Lotofagi (epitafium) O tym jak nie napisałem TW#2 oraz 3 Głód

Windą do nieba TW#3

  TW#3

 Postać - Ruda małpa

 Zdarzenie - dwa metry od siebie

 Efekt - wywiad z osoba, która cie obdarowała - Angela

 

 

  Znowu mignęła mi w tłumie. To nie pierwszy raz, a mam dobre oko do twarzy. Tylko że i tym razem jej twarz okryta była maseczka. Pomimo wprowadzanych obostrzeń, nie była to konieczność zachowań na otwartej przestrzeni. Mało kto afiszował się z tym czymś, co pozbawiało nas indywidualności, mimiki, czyli emocjonalnego porozumienia wewnątrz gatunku. 

  Oczywiście, pozostał jeszcze język ciała. Ale ona jakby drwiła sobie z tego, prześlizgując się przez rzeczywistość w sposób niezdefiniowany. Być może nie poznałem jeszcze jej języka. Ale w moim zawodzie to jakby porażka. 

  Nie zamierzam zdradzać, czym się zajmuję, choć to istotna praca. Bardzo istotna. Nie jestem podejrzliwy, bo to inni bywają podejrzliwi wobec mnie. Odniosłem jednak wrażenie, że jestem śledzony. Miałem swoje sposoby, żeby odkryć za sobą ogon. 

 Nie tym razem. Pojawiała się i znikała, co mogłoby doprowadzić mnie do pasji, gdybym u zarania nie nauczył się być wstrzemięźliwy w emocjach. Nie oznacza to, że nie odczuwam emocji. Wręcz przeciwnie. Wielu przekonało się o tym na własnej skórze. 

 

 W komunikatach kolejne ostrzeżenia i zapowiedź obostrzeń w związku z pandemią. 

 

  A cóż to za pandemia? Trochę bardziej zjadliwa grypa. Kiedyś to bywały epidemie. Nie jestem historykiem, ale co nieco się czytało. Czarna ospa, cholera, tyfus, nie wspomnę o Czarnej śmierci. 

 Nazwano ją tak, bo śmierć była wtedy naprawdę przepracowana. A jednak ludzkość przetrwała dżumę i to wszystko. Ludzie mają cholerną umiejętność przetrwania i przystosowania się, zabijając przy okazji inne gatunki. 

 Trochę filozofuje, ale to nie jest zabronione w mojej pracy. Chociaż nie zajmuję się niczym szczególnym. To raczej inwentaryzacja i sprawdzanie, żeby księgowość nie była zafałszowana. 

 Nie macie pojęcia ile istnieje sposobów na zafałszowanie ksiąg rachunkowych. 

 

  W kwestii zabijania, zwłaszcza innych gatunków niż ten, do którego należę. Właśnie wybrałem się do ZOO. To w Oliwie jest jednym z najpiękniejszych w Europie, o ile można tak nazwać kompleks, który więzi zwierzęta. Po prostu, rozmieszczone jest na obszernym terenie wzgórz morenowych, usprawiedliwiając sumienia, nie trzymaniem wszystkiego żywego w klatkach. 

 

  Odnoszę wrażenie, że znowu przemknęła w tłumie spacerowiczów. Po jednym ją rozpoznam na pewno. 

 Zatrzymałem się przed zagrodą dla wilków. Mam bardzo pozytywny stosunek do tych zwierząt, pomimo, że część z nich u zarania dziejów pozwoliła się skundlić, by służyć ludziom. W końcu psy też bardzo lubię. 

 W rzeczy samej, mają gdzie pobiegać. Kawałek lasu imitującego wolność. 

 A jednak, jakieś takie mało dzikie. Przybite. Dają się oglądać panom stworzenia, czyli Homo sapiens. 

  Pójdę jednak do małp, czyli naszych ewolucyjnych przodków. 

 Zagrody dla małp wyglądają przygnębiająco. Tu klatki nie są zbyt obszerne. Mam nadzieje, że jest tam jakaś przestrzeń, która imituje ich naturalne środowisko. 

 Poszedłem do tzw. Naczelnych. Przespacerowałem obok szympansów, które naśladują zachowania ludzi przed prętami. Chwilami odnoszę jednak wrażenie, że drwią z oglądających. Zajrzę jeszcze do orangutanów i wracam do domu na obiad. 

 

  Pod ścianą ruda samica. Wokół rozrzucone ogórki, które otrzymała, chyba, na posiłek. Ale nie do posilania się ich używa. Wydaje się być obojętną na tłum gapiów z drugiej strony. Ułożyła się tak, że wszystko jest obscenicznie widoczne. Z miną pełną rozkoszy, chociaż trudno mi jest rozpoznać grymasy małpy, masturbuje się ogórkiem. Po czym wybiera większy i znowu się masturbuje. Rodzice czym prędzej zabierają dzieci. 

  W pewnej chwili odniosłem wrażenie, że spojrzała mi prosto w oczy. Postanowiłem wrócić do domu. 

 

 Uciekł mi autobus, lecz wydało mi się, że tajemnicza nieznajoma wsiadła właśnie do niego. Nie dogonię jej, bo jestem na piechotę. Rzadko używam służbowej bryki. Powiem tylko, że miewa swoje narowy. Zachowuje się jak niezaspokojona klaczka. 

 

  Musiałem czekać całe pół godziny na następny autobus. A jeszcze czeka mnie przejazd z Oliwy do Sopotu. 

 Chociaż to akurat żabi skok SKM-ką. Jakieś pięć minut. W Sopocie zmieniają strefę epidemiologiczna z żółtej na czerwoną. Nalazło się turystów, jak zwykle, i zakazili moje ukochane miasto. 

 Nie, żebym narzekał. W mojej pracy statystyka jest ważna, ale nie najważniejsza. Mam tam rodzinę. 

 Chociaż niespecjalnie się o nich obawiam. Odporność mają po mnie. No, może żona? Ale to Kaszebka z krwi i kości. Dlatego wyszedłem za nią. Kaszebi może i są pyskaci i trudno ich zrozumieć, ale odporni ponad wszystko, również na dobre rady. 

 Burczało mi w brzuchu. W domu czekał na mnie obiadek i dzieciaczki... 

 

 Coś grzmotnęło, podłoga zamieniła się z sufitem miejscami. 

 !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! 

 ???????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????

 

  Tak sobie się czołgałem pośród macierzanek i innych ziół. Ubranie płonęło na mnie. Kwiatki wokół mnie też. Nie oglądałem się na płonący wrak autobusu, bo wiedziałem wszystko. Wszystko co i jak. A potem normalne zapadanie w ciemność. To się chyba nigdy nie skończy. Powtórka z rozrywki. 

 

 Z trudem rozwarłem powieki. Irytujące światło lamp sufitowych i jeszcze bardziej irytujący głos. 

 

 -Obudził się pan w końcu. Ile palców pan widzi? 

 -Kurwa, widzę macki, a nie palce, chcę do toalety. 

 -Och, nie musi pan. Został pan zacewnikowany. 

 -Grzebaliście przy moim fiucie? Zgłoszę to jako gwałt na mojej seksualności. A ja i tak muszę do toalety. Wyciągnijcie to coś plastikowego, co mnie uwiera. Kiepsko znacie się na swojej robocie,albo cewnik jest zatkany. 

 -Działa całkiem dobrze. Był pan nieprzytomny przez dwanaście godzin. 

 -To dlatego mam wrażenie, że pęcherz zaraz mnie rozwali na strzępki. 

 -To wrażenie psychosomatyczne. 

 -To mnie wypuścicie. Czuje się całkiem dobrze. 

 -No właśnie – w głosie można było wyczytać zakłopotanie – czeka tu na rozmowę z panem zespół śledczy policji. Jest pan jedyną osobą, która przeżyła dziwną katastrofę autobusu. 

 -A dacie mi się najpierw wyszczać?! 

  Nieco wyostrzyłem wzrok i powoli zacząłem się uspokajać. W końcu to dla mnie nie pierwszyzna. Tylko wciąż nie rozumiałem, dlaczego nie pierwszyzna. Pogrzebali trochę poniżej, co było bolesne, a ja zaczynałem rozpoznawać obrazy. 

 Jakiś lekarzyna w białym kitlu, ale siostrzyczka wydała mi się boleśnie znajoma. Grzebała mi właśnie przy fiutku, ale wcześniej widziałem ją w tłumie. I to kilka razy z rzędu. 

  To Ona! Oczywiście, jak wszyscy tutaj miała na twarzy maseczkę.Wstałem , zatoczyłem się z lekka. Podsunęli mi wózek. I wtedy straciłem ją z oczu. 

 Ale i tak musiałem najpierw do toalety. Dziwne, że  to nie personel szpitala mnie odprowadzał. Zrezygnowałem z wózka i z początku halsowałem od ściany do ściany. Jednak jakieś cienie podążały za mną nieustępliwie. 

 Pomyślałem sobie, czy będą mi przytrzymywać, kiedy będę sikał. 

 Wolałbym nie, choć siostrzyczka wywoływała pewne fantazje. Ale zniknęła jak zwykle. To chyba tylko moja obsesja. 

  Wysikałem się z ogromną ulgą. Ten cewnik faktycznie był do bani. 

 Cienie,które mnie odprowadzały, okazały się tylko pilnującymi mnie policjantami. I raczej nie chciałbym, żeby którykolwiek podtrzymywał. 

 Sam sobie dałem radę, a jednak wciąż coś było nie tak. Oczywiście nie mogłem uniknąć przesłuchania. Wszyscy w maseczkach, a więc nie mogłem poznać ich min, chyba że po oczach. 

 A miałem w tym niezłe doświadczenie. No miałem, choć nie wiem skąd. 

 

 * 

 

 -Nie znaleźliśmy u pana żadnych dokumentów, a jest pan jedynym pasażerem autobusu, który przeżył katastrofę. Pojazd spłonął doszczętnie. W tym 27 osób. Jakim sposobem pan przeżył? Bez żadnego uszczerbku, oprócz popalonej odzieży. Lekarze twierdzą, że powinien mieć pan poparzenia trzeciego stopnia, co najmniej. Czy mógłby się pan przedstawić? 

 -Przecież spłonęły mi dokumenty, a ja nic nie pamiętam. 

 

 Co najdziwniejsze, nie mogłem, nie potrafiłem. Pamiętałem, że jechałem na obiad, do domu. Jakiego domu? Żona, dzieci? 

 Wciąż pamiętałem, ale z każdą chwilą mniej. Bardziej intrygowała mnie postać z tłumu, która tak niedawno dotykała mnie boleśnie w okolicy intymnej. 

 Co mam odpowiedzieć tym palantom z policji? Z kolei, wiedziałem o śmierci dwudziestu siedmiu pasażerów, zanim mi oznajmili. 

 -Przepraszam, ale nie pamiętam. Nic nie pamiętam. Chyba nie oskarżacie mnie o atak terrorystyczny na autobus z ZOO. 

 -Ale to, akurat, pan pamięta. 

 -Tak, pamiętam, że byłem w ZOO i że jechałem do domu na obiad.Najgorsze, że nie pamiętam nic więcej. Do domu?! Może. Pamiętam pewną rudą małpę. Goryl? Może szympans? 

 -Panowie – to głos lekarza - musicie już opuścić pacjenta.Znajduje się w szoku pourazowym. 

 

 Może i znajdowałem się w jakimś szoku, ale myślałem nad wyraz jasno. 

 Ktoś tu mnie wodzi za nos, albo coś. A miałem tylko jedno podejrzenie.Ostatnio trzymała mnie za koniec, choć dosyć boleśnie. Nieznajoma z tłumu. 

 W gruncie rzeczy łatwa do rozpoznania, gdyby nie to, że odsetek osób mających rudą  czuprynę wcale nie jest taki niski. 

 

 Szpitalne żarcie nie służyło mi. Ale po kilku dniach zacząłem się przyzwyczajać. Najgorsze było polowanie na papierosa. Paskudny nałóg. Ale nie mogę bez niego żyć. Ważniejsze dla mnie jest,żeby zapalić, niż żeby przypomnieć sobie, jak się nazywam. 

 Pielęgniarki,które po kryjomu zachodziły na dymka w miejsce, które odkryłem,dzieliły się ze mną. Musiałem tam zjeżdżać windą do piwnicy obok prosektorium. Nie, żeby mnie odstręczało to miejsce. Raczej dziwiłem się tym młodym, często pięknym dziewczynom. Wydawało się im, że są obeznane ze śmiercią. To przez tę edukację. Starsze pielęgniarki tu nie schodziły. Miały swój własny kącik dopalenia. 

 

 Ale cóż. Ściągnąłem windę z góry. Nie miałem pojęcia co tam się znajduje, bo na pewno nie oddziały szpitalne. 

 Drzwi rozsunęły się, jak to w windzie. 

 

 Była tam – przepiękna, rudowłosa, ale wciąż z tą maseczką na twarzy. Odsunąłem się na przepisowe dwa metry. Tak zamierzałem, ale winda tego nie zapewniała. Jakieś półtora metra najwyżej, jeżeli oprzeć się o ściany. Opierałem się, ale nie mogłem się oprzeć Jej. 

 Oddychaliśmy tym samym powietrzem, a ja miałem ochotę na coś więcej niż na wspólne oddechy. I nagle przypomniałem sobie. 

 -To Ty jesteś Zaraza.

 -  No proszę, Angela jestem. W końcu sobie przypomniałeś. Niewiarygodne jak śmierć zapomina, i przejmuje ludzkie cechy. 

 - Angela, czyli ognisty Anioł. Nie wydajesz się zbyt skuteczna. Ten covid to tylko eugenika, nic nowego, zwykła grypa. Nawet jako grypa hiszpanka byłaś skuteczniejsza. 

 -Bo kochaliśmy się wtenczas. Nie rozumiesz, że musimy współdziałać, współ spółkować? 

 

 Była przepiękna, i ruda, tak jak lubię. 

 -A czemu nie - pomyślałem, choć wcześniej pomyślała za mnie ta część poniżej, z lekka obolała jeszcze przez cewnikowanie. Już miałem ją objąć. I coś więcej. 

 -Zdejmij maseczkę - powiedziałem. 

 

  Nawet śmierci opada, kiedy zobaczy twarz samicy orangutana zaspokajającej się ogórkiem. 

 

Liczba ocen: 0
50%
0%
25%
50%
75%
100%
© Copyright - wszystkie prawa zastrzeżone.
Autor: ~Alchemik
Kategoria: trening-wyobrazni

Liczba wejść: 45

Opis:

Dodano: 2020-10-11 17:12:51
Komentarze.
Witamy nowy tekst TW
Odpowiedz
~oko 1 m.
sporo dygresji nieistotnych dla akcji - jakieś księgowe historie, zabiegi szpitalne - a najważniejsze, czyli tajemnica wypadku, jakoś po macoszemu. dziwaczne opowiadanie.
Odpowiedz
oko
Cóż, smierc musi dbać o księgowość.
Wypadek autobusu jest wlasciwie nieistotny dla opowiadania. To raczej zabieg dla przeniesienia akcji i uwiarygodnienia postaci śmierci.
Po prostu okrywam zapominalskiego bohatera woalem tajemnicy, która ma się ujawnić dopiero w epilogu. Pewnie dziwaczne, bo napisane w konwekcji nie oczywistości.
Odpowiedz
~oko 1 m.
Alchemik jasne. istotne są rude małpy i odległość, reszta, to wypełnienie, albo uzasadnienie.
Odpowiedz
oko
Treść wcale nie jest tylko dopełnieniem.
Trzeba tylko uważniej zwrócić uwagę na monolog bohatera. Jego pseudo filozofowanie. Zewnętrzną rzeczywistość, miejsce akcji. W gruncie rzeczy to rodzaj drwiny z ludzkości. W epilogu spotkanie śmierci z zaraza nie wróży nic dobrego, chociaż jest nadzieja, ze do bliższego kontaktu nie dojdzie.
Odpowiedz
~Angela 1 m.
Podoba mi się. Bardzo lubię narrację pierwszoosobową a i treść była lekka w odbiorze.
Przy samym zakończeniu padłam.
Odpowiedz
Angela

Dziękuję, Angela. W końcu to Ty mnie obdarowałaś tematem. Komuś się wreszcie spodobało, bo juz popadałem w zwątpienie.
Odpowiedz
~Angela 1 m.
Alchemik nigdy nie wątp : )
Odpowiedz
^Halmar 1 m.
Świat to jedno wielkie Z(ł)OO, wszyscy jesteśmy małpami, ta ruda piękność też. Pani Śmierć, zaraza na co dzień i od święta. Wszystko fajnie się układa w tej fabułę, jak puzzle - nawet te nieistotne z pozoru elementy. Myślę, że Von Trier zainteresowałby się ta historia pod katem scenariusza do swego nowego filmu. No, ale to tylko moje nieistotne zdanie ha ha
Odpowiedz
Halmar

Hal, dziękuję bardzo za dogłębne zrozumienie mojego monologu.
Na pierwszy rzut oka moze wydawać się takim sobie pieprzeniem sobie a muzom. A Ty właśnie odkryłaś w nim te fragmenty, które nazwałaś elementami puzzle. No cóż moze faktycznie jesteśmy na jakimś wybiegu ZOO, pod lupa, A Z(u)OO, jest tego efektem. A moze tylko żartobliwie pofilozofowałem sobie. Ale ruda orungacica jest prawdziwa, akurat, i obserwowałem ja w ZOO w Oliwie. Maseczki na gębach tez są prawdziwe.
I pieprzony Covid wyhodowany w chińskim laboratorium. Nie wierze w przypadki. Zabija tylko najsłabszą część populacji ludzkiej. Dlatego nazwałem to eugenika na miarę naszych czasów. Nie jestem śmiercią, wiec raczej nie chciałbym się przekonać, czy pokonam chorobę, bo raczej juz nie jestem z tych najsilniejszych.
Odpowiedz
"była maseczka" - maseczką;
"Trochę filozofuje" - filozofuję;
"Mam nadzieje" - nadzieję;
"zmieniają strefę epidemiologiczna" - epidemiologiczną;
"Dlatego wyszedłem za nią." - to celowo jest w ten sposób napisane? Bo faceci generalnie się żenią, a nie wychodzą za mąż, więc powinno być raczej "Dlatego się z nią ożeniłem";
"To mnie wypuścicie" - wypuśćcie;
"Czuje się całkiem dobrze" - Czuję;
"Nieco wyostrzyłem wzrok" - wydaje mi się, że raczej nie można sobie samemu tak na życzenie wyostrzyć wzroku, chyba że jest się jakimś cyborgiem, może bardziej "Wreszcie wyostrzył mi się wzrok", albo "Zamrugałem, żeby nieco wyostrzyć wzrok";
"Jakiś lekarzyna w białym kitlu, ale siostrzyczka wydała mi się boleśnie znajoma" - generalnie to zdanie jako całość nie ma sensu, pierwsza część nijak z drugą się nie łączy, ale nie wiem, co miałeś na myśli, co ten lekarzyna ma do tego, że siostrzyczka wydała się znajoma? Może prędzej "Stojąca koło jakiegoś lekarzyny w białym kitlu siostrzyczka wydała mi się boleśnie znajoma"? Bardziej coś w ten deseń, żeby miało sens;
"W tym 27 osób" - liczby słownie, ale też raczej "W nim dwadzieścia siedem osób", a nie "w tym";
"swój własny kącik dopalenia" - do palenia;
"Szpitalne żarcie nie służyło mi. Ale po kilku dniach zacząłem się przyzwyczajać. [...] Paskudny nałóg. Ale nie mogę bez niego żyć" - ja to bym z tego poczyniła dwa zdania, a nie cztery, krótkie zdania tylko spowalniają czytanie, wytracają płynność, no i też powtórzenia "ale" można spokojnie uniknąć - "Szpitalne żarcie nie służyło mi, choć po kilku dniach zacząłem się przyzwyczajać. [...] Paskudny nałóg, ale nie mogę bez niego żyć" - to jedynie moja propozycja;
W dialogach nie masz spacji po myślnikach, interpunkcja też sobie żyje swoim życiem, czasem są spacje gdzie nie trzeba, czasem nie ma tam gdzie trzeba, zdarzały się też jakieś powtórzenia itp. W ogóle troszkę to leci chaotycznie, bohater nieco skacze opowieścią z kwiatka na kwiatek, jakby się nie umiał skupić. Być taki był cel i zamysł, a może Ty masz z natury jakiś taki chaos w stylu, mnie to niekoniecznie odpowiada, scena w szpitalu to też nie moje poczucie humoru, ale wcale nie musi być - wszak każdy ma własne gusta. Jakby nie było - doceniam zakończenie i to, że pewne dygresje jednak znalazły właściwe miejsce w tej układance. Doceniam też pomysł na wykorzystanie zestawu, bo ostatecznie wyszło to ciekawie.
Odpowiedz
alfonsyna

Mam cholerne trudności w kwestii zapisu na moim starym sprzęcie.
Wyłapujesz literówki jak pająk muchy w sieci.
Trochę się spieszyłem, bo wcześniej popełniłem błąd, pisząc nie na ten temat, wiec nie zdążyłem poprawić wszystkiego.
Zrobię to jeszcze. Ale i tak jesteś boska nauczycielka. A ja korzystam z każdej nauki.
Proza to nie moja bajka, ale chciałbym ja przysposobić. Literówki i spacje. To akurat tylko kwestia techniczna. Z pewnymi uwagami się nie zgadzam, ale jestem ogromnie wdzięczny za czytanie i tak obszerny komentarz.
Alfonsyno, serdecznie dziękuję.
Odpowiedz
Alchemik nie musisz się zgadzać ze wszystkim, wiadomo, ale jeśli coś się okazało pomocne, to się cieszę.
Odpowiedz
*Ritha 1 m.
"A cóż to za pandemia? Trochę bardziej zjadliwa grypa. Kiedyś to bywały epidemie. Nie jestem historykiem, ale co nieco się czytało. Czarna ospa, cholera, tyfus, nie wspomnę o Czarnej śmierci.
Nazwano ją tak, bo śmierć była wtedy naprawdę przepracowana. A jednak ludzkość przetrwała dżumę i to wszystko. Ludzie mają cholerną umiejętność przetrwania i przystosowania się, zabijając przy okazji inne gatunki" - dokładnie

Dalej już gorzej, gdyż są tematy które mnie nie porywają literacko - sranie, rodzenie, cewnikowanie, więc w pewnym momencie mnie odrzuciło. Niemniej gdybyś napisał, że ktoś wytarzał się we flakach trupów, by wejść w tłum zombie, to czytałabym z zainteresowaniem, więc... gusta guściki.

Pozdrawiam

Odpowiedz
Ritha gdy "Walking Dead" wejdzie za mocno
Odpowiedz
*Ritha 1 m.
CptUgluk dokładnie
Odpowiedz
Obraz masturbującego się ogórkiem orangutana trudno będzie wyrzucić z pamięci.
Ciekawy koncept, aczkolwiek jak dla mnie dużo dodatków, a nieco mało mięska. Nie najadłem się do syta, choć nie mogę narzekać na smak. Pozdrowienia!
Odpowiedz
CptUgluk Mogę wrzucać do opowiadań mięsko ponad miarę. Mielone, flaczki, flaczki zombi, kotlety z ludziny, według upodobań miss Rithy. Tym razem koncept był inny. Spokojny, acz pokręcony. Musiałem umieścić pewne przemyślenia w żartobliwej, choc nie do końca, formie. To taki rodzaj przewrotności, gdzie odkładam akcje na drugi plan.
Odpowiedz
Kurde, przeleciał mi ten tekst, bo nie był podlinkowany. Sorrex, Twoja wina, mister Al
Odpowiedz
Canulas Przepraszam za brak linku. Zabyłem.
Odpowiedz
Alchemik noo, trudex. Czasem tak jest
Odpowiedz
Canulas Nic nie szkodzi. I tak nie liczyłem na aplauz. Spieszyłem się z tym opkiem, bo napisałem juz raz, tylko na mylny temat. Ale ja jestem roztargniony. Za nastepne TW wezmę się bardziej na serio. Z głową i z planem.
Odpowiedz
Alchemik 👍
Odpowiedz
~Anette 1 m.
Tekst w porządku.
Odpowiedz

Strona Główna  ·  Forum  ·  Pomoc  ·  Kontakt  ·  Regulamin