jasno ciemno
Rankor — część 17 Rankor — część 15

Rankor — część 16

 Poprzednia część: https://t3kstura.eu/pokaz_tekst.php?id_txt=4816

 

 Saskatoon, prowincja Saskatchewan, Kanada

 

 – Fort Smith w Arkansas to dobra miejscówka. Leży pomiędzy Ozark National Forest a Ouachita National Forest. Jest gdzie polować. Mam tam przyjaciela, odwiedzałem go kiedyś i to właśnie tam poznałem Pini. Pracowała w parszywym barze, już wtedy ledwo dychał, wątpię, żeby jeszcze funkcjonował. Mike mógłby nas wspomóc, dołączyć.

 – Tuż przy granicy z Oklahomą, znów… Tam się spotkaliśmy – podsumował Charles.

 Sophia dostała histerii. Krzyczała, że nie zostawi męża, że chce wysyłać mu listy, że czeka na znak, że ma misję, że musi znaleźć przejście, że nie może opuścić Kanady, nie może opuścić Saskatoon. Odłożyli wyjazd na kilka dni. Abigail dwa razy ją uratowała, wyciągając podtopioną z wanny. Raz przypadkowo, słysząc dziwne odgłosy, a potem już jej pilnowała. Charles raz zawiózł Sophię nad Redberry Lake, gdzie wysyłała długi list – przywiązując go do kamienia i wrzucając do wody. Planowała wyprawę w dzicz, gdzie – jak uparcie twierdziła – musi znajdować się przejście. Codziennie wieczorem podlewała grządki z kasztanowymi ludzikami, czekając, aż wyrosną. Różne przedmioty można było znaleźć w przeróżnych miejscach. Pościel porozkładaną w rogach podwórka, sztućce na niemalże każdym meblu, zdjęcia rodzinne moczące się w miednicy pełnej wody, już dawno rozmyte. Miotana co rusz nową fazą wpadała na przeróżne pomysły, jednego dnia dorwała markera i rysowała wszędzie uśmiechnięte buźki – na talerzach, pustych doniczkach, ścianach, drzwiach. Cały dom się uśmiechał. Tak powiedziała.

 Hej, patrzcie! Cały dom się do nas uśmiecha.

 W dzień wyjazdu znaleźli ją martwą powieszoną na żyrandolu w salonie. Na stole leżał zapieczętowany list i krótka notka o treści:

 „Znalazłam przejście. Wyślijcie ostatni list. I mnie też, wyślijcie, Redberry Lake. Chcę być z nim”.

 Tym razem Jackie nie dopuścił do siebie żadnych emocji. Być może już ich nie miał, być może odeszły razem z Pini. Został sierotą i, choć formalnie nie była jego żoną, wdowcem. Spełnił prośbę matki i pochował ją tam, gdzie chciała. W otchłani.

 – Nieźle się trzymasz – stwierdził nazajutrz po „pogrzebie” Charles. – Dużo na ciebie spadło ostatnio, a mimo to dajesz radę.

 Jackie wzruszył ramionami.

 – Po prostu nie chcę skończyć jak ona tylko dlatego, że nie potrafiła się pogodzić.

 Charles poklepał go po ramieniu. Zapakowali dwa wozy wszystkim, co miało jakąś wartość i wyruszyli na południe, najpierw opuszczając Kanadę, a potem kierując się w stronę Fort Smith. Jackie postanowił zostawić za sobą przeszłość, zamknąć ten rozdział i nigdy nie wracać do Saskatoon. Ominęli drogę biegnącą przed Mound City.

 

 

 

 *CZĘŚĆ DRUGA*

 

 

 — Jakiś czas później —

 

 

 Nie działa już nic. Prąd jest jedynie w miastach, poboczne linie zostały odcięte. Mamy kaflowe piece i mnóstwo świec. Pini uznałaby to za szalenie romantyczne. Ruszyła produkcja syntetycznej żywności na masową skalę. Wiodącą walutą jest nadal mięso, choć czarny rynek prężnie handluje także, niestety, kobietami. Ponadto kanibalizm stał się, oczywiście, powszechny. Bezprawie również. To, co się wydarzyło i od czego zaczął się cały proces, wszyscy określają mianem Wielkiej Zmiany. Istnieje świat przed oraz po Wielkiej Zmianie. Prawdopodobnie jest nieodwracalna.

 Zabijają nas upały, deszcz nadal tnie skórę do krwi, a burze są śmiercionośne – tak w telegraficznym skrócie mogłaby przedstawić sytuację meteorologiczną prezenterka pogody w swoim krótkim spocie po wieczornych wiadomościach.

 Niestety większość prezenterek pogody zmarła z głodu. Meteorologów także.

 Nikt nie nadaje już ani pogody, ani wiadomości.

 Jedzenie samego mięsa nam, jako gatunkowi, nie służy. Człowiek sam w sobie nie produkuje witamin, musi je pobierać z owoców i warzyw. Owoców i warzyw, których nie mamy. Drzewa nie owocują, plony nie wschodzą lub od pierwszych kiełków są popsute. Rozpanoszył się szkorbut, choroba marynarzy, którą leczono chociażby jedzeniem cytryn. Nie mamy pieprzonych cytryn. Łatwo o złamania, wypadają zęby. Słowem – mamy przeróżne problemy.

 Zarejestrowaliśmy się w nowo powstałym systemie jako publiczne gospodarstwo, jadłodajnia i noclegownia. Mamy przydział syntetyków, jednak kurewsko okrojony. Charles trzyma w kupie wiele spraw, naprawdę udało nam się tu zahaczyć na dłużej. Knajpę, w której pracowała Pini, zastaliśmy w stanie agonalnym – opuszczona rudera. Ellie i Abi pomogły. Mój kumpel Mike dołączył do nas na samym początku. Zwerbowanie go wiązało się z wypiciem dwóch litrów pędzonego bimbru w akompaniamencie snucia przyszłych planów i przeszłych opowieści. Dobrze, że jest z nami, bo wrogów nam nie brakuje. Wokół pełno grup przestępczych. Póki co jakoś się trzymamy.

 Krążą plotki o masowych wypalaniach lasu, w celu spłoszenia zamieszkującej je zwierzyny i jej masowym uboju. Ryby wciąż są trujące, pomimo że próbują je czymś szpikować. Czyż nie idiotyczne? Muchomorów jakoś nie udało się odtruć.

 Krążą plotki o laboratoryjnych hodowlach warzyw.

 Krąży wiele plotek.

 Straciłem wszystkich bliskich, więc zacząłem od nowa. Dale Carnegie mawiał, że każdy dzień to nowe życie.

 

 *

 

 Fort Smith, Arkansas, USA

 

 Ellie krzątała się po swoim pokoju, rozważając sen, a jednak coś – być może kobieca intuicja – zatrzymało ją dłużej przy wieczornej pielęgnacji. Usłyszała pukanie, a wspomniana intuicja zdawała się krzyknąć: Bingo! Uchyliła drzwi, w korytarzu stał Charles.

 – Dobry wieczór. – Uśmiechnął się niepewnie.

 – Hej – bąknęła, poprawiając wiązanie szlafroka i gestem dłoni zapraszając go do środka. – Co tam?

 Zamknął za sobą drzwi.

 – Pod ogrodzenie podeszły wilki, wystraszyły gości, Jackie poradził sobie z nimi koncertowo. Skubaniec dobry jest w te klocki, powiedziałbym, że lepszy ode mnie. Dawniej wilk nie pozwalał się oglądać ot tak, pilnował własnej prywatności, chyba że wściekły, a teraz… Martwię się, że zachodzą zmiany w łańcuchach pokarmowych i antropofobia zanika. – Rozsiadł się w fotelu. Ellie zlustrowała go spojrzeniem, miał mocno sprane dżinsy i świeżą koszulę. Na pewno nie chodził w niej od rana. Na pewno założył ją przed chwilą. – Słowem martwię się, że ewolucja wypieprza nas na sam koniec tegoż łańcucha. One zaczynają na nas polować.

 – Przyszedłeś tu, żeby mnie martwić przed snem?

 Oblał się rumieńcem. Pięćdziesięcioletni facet, który „spalił cegłę”, bo nie wyszedł mu wieczorny bajer. Ellie wybuchła śmiechem.

 – Negocjowałem podłączenie naszej linii energetycznej – ciągnął niezrażony – to dla nich pewnie jeden przełącznik, a koszty…

 Zbiła go z tropu wciąż wesołą miną.

 – …eee, jeden facet, który zatrzymał się tu z synem, mówił, że w Little Rock rozważają przywrócenie systemu monetarnego i…

 – Co ty nie powiesz. – Usiadła naprzeciwko, krzyżując ręce na piersi. – Znaczy, że funkcjonowanie gospodarki w starej formie po Wielkiej Zmianie jest możliwe?

 – Jak się okazuje – kontynuował ożywiony zainteresowaniem i podjęciem tematu przez rozmówczynię – panika i chaos, jakie nastąpiły w pierwszych miesiącach oraz tak duże zachwianie, eee, tąpnięcie, eee, teraz, wszystko, hm, jest możliwe.

 – Przyszedłeś tu, bo masz ochotę na seks, a nie debaty gospodarcze, Charles. Stare, dobre rżnięcie. Mam rację?

 – Nie traktuję cię tak. Powiedz słowo, a wyjdę.

 Przez chwilę milczała.

 – Powiem słowo… Zostań.

 

 *

 Leżał na plecach otulony jej długimi, wyjątkowo jak na trudne czasy wypielęgnowanymi nogami. Jedną rękę wcisnął między poduszkę a głowę, drugą zaciągał się papierosem i myślał o tym, że szczęście nie jest, jak się okazuje, jakoś sztywno powiązane z sytuacją wokół. Bywały w jego życiu czasy dobrobytu, podczas których jednak dominujące uczucie, jakiego doświadczał, stanowiła pustka. Brak. Marazm. A teraz… Rzygać mu się chciało od jedzenia kolejnych porcji mięsa i proszkowanego żarcia, non stop musiał zmagać się w potyczkach albo z wrogo nastawionymi ludźmi, albo zdziczałą zwierzyną, przez większość lata ukrop doprowadzał go do obłędu i co trzecią noc nie spał, pilnując bezpieczeństwa ludzi odpoczywających pod ich dachem, a mimo to w tym momencie nie czuł niczego, poza tak dziwnie błogim, przyjemnym i długofalowo bezpiecznym poczuciem, że fajnie jest po prostu być. Reasumując – pomyślał – można to zdefiniować jako szczęście.

 – To był świetny pomysł, żeby pozwalać przejezdnym płacić za nocleg również szlugami – stwierdził. – Genialny.

 – Twój? Geniuszu? – Oplotła go jeszcze mocniej. Zanurzyła długie palce pomiędzy włosami nad jego brzuchem. Czuł na skórze twardy kobiecy sutek. W ostatnich miesiącach Ellie zapuściła włosy, były teraz długie, czarne, opadały kaskadami na jej ramiona, snuły się po plecach, kilka kosmyków zabłądziło, wpadając pomiędzy nagie piersi. Pomyślał, że naprawdę jest bardzo seksowna. Zupełnie nie przypominała tej krnąbrnej i zapuszczonej dziewuchy, jaką zabrał z Mound City.

 – Nie mój. Wymyśliła to Abigail, pomimo że nie pali. Stwierdziła, że osiemset razy dziennie słyszała jak ja, Jackie lub Mike mówimy: „Ale bym zajarał” – zaśmiał się – więc w końcu warknęła, żebyśmy wrzucili fajki w cennik. Wszystkie kioski w okolicy dawno obrabowano, sprawdziłem, więc dziewczyna miała serio niezły pomysł.

 – Myślisz, że ją pieprzy?

 – Kto?

 – Jackie. Abigail.

 – Myślę, że nie. – Odsunął kobietę na moment, sięgając w stronę popielniczki. – To chyba nie to.

 – A u nas? – Ellie wwierciła zieleń przenikliwego spojrzenia w łagodne oczy Charlesa. – A u nas to jest to?

 Sprzedał jej pstryczka w nos, próbując nadać lekkości powadze, która miała nadejść wraz z kolejnym stwierdzeniem.

 – Chciałbym, żeby tak było. Ale znasz mnie tylko troszeczkę, Ellie. Nie wiem, czy spodobałoby ci się kilka spraw z mojej przeszłości.

 – Smęcisz jak w łzawym melodramacie. Tobie też mogłaby przeszkadzać moja przeszłość. Mogłaby, prawda? Tak to już jest, że gdy ludzie spotykają się w wieku późniejszym niż naście lat, to każdy ma jakąś tam przeszłość. Pytam, czy to jest to, tu i teraz, Charles?

 Zamyślił się na moment. Na dnie plecaka wciąż miał wycinek prasowy, w którym żądne sensacji pismaki ubrały w odpowiednio duże i rażące kolorami czcionki artykuł o karambolu i ucieczce skazańca z konwoju do San Quentin. Wspominał o tym w luźnej pogawędce Pini, nigdy natomiast Ellie, pomimo że spędzili ze sobą kilka nad wyraz miłych nocy.

 – Tak, Ellie. To jest to.

 Przytuliła policzek do jego torsu. Zasnęła z poczuciem, że mogłaby tak zasypiać już zawsze. Charles jeszcze długo nie spał, rozmyślając o tym, kim jest, kim był i kim może się stać. Plastyczność wyboru własnych dróg. Lubił myśleć, że jest gościem, który przybył znikąd i donikąd zmierza.

 

 Kolejna część: https://t3kstura.eu/pokaz_tekst.php?id_txt=4915

10774 zzs

Liczba ocen: 1
75%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: *Ritha
Kategoria: fantastyka

Liczba wejść: 88

Opis:

Dodano: 2020-10-07 14:29:10
Komentarze.
~oko 3 m.
– Negocjowałem podłączenie naszej linii energetycznej – ciągnął niezrażony – to dla nich pewnie jeden przełącznik, a koszty… - naszej??? przecież dopiero przyjechał w żałobie po Pini... a może coś już mi się pomieszało w czytaniu na raty?
– Nie traktuje cię tak - ogonka zabrakło w traktowaniu
Na dnie plecaka wciąż miał wycinek prasowy, w którym żądne sensacji pismaki ubrały w odpowiednio duże i rażące kolorami czcionki artykuł o karambolu i ucieczce skazańca z konwoju do San Quentin. - nie wiem sam, czy w świecie, gdzie jedzenie ludzi staje się normą. "pismaki" i "pisma" są jeszcze możliwe - skrajny fanatyzm tych, co potrafią tylko pisać?
ten odcinek zupełnie mi się nie spodobał.
Odpowiedz
*Ritha 3 m.
oko przecież to mówi Charles,nie Jackie, to raz, a dwa - oddzieliłam grubą krechą i wewnętrznym prologiem, że opisane wydarzenia mają miejsce znacznie później. A wycinek prasowy jest z dawnych czasów, ehh... Chyba za bardzo skupiasz się na wyszukiwaniu przekleństw 😆
Dziękuję za opinię, choć osobiście bardzo lubię akurat tę część i nie mogłam się doczekać aż ją wstawię 😳😊
Chyba mamy momentami inne podejście do treści
Pozdrówki!
Odpowiedz
Wpadłam, rozejrzałam się i lecę dalej. Do schabowych
Wrócę!
Odpowiedz
*Ritha 3 m.
alka666 haha,ja też właśnie walczyłam ze schabowymi
Odpowiedz
~jotka 3 m.
O proszę, trochę romantyzmu się przebija, jeśli można nazwać romantycznym melodramaty łóżkowe
Klimat beznadziei miesza się z czymś w rodzaju umiarkowanego szczęścia. Niezwykle udana jest ta seria.

💪
Odpowiedz
*Ritha 3 m.
jotka no czasem mnie ciągnie w romantyczne takie różne, niestety-stety, lubię wielogatunkowo
Fajno, że udana, dzięki miss jotkoko
Odpowiedz
~jotka 3 m.
O proszę, trochę romantyzmu się przebija, jeśli można nazwać romantycznym melodramaty łóżkowe
Klimat beznadziei miesza się z czymś w rodzaju umiarkowanego szczęścia. Niezwykle udana jest ta seria.

💪
Odpowiedz
"Nie traktuje cię tak" - traktuję;
"Nie wiem, czy spodobałoby cię się kilka spraw" - ci;
Dziwny ten nagły spokój, stabilizacja. W sensie - podejrzany, bo przypuszczam, że za chwilę coś się posypie, ale z drugiej strony ta namiastka względnej normalności jest przyjemnym, dobrym przerywnikiem. Mnie tam się podobało.
Odpowiedz
*Ritha 3 m.
alfonsyna dzięki, poprawiłam baboli, pisałam przed chwila Canowi pod inną częścią, że tkam Rankora na zasadzie akcja - łącznik - akcja (łatwo się domyślić), wszyscy muszą czasem odpoczywać - i czytelnicy i bohaterowie, i autor. Nawet Rick Grimes czasem spał!
Kłaniam się!
Odpowiedz
No proszę, interes się rozwija. Ale jak na mój nos, zaraz coś pierdyknie. Ale dobra. To później.
Ellie i Charles - ładna para. Dobrana? Się okaże później. Ale mogłoby coś z tego wyjść, gdyby się postarali
Podoba mi się ich rozmowa, jakby się znali milion lat, a jednocześnie dopiero się poznali. Dlatego myślę, że mogłoby coś z tego być...
Kasztanowe ludziki - to było w TW? Coś mi się kołacze w myślach.


Kotlety smażone, wątróbka gotowana i schabowy gotowany z warzywami. Smażone dla MenŻulka, gotowane dla mnie i dla psicy. Taaa, wysiada mi już małe co nieco. Za dużo prochów, więc gotowane mięska i warzywka...
I burbon do tego
Na trawienie
Odpowiedz
*Ritha 3 m.
alka666 "Podoba mi się ich rozmowa, jakby się znali milion lat, a jednocześnie dopiero się poznali" - cudne skojarzenie, dokładnie taki efekt chciałam uzyskać
Kasztanowe ludziki czy były w tw? nie wiem, możliwe, ale w zestawie ich nie miałam
Rozważam ostatnio gotowane mięso - dobre dla figury, ale kurde... czy to ma smak w ogóle?
Dziękuję za wizytę
Odpowiedz
Ritha jasne, że ma smak. Najwięcej jest smaku słonego

Pamiętaj, by do gotowanego dodać dużo warzyw. Niech mięso gotuje się z jarzynami. One świetnie smakują z mięsem. Lubię rosół, więc do wywaru po mięsie wsypuję kaszkę i jest syty.
Można też ugotować mięso i dodać do duszonych jarzyn (marchewka, papryka, por, cebula, czosnek, seler, pietruszka, pomidory, cukinia). Czasami do takich jarzyn zamiast mięsa daję soczewicę. Syte i dobre. Doprawiasz ulubionymi przyprawami. Jakbyś chciała dokładniej, pisz na PW. Albo wrzucę w wolnej chwili na Czary Gary. Dawno tam nie byłam.
Odpowiedz
*Ritha 3 m.
alka666 łooo Jezu, za skomplikowane, nie lubię się babrać w garach, lubię jeść, nie kce dokładniej, wpie**olę mięso przyprawione do wody i jak nie wyjdzie, to wrócę do patelni, trudex! Kto by te warzywa wszystkie obierał godzinami!
Ale w Czary Gary wrzuć, może przetrawie temat w weekend
Odpowiedz
Ritha i znów tu jestem. Musiałam sobie przypomnieć, by czytać kolejną część. Wcale chętnie tu wróciłam
Odpowiedz
*Ritha 2 m.
alka666 super
Odpowiedz
Oczywiście byłam i pędzę dalej
Odpowiedz
*Ritha 3 m.
SylviaWyka niczym pędziwiatr
Odpowiedz
z dużym wykopem
"Hej, patrzcie! Cały dom się do nas uśmiecha.

W dzień wyjazdu znaleźli ją martwą powieszoną na żyrandolu w salonie. Na stole leżał zapieczętowany list i krótka notka o treści:

„Znalazłam przejście. Wyślijcie ostatni list. I mnie też, wyślijcie, Redberry Lake. Chcę być z nim”." - a tu rozjebałaś tym, że wszystko przedstawione bez zapowiedzi. Jednostajnie. Spokojnie. Wow. Super efekt.


" Charles poklepał go po ramieniu. Zapakowali dwa wozy wszystkim, co miało jakąś wartość i wyruszyli na południe, najpierw zostawiając za sobą Kanadę, a potem kierując się w stronę Fort Smith. Jackie postanowił zostawić za sobą przeszłość, zamknąć ten rozdział i nigdy nie wracać do Saskatoon. Ominęli drogę biegnącą przed Mound City." - 2x sformuowanie: zostawili/zostawił za sobą. Wysyłam i idę dalej

Odpowiedz
"Krążą plotki o masowych wypalaniach lasu, w celu spłoszenia zamieszkującej je zwierzyny i jej masowym uboju. Ryby wciąż są trujące, pomimo że próbują je czymś szpikować. Czyż nie idiotyczne? Muchomorów jakoś nie udało się odtruć." - haha, zajebiste.

Spoko para. Zajebiście zarysowany romans. Dirty love. Lubię.
W ogóle bardzo dobra część i fajnie ujęte szczegóły, jak z tym szkorbutem.
Odpowiedz
*Ritha 3 m.
Can, i tu również kłaniam się, dziękuję za czujne oko (babole już reperuję), wszystkie uwagi i motywację
Też lubię dirty love, nie mogłam się oprzeć, żeby nie pokombinować z Charlesem i Ellie
Odpowiedz
fb-t3kstura TW-t3kstura

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin