Sto lat dla Canularda!
jasno ciemno
Most do T3 :) Korekta Kreatora

Szczuriada

 

 „Dziś rozpoczynamy Szczuriadę”...

 Ion przestał słuchać speakera i zaczął przygotowywać się do wyjścia. Pracował w 25 Korporacji Podatkowej. Dziadek, zanim go ojciec udusił poduszką, opowiadał Ionowi, że jego – dziadka – dziadek pracował w czymś, co nazywano Urzędem Skarbowym. Nie potrafił wyjaśnić, ile wspólnego mają podatki ze skarbami, tak jak nie potrafił wyjaśnić całej masy rzeczy, mimo że jego opowieści pełne były absurdów. Dzaidek może by i żył dłużej, ale kiedyś przyznał się, że posiada całe sto dularów. Każdy wiedział, że za sto dularów można kupić przydział na samodzielny pokój. Taki majątek. Stary sknera! Miał szczęście, że to było przed wyborami, bo pewnie ojciec zgłosiłby go, jako opozycjonistę.

 Ion zmoczył włosy i starannie przyklepał je ręką. Pan Kierownik zwracał uwagę na schludny wygląd.

 — Podstawą organizacji naszej korporacji jest dyscyplina — mawiał — a dyscyplina to schludny wygląd i posłuszeństwo — dodawał.

 — Idę do podatkowej — powiedział do kobiety w średnim wieku, która wraz z nim i kilkoma innymi osobami mieszkała w ich służbowym pokoju.

 25 Korporacja Podatkowa usytuowana była nieopodal baraku, w którym mieścił się pokój. Ta uprzywilejowana lokalizacja pokoju oraz przydział wzięły się stąd, że Iona ojciec i ojciec jego ojca, a także kolejni poprzedni ojcowie i dziadkowie pracowali w korporacji podatkowej. To dzięki temu mieli zapewniony służbowy pokój, z wodą dwa razy na dobę i służbowym, wielkim wyświetlaczem TV, który działał bez przerwy.

 Ion wszedł do budynku korporacji. Podszedł do pierwszej z czterech bramek przeznaczonych dla jego grupy pracowniczej.

 - Witam, Panie Rozdzielco – powiedział wartownik i odblokował Raport Iona.

 Maleńki dron zawisł, jak co dnia, nad głową młodego mężczyzny, nadając do monitoringu nie tylko obraz i dźwięk, ale także kompleksowy raport o stanie zdrowia. W następnej bramce pojawiła się Fia. Dziewczyna mieszkała w sąsiednim baraku i, mimo otyłości, mogła się podobać. Ion wiedział, że mieszka w indywidualnym pokoju. Jak mówiono w baraku Iona; Fia dostała pokój za donos na rodziców, którzy, jak inni nieprawomyślni lub opozycyjni obywatele, wylądowali na Wyspie Szczurów. Rozdzielca podejrzewał jednak, że prawda o przydziale pokoju była inna, bo przecież on — Ion też zadenuncjował swoich rodziców, gdy tylko skończył piętnaście lat, a pokoju nie dostał.

 W boksie dwa okna monitorów wyświetlały najnowsze polecenia i wykazy podatków. Rozdzielca zdążył rozdysponować pierwsze pięćset, gdy na Wyświetlaczu dyspozycji ukazało się polecenie w tęczowej ramce: „Dyspozycja 121784321/2158/NK – podatek od rewindykacji białka w wysokości 200 godzin przelać na konto Fia Ohlson”. Dyspozycja w ramce tęczowej wymagała akceptacji Pana Kierownika.

 Ion spojrzał w kierunku boksu, w którym siedział tamten. Szyby były mleczne, co oznaczało „nie przeszkadzać”, ale szyby te niesłychanie rzadko bywały przezroczyste i wszyscy w podatkowej wiedzieli, że w sprawach niecierpiących zwłoki należy podejść i zapytać Pana Kierownika, czy zechce sprawę załatwić. Przelew z tęczową ramką nie był, co prawda, sprawą niecierpiącą zwłoki, ale musiał być załatwiony w ciągu jednego dnia, co powodowało, że rozdzielca i tak musiał podejść po akcept. Mężczyzna zaczynał się podnosić z miejsca, gdy na ekranie dyspozycji ukazała się kolejna, tym razem pomarańczowa, ramka: „Dyspozycja 984213/885/ZK — z puli rezerwowej na konto Jaro — XVII Prezesa — przelać walory i czas wg specyfikacji na kanale PSP”. To oznaczało najwyższy priorytet i nie mogło czekać ani chwili — PSP oznaczało Poufne Specjalnego Przeznaczenia.

 Ion nie zwlekał. Poderwał się z miejsca i pospieszył do drzwi Kierownika. Nieśmiało zastukał i posłyszał: „Tak”. Dopiero gdy otwarł drzwi, uświadomił sobie, że głos mówiący „tak” nie należał do przełożonego.

 Na biurku Pana Kierownika, leżała Fia, wypięta tłustymi pośladkami w stronę drzwi. I to ona co chwilę powtarzała: „Tak, o tak”, zaś Pan Kierownik, sapiąc wytwornie, spokojnie, niemal sennie, równocześnie bardzo dostojnie spółkował, nie racząc zauważyć wchodzącego. Na podłodze leżał wyłączony dron Fii.

 Ion stał, patrząc i czując, jak wzbiera w nim pożądanie. Nie do tej głupiej siksy na biurku, lecz do żony Pana Kierownika. Byli ze sobą od pół roku. Ani piękna, ani nad wyraz zgrabna. Posiadająca jeden ogromny atut — była zaniedbaną przez męża żoną przełożonego.

 Rozdzielca cofnął się bezszelestnie do swojego boksu. Dyspozycja za białko odzyskane z ciał rodziców Fii mogła poczekać, lecz druga na pewno nie. Przełożeni Pana Kierownika byli już poinformowani o tym, co się wydarzyło – temu służył Raport, dron nad głową.

 Seks w pracy sam w sobie nie był niczym nagannym, ale zaniedbanie priorytetowego polecenia...a jeszcze wyłączony dron, to przecież ukrywanie działań pracownika. To chyba....

 Rozmyślania mężczyzny przerwał hałas. Fia gwałtownie wyszła, a przez otwarte drzwi boksu Kierownika można było posłyszeć jego podniesiony głos:

 —... Tak, z puli Szczególnie Przydatnego Pracownika... Oczywiście, Panie Naczelniku... Już zrealizowana... Tak jest! Dziękuję.

 Acha, to ten pokój Fii – pomyślał rozdzielca i wrócił do ekranów, aby realizować dyspozycje.

 

 Reszta dnia pracy upłynęła zupełnie normalnie. Pan Kierownik wyszedł niedługo po rozmowie i już nie wrócił. Ion, jako najstarszy stażem i stopniem na sali, sprawdził, czy wszyscy zakończyli swoje prace. Jego Raport przesłał meldunek o każdym zwizytowanym stanowisku. Rozdzielca miał już zamiar wyjść, gdy odezwał się sygnalizator: „sprawdź wiadomości”. Podszedł z powrotem do swoich ekranów. Na dyspozycjach widniała dużą czcionką wypisana wiadomość: „Pozostań na stanowisku – konferencja”.

 Zrobiło mu się ciepło, a potem zimno. Usiadł. Na ekranie ukazał się osobiście sam Pan Naczelnik. Ion poderwał się i ukłonił, nie śmiąc powtórnie spojrzeć w oblicze.

 - Zapoznałem się z opiniami kierownika, jego żony, waszych sąsiadów... Nieważne. Jak rozumiem, znacie Ennealog, czyli globalne zasady korporacji?

 - Tak jest – wydusił z siebie Ion.

 - Powiedzcie je wszystkie.

 - Pierwsza: Poza korporacją nie istniejesz.

 - Druga: Korporacja wie wszystko — nie wzywaj jej.

 - Trzecia: Jesteś częścią Korporacji i twój czas jest jej własnością.

 - Czwarta: Ojciec, matka i rodzina są przeszkodą w karierze.

 - Piąta: Zabijaj, gdy przyniesie to korzyść Korporacji.

 - Szósta: Prostytucja jest dobrą drogą do kariery.

 - Siódma: Wszystko, co masz, jest własnością korporacji.

 - Ósma: Kłamstwo i obmowa to narzędzia zarządzania.

 - Dziewiąta: Cudze żony to szczeble twojej kariery, a cudze tajemnice to twoje bezpieczeństwo.

 - No proszę — Odezwał się Naczelnik — Kto by pomyślał, że w takiej dziurze są tacy praworządni członkowie korporacji? Od jutra do czasu mianowania przeze mnie Kierownika będziesz pełnił jego obowiązki.

 — T-tak jest! Dziękuję! – Odpowiedział na trzęsących się nogach.

 Ekran zgasł. Ion podszedł do boksu, w którym jeszcze niedawno uprawiano seks. Od jutra to on będzie tu urzędował. Przymierzył się do wygodnego fotela, spojrzał na biurko i tylko jeden ekran. W kącie stał robot-regenerator; posiłek, masaż, drink orzeźwiający... Rozdzielca nigdy nie miał czasu, aby się przyjrzeć. Wyszedł, zamykając drzwi w nastroju lepszym niż wtedy, gdy Obyczajni przyjechali zabrać rodziców. Teraz wreszcie dostanie samodzielny pokój. Może nawet z możliwością ciągłego korzystania z wody zamiast naświetlań dezynfekcyjnych...

 Doszedł do baraku, nie wiedząc kiedy. W TV zaczynała się właśnie kolejna transmisja z wyspy.

 „Pora skończyć z totalnym zakłamaniem. Najwyższy czas zmienić rzekomo moralne, do niedawna obowiązujące normy. Pod takimi hasłami wyborczymi szliśmy do wyborów i zrealizowaliśmy te hasła w stu procentach. Dla garstki zatwardziałych niedobitków dawnego porządku zorganizowaliśmy kolejną, cykliczną Szczuriadę. Warunki w stosunku do poprzednich Szczuriad zostały nieznacznie zmodyfikowane, aby uatrakcyjnić to widowisko. Przypomnijmy je.

 Uczestnicy mają całe dziesięć długich minut na zorganizowanie się i dokonanie wyboru, czy występują indywidualnie, czy łączą się w zespoły.

 Reguły szczuriady są proste i dokładnie takie jak w ekonomii; nie ma żadnych reguł. Wygrywają ci, którzy ocaleją po ośmiu godzinach. Krótkie przerwy w nadawaniu relacji wypełnią sprawozdania z roboczych wizyt naszych posłów w zakładach pracy miast i wsi.

 Nad bezpieczeństwem widzów czuwa osiem okrętów krążących wokół wyspy oraz trzy satelity monitorujące całą wyspę. Nie ma więc obaw, że któryś z fanatycznych wrogów dobrej zmiany dokona ucieczki. Nie będziemy zdradzali szczegółów zabezpieczeń. Wystarczy powiedzieć, że wokół wyspy rozciąga się strefa absolutnie sterylna i wolna od jakiegokolwiek życia...”.

 Kamera pokazała wyspę widzianą z powietrza, a potem dokonała najazdu na miejsce, w którym znajdowali się nieprawomocni oraz oponenci.

 Świeżo awansowany mężczyzna znał ten tekst prawie na pamięć. Szczuriada towarzyszyła mu, odkąd pamiętał. Każde wybory, mimo że zawsze wygrywane przez jedyną korporację — „Będziemy Potęgą” — kończyły się tygodniowymi szczuriadami. Ion podejrzewał, że nawet gdyby nie było, wyborów co pół roku, to i tak istniałyby szczuriady. Wiedział ze szkoły, że dzięki szczuriadom od dawna uzyskuje się zapasy białka, które potem przetwarza się na żywność. „Nie stać nas na marnowanie żadnego rodzaju mięsa, a stoimy u progu konfliktu, którego rozmiar może przewidzieć tylko Prezes Zarządu Korporacji. Naszym obowiązkiem jest posłuszeństwo i wiara w zwycięstwo, a nasi przeciwnicy muszą zostać unicestwieni”. Wpajano mu to od czasu, gdy zaczął rozumieć, co się do niego mówi. Ojciec opowiadał, że z nim też tak było, a dziadek bredził, że kiedyś, dawno, dawno temu Korporację nazywano partią, ale wtedy też oszczędzano.

 Ze wspomnień wyrwały go okrzyki i wrzaski. Spojrzał na TV. Grupka opozycjonistów rozpoczęła metodyczne zabijanie porównywalnej z nią grupy starych niepraworządnych. Czterech opozycjonistów systematycznie dusiło kolejne ofiary. Dwu przytrzymywało, a dwu innych okręcało szyję oderwanym od koszuli rękawem i ciągnęło w przeciwne strony końce tak sprokurowanego powroza. Gdzie indziej pojedynczy opozycjonista, wielki jak pracownik Obyczajnych, wyrywał z grupy pojedynczych staruszków i szybkim ruchem skręcał im karki, zostawiając za sobą sznur ciał leżących na ziemi.

 Znał to na pamięć. Na koniec, na ostatnich żywych wypuszczano odłowione w okresie między szczuriadami gryzonie, potem sterylizowano wyspę i ruszały maszyny zbierające mięso. Ion odwrócił wzrok od ekranu. Miał do załatwienia jeszcze jedną sprawę. Zdjął korporacyjny ubiór i przebrał się w stare, znoszone i odziedziczone po ojcu ubranie i bluzę z kapturem. Wyszedł z baraku i z daleka okrążył budynek korporacji. Na niewielkim placu stał posąg przedstawiający symbol Korporacji „Będziemy Potęgą”. Na sześciennej podstawie olbrzymia kobieta, opierając stopę na globie, trzymała symbole Korporacji. Miecz — sprawiedliwość i Tablicę Ennealogu. Ion rozejrzał się dookoła i podszedł do cokołu. Przyklęknął, jak nakazywała tradycja, dotknął czołem postumentu i kawałkiem największego skarbu zwanego ołówkiem napisał szybko: CHWDK.

11185 zzs

Liczba ocen: 0
50%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~Karawan
Kategoria: inne

Liczba wejść: 32

Opis:

"Dawnych wspomnień czar" - stara bitwa z Opowi

Dodano: 2020-10-05 17:42:06
Komentarze.
~oko 3 m.
świetne. bardzo udane opowiadanie.
Odpowiedz
fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin