TW#2 Pętla_WartBu*gKalipsa
Praca Wyróżniona

TW #3 „Siódma pieczęć” aka Ostatnia taka impreza na Ziemi

 Postać: Złodziej nietypowych rzeczy

 Zdarzenie: Gdzie się podział mój palec?

 Efekt: Pięć metrów pod ziemią – dowolna interpretacja.

 

 

 Wywaliło go na skraj świadomości gdzieś o ósmej rano. Jak okiem sięgnąć pustka. Brak żywej duszy. Egzageracja każdego dźwięku wywoływała ból głowy – ktoś w oddali coś zamiatał, sprzątał butelki. Czuł, jakby ktoś wkręcał mu w czaszkę rozgrzaną śrubę. Gdzie impreza? — pomyślał i rozejrzał się po pustce.

 Z oddali wyglądał jak przebieraniec we włochatym stroju z jasełek, leżący na stole.

 Tuż znad linii horyzontu, którą wyznaczały rozmywające się i wirujące kontury lśniących butelek, tuż za morzem aromatycznego sosu, za piwną rzeką, która wylała obfitymi meandrami, tworząc złociste wodospady kapiące na posadzkę, za keczupiańsko-cebuliańskim bagnem, w którym drzemał, głaskany wschodem słońca z papierowym parasolem wetkniętym za ucho, ujrzał swoje lustrzane odbicie. I coś w nim było nie tak.

 Kawałek po kawałku, niczym film posklejany przez szalonego montażystę, wracały teledyskowe wspomnienia poprzedniej nocy.

 

 „Poprzednia noc, noc ostatnia”

 

 — Czekaj! A jeśli nie trafię do piekła? W sumie to byłem dość dobrym człowiekiem — powiedział ksiądz Lucjan, poprawiając krucyfiks na piersi, gdy Szymon przykładał do jego ręki igłę. — Tylko trochę piłem, ale wszyscy u nas… Nie kradłem, nie gwałciłem, nie molestowałem.

 — Bohater… — westchnął wymachujący strzykawką. — A piąte?

 — Co piąte?

 — Po piąte. — Rozłożył ramiona. — Nie zabijaj.

 Lucjan podwinął rękaw jakby piąte przykazanie boże, które zamierzał złamać, przekonało go.

 — Czekaj! — Zabrał nagle rękę jak poparzony językiem ognia piekielnego. — Przecież to ty mnie właśnie mordujesz.

 — No tak, ale tak jakby ty popełniasz samobójstwo. To przecież grzech.

 — Słuchaj, a może bym dla pewności zrobił coś złego? Jak trafię do nieba, to będę miał przejebane. Kurwa. Kurwa — zaklął ksiądz.

 — Widzę, że się boisz.

 — Może to dlatego kurwa, że nie mam doświadczenia kurwa w umieraniu kurwa?

 — Co ty tak nagle klniesz? Przeklinanie, to trudna sztuka, nie wystarczy wstawiać wszędzie kurwa. Potrzebny jest rytm słowa, wyczucie…

 — Chcę, aby policzyli mi to za grzechy. Wiesz, jak działa koc termiczny? Wiesz, kiedy dać mi atropinę?

 — Ćwiczyliśmy to.

 — Ta… Na szczurach, konkretnie jednym, który zdechł. Wskrzeszanie szczurów nie jest…

 Nie dokończył wywodu o Łazarzu i Jezusie, bo poczuł, że zasypia. Ten skurwiel Szymon musiał wstrzyknąć mu to przez wenflon wcześniej.

 Dziesięć minut później kompan stał nad Lucjanem z respiratorem, ładując w niego tyle prądu, że martwił się o rachunek od elektrowni. Ciałem rzucało, linią EKG też w rytm dawkowanych ładunków, dozownik podawał atropinę, jak ojciec panny młodej lał wódkę na weselu a brunatny koc termiczny, w który go zwinięto, podgrzewał go, czyniąc z wielebnego coś, co wyglądało jak parówka. Diody migotały jak choinka bożonarodzeniowa.

 Lucjan otworzył oczy.

 — Masz? — zapytał Szymon.

 — Dzięki, że pytasz. Czuję się dobrze — odparł i powoli otworzył dłoń, w której znajdował się zakrwawiony, włochaty palec z paznokciem jak szpon.

 — O kurwa! — rzuciło nim. — Coś ty zrobił? Zajebałeś demonowi palec? Miałeś tylko wziąć jakiś przedmiot, na którym zostawiłby odcisk palca.

 —Kur… — Ksiądz przeżegnał się, prosząc Pana o przebaczenie. — Szymon, twój plan był niezły, ale okazało się, że w piekle ciężko jest znaleźć odciski palców. Wszystko jest uje… uwa… ubru…

 — Zdecyduj się.

 — Ubrudzone smołą. I nie da się zebrać linii papilarnych.

 — Co teraz?

 — Ukradliśmy im Apokalipsę. Będą musieli nas wysłuchać.

 — Pragnę zaznaczyć, że kradliśmy Apokalipsę według świętego Jana. Mam nadzieję, że innych nie mają.

 

 ***

 

 Lu beknął ogniem. Tępo patrzył na dłoń, nie mogąc złapać ostrości. Liczył palce.

 JEDEN

 Wspomnienia napływały do niego pocięte chaotycznie.

 DWA

 Wybrał się z kumplami-demonami na Ziemię, aby zabawić się tam po raz ostatni i trochę pogrzeszyć z miejscowymi panienkami.

 TRZY

 Ktoś tam był. Jakiś Polak, który wyzwał go na pojedynek na chlanie.

 CZTERY

 Zliczony czwarty palec zaprowadził go wprost do palca piątego.

 PIĘĆ

 — Kurwa mać! — krzyknął, zionąc ogniem na lewo i prawo.

 Telefon. Musi zadzwonić. Telefonu nie było.

 — Yhy — Odkrzyknął ktoś, kto najwyraźniej był tutaj od jakiegoś czasu, patrząc na niedolę skacowanego demona.

 — Gabi?

 — Gabriel, jeśli łaska.

 — Co ty tu.....

 Pokazał mu klepsydrę. Ostatnie ziarenka czasu.

 — Pamiętasz? Dzień Sądu Bożego.

 — My tu na dole nazywamy ten dzień trochę inaczej.

 — Mniejsza z formalnościami — wyjął smartphone i wywołał aplikację Siódma pieczęć. Przeżegnał się i oznajmił — Już czas.

 Ukazała się ikona odcisku palca, a Lu momentalnie złapał się za dłoń, chcąc ukryć miejsce po kikucie.

 — Musimy razem otworzyć siódmą pieczęć.

 — Widzisz. Tu mam problem....

 Opowiedział mu wszystko, co pamiętał, czyli niezbyt wiele: impreza, panienki, telefonu nie ma, na razie opowieść była logiczna. Dodał: — Palca z jedynym odciskiem, który może odblokować Apokalipsę, nie ma.

 — Jak to nie ma?

 Pokazał Aniołowi dosadny dowód zaginięcia palca.

 — Co ty? Jaja sobie kur… robisz? – rzekł, rozkładając skrzydła, jakby chciał nimi przerazić demona. Ten złapał się za głowę i zwalił się na łóżko, jęcząc z bólu wczorajszych harcy.

 Gabriel kontynuował: — Zatem chcesz powiedzieć, że ktoś ukradł ci palec? Akurat ten palec, który jest jedynym odciskiem palca do aktywowania Siódmej pieczęci?

 — Musimy powiedzieć to naszej górze — zawyrokował Anioł.

 — Górze?

 — No… Ty dołowi, ja górze.

 — Zatem powiemy, że schrzaniliśmy to? Wiesz, co oni z nami zrobią?

 — Z nami? Ty zachlałeś…

 — Pomóż mi, bozia ci wynagrodzi.

 — Ja jestem aniołem, ty piekielnym pomiotem. Nie będę pracował z…

 — Chyba nie masz wyboru. Też dostałeś zadanie otworzenia pieczęci, beze mnie nie możesz. Jak to później będziesz tłumaczył w Niebie? Jasne, znowu zwal wszystko na moce piekielne, na diabła, na szatana. Powiesz to jego wina, tego złego. Ta… Wytłumaczenie godne człowieka!

 Anioł spojrzał na wijącego się z bólu nocy wczorajszej dwumetrowego rogatego demona i żal mu się go zrobiło.

 — A może twój boss może przeprogramować telefon? — zapytał demon.

 — Oczywiście, w końcu jest wszechmogącym, ale jest teraz zajęty innymi sprawami, dlatego to zadanie delegował mi.

 „Innymi sprawami, czyli sprowadzaniem nieszczęść roku 2020” – pomyślał w szatańskim duchu.

 — A on nie podsłuchuje teraz swoich pracowników? Skoro jest wszechwiedzący niczym administrator sieci w korpo — zapytał Lu.

 Anioł nie odpowiedział. Podniósł klepsydrę. Wybrał z niej ziarenko czasu.

 — To wczorajsza noc — oznajmił i począł przypatrywać się uważnie.

 Czas upływał wstecz. Samo patrzenie na bezeceństwa demona gorszyło Anioła, ale musieli zobaczyć całą prawdę o wczorajszej nocy. I dowiedzieli się, że demon tak się spił, że łamiąc wszelkie standardy pracy i zasady BHP…

 Przenieśli się do wczoraj.

 — Te Polaczek, jak ci było, przynieś jeszcze jedną. Szatan w piekle ci wynagrodzi.

 — A możesz pokazać sztuczkę z ogniem.

 Demon pstryknął palcami i kciuk zamienił się w pochodnię, od której przypalił sobie lufę nabitą ziołem.

 Stojący teraz obok nich anioł, a wtedy nieobecny tutaj, uderzył się w czoło w geście rozbrajającego rozczarowania.

 — A ta cała Apokalipsa, to jutro? — zapytał Polak.

 — No, przykro mi — rozłożył bezradnie szpony. — Jurto umrzecie. Co zrobić?

 — To co, macie taką aplikację na telefon w SzatanStore? — dopytywał człowiek.

 — Tak to pomyślane, że i Anioł i Demon muszą zatwierdzić Apokalipsę. Coś jak wasze klucze atomowe.

 Anioł przyspieszył nieco czas.

 — Te szatan, weź skocz do baru, teraz twoja kolej — powiedział Szymon.

 Dwumetrowy owłosiony demon ze szponami stał w długiej kolejce open baru, gdzie pijani goście nie za bardzo dostrzegali kto i co jest obok nich. Każdy widział tylko bar, który jawił im się jak oaza pośrodku palącej pustyni wysuszonych gardeł.

 — Pan się spocisz w stroju tej małpy — powiedział barman, lejąc wódę.

 Demon spowodował mały pożar, na który teraz wszyscy spojrzeli i wykorzystując nieuwagę gości, zdematerializował barmana, który wyparował, nie pozostawiając po sobie nawet butów.

 Polak w tym czasie dyskretnie zabrał telefon demona.

 — Szymon, z ciebie to porządny chłop. Pijemy razem, chociaż wiesz, że jutro rozpierdolę ci świat — wziął serwetkę ze stołu i napisał coś. — Pokaż to na granicy życia i śmierci. Skontaktuj się ze mną, jak już umrzesz. Może załatwię ci w piekle jakąś fuchę.

 

 ***

 Demon wszedł z wykopem drzwi z framugi.

 — Czy wy żeście na głowy poupadali? — Lu groził palcem wskazującym prawej dłoni, który wprawdzie był palcem fantomowym.

 Lucjan parsknął śmiechem. Szymon upomniał go łokciem w splot słoneczny. Zrobił to skutecznie, bo ksiądz zwalił się na kolana.

 — Śmieszy was to? Przecież was ze smoły nie powypuszczam!

 — Nie licząc ostatniego wybryku, to w gruncie rzeczy byliśmy dobrymi ludźmi — oznajmił Lucjan wciąż turlając się po posadzce.

 — Diabeł ma rację — wtrącił Anioł.

 Demon spojrzał na niego zdziwiony.

 — Powtórzę. Czy wy żeście na głowy poupadali? — kontynuował Lu.

 — Panie Anioł, panie Diable, chcieliśmy renegocjować warunki Końca Świata — oznajmili chóralnie. Lucjan już klęczał, Szymon niepewnie postanowił, że do niego dołączy. Ksiądz służbowo złożył ręce do modlitwy, ale upomniał się w duchu, że przy reprezentancie sił piekielnych, to chyba jednak nie wypada.

 — Jesus kurwa Christ — oznajmił anioł i się przeżegnał od razu. Po czym dodał: — Ale wy nie jesteście tutaj żadną stroną negocjacyjną. Jesteście prochem i w proch się obrócicie.

 — Jak nie jesteśmy stroną? Chcecie nam rozwalić świat — oznajmił Lucjan. — To może jednak jesteśmy?

 — Oświeć nas, jakież to są wasze warunki?

 — No takie, aby nas nie zabijać panie Diable i panie Anioł…

 — Cicho — Lucjan upomniał kompana. — Panie Anioł, w 2020 roku świat nie jest w najlepszej kondycji. Panie Anioł, jeśli teraz będzie koniec świata, to zbyt wielu dusz nie zabierzecie, a jak przełożycie ten wasz projekt, to…

 — Ale my mamy deadline! Bóg i Szatan, oni się założyli. Stworzono świat, dali mu datę końcową przydatności i się założyli, ilu pójdzie z szatanem ilu z Bogiem, tego nie da się przełożyć.

 — Dobra, oddajcie telefon i palec panu Demonowi i zapomnijmy o sprawie — powiedział Gabriel.

 — Nie da rady. Telefon zniszczyliśmy, palec też. Wszystko zakopaliśmy dla pewności pięć metrów pod ziemią.

 Szatan wziął głęboki oddech. Obecni tu ludzie myśleli, że to na uspokojenie, aby nerwy odeszły, ale nie. Gdy języki ognia wystrzeliły zamiarem spalenia tu zgromadzonych, Anioł osłonił ich swoimi skrzydłami i oznajmił: —To nic nie da. Umrą i w sumie nie wiadomo gdzie trafią, ja ich nie chcę u siebie.

 — Ja też nie — zgodził się z Aniołem.

 

 ***

 

 „Koniec Świata odroczony z przyczyn technicznych” – brzmiał tytuł maila.

 — Gabrielu, dobrze to rozegrałeś — powiedział SZEF. — Szkoda tylko, że nie mam już na kogo ciebie awansować. Od tysięcy lat piastujesz stanowisko Archanioła.

 — Dziękuję. Te wizje, które pokazałem w ziarenku czasu Lu, nie do końca były prawdziwe. Owszem, wybrał się na Ziemię, owszem zachlał, owszem wygadywał wszystkim o Końcu Świata, owszem zgubił telefon. Ksiądz wymyślił, że trzeba go odblokować i sprawdzić, co tam jest. Do tego potrzebowali odcisku palca, a Lu wrócił już do domu. Na szczęście dał im list polecający spisany na serwetce. Potem do akcji wkroczyłem ja. Subtelnie naprowadziłem tego księdza i jego kumpla, jak ich zwali, a nieważne — machnął ręką i skrzydłem. — W każdym razie udali się do Piekła, tam nasi agenci przeprowadzili ich do śpiącego, skacowanego Lu i… No powiedzmy, że nie przewidziałem, że ukradną mu palec.

 — Uratowałeś wiele dusz. Na papierze Koniec Świata wyglądał nieco lepiej. Gdy to planowaliśmy. Rok 2020 wydawał się odpowiedni. Modele statystyczne pokazywały, że ludzie w obliczu takiej dawki kataklizmów jak płonące lasy, kryzys ekologiczny i wreszcie Covid-19 skupią się na religii, ale okazało się coś zupełnie innego. Gdybyśmy przeprowadzili Apokalipsę teraz, Szatan dostałby zbyt wiele dusz. Chyba jeszcze sporo muszę się nauczyć o swoim dziele stworzenia.

 Gabriel przytaknął, a w neseserze miał CV w kopercie z adresem Piekła.

 

Liczba ocen: 5
98%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~hens
Kategoria: trening-wyobrazni

Liczba wejść: 118

Opis:

Dodano: 2020-10-11 11:21:13
Komentarze.
Witamy nowy tekst TW
Odpowiedz
~oko 11 d.
Ciałem rzucało, linią EKG też w rytm dawkowanych ładunków, dozownik podawał atropinę, jak ojciec panny młodej lał wódkę na weselu a brunatny koc termiczny, w który go zwinięto, podgrzewał go, czyniąc z wielebnego coś, co wyglądało jak parówka. - więc podawał, jak lał? może z jednego czasownika warto zrezygnować? wprowadza jakieś zamieszanie nie potrzebne.
Jak nie jesteśmy stroną? Chcecie nam rozwali świat — oznajmił Lucjan. — To może jednak jesteśmy? - rozwalić - literkę zjadło.
Subtelnie naprowadziłem tego księdza i jego kumpla, jak ich zwali, a nie ważne — machnął ręką i skrzydłem. - nieważne, to chyba jedno słowo.
pomysł rewelacyjny. bardzo mi się podoba. perfidna sprawa.
Odpowiedz
~hens 11 d.
oko Dziękuję za komentarz i uwagi. Muszę zastanowić się co z tym EKG.
Odpowiedz
~jotka 11 d.
z dużym wykopem
Wiesz co, hens, Twoje ostatnie opowiadanie czytało się samo, nic dziwnego, że zostało wyróżnione a tutaj... Tutaj jest bardzo podobnie.
Wstęp absolutnie mnie kupił, dialogi też smakowite. Bardzo mocny zawodnik z Ciebie. A to, to muszę skopiować bo cudne porównania:

"Tuż znad linii horyzontu, którą wyznaczały rozmywające się i wirujące kontury lśniących butelek, tuż za morzem aromatycznego sosu, za piwną rzeką, która wylała obfitymi meandrami, tworząc złociste wodospady kapiące na posadzkę, za keczupiańsko-cebuliańskim bagnem, w którym drzemał, głaskany wschodem słońca z papierowym parasolem wetkniętym za ucho, ujrzał swoje lustrzane odbicie. I coś w nim było nie tak."
"
Odpowiedz
~hens 11 d.
jotka

Dziękuje za opinię.
Ten wstęp to z takiej książki, którą pisałem, ale porzuciłem dawno temu.
Odpowiedz
~Aja 11 d.
Pomysł zacny! Bardzo mi się podoba - lubię Twój styl i pomysłowość. Nie lubię w literackim języku nasycenia przekleństwami, więc tym razem pozostanę sobie trochę obok.
Odpowiedz
~hens 11 d.
Dziękuję za opinię.
Zazwyczaj moi bohaterowie nie przeklinają. Tym dałem taką swobodę.
Odpowiedz
~alfonsyna 11 d.
"— Czekaj! — Zabrał nagle rękę jak poparzony językiem ognia piekielnego.
— Przecież to ty mnie właśnie mordujesz." - ta druga część powinna chyba nie być oddzielona enterem tylko spacją, bo to zdaje się nadal mówi ksiądz, a jak jest w ten sposób, to wprowadza pewne zamieszanie - ja się chwilę nad tym dialogiem musiałam zastanowić;
"głowę i zwalił się na łóżko, jęcząc, że go głowa boli" - trochę tej "głowy" tu nadmiar;
"Diabeł ma racje" - rację;
"nie wiadomo gdzie trafia" - trafią;
No, takie nieco inne niż Twoje dotychczasowe, lżejsze, z humorem, z przymrużeniem oka - czytało się to bardzo przyjemnie i nieraz wywołało uśmiech. Fajnie rozegrany zestaw i w dodatku na czasie, z aktualnymi odniesieniami, mnie się podobało.
Odpowiedz
~hens 10 d.
alfonsyna Dziękuję za uwagi - do wszystkich się stosuję! Cieszę się, że się podobało.
Tak, styl zupełnie inny. NAwet chciałem napisać coś na poważnie (ale się nie dało)

Odpowiedz
~Angela 11 d.
Przeczytało się samo. Dialogi wykonane przednio i myślę sobie, że tekst mnie kupił.
Odpowiedz
~hens 10 d.
Angela Dziękuję!!
Odpowiedz
*Manta 9 d.
hahaha bardzo fajne opko z humorem tez dobrze piszesz
Odpowiedz
~hens 7 d.
Manta Dzieki!
Odpowiedz
!Szudracz 8 d.
Ech, a już miałam nadzieję, że Apokalipsa w końcu się dopełni.
Ziarenko z klepsydry, zajebisty motyw czaso przenośni.
Zejście do piekła, też niezły motyw.
Odpowiedz
~hens 7 d.
Szudracz Dziękuję.
Odpowiedz
*Canulas 7 d.
z dużym wykopem
Nie no, Panie. Ostatnie było cudne, ale tutaj. Ja pierdzielę. Jesteś absolutnym topem tych 3teksturowych stron.
RE-WE-LA-CYJ-NE OPKU


Odpowiedz
~hens 7 d.
Canulas
Dziękuję za opinię. Cieszę sie, że się podobało.
Odpowiedz
^Halmar 7 d.
Ależ pomysł! A wykonanie - cudo. Diabelsko-anielskie klimaty, duża dawką humoru, bohaterowie... Świetna robota!
Zdaje mi się, że opko ma ponad 12 tys. znaków?
Odpowiedz
~hens 7 d.
Halmar Dziekuje za opnie!

Długość to 11949 (ze spacjami)
Odpowiedz
^Halmar 7 d.
hens, ufff... Bo już się bałam Siuper!
Odpowiedz
~hens 7 d.
Halmar Ale bylo na styk. Musialem nawet coś tam uciąć.
Odpowiedz
Znałam kiedyś ksiedza Lucjana, specyficzny czlowiek, alee nie o tym chciałam. Nie spodziewałam sie takiego tekstu, świetne, z fajnym żartem, coś innego. Miło się czytało! Kilka genialnych motywów, lubię cię czytać ❤️
Odpowiedz
~hens 5 d.
SylviaWyka Bardzo Ci dziękuję za te opinię - to bardzo motywuje!
Odpowiedz
*Ritha 5 d.
z dużym wykopem
"Tuż znad linii horyzontu, którą wyznaczały rozmywające się i wirujące kontury lśniących butelek, tuż za morzem aromatycznego sosu, za piwną rzeką, która wylała obfitymi meandrami, tworząc złociste wodospady kapiące na posadzkę, za keczupiańsko-cebuliańskim bagnem, w którym drzemał, głaskany wschodem słońca z papierowym parasolem wetkniętym za ucho, ujrzał swoje lustrzane odbicie. I coś w nim było nie tak" - wow, świetne flow

"— To co, macie taką aplikację na telefon w SzatanStore?"
"„Koniec Świata odroczony z przyczyn technicznych” – brzmiał tytuł maila"
Deadline mają, powiadasz

Nie no, zajebiste opowiadanie, jestem pod wielkim wrażeniem. Masz skilla, Hens
Odpowiedz
~hens 5 d.
Ritha Dziękuję! Takie słowa to czysta poezja. Czuję się odpowiednio zmotywowany!
Odpowiedz
*Ritha 5 d.
hens byłeś najlepszy ni pierwszy raz, brawo!
Odpowiedz
*Ritha 5 d.
nie* pierwszy
Odpowiedz
~hens 4 d.
Ritha Dzięki Ritha, dużo to dla mnie znaczy!
Odpowiedz
~Angela 5 d.
z dużym wykopem
Niewiarygodnie wręcz dobre opowiadanie. Dokładnie w takim klimacie jaki lubię najbardziej, Troszkę skojarzyło mi się z Siewcą Wiatru.
Odpowiedz
~hens 4 d.
Angela Dzuękuję! To bardzo motywujace.
Odpowiedz
~CptUgluk 4 d.
z dużym wykopem
Świetne, nie wiem co więcej dodać. Bardzo dobrze napisane, a sam pomysł rzuca na kolana. Zasłużone pochwały.
"Pan się spocisz w stroju tej małpy" - śmiechłem.
Pozdrawiam!
Odpowiedz
~hens 4 d.
CptUgluk Dzięki! Cieszę się, że się podobało.
Odpowiedz
!sensol 4 d.
Zajdel podobny miał pomysł w Limes Inferior, a były to lata osiemdziesiąte i nie było jeszcze komórek. opowiadanie pomysłowe bardzo. piszesz dobrze, więc czyta się lekko. ludzie już zgłupieli do reszty. szatan i bóg łapią się za głowy i klną. tego chaosu już nic nie zatrzyma
Odpowiedz
~hens 4 d.
sensol Dzieki!
Odpowiedz
~Anette 4 d.
No,no,bardzo dobre. Lubię takie klimaty. Dobrze się czytało. Może jakiś ciąg dalszy?
Odpowiedz
~hens 4 d.
Anette Dziękuję.
Nie myślałem o ciągu dalszym. To chyba zamknięta historia.
Odpowiedz

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin