, dawny wspólnik Kmieciaka. Nie udało nam się ustalić jego tożsamości, toteż wywnioskowaliśmy, że musi to być ktoś ze służb. I dzisiaj już wiemy, jak brzmi prawdziwe nazwisko Ciągłego, dzięki jego podwładnej, która się rozpierdoliła.

 - Jak się nazywa?

 - Adam Zych.

 Bela poczuła dreszcz.

 - Znasz go?

 - Ja... nie... tak tylko... musze do toalety...

 

 Bela pobiegła do damskiego WC, zamknęła się w kabinie i zaczęła się zastanawiać, co dalej. Po chwili drzwi do kabiny się otworzyły i Konarska ujrzała Cienia. Gangster pokazał jej wyświetlacz telefonu, na którym był widoczny kontakt ADAM ZYCH.

 

 - Okłamałaś mnie, Bela. Wybacz, ale musze cię zabić - Cieniu wyjął pistolet, lecz Bela przytrzymała jego rękę, podniosła klapę od muszli i wepchnęła głowę Ostrowskiego do środka. Gangster wyrywał się, rozchlapując wodę na wszystkie strony, lecz Bela z całej siły trzymała jego głowę. Po kilkudziesięciu sekundach Cieniu przestał się ruszać.

 

 - Więc pułkownik Zych tę działalność prowadził już od co najmniej kilkunastu lat? - powiedział szef Departamentu Bezpieczeństwa Wewnętrznego i Audytu, generał dywizji Mieczysław Himko.

 - Zgadza się, współpracował z Dariuszem Kalickim ps. Kmieciak - odpowiedziała Bela.

 - Kmieciak, o ile się nie mylę, był informatorem Komendy Stołecznej Policji? - wtrącił zastępca szefa.

 - Zgadza się, aż do swojej śmierci w 2008 z rąk Rosjan.

 - No dobrze - generał Himko założył okulary. - Skontaktuję z górą, następnie z Biurem Kadr. Póki co pułkownika Zycha na stanowisku szefa Wydziału Zagrożenia Kryminalnego zastąpi major Kurkiewicz.

 Już następnego dnia major Przemysław Kurkiewicz wezwał Belę do swojego gabinetu.

 - Mam dla pani propozycję. Chodzi o przejęcie dowództwa nad jedną z sekcji.

 - Jedną z sekcji? Ja? - uśmiechnęła się Bela. - Ale przecież ja dopiero zaczynam!

 - Zdemaskowała pani poprzednie kierownictwo wydziału, to wystarczy - odparł mężczyzna opierający się o ścianę i palący marlboro.

 - Pokażę pani gabinet.

 Wyszli w trójkę na kilka pięter wyżej, po czym Kurkiewicz otworzył drzwi do gabinetu.

 - Ładnie tu - powiedziała Bela.

 Wtem mężczyzna, który przyszedł z Kurkiewiczem przyłożył pistolet i zabił Belę strzałem w głowę.

 

 SPUCHNIĘTA ANKA

 

 15 - letni Filip Ostrowski grał wraz z przyjaciółką swojego ojca, Darią Wawrzyniak w Minecrafta na XboX.

 

 - Kurwa, ile tych creeperów! Znowu zdycham i tracę ity, ja nie mogę! A miałem stack diaxów i redstona - zdenerwowany Filip wyłączył grę.

 Daria zerknęła na chłopaka i zauważyła sporych rozmiarów wybrzuszenie w kroczu.

 - Podobam ci się? - spytała.

 - Co?

 Wskazała palcem na jego spodnie.

 - Nie martw się, to żaden wstyd. Też wolę młodszych facetów.

 Daria chwyciła ręką za jego siusiaka przez spodnie i zaczęła go masturbować. Wtem poczuła kleistą maź, co oznaczało wytrysk.

 - Dobra, ulżyłam ci. Teraz wybacz, muszę z kimś porozmawiać - powiedziała, po czym zaczęła szukać w liście kontaktów Kosy.

 

 Kosa był najbardziej zaufanym wspólnikiem Darii. Miał 45 lat i wytatuowaną lewą część twarzy oraz szyję, a także napis GIT na czole. W chwili, gdy zadzwoniła do niego Daria, przebywał właśnie na szkolnym orliku, czekając na syna. Wtem zauważył pijanego menela wiszącego na ogrodzeniu. Kosa podszedł do niego i zauważył przez dziurę w jego dresach, że jest ubrudzony kałem.

 

 - E, panie majster! Obsrałeś się kurwa! - zawołał Kosa ze śmiechem.

 - Co... kurwa... chuju zajebany... - bełkotał bezdomny.

 - No mówię, żeś się w majty obsrał!

 - Kurwa nie obsrałem się w majtki...

 - Długo tak tu wisisz?

 - Spierdalaj frajerze!

 - Frajerze? Pojebało cię? Pod celą grypsowałem, a ty pewnie mydełko podnosiłeś, cwelu! Czekaj no!

 Kosa chwycił leżący obok patyk, podszedł do menela i dotknął jego genitaliów przez brudne majtki.

 - Spierdalaj pedale! Wsadź se to w dupę chuju zajebany!

 Kosa zaśmiał się i w tym momencie przyszło połączenie od Darii.

 - Halo?

 - Kosa, rano dzwoniłeś.

 - Stary chuj czegoś chciał od ciebie rano.

 - Dobra, trzym się.

 - Trzym się.

 

 Daria zaczęła szukać teraz numeru swojego szefa.

 

 - Halo, pułkowniku?

 - Nie teraz, Daria. Mam gościa, niejaką Konarską. Zadzwoń później, dobra?

 

 Drzwi do salonu gwałtownie się otworzyły i weszła Ania, matka Filipa.

 

 - Daria... co ty odpierdalasz? - pisnęła.

 - Ale o co ci chodzi?

 - Chodź, synku, chodź - Ania przytuliła chłopaka. - Widziałam wszystko przez dziurkę od klucza.

 - Filipowi stanął na mój widok, więc chciałam mu sprawić przyjemność, tylko tyle.

 - Debilko, masz ty w ogóle rozum? Poza tym... tydzień temu działacze Marszu Równości rozdawali darmowe pudełka z viagrą i jedno z nich otrzymał Artur. Filip zażył je dzisiaj rano, bo myślał, że to tabletki na ból gardła.

 - Anka... ja nie wiedziałam...

 - Wypierdalaj z mojego domu. I nie chcę cię tu więcej widzieć. Wyyyyypieeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeerdaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaalaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaać!!!

 

 Darii nie pękły bębenki tylko dlatego, bo zakryła sobie uszy palcami.

 - Anka... przepraszam... - jęknęła. - Daj mi jeszcze jedną szansę.

 W tym momencie Daria straciła przytomność i upadła na podłogę.

 - No i zdechła, świetnie.

 - Musimy jej pomóc - Filip zaczął robić kobiecie masaż serca.

 - No to skoro już mamy jej pomóc, to nie tak - Anka przyniosła z łazienki strzykawkę z adrenaliną. - Uwaga, odsuń się

 Ostrowska wbiła Darii strzykawkę w sam środek czoła, przebijając czaszkę i dostając się do mózgu. Z dziury zaczęła wylewać się krew. Daria nie odzyskiwała przytomności.

 

 - Kurwa, dzwoń po pogotowie - wrzasnęła przerażona Anka.

 

 Ratownicy przyjechali około siedmiu minut później.

 

 - Co tu się stało? - spytał jeden z nich, patrząc zszokowany na Darię. - Jeśli to morderstwo, to na psy, a nie pogotowie! Idziemy, Janek!

 - Czekajcie! Ja to zrobiłam. Podałam jej adrenalinę, bo chyba dostała zawału.

 - Pojebało panią?! Czegoś tak skretyniałego nie widziałem od czasu śmierci Ryśka z Klanu. Podała jej pani adrenalinę, ale... a, szkoda gadać. Zabieramy ją.

 - Przeżyje?

 - Bo tym, co pani tu odkurwiła, szanse są niewielkie. Ale skoro już przy tym jesteśmy... wie pani Szumowski, gówno nam płaci. Nie bez powodu służba zdrowia tyle strajkuje. Ledwo nam starcza na małe przyjemności. Może nalałaby nam pani kielonka?

 

 Daria obudziła się. Była podłączona do kilkunastu rurek, leżała w szpitalu. Obok niej siedziała Anka.

 

 - Musieli ci zrobić operację na mózgu, a mi chcą postawić zarzut nieumyślnego uszkodzenia ciała - powiedziała Anka. - Przez respirator nie możesz mówić. Ale podam ci ołówek i kartkę. Napisz mi, kto cię, do kurwy, przysłał.

 

 Daria wzięła do ręki ołówek i napisała na kartce ADAM ZYCH. Ania spojrzała na kartkę.

 - Dobra. Teraz lecę do więzienia. Cieniu musi się o wszystkim dowiedzieć. A ty se tu leż spokojnie.

 

 

 SIEKIERA

 

 Milimetr był właśnie na koncercie Karramby.

 

 -Szkoła, potem rynek, a wieczorem czas dla ciebie. Tak ładnie pierdoliłaś, że jest ci jak w niebie. Moim kumplom ciekła ślina na widok twojej dupy, przyspieszał puls i sztywniały fiuty! Rozumem nie grzeszyłaś, za to nadrabiałaś ciałem. Jedno jest pewne, nigdy Cię nie kochałem! Na wierną sukę ostro Cię tresowałem, jak prywatną prostytutkę, tak cię traktowałem. Miałem rację, bo byłaś głupią dupą. Głupią, pierdoloną i niewyżytą suką! Pocałuj mnie w dupę i jak gówno poczuj się bo ze wszystkich ja dzisiaj pierdolę cię! Teraz odbijam się, mam zajebistą kobietę, reszta pierdoli mnie! - śpiewał raper.

 - Dupę... całuj... kurwa...pierdolę... - próbował wtórować mu Milimetr. Dwóch dresów stojących obok niego na płycie roześmiało się.

 - Dupska was swędzą? - spytał Kowalski.

 

 Kilka godzin później koncert się skończył i Milimetr wszedł do autobusu powrotnego. Wszystkie miejsca były zajęte, toteż wypchnął z jednego z nich staruszkę.

 

 - Spierdalaj, stara kurwo, bo stracisz resztę zębów! - krzyknął.

 

 Po kilku minutach jazdy Milimetr zauważył, że samochód dresiarzy z koncertu jedzie tuż obok. Gangster uśmiechnął się, rozbił pięścią okno i wyskoczył na zewnątrz. Jego ciało z gigantyczną mocą uderzyło centralnie w szybę samochodu. Będąc w środku Milimetr zorientował się, że dresiarze są martwi, po czym przejął kontrolę nad kierownicą i pojechał do domu.

 

 Wchodząc do mieszkania, Milimetr usłyszał stękanie z pokoju żony. Wściekły wbiegł do środka. Ujrzał Siekierę lejącą sobie środek odkażający na ranę.

 

 - Co tam, kochanie? - spytała. - Jak koncert?

 - Aaaa chuj tam. Myślałem, że...

 

 Wtem Milimetr usłyszał jakiś szmer z szafy,

 

 - Co to było, Justyna? - spytał Milimetr.

 - To...eeee...nic...

 - Jak nic?

 

 Milimetr podszedł do szafy i otworzył. W środku stał Żywy, bez ubrań, ze zesztywniałem penisem.

 - Co tu robi Michał?

 - A tak wpadłem po przyjacielsku...

 - Dlaczego twój kutas jest cały w gównie? Dałaś mu dupy... - Milimetr spojrzał wściekły na przyjaciela, po czym zabił go celnym uderzeniem w głowę, łamiącym czaszkę. Tymczasem Siekiera uciekła przez okno.

 

 - Dobrze... bardzo kurwa dobrze... dzwonię do Jarka...

 

 Milimetr późnym wieczorem zadzwonił do swojego znajomego, skorumpowanego policjanta, by namierzył numer Siekiery.

 - Niestety - powiedział Jarosław. - Siekiera opuściła już Unię Europejską.

 - Czyli może być wszędzie?

 - Niezupełnie. Skontaktowałem się z LOTem, więc wiem, gdzie dokładnie się udała.

 - No to gdzie?

 - Karaczi.

 - A gdzie to? Na Śląsku?

 - Nie, debilu, w Pakistanie.

 - Pakistan? Brzmi jak jakiś bar z kebabami w Pruszkowie.

 - Dobra, w każdym razie udzieliłem ci informacji i teraz jesteś winien mi przysługę.

 - Kurwa, jakieś zakłócenia chyba są. Oj, nie słyszę cię, Jarek. No to rozłączam się.

 

 Następnego dnia, tysiące kilometrów dalej.

 

 Milimetr dowiedział się, w którym hotelu jest Siekiera i niezwłocznie udał się na spotkanie w jej pokoju.

 

 - Witaj, kochanie - powiedział, otwierając drzwi i krzywo uśmiechając się na jej widok.

 - Cześć, Szymon, chciałabym ci kogoś przedstawić.

 - Kogo?

 - Moich mężów.

 

 Do pokoju weszło pięciu Arabów z młotkami.

 - Oto Aziz, Hassan, Mustafa, Muhammad i Faruk.

 

 Milimetr zdjął okulary i położył na stoliczku nocnym, po czym podszedł do mężów Siekiery.

 - Niech więc tak będzie. Będę ci się śnił do końca życia, suko. Aziz, napierdalaj!

 Arabowie zatłukli Milimetra, waląc młotkami w jego głowę, aż stała się krwawą miazgą.

 - Are you wanna something to drink, boys? - spytała Siekiera.

 

 DARIA

 

 Daria otworzyła oczy. Była w jakiejś starej willi w stylu francuskim. Przed nią stał łysiejący mężczyzna koło sześćdziesiątki w drogim fraku.

 

 - Mam nadzieję, że sen był dobry, modmoiselle.

 - Gdzie ja kurwa jestem?! I kim ty jesteś łysa pało?!

 - Proszę bez obelg! Nazywam się Jean - Pierre, jestem kamerdynerem monsieur Muncka.

 - Chcę do domu.

 

 - Syn monsieur Muncka, panicz Andre, bardzo chciał panią spotkać. Tylko bardzo proszę uważać. Panicz nie ma jeszcze doświadczenia w sprawach... jak by to powiedzieć... związanych z erotyzmem. Nigdy jeszcze nie odbył stosunku płciowego z kobietą, więc proszę o tolerancję.

 

 Rozległ się trzask drewna.

 

 - O! Właśnie schodzi do nas!

 - Cześć! - Andre podał rękę. - Jestem Andre Munck, a ty?

 - Daria Wawrzyniak.

 - Wybacz... trochę się denerwuję... nigdy nie byłem tak blisko z kobietą... a tym bardziej tak ładną... - Andre rozpiął Darii rozporek i włożył palce do pochwy, po czym błyskawicznie wyjął z powrotem. - Szczyny! Kurwa mać! JP, mydło i woda, szybko!

 - Słowo panicza jest dla mnie...

 - Szybciej, kurwa, stary capie!

 

 Kamerdyner pobiegł na górę i po chwili wrócił z butelką wody oraz mydłem w płynie. Andre umył ręce i zwrócił się do Darii.

 

 - Nie myłem zębów pięć dni. Enjoy the smród - chuchnął jej w twarz. - No, a teraz, moja droga, gwóźdź programu.

 

 Andre rozpiął rozporek i wyjął penisa.

 - A teraz weźmiesz moją kiełbaskę i moje kuleczki do swoich pięknych ust. Leeeci samolocik! Amciu amciu!

 

 W tym momencie Daria obudziła się, ciężko dysząc. Była w swoim łóżku. Jak się okazało, ze snu wyrwał ją od telefon od Zycha.

 

 - Dariuś, przyjedź jak najszybciej.

 

 Daria spotkała się z Zychem na Moście Poniatowskiego.

 

 - Narodowy - mruknął Zych patrząc w kierunku znajdującego się w oddali stadionu. - O tej porze jest jeszcze piękniejszy niż w dzień.

 - Po co mnie wezwałeś?

 - Zawinęliśmy twoją znajomą, Spuchniętą Ankę Ostrowską, za kradzież.

 - Co ukradła?

 - De iure wieżę do muzyki. De facto nic, bo sfabrykowaliśmy dowody. Tym samym prawie cała mafia siedzi w pudle, poza tym wytatuowanym cymbałem Kosą, ale to tylko pachołek. Cieniu utopiony w kiblu w jednej z knajp, Żywy zatłuczony w mieszkaniu Milimetra, Milimetr z rozjebanym łbem w Pakistanie, kurwa. W Pakistanie. No i Konarska, zastrzelona w delegaturze Abwery. Został tylko sam boss.

 - Padrino.

 - Zgadza się. Za jakieś dwie godziny oddział szturmowy wypierdoli mu drzwi do tego ładnego domku na Wilanowie. Gdy tylko czarni zawiną gnoja, nasza grupa będzie mieć monopol na przemyt dragów i szlak do Danii.

 - Przykro mi, ale chyba chuj z waszych planów wyjdzie. - usłyszeli głos z nadjeżdżającego jeepa. - Kacper, czyń honory.

 

 Zych został postrzelony w nogę z pistoletu z tłumikiem, po czym jeep odjechał.

 

 - Kurwa, goń ich! - wrzasnął pułkownik, zwijając się na ziemi z bólu. Daria wycelowała i oddała strzał w opony z jeepa. Pojazd zatoczył się, zrobił kilka kółek, po czym się zatrzymał. Padrino i Kacper wybiegli, każdy w przeciwną stronę. Kacper został potrącony przez nadjeżdżającą skodę, Padrino zaś wybiegł za barierkę. Daria ruszyła za nim. Szła ostrożnie po cienkiej krawędzi, starając się nie patrzeć w dół. Padrino nerwowo przesuwał się prawo. W pewnym momencie zachwiał się, krzyknął z przerażenia i spadł do Wisły. Daria otarła pot z czoła i przeszła przez barierkę, idąc z powrotem do Zycha. W tym momencie poczuła mocne uderzenie w plecy i straciła przytomność.

 

 Obudziła się kilka godzin w szpitalu. Usłyszała jakiś głos z pokoju obok.

 - Ty, ale nie boisz się, że on po tym zejdzie?

 - Przestań, kurwa, ty wiesz, ile ja tu ludzi zabiłam?

 

 Wtem do pokoju wszedł pułkownik Zych.

 - No witam śpiącą królewnę. Znów się tu znalazłaś? Historia zatacza koło, co?

 - Ale udało się. Rozjebaliśmy konkurencję, Adam.

 - Niezupełnie. Kacper gdzieś spierdolił, gdy przyjechali sanitariusze, nie znaleźli go. Kosa też czmychnął za Warszawę. Ale obaj mają już list gończy i będziemy ich szukać, kiedy my żyjemy, a duch będzie hetmanił i tede i tepe.

 - A jak noga?

 - Lepiej.

 - To co teraz?

 - Teraz... moja droga... musimy pomyśleć o naszej przyszłości... - uśmiechnął się Zych.

 - Co konkretnie masz na myśli?

 - Kolumbia.

 

 KONIEC

Liczba ocen: 0
50%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~TomaszBordo
Kategoria: thriller

Liczba wejść: 34

Opis:

Dodano: 2020-10-04 19:52:35
Komentarze.
*Canulas 22 d.
Nie jestem pewien, czy masz na tyle wysoką renomę, by wstawiać aż tak długie treści. Znaczy, wiesz, Twoja brosza, ale długi dość ten netflixowy hicior
Odpowiedz
Canulas to opowiadanie z kilku perspektyw.
Odpowiedz
~oko 22 d.
sporo trupów - przestaje robić wrażenie, kiedy każda z pojawiających się postaci chwilę później zostaje zastrzelona.
Odpowiedz
^Halmar 14 d.
Oj, bela bela bela mari
Bela mari, bela mari
Oj, bela bela bela mari
Bela mari i już

▒▓▒▓▒▓▒▓▒▓▒▓─▄▀▀▀▄
─██▀████▀██──▀▄▀──█
O▀████████▀O─────█
───▀█▄▄█▀────────█
──▓▒▓▒▓▒▓▒───────█


Odpowiedz

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin