Bojąc się jutra 29 Bojąc się jutra 28
Praca Wyróżniona

TW#3 He cusni ye - Nie rób tego

 Postać: Kemosabe

 Zdarzenie: Ich manifestacja

 Efekt: W świecie Twoich bohaterów nie istnieje pojęcie czasu, nie istnieją liczby i prawdziwe waluty. Niech ktoś z obecnych na losowaniu wymyśli czym płacą i za co wymieniają towar twoi bohaterowie. ( Wigwamy)

 

 Zmęczona była tą ich manifestacją, krzykiem i stałym nawoływaniem, tym razem szybciej niż zwykle ruszyła w drogę. Nie ciągnęło jej do zwyczajowych sloganów : „Stwórzmy nowy dom" „Nasza rasa musi wygrać". Wraz z opustoszeniem miejsc wymian nastał chaos. Ludzie zadawali jej mnóstwo pytań. Co widziała za płotem? Jak długo szła? Odpowiedzi były często te same, niekiedy nie udzielała ich wcale. Przecież czas przestał istnieć, jednak niektórzy łapali się czegokolwiek, by odnaleźć ochłap normalności. Ten ciągły jazgot, drażnił jej bębenki, tuziny rąk dotykających karmelowej skóry, ostatecznie przelały czare.

 – Maleńka, musisz z nami zostać, zapewnimy ci więcej, niż dostajesz za te chude wiewiórasy. Twoje wigwamy są najlepsze, kiedy jesteś, wymiany idą niczym burza. Pamiętaj, moja oferta może wkrótce stracić ważność. – Jasnowłosy Benito od jakiegoś czasu wyraźnie chciał ją w swoim życiu i z pewnością w łóżku. Rozbieganym wzrokiem penetrował każdy skrawek nieosłoniętego, kobiecego ciała.

 – Daj spokój, masz tyle dziewczyn w osadzie – odezwała się jedna ze strażniczek paleniska, widać było po braku w uzębieniu, że lubiła mieć niewyparzoną buźkę.

 – Mam wiele do zaoferowania, zasługuję na trochę więcej niż wasze niedomyte, grube dupy. – Wrzasnął Benito i rzucił glinianym naczyniem, które roztrzaskało się z hukiem o stojącą drewutnię.

 Same puste słowa.

 Chwila nieuwagi i zniknęła między rzędami powieszonych na sznurkach suszonych zwierząt. Zanim przybyła, awaryjnie przecięła sznur na jednej z belek, tworząc sobie tym miejsce, gdzie mogła prześlizgnąć się w razie niepowodzenia czy innych sytuacji losowych. Ruszyła do siebie. Stopniowo ogarniała ją irytacja, panoszyła się w jej umyśle niczym Siri z telefonów w dawnych latach. Nie często pozwalała sobie wrócić myślami do czasów sprzed zarazy, nie lubiła tego stanu, dziwne uczucie nawiedzało ją wtedy, zatracała się w utopijnych marzeniach o normalności. To nie wróci, nigdy.

 Po drodze mijała szkielety wieżowców, nadgryzione piętnem czasu, rdzą i żółtym, śmiercionośnym bluszczem. Dziwnym trafem owijał on tylko budynki, a może nie było to wcale dziwne? Drewniane konstrukcje, leśne szałasy zostawiał w spokoju. Atakował tylko przejaw jakiejkolwiek nowoczesności. Elektrownie i fabryki wręcz pochłonął, zmiażdżył, wysysając każdą kroplę energii.

 „Zjadła nas natura” – ta myśl zrodziła się w jej głowie i równie szybko opuściła ją. Wolała wędrować na pusto, ograniczać przepływ informacji, dochodziła bowiem do wniosku, że bluszcz wyczuwa, słucha i stale obserwuję.

 Wiał zimny wiatr z północy, smagał ostro po twarzy, przypomniała się jej inna droga powrotna.

 Na brzegu piaszczystego wąwozu, którym szła, zobaczyła zakapturzoną skuloną postać. Pewnie zbłąkana starucha siedzi i czeka na śmierć. Mimo wszystko wzmocniła uścisk na drewnianej rękojeści broni, którą sama zrobiła. W głowie dudniło jej powiedzonko dziadka.

 „Nie ma przyjaciół, są tylko pozoranci."

 Im była bliżej, tym więcej widziała szczegółów, starucha nie była staruchą. Mężczyzna. Szerokie zakola na ciemnych włosach wyłaniały się spod brązowej grubej szmaty. Przygarbiona postać to była raczej poza czekającego wojownika. Przykucnął z rękoma między nogami, spoczywającymi na długim oszczepie. Szmata okrywającą ciało nie była długa, pewnie, aby nie krępować ruchów. Wnioskowała więc, że znał się na rzeczy. Wiedział jak uchylić się od ciosu, a co najgorsze wiedział jak go przyjąć. Mówiły o tym przedramiona, które owinięte miał zbitym, szerokim, skórzanym rzemieniem. Tak samo łydki, tam przy pasach widniały małe trzonki, pewnie sztyletów. Była zmęczona drogą, nie wiedziała, ile czasu idzie. Może dzień może trzy, pojęcie czasu było mocno zaburzone. Szczególnie w zasięgu bluszczu, który rozpylał otumaniające olejki. Straciła więc sporo siły na wędrówkę, jeśli w okolicy czaili się jego kompani, stała na przegranej pozycji. Przeszła obok i tylko lekko skinęła głową. Czarny warkocz ukryła pod nakryciem głowy, jednak delikatne rysy zdradzały jej płeć.

 – Pachniesz wyjątkowo ładnie.

 Wciągnęła ostro powietrze w płuca. Żwir pod jej stopami zaskrzypiał. Przystanęła. Nieznajomy nieznacznie poruszył głową. Pomyślała wtedy, że to znak. Zaraz zgraja facetów wybiegnie zza góry i rozpęta się piekło. W tych okolicach roiło się od mięsolubnych.

 – Jesteś sama. Wiesz, że to głupota.

 – Nie jestem. Na końcu drogi czeka na mnie moja…

 Nie dokończyła, uniósł dużą dłoń, by zamilkła. Sprawnie wstał. Stanęli twarzą w twarz, zwróciła uwagę na jasnoszare oczy. Były w totalnym bezruchu. Bezgłośnie uniosła jedną rękę w górę, nieznajomy nie powiódł za nią wzrokiem, lecz gdy stopa przesunęła się po sypkim żwirze, od razu oszczep opadł tuż przed nią.

 – Przecież nic nie widzisz! – wyrzuciła z siebie.

 – To nie jest mi do niczego potrzebne. Słyszę najmniejszy szelest, drganie twojej ręki, materiał ociera się o drewnianą rękojeść, którą chowasz za pasem. Czuję zapach, szybciej niż jesteś w stanie to sobie wyobrazić. Powiedz mi więc dlaczego młoda kobieta podróżuje sama?

 – Wiem, że to niecodzienne, ale jestem bezpieczna.

 – Ja, za to wiem, że ktoś idzie twoim tropem. – Cyniczny uśmiech zagościł na jego szczupłej twarzy.

 – Co?

 Uniósł lekko podbródek i zaciągnął się porządnie. Zadrgały mu nozdrza.

 – Stara, źle oprawiona skóra z Wapiti…

 – Skoro źle oprawiona to albo jest amatorem, albo takimi się otacza – wtrąciła.

 – Racja – stwierdził z uznaniem, chwilę oceniał jej hardą postawę. – Jest ich kilku, nie czuję zapachu słodkiego mięsa więc raczej nie kanibale, pewnie handlarze. Jesteś łatwym łupem.

 – Tak im się tylko wydaje… – Próbowała zgrywać twardą, z grupą nie dałaby rady.

 – Chodźmy. Będzie się ściemniać – oznajmił spokojnie.

 – Ptaki?

 – Tak, odlatują.

 – Jesteś bystra. Dlaczego więc wybrałaś strategicznie najgorsze miejsce na wędrówkę?

 Czarnowłosa napięła się i omiotła wzrokiem okolice, przysięgła w duchu, że ostatni raz wybrała się wąwozem. Chciała udowodnić, że może. Chciała, aby dziadek był dumny. Pragnęła na koniec pokazać jaka jest mocarna, chwycić coś za pysk i trzymać, powiedzieć dałam radę. Nie jestem słaba.

 – Czyli nie doczekam się odpowiedzi…

 Ruszyli w ciszy przed siebie, w las.

 

 ***

 Poczuła jego obecność, zapachniało świeżym igliwiem zmieszanym z żywicą. Nie musiała nawet zerkać, po prostu wiedziała.

 – Dziś na placu wymian Benito przylgnął do mnie. Robi się nieustępliwy, chyba zmienię kanatę – powiedziała cicho, dorzucając pod kociołek małe patyki. Ogień migotał, podtrzymywała ten niewielki płomień, wystarczający by w garze wrzała potrawka. Gryzący dym ulatniał się przez mały otwór u góry, w ściankach szałasu dostrzec można było mech.

 – Ciężko ci będzie z wymianami, ta osada, mimo że oddalona, była chyba dobra – odezwał się w końcu.

 – Jest dobra.

 – Maya...

 – Przestań, co z tobą dziś jest nie tak?! Nigdy nie zwracasz się do mnie po imieniu.

 – Znużyło mnie udawanie, że nie zauważam.

 – Czego?

 – Twojego męskiego alter ego. – Zdziwiona nie bardzo rozumiała, o co mu chodzi. Był inny. Nadal powściągliwy i zachowawczy, ale jakby coś w niego wstąpiło. Bał się, że odejdzie?

 – Wszyscy mówią na mnie Kemosabe i niech tak zostanie.

 – Twój dziadek uparł się na ten durny przydomek, przecież wiesz, że w ostatnich miesiącach postradał rozum.

 – Nie mów o nim, jego Nagi na pewno wyczuje negatywną energię. Ledwo go znałeś...

 – Lubię twoje przywiązanie do korzeni, przetrwałaś dzięki zasadom. Życie w zgodzie z naturą. Pamiętaj jednak, że musisz też mieć jakieś relacje z ludźmi.

 – Mam – rzuciła krótko i zabrała się za oprawianie polatuch, które złapała po drodze. Odsączała We do drewnianych łupinek.

 – Pomóc ci z nimi? – To było retoryczne pytanie, bo przysiadł na wyścielonej futrem ziemi i zabrał się za rozcinanie pierwszego gryzonia. Robił to delikatnie i znacznie wolniej, ale tak jak należy. Wodził palcem po strukturze mięśni wyłapując ścięgna i sprawnie je rozcinając. Wiedział, że metoda Kemosabe zapoczątkowała nową modę, wszystkie zwierzaki rozcinało się i rozciągało jak wigwam. Mięśnie i mięso lepiej schło. Skórę, sierść można było wykorzystać maksymalnie. Te ssaki przeznaczyła na pa’pa dla siebie. Za jakiś czas będzie musiała upolować więcej, by mieć na targ.

 – W dorzeczu rzeki Mackenzie jest kanata, sprawdzę to przed następną wymianą.

 – Mogę chodzić z tobą.

 Prychnęła. Krew trysnęła na jego porośnięty włosami policzek. Kciukiem starła ciecz i przyjrzała się José. Jego oblicze ostatnio wydawało się czymś strapione, częściej odwiedzał ją nocą, a dziś przyszedł jeszcze przed zachodem słońca.

 – Pachniesz przez tyle lat tak samo. – Przyciągnął ją i wtulił nos w ciemne włosy, ozdobione już gdzieniegdzie cienkimi nićmi siwizny.

 – To nawłoć. Smaruję ciało i czasem stosuję do włosów przy kąpieli. – Zdradziła.

 – Nawłoć… Nazbieram ci następnym razem. – Pocałował ją zbyt czule, objął zbyt mocno. Ścisnął małą piąstkę w swoich dłoniach. – Ufasz mi?

 Coś było nie w porządku, zdecydowanie nie tak jak zawsze. Spojrzała w jego nieobecne oczy, pragnęła chociaż raz zobaczyć w nich błysk czegoś innego niż swego odbicia. Usłyszeli cichy odgłos łamanych gałęzi. José napiął muskularne ramiona, lekko uniósł podbródek. Czuła, że ten wieczór skończy się źle…

 

 

 Kanata – osada

 Pa’pa – suszone mięso

 Nagi - Duch

 We - Krew

 

  Część 2

 https://t3kstura.eu/pokaz_tekst.php?id_txt=5065

Liczba ocen: 9
97%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~SylviaWyka
Kategoria: trening-wyobrazni

Liczba wejść: 119

Opis:

Dodano: 2020-10-05 17:17:05
Komentarze.
Witamy nowy tekst TW
Odpowiedz
~Lucy 25 d.
z wykopem
Dla mnie bardzo ciekawe! Fajnie się czyta kilka literówek znalazłam, ale dla mnie nie mają one wpływu na odbiór chętnie przeczytam kolejne części
Odpowiedz
~SylviaWyka 24 d.
Lucy dzięki wielkie
Odpowiedz
~oko 24 d.
Jest ich kilku, nie czuje zapachu słodkiego mięsa więc raczej nie kanibale, pewnie handlarze. - nie czuję
– Lubię twoje przywiązanie do korzeni, przetrwałaś dzięki zasadą - zasadom
Smaruje ciało i czasem stosuje do włosów przy kąpieli.-smaruję, stosuję - ogonki pożarło.
Odsączała We do drewnianych łupinek. - We, to krew, albo coś, co byłoby u ludzi krwią? podoba mi się słowniczek, ale tego We zabrakło.
bardzo dobre opowiadanie. czyta się samo. gratuluję.
Odpowiedz
~SylviaWyka 24 d.
oko bardzo dziękuję za wyłapanie błędów, chyba nareperowałam. We to krew Cieszę się, że dobrze się czyta
Odpowiedz
~jotka 24 d.
z dużym wykopem
Wiesz co, nie czytam Cię jakoś mocno, bo wiem, że parasz się romansami głównie (jeśli się mylę, popraw), ale tutaj... Odwaliłaś kawał dobrej roboty. Jak zauważył, oko opowiadanie czyta się samo.
W zasadzie nie czułam jakiejś grozy, strachu, ale ten klimat mnie kupił.
Imiona, świat. Pięknie, Sylwia!
Odpowiedz
~SylviaWyka 24 d.
jotka tak głównie romanse, ale na treningu staram się dostosować do wytycznych i nie idę w romans ❤️ dzięki, że zajrzałaś miło mi bardzo
Odpowiedz
~Aja 24 d.
z wykopem
Lubię Twój sposób narracji - potrafisz opowiadać i wciągać w świat, który pokazujesz słowem. Pozostawiasz w pół kroku, nieskończone, by czytelnik dalej wymyślił sobie sam.
Kawał dobrego opowiadania!
Odpowiedz
~SylviaWyka 24 d.
Aja dziękuję bardzo, tak lubię zostawić furtkę dla wyobraźni czytającego
Bardzo dzięki za miłe słówko!!
Odpowiedz
~alfonsyna 23 d.
"do zwyczajowych sloganów :" - masz tu zbędą spację przed dwukropkiem;
"ostatecznie przelały szale" - bardziej by chyba pasowało, że "przelały czarę", szale są w wadze, raczej nie można ich przelać, prędzej przeciążyć lub coś w tym stylu;
"równie szybko opuściła ją" - ja bym zmieniła szyk, lepiej by brzmiało: "równie szybko ją opuściła";
"słucha i stale obserwuję" - obserwuje, wszak to o bluszczu mowa;
"chwilę przyglądał się jej hardej postawie" - jako że chwilę wcześniej okazało się, że jest niewidomy, to nie jest to najszczęśliwsze określenie - przyglądać się niestety nie mógł;
"omiotła wzrokiem okolice" - okolicę;
"Nie mów (tak) o nim";
"Znużyło mnie udawanie, że nie widzę" - w kontekście jego czysto fizycznej ślepoty, może byłoby lepiej ująć to tak: "Znużyło mnie udawanie, że nie dostrzegam", bo ja w pierwszej chwili uznałam, że on udawał niewidomego, a to jednak nie o to chodziło. Tak pod rozwagę.
W sumie to całkiem sprawnie Ci idą wszelakie światy postapo, klimat dobry, jakaś historia się tworzy, choć tym razem wydała mi się być dopiero w powijakach, wiele wątków zostało ledwie muśniętych. Nie wiem, czy planujesz to jeszcze jakoś rozwijać, ale pomysł z całą pewnością ciekawy.
Odpowiedz
~SylviaWyka 23 d.
alfonsyna aa no dziękuję za wyłapanie wszystkiego, faktycznie widzę teraz problem z tymi jego określeniami ( jako niewidomy, powinien inaczej reagować) tak w głowie mi jakoś świta coś dalej, zobaczymy jak będzie. Dzięki wielkie
Odpowiedz
~Adelajda 20 d.
z dużym wykopem
Wciągnęło mnie absolutnie, bardzo płynne i przyjemne opowiadanie. Fakt, wygląda to na zarys jakiejś większej historii, ale naprawdę dobrej. Bardzo mi się podobało
Odpowiedz
~SylviaWyka 20 d.
Adelajda a no mam coś w glowie dalej, może faktycznie coś uda się więcej naskrobać w tym temacie. Ale dziękuję za teraz ❤️
Odpowiedz
~Konstancja 20 d.
Zaskoczyłaś mnie tym opowiadaniem! Bardzo pozytywnie. Tutaj trzeba pogratulować pomysłu, wysiłku. Brawo
Odpowiedz
~SylviaWyka 20 d.
Konstancja dziękuję bardzo.
Odpowiedz
*Canulas 20 d.
z dużym wykopem
" – Mam wiele do zaoferowania, zasługuję na trochę więcej niż wasze niedomyte, grube dupy. – Wrzasnął Benito i rzucił glinianym naczyniem, które roztrzaskało się z hukiem o stojącą drewutnię." - wrzasnął (bez kropki)

" Nie dokończyła, uniósł dużą dłoń, by zamilkła. Sprawnie wstał. Stanęli twarzą w twarz, zwróciła uwagę na jasnoszare oczy. Były w totalnym bezruchu. Bezgłośnie uniosła jedną rękę w górę, nieznajomy nie powiódł za nią wzrokiem, lecz gdy stopa przesunęła się po sypkim żwirze, od razu oszczep opadł tuż przed nią." - jeśli uniosła, to wiadomo, że w górę.

+ kilka brakujących ogonków.

Natomiast jest mięsiście, jeśli idzie o tekst. Opko ma bardzo dobrze zbalansowany stosunek dialogu do narracji. Nie nudzi, nie uwiera. Tak więc to, co wyżej, łatwo naprawić. A najważniejsze jest.
Urwane w rasowym in medias res, ale zarazem zakończone.
Jedno z ciekawszych edycji tej.

Nie mam tera aż tyle czasu, by śledzić 30 częściowe serie, ale liczę, że od czasu do czasu popełnisz jakiś jednostrzał, bo masz naprawdę bardzo przyjazny styl

Odpowiedz
~SylviaWyka 20 d.
Canulas o bardzo Panu dziękuję za spojrzenie i o cenę
Odpowiedz
*Canulas 20 d.
SylviaWyka kłaniam się
Odpowiedz
*Manta 19 d.
hej Sylwia
czułam, że będzie u Ciebie dobrze i nie zawiodłam się. Już wcześniej, czytając inne Twoje opka mogłam utwierdzić się w przekonaniu, że umiesz budować światy i myśle, że tuta także super Ci się to udało.
Bardzo podoba mi się jak krótko i treściwie charakteryzujesz postaci. Jasnowłosy Benito i jego lubieżne spojrzenie - jedno zdanie wystarczy, byśmy mogli zobaczyć tego bohatera. Bezzębna strażniczka paleniska, czy później Jose podobnie. Dzięki trafnym i sprawnym opisom ja widzę te postaci, dzięki czemu łatwiej i chętniej wnikam w historię.
Zastanawia mnie tylko czemu głowna bohaterka tak chętnie poszła z napotkanym na drodze mężczyzną? Na początku wyczuwała w nim zagrożenie. To chyba jedyny zgrzyt, który dostrzegłam w tej historii
Odpowiedz
~SylviaWyka 19 d.
Manta dziękuję Ci bardzo za taki treściwy komentarz. Co do zgrzytu, chyba wolała ślepca od grupy nieznajomych, może podświadomie wyczuła mniejsze ryzyko Nie wiem, jakos w tę stronę to poszło.
Dziękuję za odwiedziny ❤️ ❤️
Odpowiedz
^Halmar 16 d.
Postapo to nie do końca moje klimaty Kemosabe - ale cenię sprawne pióro i umiejętność tworzenia uniwersum. Bohaterowie są psychologicznie wiarygodni, a dialogi niewydumane. No to w sumie czepiać się nie ma co
Odpowiedz
~SylviaWyka 16 d.
Halmar dzieki, dzięki
Odpowiedz
*Ritha 14 d.
z dużym wykopem
Kurde, hipnotyzujące opowiadanie... Bardzo, bardzo w me gusta klimat, podobało się
Odpowiedz
~SylviaWyka 13 d.
Ritha o dziękuję bardzo
Odpowiedz
~alka666 13 d.
Ojej, czuję powiew Indian. Bardzo lubię, bardzo mi się podoba.
Czy będzie więcej?
Odpowiedz
~SylviaWyka 13 d.
alka666 a no coś takiego naskrobałam. Tak walcze z drugą częścią, ale antybiotyk nie pomaga haha 😂
Odpowiedz
~alka666 13 d.
SylviaWyka wychoruj się, a potem zaszalej wyobraźnią!
Odpowiedz
~jagodolas 13 d.
z wykopem
Dobry tekst, chociaż miałem wrażenie że coś mi umyka. Mimo że nie czytało się gładko, były momenty lękotwórcze (jak np. przechodziła obok tego typa w wąwozie).
Odpowiedz
~SylviaWyka 13 d.
jagodolas a dzięki wielkie
Odpowiedz
~pkropka 13 d.
Ło, i już koniec? Ja chcę więcej
Nie no, pięknie urwane. Mimo to ściągnęłam się i chciałabym kontynuować, a tu nie ma.

Odpowiedz
~SylviaWyka 12 d.
pkropka dzięki i wielkie. Może dziś coś nalosuje się mi ciekawego i będzie ciąg dalszy
Odpowiedz
~CptUgluk 12 d.
z wykopem
No i widzisz, a z początku chciałaś odpuścić ten zestaw!
Fajne, tu gdzie miało być napięcie - było, tam gdzie bohaterka odczuwała emocje - też dało się je wyczuć. Podobało mi się, standardowo ciekawy jestem zakończenia, bo furtka do własnej interpretacji pozostała szeroko otwarta W każdym razie miło było czytnąć Twoje indiańskie postapo I te wigwamy
Odpowiedz
~SylviaWyka 12 d.
CptUgluk a chiałam chciałam odpuścić ;p w sumie dobrze wyszło, że jest
Odpowiedz
~Anette 12 d.
Bardzo fajne.🙂ciekawe
Odpowiedz
~SylviaWyka 10 d.
Anette dzięki 😘
Odpowiedz
*berkas 10 d.
z dużym wykopem
Coś pięknego. Znakomicie stworzyłaś postapokaliptyczny świat. Losy bohaterów niemiłośiernie wciągające
Odpowiedz
~SylviaWyka 10 d.
berkas o dziękuję bardzo, nie spodziewałam się, że taki bedzie efekt
Odpowiedz
~Agnieszka 9 d.
Aaaa jest trafiłam... I jakimś cudem przegapiłam... Szybko nadrabiam zatem
Odpowiedz
~Agnieszka 9 d.
To teraz już mam pełny obraz. Zrobiłaś sporo researchu, plus wyobraźnia. Do tego Twój charakterystyczny "miękki" styl pisania... - super
Pozdrowionka )
Odpowiedz
Agnieszka a no troszkę pogrzebałam ❤️ dzięki
Odpowiedz

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin