Barwa bzdury półotwartość

TW#3 Niespełnienie

  Postać: Monarcha bez prawa do władzy.

  Zdarzenie: Turniej na noże

  Efekt: brak

 

  Margot tonowała swoje burzowe chmury koncentrowaniem się na zabawie. Miała za złe Antonowi, że wczoraj nie przyszedł do ogrodu. Księżna Elgrit zaprosiła wszystkich. Nawet jego.

  Kolorowe suknie - znak pierwszy mówiący o elegancji. Gorsety, deformacje zaplanowane. Przecież żyć długo znaczy porzucić lans, a lans zrównany do poziomu szczęścia, szczęścia bolesnego, tkwił w sercach przedrewolucyjnych niewiast niczym z mód uformowany grot. Wymodelować sylwetkę. Wysmuklić. Doprowadzić do wrzenia płeć przeciwną. Doprowadzić do niewydolności oddechowej. Natychmiast - umrzeć młodo.

  Margot w pogoni za kuzynkami, przełamująca obrysy geometrii ogrodu. Wersalskie gaje jak stygnące dania drugie, zapachy upchane w formy strużek pary, pary buchającej subtelniej niż spienione wody fontann. Zmysłowa gra żywiołów. Albowiem najpierw następuje rodzaj wybuchu, potem kształty subtelnieją, odnajdując wąskie drogi do nosów.

  Margot usiadła zmęczona na ławce. Potężny rząd grabów za nią, przed - wiązanka poczciwych wiązów. Myślała o nieobecnym Antonie i namolnym Garsonie. Dlaczego Stwórca stworzył piekło wyboru? I dlaczego wszelki wybór obarczony jest tematem w nietakcie mono? Przecież Anton przypominał spacyfikowaną benzodiazepiną rzekę, a Garson to błysk i grzmot w jednym. Czemu nie mogą być jednym? Margot zalewała łzami puder ciasta skóry. Puchła. Podobno Ludwik XIV nie powiedział: państwo to ja. A Ludwik XVI ze względu na anatomiczny defekt pozostał bezpłodnym. Mało tego: on nie miał prawa do władzy. Tak przynajmniej twierdziła jedna zamożna wdowa, zbyt często pojawiająca się na znienawidzonym dworze.

  Księżna Elgrit i Margot wpadły na siebie pewnej ciepłej nocy. Wyrwij garniturom ich białe koszule, a ujrzysz głęboką czerń. Takąż wybrały one - kwiatki wianuszków jaśnie króla impotenta. Nieświadome równoległości poczynań, opuściły przepych, by ujrzeć upadek pijaków, dziwek, nędzarzy, i przez krótki czas smakować życie od strony korzennej.

  Przy oberży pod Przykrym Liszajem, Elgrit klasnęła w dłonie i rzekła:

  - Witam przyjaciółkę!

  - Witam - odparła speszona Margot. Weszły do środka.

  Po paru godzinach udawania, pozornego nie zwracania na siebie uwagi, weszły delikatnie w dialog, rozebrane z kąśliwości i sarkazmu. Margot prostymi słowy wyłożyła swoje położenie: dwóch kochanków, rozdarte serce. Anton i Garson. Ogień i woda. Księżna Elgrit zazwyczaj unikała owijania w bawełnę. Tym razem też: że konieczna jest konfrontacja lub nawet pojedynek, jeśli temperatury pójdą w górę.

  - Poza tym pamiętaj droga, że Anton nie przyszedł gdy zorganizowałam przyjęcie. Ma więc poważnego minusa - mówiła Elgrit. Margot zareagowała:

  - Anton jest człowiekiem wielce lękliwym, robi wiele by ominąć tego typu imprezy.

  - Och kochana, pamiętaj że tu idzie o twoje serce. Czyż nie powinien był wyzbyć się wszelakich krępujących go wrażliwości?

  - Cóż więc czynić? Kogo wybrać? Garsona?

  - Już wspomniałam. Konfrontacja.

  - Pojedynek?

  - Być może.

  Całą czwórką przybyli do podparyskiej wsi; Margot, Elgrit, Anton i Garson. Mgła leniwie opuszczała wysokość, wyścielając łąkę mleczną wstęgą. Ustawienie wyglądało następująco: Garson oddalony od Antona o sześć kroków. Księżna Elgrit i Margot siedzące na zwalonym pniu przypominającym ławeczkę. Powożący odjechał. Wyciągnęli ostrza.

  Zapowiedziano dziwny i nietypowy pojedynek. Elgrit, głosem silnym, zimnym, stanowczym, oświadczyła, że oto będzie miało miejsce starcie. Rękę panienki Margot zdobędzie zdobywca śmierci przeciwnika. Zdobycie śmierci oznaczające jej zaktywizowanie. Otóż panienka Margot brzydząca się rozlewem krwi, zmuszona została przez okoliczności do ostateczności. Na noże panowie! Do dzieła messieurs!

  Garson przemówił:

  - Droga blondwłosa anielica Margot z pewnością wie, iż patron mój, Franciszek z Asyżu, nie dopuści do tego, by Złe weszło podstępem w moczary duszy. Załóżmy: pada trupem Anton. Jakaż będzie moja wina w tym? Ja jeno wolę anielicy blond wypełnię. Powie mi ktoś, że aniołowie nie spod ręki Stwórcy wyszli a...

  Anton przerwał wtrąceniem:

  - Dlaczego szanowna kruczowłosa blada Elgrit, przebrana w szaty sekundanta, nie przerwie memu przeciwnikowi? Co za brednie wychodzą z twych ust Garsonie? Jeżeli Franciszek z Asyżu patronuje twym poczynaniom, to w tej chwili tracę wiarę w świętych obcowanie!

  Elgrit w nieugiętości:

  - Do dzieła messieurs!

  Poszło cięcie. Biała koszula Antona kreską ukośną zabarwiona w okolicy ramienia. Rzekł ten:

  - Azaliż monsieur Garson w błędzie; cięcie zacne i długie, lecz draśnięciem jest w istocie.

  Ponowne machania, zbyt mały dystats, cięcie. Druga czerwona kreska ozdobiła płótno Antonowe. Powiedział on:

  - Wiedz wrogu, że freski wtrącone przypadkiem we włókna mej koszuli, świadczą o jednym: żem nieugięty!

  Świst, cięcie, błysk. Pionowość kreski trzeciej zaskoczyła go. Rzekł nieco zgaszony:

  - Garsonie! Patrz co uczyniłeś: mam oto trzy cięcia, a życie tymczasem przy mnie. Czy Wszechobecny trwa przy tobie? Pomyśl, zanim utoniesz w jeziorze dumy.

  Garson odpowiedział:

  - Bóg umiłował ludzi, zanim stworzył kobietę. Głowa do góry przyjacielu. O ludzie, Anton vaut une messe!

  Cięcie, jęk, odepchnięcie, głośny oddech. Anton półszeptem oświadczył:

  - Na Hugona Kapeta, jakem Francuz! Uważaj, aby pycha nie zamąciła ci postrzegania. Czwarta rana mą pierś zrywa, aczkolwiek kres jeszcze daleko. Pan daje dużo.

  Garson rzucił:

  - Jak piąty lancaster Francję, w takim samymś położeniu jak wonczas ona!

  - Niechaj twój patron miłujący dzikie turkawki, wymodli tobie lekką ziemię!

  Ciach, blask, charkot. Przecięte gardło Antona, ledwo draśnięta dłoń Garsona. Anton upadł. Próbował dłonią zatamować chyży wylew krwi, lecz krztusząc i kaszląc, zdołał wypowiedzieć tylko:

  - Odchodzę złota Margot... Bóg woli łotrów...

  Niewzruszona Elgrit podsumowała:

  - Zwycięzcą pojedynku - monsieur Garson!

  Zapłakana Margot podbiegła i uklęknęła przy niemym, acz wciąż wylewnym Antonie:

  - Kochany płatku róży... nie opadaj... wracaj...

  Krew bryzgała na twarz Margot, a ta, całowała usta martwe, zgaszone, dziwnie sztywne, obce. Garson wytarł ostrze.

Liczba ocen: 2
87%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~jagodolas
Kategoria: trening-wyobrazni

Liczba wejść: 66

Opis:

Nie wiem czy odpowiednia ilość słow. Pisane na tel.

Dodano: 2020-10-05 17:40:25
Komentarze.
Witamy nowy tekst TW
Odpowiedz
~oko 17 d.
Margot w pogoni za kuzynkami, przełamująca obrysy geometrii ogrodu. - już jestem Twój. a dopiero zacząłem czytać!
Odpowiedz
~oko 17 d.
Potężny rząd grabów za nią, przed - wiązanka poczciwych wiązów. - mało kto potrafi rozpoznać wiąz od grabu. wyrafinowany dobór drzew...
Wyrwij garniturom ich białe koszule(,) a ujrzysz głęboką czerń. - znakomite.
świetne opowiadanie. jak dotąd najlepsze z tych, które przeczytałem.
Odpowiedz
~jagodolas 16 d.
oko z tymi drzewami to nie wiedziałem, ze podobne. Ale ogółem risercz podstawowy zrobiłem i wiem.ze w wersalu rosną/rosły takie. dzięki
Odpowiedz
~Aja 17 d.
z dużym wykopem
Uwielbiam Twój styl. Absolutnie piękne - słowem, obrazem, Twojością tak przesiąknięte. Cudne i te zdania perły - nie wymienię, bo zbyt dużo bym tu musiała przepisać.
Odpowiedz
~jagodolas 16 d.
Aja wielkie dzięki!
Odpowiedz
~jotka 17 d.
Zupełnie nie moja tematyka tym razem, ale czytałam dla samego stylu.
Piękne malujesz słowem, jago.
Odpowiedz
~jagodolas 16 d.
jotka dzięki za wizytę, może innym razem siądzie
Odpowiedz
~alfonsyna 15 d.
"w formy stróżek pary" - w tym kontekście to raczej "strużek pary";
"aniołowie nie spod ręki Stwórcy wyszły" - wyszli;
"zabarwiona w okolicy ramiona" - ramienia; no chyba że to jakaś celowa stylizacja;
O rany, ale śliczna ta cała stylizacja, widać, że po całości to przemyślane i mnie się osobiście taki klimat podoba. Czytało się z przyjemnością, a i zakończenie, cała konkluzja jest w pewnym sensie przewrotna i to też poczytuję jak najbardziej na plus.
Odpowiedz
~jagodolas 14 d.
alfonsyna dziękuję ślicznie
Odpowiedz
~Adelajda 12 d.
Również zupełnie nie moje tematy, jednak nie mogę powiedzieć, że kompletnie się odbiłam, bo przeczytałam z ciekawością. Coś zupełnie innego tym razem od Ciebie i to również potrafię docenić, bo to oznacza, że nie stoimy w miejscu
Odpowiedz
~jagodolas 12 d.
Adelajda dzięki ż przebrnęłaś mimo że nie Twpje klimaty. Taki to właśnie tekścik jest tym razem.
Odpowiedz
*Canulas 9 d.
z dużym wykopem
Cholerny skill w Tobie. Świetnie napisane. Tsk... Inaczej, lecz nadal świetnie
Odpowiedz
~jagodolas 9 d.
Canulas dzięki. Skill to po angielsku czaszka, więc wszystko się zgadza
Odpowiedz
*Canulas 9 d.
jagodolas a nie skull?
Odpowiedz
~jagodolas 9 d.
Canulas tak. Następnym razem sprawdzę zanim palne
Odpowiedz
*Canulas 9 d.
jagodolas tysz jestem regional inglisz 😏
Odpowiedz
^Halmar 8 d.
Bardzo nietypowa narracja, nietypowa dla Ciebie - aż musiałam sprawdzić w trakcie lektury, zjechać na koniec, by upewnić się, że to Twoje Realia epoki dobrze oddane, bohaterowie wiarygodni, a intryga ciekawa - zestaw wykorzystany w 100 proc.
Odpowiedz
~jagodolas 8 d.
Halmar no właśnie chciałem troszkę inaczej. Dzięki!
Odpowiedz
*Ritha 6 d.
Odpowiadając na wątpliwość w opisie - ilość znaków jak najbardziej odpowiednia, zmieściłeś się w limicie z dużym zapasem. Zestaw wykorzystany przesolidnie. Narracja nietuzinkowa, trochę mi wyobraźnia skręciła na deski teatru
Odpowiedz
~jagodolas 5 d.
Ritha dzięki, właśnie chciałem żeby było teatralne, przerysowane, itd..
Odpowiedz
*Ritha 5 d.
jagodolas więc wyszło
Odpowiedz
~CptUgluk 5 d.
Czytając początek, obawiałem się, że nie moje klimaty, jednak od połowy zmieniłem zdanie. Pojedynek na ostrza fajnie opisany, ale to przechwałki i walka na słowa wywołały uśmiech na mej twarzy
"Wersalskie gaje jak stygnące dania drugie, zapachy upchane w formy strużek pary, pary buchającej subtelniej niż spienione wody fontann. Zmysłowa gra żywiołów. Albowiem najpierw następuje rodzaj wybuchu, potem kształty subtelnieją, odnajdując wąskie drogi do nosów." - fantastyczny fragment, władasz słowem tak, jak Garson rapierem. Czy tam floretem. Czy czym tam się potykali. Pozdrowienia
Odpowiedz
~jagodolas 5 d.
CptUgluk o dzięki za słowa miłe
Odpowiedz
~pkropka 5 d.
Świetna narracja. Pięknie wpasowana w historię.
Całość nie moje klimaty, ale nie można odebrać ci biegłości we władaniu słowem.

Odpowiedz
~jagodolas 5 d.
pkropka dzięki że przebrnęłaś w takim razie
Odpowiedz
~pkropka 5 d.
jagodolas bez przesady, czytało się samo
Po prostu nie byłby to mój pierwszy wybór lektury
Odpowiedz
~jagodolas 4 d.
pkropka no wiem, akurat trochę historyczne jest to opko a dużo ludzi nie lubi
Odpowiedz

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin